<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3171570640406917346</id><updated>2012-02-16T11:55:33.746-08:00</updated><title type='text'>Depresja</title><subtitle type='html'>Tęsknota za miłością i Depresja, zawsze razem</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://depresjawawpl.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3171570640406917346/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depresjawawpl.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Depresja i Tesknota za miloscia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03033272936624093585</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>7</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3171570640406917346.post-3568478236521267117</id><published>2011-07-06T17:05:00.000-07:00</published><updated>2011-07-06T17:05:27.550-07:00</updated><title type='text'>Depresja - droga do duchowosci</title><content type='html'>To bardzo dziwna choroba, a moze to wcale nie choroba, tylko bolesny stan duszy?&lt;br /&gt;Dzialaja armie specjalistow, ktorzy probuja nas uwolnic od depresji: psychiatrzy, psychoterapeuci, psycholodzy, parapsycholodzy, bioenergoterapeuci; zalecane sa terapie indywidualne, grupowe, autopsychoterapia, psychoanaliza, terapia zajeciowa, pozytywne afirmacje itd. itp. oraz farmakologia. Probowalam wszystkiego!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja depresja dala o sobie znac 16 lat temu. Praca, obowiazki domowe staly sie dla mnie trudnosciami nie do pokonania. Strach, niemoc, slabosc - to uczucia, ktore mnie nie opuszczaly. Obsesyjne myslenie, co powinnam dzis zrobic, ile moglabym zrobic, co uda mi sie zrobic i. tesknota za wieczorem, kiedy juz dzien sie skonczy i bedzie mozna schowac sie w poscieli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po latach zmagania sie z moimi stanami duszy i ciala (bole i zawroty glowy, dusznosci, bole w klatce piersiowej i plecow, sztywnienie rak, nog, palpitacje, pocenie sie, ogolna slabosc fizyczna, wstret do jedzenia) przeczytalam gdzies, ze istnieje tak zwana depresja nawykowa, innymi slowy uzaleznienie od depresji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mozna uzaleznic sie od komputera, jedzenia lub niejedzenia, od narkotykow, nikotyny, alkoholu, drugiego czlowieka a nawet od swojej depresji! Na czym to uzaleznienie polega? Zapewne na tym, ze sytuacje trudne, stresowe, gdy cos idzie nie po mysli, gdy trzeba sie nagiac, to wtedy alkoholik siega po alkohol, a depresant po depresje. Jest to rodzaj oswiadczenia wszem i wobec: ja sobie z tym nie poradze, dajcie mi spokoj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest mnostwo swiadectw osob, ktorym udalo sie wydostac z depresji, z alkoholizmu, narkomanii, czy innych uzaleznien. To daje nadzieje. Ja po kilkunastu latach zmagania sie ze stanami depresyjnymi, po wielu lekturach na ten temat, uwazam, ze wszystkie nasze uzaleznienia biora sie z czarnej dziury, ktora jest w naszej duszy. Dusza krzyczy, wola o pomoc - ona chce zyc, a my nie pozwalamy jej oddychac, gdyz na zycie duchowe nie mamy czasu lub nie wiemy, co to takiego jest?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dusza nazywam miejsce na milosc, przebaczenie, pokore. Dusza kontaktuje sie z Panem Bogiem i z naszymi uczuciami. Dusza tez kontaktuje sie z naszym sumieniem. Mowi sie potocznie: czlowiek bezduszny, albo bez serca, co oznacza czlowieka zlego, bezwzglednego. Czy to znaczy, ze czlowiek w depresji jest zly? Nie, nic podobnego! Czlowiek w depresji, narkoman i alkoholik nie jest czlowiekiem zlym, lecz ma zaburzony kontakt ze swoja dusza, ktora jest jakby wylaczona z tego obiegu miedzy uczuciami a umyslem. Ja rozumiem to w ten sposob, ze dusza u chorego emocjonalnie czlowieka jest tez chora. Ale jest na tyle silna, ze dopomina sie o zmiane, o nawrot, o kontakt z Bogiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przelomem w walce z moja depresja, byly pierwsze spotkania z Panem Bogiem. Po kilku latach roznych prob z terapiami i sesjami psychoanalitycznymi trafilam do Petry, gdzie leczono alkoholikow i wspoluzaleznione zony. Tam dowiedzialam sie o Sile Wyzszej, ktorej mam oddawac trudne sprawy. Tam nauczylam sie modlitwy:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Panie uzycz mi pogody ducha,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;abym umiala zmieniac to, co zmienic moge,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;godzic sie z tym, czego zmienic nie moge&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i odrozniac jedno od drugiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tych czterech wersach zawarta jest prosta, wielka madrosc. Oczywiscie intelektualnie przyjmujemy ja z zachwytem, ale nasze emocje, nawyki, dalej robia co chca. Trzeba wielkiej pracy, aby ta modlitwa przyniosla owoce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan Bog przychodzi, pomaga i wyzwala tych, ktorzy Go prosza, ktorzy prosza o pokore i milosierna milosc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;147 Responses to “Depresja - droga do duchowosci.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Marek on stycznia 4, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Czesc. Trafilem tutaj zupelnie przypadkowo. Choc powiem przekornie - nic nie dzieje sie przypadkiem.&lt;br /&gt;Tez mam problemy z depresja. Przeczytalem na ten temat sporo. Przepraszam z gory wszystkich wierzacych. Choroby, moim zdaniem, nie”uleczy” Bog. Choc z drugiej strony…..&lt;br /&gt;Ludzie cierpiacy z powodu depresji maja silnie rozbudowane “zycie wewnetrzne” .Nasze wlasne negatywne mysli sa wrogiem nas samych. Wszystkie zdarzenia z przeszlosci, terazniejsze i te ktorych sie spodziewamy, odbierane sa przez nasza podswiadomosc jako potencjalne zagrozenie.&lt;br /&gt;Uwazam wiec ze nie istota problemow jest wazna, ale to, jak my sami je odbieramy.&lt;br /&gt;Przychodzi mi do glowy jedno rozwiazanie - pozytywne myslenie. Szukanie znajomych, przyjaciol wsrod takiej grupy. Mysle ze srodowisko w jakim przebywamy, w duzej mierze wspomoze nasza wlasna “walke”.&lt;br /&gt;No tak, niby to wszystko wiem, dlaczego wiec jestem tutaj i pisze te slowa?&lt;br /&gt;Po pierwsze - nie zawsze mamy mozliwosc wyboru “odpowiedniego” dla nas “srodowiska”.&lt;br /&gt;Po drugie -nauczyc sie myslenia pozytywnego jest cala&lt;br /&gt;nauka. To przestrojenie calego naszego sposobu&lt;br /&gt;myslenia, postrzegania zdazen i odpowiedniej dla nas samych “zdrowej”interpretacji.Chora jest nasza dusza,nie cialo.Usmiech, milosc , zrozumienie&lt;br /&gt;to moim zdaniem lekarstwo na to ,czego sam szukam.&lt;br /&gt;pozdrawiam Marek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on stycznia 5, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witaj Marku! Piszesz, ze ludzie cierpiacy z powodu depresji maja silnie rozbudowane zycie wewnetrzne. Tak, zgadzam sie z tym zdaniem, ale chcialabym je uzupelnic. Wlasnie dlatego, ze maja tak bogate zycie wewnetrzne, ktore nie odnajduje “zatrzymania” w zyciu duchowym, gdy dusza jest zaniedbywana, gdy nie znajduje miejsca dla siebie - to znaczy brak jej wiary - to wtedy cierpi i choruje. Depresja jest choroba duszy. Duszy wrazliwej, teskniacej za dobrem, prawda, miloscia. A wokol cwaniactwo, klamstwo, gonitwa za kasa, kariera…&lt;br /&gt;Gdy odnajdziemy swoja hierarchie wartosci - a w jej odnalezieniu pomaga wiara, albo chocby czytanie Pisma Swietego - to odnajdziemy takze sens naszej egzystencji, sens cierpienia i sens milosci. Ale nie tej milosci romansowej, tylko milosci, ktora opisuje sw. Pawel w Pierwszym Liscie do Koryntian w “Hymnie o milosci” - milosci milosiernej.&lt;br /&gt;Wiara pomaga wychodzic z alkoholizmu, narkomanii a takze depresji. Zacznij od lektury Ewangelii - polecam.&lt;br /&gt;Pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Marek# on stycznia 8, 2008 | Reply&lt;br /&gt;No tak, troche potrwalo zanim postanowilem odpowiedziec na Twoje slowa. Zawsze staram sie byc szczery - troszke “zawila” ta Twoja wypowiedz.&lt;br /&gt;No coz, pozwole sobie w pewnych kwestiach miec odrebne zdanie.&lt;br /&gt;Ludzie cierpiacy na depresje, w taki lub inny sposob, zostali w nia w jakims stopniu “wepchnieci”. Piszesz ze :”Wlasnie dlatego, ze maja tak bogate zycie wewnetrzne, ktore nie odnajduje “zatrzymania” w zyciu duchowym, gdy dusza jest zaniedbywana, gdy nie znajduje miejsca dla siebie - to znaczy brak jej wiary - to wtedy cierpi i choruje” - mysle ze to zdanie przeczy samemu sobie. Dlaczego?&lt;br /&gt;Bo jak mi sie zdaje, majac rozbudowane zycie wewnetrzne, czesto idealizujace to za czym tesknimy, marzymy - nie odnajduje odzwierciedlenia w zyciu codziennym.&lt;br /&gt;Co do hierarchii wartosci. Hmm, jak sadze to wlasnie w/w hierarchia zostala w pewien sposob “naruszona”przez osoby, srodowisko, czy inne przyczyny.&lt;br /&gt;Nie jestem do konca przekonany ze sami jestesmy w stanie odbudowac lad w naszej duszy. Zreszta bez wiekszego trudu potrafie to udowodnic.Chyba jednak nie o to chodzi.&lt;br /&gt;Piszesz ze pomoze wiara, czytanie Pisma Swietego. Mala niespodzianka - Pismo Swiete czytalem wielokrotnie. To naprawde madra ksiazka. Czy pomogla? Hmm, na pewno wzbogaca “zycie wewnetrzne”, jest w niej rowniez wiele ponadczasowych rad. Jednak nie o to do konca chodzi (caly czas przedstawiam swoje zdanie).&lt;br /&gt;Wielu z nas potrzebuje kogos, komu mozna “powierzyc” swoje mysli, uczucia. Odbudowac zaufanie i czuc wsparcie kogos, komu powierzylo sie swoje “cialo i dusze”. Byc moze sa ludzie, ktorym wiara pozwoli “stanac na nogi”.&lt;br /&gt;Jednak sa ludzie ( ja rowniez do nich naleze) ktorzy sa najzwyczajniej w swiecie samotni ze swoja choroba. Czesto najlepszym lekarstwem jest dla nich druga osoba.&lt;br /&gt;Czasem usmiech i zrozumienie polaczone z zaufaniem potrafia wiecej niz wszystkie madrosci razem wziete.&lt;br /&gt;To tylko moje zdanie - pozdrawiam Marek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Dana on stycznia 17, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Marku, podobnie jak Ty uwazam, a tak wlasciwie odczuwam, ze wsparciem dla depresanta jest druga osoba (nie zawsze przyjaciel), chodzi mi o milosc wprost, drugie serce; potrzeba kogos realnego (w pojeciu czysto ludzkim), komu powierza sie dusze i cialo, jak piszesz… osobiscie doswiadczam ciaglego odrzucenia czlowieka, ktoremu zaufalam jak dziecko. Wciaz dzwiecza mi jeszcze w sercu slowa jakimi mnie karmil; mimo, ze odwrocil sie ode mnie w najtrudniejszym dla mnie momencie, lekcewazy i zdradzil… i ciagle zdradza… odszedl z dnia na dzien, kocham go. Problemem dla mnie jest zawsze zazdrosc i swiadomosc sponiewieranej milosci… Doswiadczenie depresji rozerwalo mi serce; najgorszy jej czas (2 lata) nastapil, gdy poznalam to drugie serce, w ktorym sie odbilam jako kobieta i czlowiek, ktore uszanowalo moja wiare, modlilo sie razem ze mna… to serce odeszlo, pozostawiajac, jak sie okazalo, slady klamstw i egoizmu; po nim doswiadczylam milosci do przyjaciela, ktory wyssal ze mnie uczucie, tzn, pozwolilam na to, bo zakochalam sie, chcialam mu dac to, co odrzucilo inne serce, On to wzial i oklamal… moze ze strachu…; wtedy zobaczylam serce Chrystusa… jak ono poswiecilo sie dla tych, ktore kochalo i kocha. Sa dni letnie, zimne, obojetne ale i gorace, wrecz rozzarzone dla Boga; dla tej milosci; Cala milosc duszy, jaka odrzucily ludzkie serca, powierzylam Chrystusowi, chce wierzyc, ze On ja przyjmie po prostu i nie zamknie swojego serca przede mna, przed czlowiekiem. Ja wierze w Chrystusa z krwi i kosci i Jego WIELKIE SERCE, w ktorym moge sie odnalezc bez leku i odrzucenia, bez klamstw i wzgardy; jest trudno z wszystkim tym wkraczac codziennie do biura; realizowac jakies projekty i pracowac z ludzmi, czujac ciagle tesknote i porzucenie tych, ktorych sie kocha i bedzie sie kochac bez wzgledu na zadane rany… Nie moge sie od tego uwolnic; trudno jest tez w tym samym czasie odnalezc oslode w modlitwie… to ponad moje ludzkie sily… Staram sie i modle o laske wtrwania… o ochrone. Jakkolwiek nie patrze na depreche, klu problemu zawsze widze w braku milosci, a przede wszystkim niemocy obdarowania nia wlasnie czlowieka. Jestesmy tak stworzeni, ze istniejemy w pelni wobec Boga jako pary (w wiekszosci) - tak mysle i czuje; jednym jest dane spelniac sie w duecie a innym… sama nie wiem… odkrywac swoje powolanie zyciowe dzien po dniu, miedzy bolem, lzami, tesknota i dezorientacja a nadzieja, ze to ma jakis sens; pozdrawiam Ciebie i wszystkich, ktorzy tutaj otworzyli sie i zaufali (mimo anonimowosci)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Marek# on stycznia 20, 2008 | Reply&lt;br /&gt;No coz “Dano”, czytam Twoje slowa, czytam i zastanawiam sie co “powiedziec”. Piszesz “istniejemy wobec Boga jako pary” - pomijajac kwestie samej wiary( przepraszam, jesli w jakis sposob Cie to urazilo) zgadzam sie pelni. Samotnosc powinna byc naszym wyborem. Czasem jednak doswiadczamy jej wbrew naszej woli . Wiem czym jest zycie w samotnosci.&lt;br /&gt;Wiem rowniez, czym sa wykorzystane uczucia.&lt;br /&gt;Niestety to wszystko wiem. Wolalbym, aby moje zycie takich lekcji nie doswiadczalo. No coz, czasem bywa inaczej. Na temat depresji przeczytalem tomy opracowan.&lt;br /&gt;Czy bywaja pomocne? Hmm, powiem w ten sposob, pomagaja nazywac pewne rzeczy po imieniu. Mysle, ze ludzie szczesliwi nie czytaja moich slow, a ciesza sie swoim codziennym zyciem. Kazdy ma w nim swoje wieksze i mniejsze troski. Jednak “pokonywanie ” ich razem, w milosci i zaufaniu jest duzo latwiejsze.&lt;br /&gt;Tak sie teraz zastanawiam, czlowiek samotny ma swojego “partnera” - to wlasne mysli, niestety to bardzo “toksyczny towarzysz”. Potrafi przypominac chwile pelne lez i smutku. “Pomaga” rowniez w budowaniu muru wokol siebie.&lt;br /&gt;No coz, mimo mojej nie wesolej przeszlosci, chce jeszcze raz zaufac i jeszcze raz zaczac sie usmiechac. Jak mowi powiedzenie “samotnosc jest blogoslawienstwem dla tych, ktorzy jej szukaja i przeklenstwem dla tych, ktorzy sa do niej zmuszeni”. Wierze, ze prawdziwy zwiazek, oparty na pelnym zaufaniu, co za tym idzie, na wspieraniu sie w trudnych dla nas chwilach, pozbawiony jest choroby zwanej depresja . Jesli jednak taki stan sie zdazy, duzo latwiej przejsc ja z osoba, ktora da nam swoje wsparcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To tylko moje zdanie .&lt;br /&gt;Kiedys komus powiedzialem “mam nadzieje, ze ta strona stanie sie przeszloscia” zycze Tobie, rowniez innym , by podobne strony staly sie przeszloscia. Abysmy wszyscy swoje smutki, niepokoje, radosci czy nadzieje - mogli dzielic ze swoja druga polowa. Mam nadzieje&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;pozdrawiam&lt;br /&gt;ps .Czytam swoje “slowa” jeszcze raz. Pisane bez skladu i ladu. &amp;nbsp;Przepraszam, jeszcze jeden dzien sam z wlasnymi myslami.&lt;br /&gt;Co do anonimowosci - zawsze jej unikalem , robie to rowniez teraz -marekfp@o2.pl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By anita on lutego 2, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Wiara jest bardzo wazna! Tak jak czlowiek nie ma przyjaciol to szuka bardziej Boga. Nie dziwie sie, czasami z Nim rozmawiam, bo On nie powie mi nic glupiego, a znajomi i bliscy tak. Wez sie do cholery w garsc, lub dlaczego bylas tak glupia i zadalas sie z takim facetem, ktory zniszczyl twoja osobowosc! Robi nadal zle rzeczy, abys nie mogla zyc normalnie, zastraszyl i zaszczul twoje zycie. Chcialam wynajac adwokatow, ale nie mam szans finansowych. Wiec plywam jeszcze w tym bagnie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By sundari on lutego 4, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Wiara nic nie daje. Bog jest wymyslem slabych ludzi, ktorzy mysla, ze sobie nie poradza sami. Modlitwa tylko wycisza, ale nie daje upragnionego szczescia. Daje jedynie nadzieje, ze moze byc lepiej… zludna nadzieje… Bog to nie czarodziej z bajki. Modlilam sie, uczeszczalam regularnie do kosciola. I co z tego? Zyje dalej w tej gownianej dziurze… Bog tu nic nie pomoze. Umre i tez bedzie “nic”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Danusia on lutego 9, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do sundari: Rzeczywiscie, tak to nasze zycie moze wygladac, jesli sie czlowiek skupia tylko na sobie, bardziej na braniu niz na dawaniu.Wydaje sie, ze w depresji, nic nie jestesmy w stanie dac, a jednak to nie prawda, mozemy ofiarowac Bogu nasze cierpienia. Pan Bog bedzie wiedzial co z tym zrobic i dopiero po smierci zobaczymy ile dobrego uczynilismy. Naucz sie laczyc cierpienia swoje z cierpieniami Chrystusa, wtedy nabiora wartosci. Kiedy jestes na Mszy Swietej, wiedz ze przy Tobie jest aniol, ktory niesie naczynie, w ktorym powinny byc zlozone twoje ofiary (mozna powiedziec:Panie Jezu dzisiaj ofiaruje Ci swoja niemoc, swoja rozpacz, gniew, niepokoj, bunt) Pan Bog, zeby walczyc z diablem, musi miec argumenty, poniewaz jest to walka na slowa. Sundari, ta Twoja dziura moze okazac sie kopalnia diamentow. Pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Annie on lutego 13, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Prosto pisac o Bogu, kiedy jest ich tylu… Dac, nie damy, jesli w to nie wierzymy. W depresji nie mozna wierzyc. “Zyje dalej w tej gownianej dziurze… Bog tu nic nie pomoze. Umre i tez bedzie “nic”.” Tak dobrze rozumiem te slowa… Rowniez chodzilam do kosciola katolickiego, z lzami uczeszczalam do spowiedzi… Nikt nas nie rozumie. Wszyscy jestesmy samotni, a ludzie wymagaja od nas niemozliwego, nazywajac nas pozniej ‘zlymi’, ‘bezwzglednymi’. Moja niegdys najblizsza przyjaciolka zaczela olewac mnie, kiedy znalazla sobie faceta. I co? Wrocilam do depresji… Ja nie chce spedzac z nia 1/10 pustego czasu, wole byc sama, niz czuc sie sponiewierana. Nazwala mnie zlym czlowiekiem, egoistka… Kiedy potrzebuje tylko troche wiecej czulosci. Rodzice wysylaja nas do szkoly, nie dostrzegajac cierpienia jakiego doznajemy… Jeden z moich psychologow cudownie ujal depresje: “zyjesz z oderwana skora, wszedzie otwarte rany. Ludzie slepi dotykaja je, nie znajac Twego bolu”. Pani Dorota Krzywicka. Niestety nie jest tania, dlatego juz do niej nie chodze… Depresja, to potrzeba milosci, ktorej nie otrzymamy, bo nie potrafimy jej dac. Bo komu? Nie pokochamy nikogo, kto Nas nie zrozumie… Kto bedzie pytal “dlaczego placzesz?” i dawal bezsensowne rady? Na szczescie czuje uplyw czasu zblizajacy nieustannie do wlasnej smierci… Tylko co bedzie z Nami pozniej…?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Danusia on lutego 14, 2008 | Reply&lt;br /&gt;do Annie. No wlasnie… co bedzie z nami pozniej. Piszesz… umre i tez bedzie nic… Ja mysle, ze objawila sie tu Twoja wiara a raczej jej brak. Wiedz, ze wiara jest laska. Popros o nia Jezusa. On nie jest mitem, nie jest gluchy, wystarczy, ze poprosisz o to sercem. Ludzie zawsze nas zawodza, bo sa tylko ludzmi. Jezus nigdy nie zawiedzie, przekonalam sie o tym. Prosze, przeczytaj ksiazke Wassuli Ryden “Prawdziwe zycie w Bogu” a poczujesz Jego milosc do stworzenia,w ogole poczujesz sie lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By lisa on lutego 14, 2008 | Reply&lt;br /&gt;witam, poczytalam troche wypowiedzi, i coz Annie swietnie, o ile tak mozna powiedziec ujelas stan depresji. Rowniez doznaje od innych ludzi coraz wiekszej nienawisci. Staram sie, ale widze, ze na tym swiecie niestety my ludzie slabsi, nie mamy szans przetrwania. Probuje sobie jakos to tlumaczyc, dlaczego doznaje ciagle przykrosci, smutku, i czuje taka niesprawiedliwosc, czuje, ze zaciska sie petla na mojej szyi, ten caly swiat pieknych kolorow wydaje mi sie bez sensu. I na peno “zdrowi” ludzie nas nie zrozumieja. Nie wiem czemu, ale czuje, ze wzbudzam w ludziach niechec. Nie wiem czym mam sie w zyciu kierowac. Probowalam wszystkiego, ale niestety pograzam sie coraz bardziej.&lt;br /&gt;Danusia, nie wiem czy przekonasz innych do Boga. Powiem Ci, ze mam wielka nadzieje, ze Bog istnieje i zycie poza ziemskie. Bo jak nie, to nie wiem, co ja robie na tym swiecie. Z roku na rok jest coraz gorzej, czekam na smierc. Prosze Boga o nia! Tylko mysl o smierci daje mi jakies wytchnienie. Zyje, bo nie chce sprawic przykrosci moim rodzicom. A tak to kazdy dzien jest potwierdzeniem tego, ze nie nadaje sie do tego swiata. Stracilam nadzieje, ze kiedys zaswieci slonce. Wiem, kazdy ma problemy a mimo to ludzie zyja, ciesza sie zyciem. ok, moze sobie swietnie radza a ja nie!!!!&lt;br /&gt;Nie wiem dlaczego panuja takie trendy, ze musisz byc szczesliwy, piekny, inteligentny, madry, wrazliwy, dobry, silny, sprytny, idelany, miec powodzenie itp, itd. Ktos wymyslil, ze trzeba cieszyc zyciem, bo jak nie - to jestes chory. Takze jestem chora i koniec. Dlaczego nikt nas nie pyta czy chcemy zyc?? Podobniez ludzie rodza sie z pedem do zycia. Czyzbym ja urodzila sie bez woli zycia? Rodza sie dzieci chore fizycznie, kalekie, czy brak woli do zycia to moze jak brak innego organu??&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Maggie on lutego 22, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witajcie, ostatnio czesto mam ponizsze refleksje.&lt;br /&gt;Wsparcie drugiego czlowieka - depresanci potrzebuja wsparcia ze strony drugiego czlowieka, to prawda. Niestety, moim zdaniem jest to nierealne. Przez wiele lat uczylam sie, ze zaufanie komus nie przyniesie niczego dobrego. Mi przynosilo najczesciej bol. Wszystko co bylo powierzane drugiej osobie, po jakims czasie zadawalo cios. Nauczylam sie wszystko dusic w sobie. Wmawialam sobie, ze jestem silna, ze musze dac sobie rade, bo nie moge liczyc na niczyja pomoc. W czasie mojego najwiekszego zwatpienia pojawil sie Bog. Uczepialam sie Jego. Zwierzalam Mu sie, wyplakiwalam, oskarzalam Go o los jaki mi sprawil. Pozniej czulam jakis pokoj, ktorego nie umiem wyrazic slowami.&lt;br /&gt;W tym czasie On byl moim jedynym powiernikiem. Kiedy inni ludzie wykorzystywali moje slabosci przeciwko mnie, On jedyny nie puszczal pary. Pod tym wzgledem czulam sie bezpiecznie. Po jakims czasie to mi nie wystarczylo. Potrzebowalam czyjejs bliskosci. Przytulenia, potrzymania za reke, po prostu pobycia. Aby juz nie czuc sie taka osamotniona. To byly trudne chwile. Z jednej strony potrzebowalam drugiego czlowieka, a z drugiej strony balam sie zaufac.&lt;br /&gt;Z racji, ze Bog nie mogl mi zapewnic tej bliskosci fizycznej, oddalilam sie od niego. Przestalam sie modlic, czytac Pismo Swiete i w ogole przestalam z Nim rozmawiac.&lt;br /&gt;Ktoregos dnia pozwolilam sobie na milosc. Na to, zeby ktos mnie pokochal i zebym ja pokochala druga osobe. Powiem Wam, ze nie kochalam tak swiadomie jeszcze nikogo w zyciu. I nie jest to uzaleznienie, jak czasem mowi moj ukochany. Jest mi wtedy bardzo przykro. Myslalam, ze jak sie zakocham, wszystkie leki i depresja znikna. Niestety tak nie ma. Owszem czasem odczuwam ulge, jak ta bliska osoba jest ze mna. Ale ona tez zawodzi. Ja coraz czesciej slysze. “Ja nie jestem lekarstwem na Twoja depresje. Ja nie pomoge Ci. To mnie juz przerasta. Czego yy ode mnie oczekujesz? To mnie juz meczy.” W tych chwilach wraca do mnie myslenie sprzed kilku lat. Wyrzucam sobie, ze pozwolilam sobie na zaufanie, ze jestem naiwna, ze znowu dalam sie oszukac. Od niedawna w takich najtrudniejszych chwilach zwracam sie czasem do Boga. Przynosi mi to ulge w postaci oslabienia i lekkego ukojenia.&lt;br /&gt;Teraz tak z perspektywy czasu mysle sobie, ze poleganie na drugim czlowieku, myslenie, ze ta druga osoba przyniesie Ci ulge, jest mylne. Nawet psychoterapeuta moze powiedziec cos, co tak bardzo zaboli, ze masz mysli, aby ze soba skonczyc, a co dopiero osoba, ktora kochasz. Najlepiej byloby nie oczekiwac niczego od innych ludzi, ale czy to mozliwe? Przeciez jak idziemy do przyjaciolki, gdy mamy podly nastroj, to liczymy, ze ona wyslucha. A tu bywa roznie.&lt;br /&gt;Wiec czy to naprawde chodzi o bliskosc drugiego czlowieka? Naprawde nie wiem. I chyba dlugo jeszcze sie nie dowiem. A co do Boga. To moze zaczne Go odkrywac na nowo. Kiedys mi pomogl, moze teraz tez sie uda. Ale jak i Jemu zaufac bez oczekiwan?&lt;br /&gt;pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By kemot on lutego 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Mam prawie 25 lat. Pochodze z rozbitego domu. Mieszkam w malym miescie. Stracilem prace. Usilnie szukam nowej, ale bez efektow jak na razie. Mialem problemy z naduzywaniem niektorych rzeczy. Z tego powodu zaczal sypac sie moj zwiazek. Przestalem naduzywac, ale niewiele pomoglo. Niedawno sie rozsypal. O studiach nie wspomne. Tez porazka. Rozlecialo mi sie w rekach wszystko, co mialem. Najbardziej boli ostatnia porazka, czyli klapa zwiazku. Ostatnia pozytywna rzecz, ktora mi zostala. Od jakichs 6 miesiecy mam depresje. Czasem sie nasila. Czasem slabnie. Zycie sprawia mi bol. Chodze do psychologa, ale poprawy nie widze. Kazdy dzien jest jak tortura. Przedzieranie sie. Czekanie na sen, ktory czasem nie przychodzi. Czuje sie strasznie przytloczony, tym, co na mnie spadlo. Cholernie boli mnie zwlaszcza zakonczony zwiazek. Utracilem wsparcie kogos bliskiego, kogos z kim wiazalem duze nadzieje na przyszlosc. Obecna niechec, wrecz nienawisc tej osoby do mnie sprawia, ze czuje sie odpowiedzialny za ten koniec. Nie mam sily wstawac rano. Jesli klade sie spac, to z nadzieja, ze nastepny dzien przyniesie cos dobrego. Ale nic sie nie zmienia. To trwa juz za dlugo. Nie wiem jak sobie pomoc. Coraz bardziej sklaniam sie ku samobojstwu. Co moglem, to sp…. Czego sie obecnie nie tkne, dzieje sie tak samo. Wniosek - nie umiem radzic sobie z zyciem, z ludzmi, z niczym. Moze jak sie zrestartuje pojdzie lepiej? Moze w nastepnym zyciu nie bedzie tylu porazek? Bo prognoza na jutro jest raczej nieciekawa. Mysl o tym bardziej napawa mnie spokojem niz strachem. Coraz bardziej utwierdzam sie w swoim wyborze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Slaw on lutego 27, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Kemot - to minie! Prosze Cie nie rob glupstw. Twoje doswiadczenia to - jakbym widzial siebie jakis czas temu… Bol w koncu oslabnie, a Ty odnajdziesz sily, by od nowa, powolutku, zaczac odbudowe swojego zycia. Prosze daj znac, ze zyjesz. Po wylaczeniu nie ma juz startu. My ludzie nie mozemy sie zrestartowac, mozemy natomiast odbudowac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Ania on lutego 28, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witaj Kemot! Najgorsze mysli, jakie moga byc, to mysli samobojcze. Czytajac Twoja historie po czesci widze siebie. Lekarstwem na Twoje bole jest modlitwa. Powierz te niepowodzenia Bogu, a On juz wie jak Ci pomoc. Wiem, bo sama tego doswiadczam kazdego dnia. Pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Monika19 on marca 9, 2008 | Reply&lt;br /&gt;jestem corka osoby chorej na depresje i zaczynam sie zastanawiac, czemu to akurat teraz wyszlo. Czemu moja mama zachorowala akurat teraz - sama nie wiem, co myslec. Byl czas, kiedy nic jej nie bylo. Jakies 6 miesiecy nic, zadnych objawow. Kiedy sie zorientowalam, ze wrocila, bylam tak wsciekla, tak strasznie wsciekla. Nienawidze tej choroby i to jest najgorsze, nie potrafie powiedziec spokojnie jestem tu i naprawde Cie kocham. Nie potrafie, bo wiem, ze ta okropna choroba zabiera mi mame i probuje nia wstrzasnac, zamiast wspierac. Probuje przemowic do rozsadku tej czarnej damie, ktora paleta sie niepotrzebnie i psuje swiat wkolo.&lt;br /&gt;Juz nie wiem co robic. Wydaje mi sie, ze teraz, jak wrocila bardziej rani mnie niz mame. Oczywiscie nic jej nie mowie. Czuje taka nienawisc do tej choroby, taka cholerna nienawisc.&lt;br /&gt;Nie mam pojecia jak do niej mowic, ani od czego zalezy jej choroba,nawroty i ustepowanie, kiedy przygladam sie naszemu zyciu, nie widze zadnych zakretow miedzy jednym a drugim nawrotem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Kornelia on marca 14, 2008 | Reply&lt;br /&gt;“Pan mnie strzeze… Pan mnie strzeze…&lt;br /&gt;czuwa nade mna Bog… On jest moim cieniem…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By tolek on marca 24, 2008 | Reply&lt;br /&gt;tak naprawe nie wie nikt co sie dzieje w naszej duszy (i umysle) tylko BOG, tylko ON moze nas uleczyc, jezeli bedziemy tego bardzo pragneli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By asia on marca 27, 2008 | Reply&lt;br /&gt;zmagam sie z depresja od szesciu lat… mysle, ze powodem tych stanow byly ciagle problemy w domu, ze zdrowiem… Od malenkosci wysluchiwalam awantur w domu, przeklenstwa, latajace przedmioty byly na porzadku dziennym, i ja mala, przestraszona dziewczynka, siedzaca i placzaca w pokoju, samotna… nikt na mnie nie zwracal uwagi i z zadnej strony wsparcia. Potem zaczely ciagnac sie choroby z zoladkiem, ciagle wymioty, silne nerwice i znowu nikogo obok, tylko krzyki. W wieku dojrzewania odnalazlam sie w buncie, znalazlam swoich przyjaciol, rzadko bywalam w domu, ale kiedy to minelo (wszyscy wyroslismy z mlodziezowej rewolty) kazdy poszedl w swoja strone. W tej chwili mam nowe problemy zdrowotne, pojawiaja sie dziwne zmiany na skorze, ktorych nie umiem zaakceptowac i przez to wyrwac sie z domu, gdzie wciaz trwa ten sam stan rzeczy. Jestem zupelnie sama w swoim cierpieniu, kazdy z przyjaciol zyje swoim zyciem i nie interesuje sie mna zagubiona, nieporadna, skrzywdzona przez los ,,dziewczynka”. Dodam jeszcze, ze moich problemow zdrowotnych nie da sie wyleczyc, lekarze nie znaja na to sposobu. Jedyna moja silai nadzieja jest Bog (bo wierze, ze jest, zawsze tak bylo) ale mam wrazenie, ze On tez mnie zostawil. Nie daje zadnego znaku, nie slyszy mych prosb. Me leki, bole w klatce zostana juz ze mna chyba na zawsze……….&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By asia on marca 27, 2008 | Reply&lt;br /&gt;krwawi mi serce… dlaczego to wszystko spotyka wlasnie mnie?!!!!! Nigdy nie krywdzilam ludzi, slyszalam kiedy wolali o pomoc… a teraz? teraz zostalam sama, budze sie co rano i placze, czuje rozczarowanie swoim zyciem, tym co sie stalo, bol rozdziera mnie od wewnatrz, zadajac mi kolejne rany, jest jak noz, ktory tnie i tnie, jakby chcial pobic rekord na ilosc strzepow na jakie mozna rozerwac wnetrze, dusze czlowieka… lzy plyna same, nie przestaja… stracilam wszystko, szkole chyba juz tez. Bog mnie nie slyszy, choc tak prosze o pomoc! Zostalam sama.!!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By tolek on marca 27, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Droga Asiu, nie jestem specjalista, ale mysle, ze musisz przebaczyc komus, to tylko wiesz. Musisz stanac w prawdzie przed soba. Wiem z doswiadczenia wlasnego, ze to bardzo boli, lecz nie ma innej drogi. Sprobuj!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By roxi26-82 on marca 27, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witajcie. Na depresje choruje juz 4 lata. To najdluzsze i najsmutniejsze 4 lata mojego zycia. Pamietam dziewczyne sprzed lat - pelna pasji, optymizmu, nadziei. Gdzie teraz jest..? Zagubilam sie. Zboczylam z drogi, ktorej teraz nie moge odnalezc.. Otwieram oczy tylko dlatego, ze w koncu trzeba je otworzyc. I dla mojego 4 letniego synka, ktory tak czesto widzi ze mama placze. Stalam sie agresywna i obsesyjne zazdrosna. Maz stara sie mnie rozumiec, ale jak dlugo..? Teraz jestem w 7 miesiacu ciazy. To wlasnie w ciazy pogorszyl sie moj stan. Czy jest ktos kto wie, jaki wplyw na depresje ma ciaza? Potrzebuje pomocy. Tak ciezko mi oddychac… Tak ciezko zyc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By roxi26-82 on marca 27, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Droga asiu. Lzy splywaja rowniez po moich policzkach i smutek wygrywa, gdy chce sie usmiechnac… Wiem jak Ci ciezko. Sama sobie nie umiem pomoc i Tobie za wiele pewnie nie pomoge, ale wiedz, ze nie jestes sama. Nie w tej chorobie. A jesli nie ma przy Tobie nikogo kto Cie zrozumie i wesprze, to musisz wiedziec, ze tak jest czesto z nami, chorymi… ONI nie chca WIDZIEC naszej choroby. To rujnuje ich zdrowy, poukladany swiat. A teraz walcz dla siebie samej! Ja tez sprobuje… Jestem z Toba. Tak samo chora…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karolina on marca 28, 2008 | Reply&lt;br /&gt;najskuteczniejsza metoda zwalczania depresji jest utwierdzenie sie w przekonaniu, ze Bog stworzyl nas ludzi na swoj obraz i podobienstwo - tak wiec w kazdym z nas jest Jego czastka zdolna do wielkich rzeczy, rowniez do uzdrowienia wlasnej duszy poprzez dostrzezenie Go we wszystkim, co zostalo przez Niego stwozone. Tak wiec nigdy nie jestesmy sami, nawet wtedy gdy nie ma przy nas drugiego czlowieka mozemy odczuc moc i sile w promieniach slonca, w kamieniu lezacym na drodze. Pamietajmy ze nie zyjemy dla siebie tylko dla innych. Ja choruje na depresje juz 2o lat i jestem silna dzieki temu co napisalam, bo w to wierze&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Mike on marca 28, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Ze swoim cierpieniem juz sie pogodzilem. Jest mi bardzo ciezko, ale sie pogodzilem. Wiecie co mnie martwi najbardziej. Boje sie o moja zone, ona to przezywa ze mna przez wiele lat. Czasami jest na mnie zla, wiem o tym, ale czasami stara sie mi pomoc. Widze, ze to na nia zle wplywa. Ostatnio zabraniam jej nawet czytac Wasze artykuly, bo widze, ze to na nia zle dziala. Wszystko jest na jej karku - wychowanie dzieci, prace domowe, i chory maz. Nie wiem jak dlugo ona to wytrzyma. Boje sie, ze ja wykoncze, albo wiecie co… odpukac w niemalowane. Dzieci tez widza, ze z Tata jest cos nie tak. Czasami mysle, ze lepiej bym zrobil, gdybym odszedl, albo zginal w wypadku samochodowym. Mysle, ze wtedy mieli by lepiej.&lt;br /&gt;Pozdrawiam Mike.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By asia on marca 28, 2008 | Reply&lt;br /&gt;nie potrafie dzis pisac, choc tak bardzo bym chciala… nie mam sily… dziekuje Wszystkim za wsparcie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Mala on marca 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Ja nie wiem, czy to depresja czy nie… Mam dopiero 16 lat i na samym poczatku myslalam, ze te gwaltowne zmiany w nastroju to dojrzewanie, ale tak chyba nie jest. Wiem, ze rodzina mnie kocha, ale nikt nie umie wyczuc, ze wolam o pomoc. Mialam przyjaciolke, ktorej moglam wszystko powiedziec, ale poklocilysmy sie i ona sie ode mnie odwrocila i teraz nie mam nikogo, z tata nie mam prawie zadnych kontaktow, bo musial wyjechac za granice do pracy (i jakos za nim nie tesknie, chyba w ogole nie mamy o czym rozmawiac, chyba jedyny powod, dla ktorego moglby wrocic to mama, przeciez sie kochaja). Jedna siostra mieszka z chlopakiem, to jemu poswieca czas. On jest w porzadku, ale jak przychodza nas odwiedzic to nic do niej nie trafia, albo patrzy w TV, albo na niego. Druga siostra ma sama chyba podobny jak ja problem, to z nia chyba jestem najbardziej zwiazana. A mama? Przyklad rozmowy: MAMA - Wiesz z tym ciastem jest cos nie tak. Nie wiem czego dodalam za malo, (i potem mowimy czego mogla nie dodac) i jak skonczymy, to ja mowie np. Wiesz mamo byl dzisiaj sprawdzian i mowie, jakie byly pytania itd., a ona na koncu “Pewnie jajek nie dodalam”. Nie wiem, czy ona w ogole cos zrozumiala. Kiedy moj tata jeszcze pracowal, bo potem stracil prace, bylo w domu tak: mama z tata gadali, siostry(2 lata roznicy miedzy nimi) razem, ja sama siedzialam w pokoju. Po pewnym czasie zaczelo mnie wkurzac jak rodzice do mnie przychodzili, sama nie wiem dlaczego, chcialam, zeby sobie poszli. Moich siostr rodzice pilnowali, zeby sie uczyly. Ja w 4 klasie podstawowki powiedzialam, ze bede sama sie uczyc, ze sama bez niczyjej pomocy chce do czegos dojsc. A po pewnym czasie jakby zaczelo sie to ulatniac, na niczym tak wlasciwie mi nie zalezy nic mi sie nie chce. Wlasciwie to caly czas moglabym spac. Nawet moja ukochana muzyka mi sie znudzila, nic juz mi sie nie chce. Kiedys robilo mi sie smutno jak dostalam 1, teraz mi to zwisa i powiewa, i tak nie dostane sie do zadnego liceum jakiego chcialam. Czuje sie taka bez emocji, nic na mnie nie robi wrazenia. Jasne, sa rzeczy, ktore mi sie podobaja, ale nie wywoluja juz tyle podniecenia ile wczesniej. Ide spac… Dobranoc&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Mala on marca 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Pewnie to byla moja wina, ze doprowadzilam sie do takiego stanu. Jak zwykle…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on marca 30, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Czesc jestem nowa. Od 7 lat lecze depresje, kiedys mialam przerwy w braniu lekow, ale teraz ze wzgledu na wiek i operacje (niski poziom hormonow) bede brala do konca, tak mysle. Dzieki tym lekom wstaje do pracy codziennie i dzieki nim funkcjonuje, bez nich to bylby koniec. Kiedys, gdy bylam w glebokim dole, pragnelam smierci, zeby po mnie nie pozostal nawet popiol, zebym wyparowala jak ta rosa, gdy wstaje slonce, bo popiol to za duzo. W swieta Wielkiej Nocy nie bylam w kosciele, bo po co. Czulam sie kiepsko, pomyslalam sobie, ze gdy bede jechac do pracy rowerem to spotkam Jezusa i na pewno go poznam, a gdyby teraz chodzil po swiecie, to bym wszystko rzucila i poszla za Nim. Boje sie nastepnych swiat, czuje sie wtedy bardzo samotna, nie lubie wolnych dni od pracy, bo siedze w domu i mam zly nastroj. Okreslam to jako przerazliwy smutek. W leczeniu depresji pomaga mi jazda rowerem. Ogladam teraz budzaca sie przyrode, juz kwitna w lesie przylaszczki, niedlugo beda kwitly zawilce. Do pracy jade nieraz 20 km w jedna strone, ale nie zawsze, gdy pozwala na to kolano, ktore mnie czasem boli. Asiu odezwij sie, wiem ze to byl krzyk o ratunek, jesli masz sile idz do lekarza po leki, a pozniej, gdy nabierzesz sil wiecej, siadz na rower - to naprawde cieszy, ale bez lekow, to by pewnie mnie tez nie cieszylo. Jestes mloda i po wyleczeniu depresja nie musi wracac, tak jak u mnie. Badz dobra dla siebie, patrz na zycie z dystansem, leki mi na to pozwolily. Zycie bralam zbyt na serio a teraz wiele spraw mi wisi, szczegolnie w domu, ktorego nie lubie. Odpisz co u Ciebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on marca 31, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Asiu, odezwij sie, ja do Ciebie pisalam przede wszystkim&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on kwietnia 4, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Nic nam nie pomoze, jezeli nie pomozemy sobie sami. Nie wierze w to, ze ktokolwiek zdrowy, nawet psycholog czy inny lekarz (ktory, nie chorowal na depresje) moze zrozumiec nasze cierpienia. Nie miejmy tez pretensji do naszych bliskich, ktorzy nas kochaja, oni tez, choc bardzo sie staraja, do konca nas nie zrozumieja i traca cierpliwosc, kiedy ich starania nie przynosza spodziewanego efektu. Wowczas i oni sa zagubieni. Stad czesto nasze cierpienia nasilaja sie, gdyz czujemy, ze sprawiamy im zawod, kiedy nie mozemy sprostac ich oczekiwaniom i widzimy tez jakim jestesmy dla nich obciazeniem. To staje sie dodatkowa przyczyna naszego pragnienia smierci. Uwolnienia ich od nas samych. Jedynymi , ktorzy wiedza czym jest depresja, co sie czuje, jak bardzo sie cierpi sa ci, co sami to przezyli. Dlatego tym, co mnie uratowalo, byly ksiazki, w ktorych umieszcone byly wypowiedzi ludzi chorujacych na depresje. To spowodowalo, ze wiedzialam, ze musze ja leczyc.&lt;br /&gt;Vasery! Ja zachorowalam 5 lat temu. Mialam dwa epizody choroby. Za pierwszym razem leczono mnie nieodpowiednimi lekami. Drugi epizod byl gwaltowny i bardzo szybko znalazlam sie w krytycznym stanie. Tak bardzo pragnelam unicestwienia siebie, ze probowalam zrobic to sama. Dopiero pozniej moja choroba zostala prawidlowo zdiagnozowana. Od trzech lat jestem zdrowa, choc w dalszym ciagu biore lekarstwa, ktore maja nie dopuscic do nawrotu choroby.&lt;br /&gt;Teraz uwazam, ze jedynie leki moga nam pomoc, choc probowalam wczesniej wszystkiego (modlitwy, medytacje, pozytywne myslenie). Codziennie blagalam Boga o litosc i coraz bardziej zapadalam sie w gleboka paszcze ciemnosci. W koncu uznalam, ze jestem wykluczona z Jego milosci, ona mnie nie ogarnia. Dopiero teraz, gdy jestem zdrowa, moja nadzieja powoli powraca. Moze w moim cierpieniu byl tylko Jemu wiadomy cel, dla mnie zbawienny. Jednak dotad nie potrafie zrozumiec Jego milczenia, kiedy bylam chora i Go tak bardzo potrzebowalam, ze czasami watpie. Nie jest mi latwo modlic sie. Staram sie jednak dziekowac za kazdy dzien.&lt;br /&gt;Widze, ze moj obecny stan jest o wiele lepszy od Twego, czuje sie zdrowa, choc nie potrafie zapomniec o minionych cierpieniach. Nie wiem czy to rodzaj lekarstw decyduje o postepie w leczeniu,czy to indywidualna sytuacja organizmu, ale w moim przypadku dopiero odpowiednio dobrane leki daly pozadany skutek. Ostatnio po Nowym Roku czulam sie slaba i przybita, pomyslalam, ze to nawrot choroby. Przestraszylam sie. Na szczescie okazalo sie, ze to tylko bardzo niskie cisnienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Popieram takze Twoje zdanie na temat jazdy rowerem, tez odkrylam, ze jest to swietny sposob na poprawe samopoczucia. Robie to do dzis, kiedy sa odpowiednie warunki pogodowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytanie Waszych wypowiedzi pomaga mi, potrzebuje ich, aby zrozumiec siebie, aby poczuc, ze nie jestem sama, ze moge podzielic sie swoimi rozterkami z ludzmi, ktorzy mnie zrozumieja, po prostu porozmawiac o tym, o czym nie potrafie nawet z najblizszymi porozmawiac&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 5, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Elu dziekuje Ci za odzew, widze, ze jestes bardzo aktywna na forum, codziennie zagladalam czy ktos odezwal sie do mnie. Dzis sobota, siedze w domu i z wielkim wysilkiem posprzatalam, probowalam troche przespac dnia, nie lubie dni kiedy nie jade rowerem do pracy. Ostatnio w takie dni bardzo sie staram, aby nie siegnac po alkohol, na co mam straszna ochote, aby zapic smutki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 5, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Czuje sie jak przelotny ptak, ktory powinien gdzies odleciec, tylko nie ma takiego miejsca, nie mam pomyslu na zycie. Jest tyle drog a nie ma dokad pojsc. Przepraszam, ze pisze tylko o swoich odczuciach.&lt;br /&gt;ASIU odezwij sie co u Ciebie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 5, 2008 | Reply&lt;br /&gt;ASIA zmiany na skorze moga byc zwiazane z depresja, bo mnie tez piecze skora, bo depresja to nie tylko choroba duszy ale i ciala, jest to choroba psychosomatyczna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on kwietnia 6, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Vasery! Piszac tutaj o swoich uczuciach dzielimy sie nimi z ludzmi, ktorzy potrafia nas zrozumiec. W ten sposob pomagamy sobie nawzajem. Samo opowiedzenie drugiej osobie o swoim cierpieniu sprawia nam ulge.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Asiu ! Leki i bole w klatce piersiowej sa jednymi z objawow depresji. W swojej depresji mialam podobne do Twoich odczucia (te z nozem takze, raniacym nas bez konca.) To tak jakby mi ktos wbijal noz w dusze bez ustanku, nie dajac mi ani chwili wytchnienia.&lt;br /&gt;Warto poszukac dobrego psychiatre, ktory zapisze nam odpowiednie lekarstwa. Sa takie, ale nie zawsze na nie trafiamy. Ja przez dlugi czas przyjmowalam rozne leki, ktore nic nie pomagaly. Dopiero inny lekarz trafil na te wlasciwe, pozwalajace zwalczyc chorobe, choc ich pozytywne dzialanie jest odczuwalne najwczesniej po miesiacu i trzeba je przyjmowac jeszcze bardzo dlugo. Depresje mozna wyleczyc, badz chwilowo zaleczyc, ale i tak jest to wielka ulga, po tak wielkim cierpieniu.&lt;br /&gt;Pozdrowienia dla wszystkich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By asia on kwietnia 10, 2008 | Reply&lt;br /&gt;nie mam sil.. oddech staje sie coraz plytszy, swiat pasji zamienilam na lozko… czasem wydaje mi sie, ze umieram.. zamiast sie bac czuje wtedy tak ogromna ulge, niewyobrazalna… bo nie chce byc, nie bede bez realizacji mego ja, dlaczego los mi te mozliwosc odebral, ponownie cos waznego w moim zyciu odebral!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 10, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Asiu idz resztka sil do lekarza szybko, leki przeciwdepresyjne nie daja szybko efektow, ale da Ci leki wspomagajace, co pomoze Ci funkcjonowac, ja bylam wczoraj, nie wstydz sie isc do lekarza. Idz jak naszybciej, bo wiem jak sie meczysz. W moim domu tez jest agresja 27 lat i siedze w tym szambie, bez lekow juz dawno bym nie zyla. Pracuje i mysle, ze zle mi to nie wychodzi, bez pracy by bylo zle. Nie mam pomyslu na emeryture, az sie jej boje, chociaz jeszcze troche jest czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karolka on kwietnia 10, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Dziekuje Wam wszystkim za wypowiedzi. Dzieki nim dostaje troche pocieszenia, ze nie jestem w swoich odczuciach sama. Mysle, ze to na co cierpie od kilku dobrych lat, to jest wlasnie depresja. Nie mam jej non stop. Bywaja okresy, ze jakos jest… Ale ostatnio znow wrocila.. Nie mam juz ochoty obciazac innych moim zwierzeniami, bo czuje, ze ludzie mnie nie rozumieja, a wrecz ich to meczy, ze ich dobre rady w moim przypadku nie skutkuja. Czuje wrecz namacalnie ich rozczarowanie. Od kilku tygodni non stop bym lezala. Nie mam sily na nic… Mam na szczescie prace i tam jako tako funkcjonuje. Dzieki pracy musze rano sie zwlec z lozka… Co nie jest latwe, bo dlugo w nocy nie moge zasnac.. Zasypiam kolo 2, 3 i dlugo sie mecze, przewracam z boku na bok zanim zasne… Ostatnio stracilam zainteresowanie wszystkim co mi dawalo jako taka otuche w tych stanach… Ksiazki, filmy… wszystko to nie dla mnie teraz. Mam klopoty z koncentracja, codzienne bole glowy, czeste zoladka, czy ogolnie brzucha - wykanczaja mnie. Odnosze wrazenie, ze ja sobie sama wymyslam te dolegliwosci, by ‘wypisac sie’ z zycia.. Co dzien po pracy zamykam sie w czterech scianach, mieszkam sama, cierpie na samotnosc a jednoczesnie stronie od ludzi.. Nie chce mi sie zyc..&lt;br /&gt;Zastanawiam sie nad pojsciem do specjalisty, ale boje sie, ze stchorze… nie wiem nawet czy do psychologa czy do psychiatry i jak go znalezc… przerastaja mnie takie nawet banalne czynnosci&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 11, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Karolka mozesz isc nawet do rodzinnego lekarza, wieczorem napisze wiecej bo ide do pracy teraz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By bigda on kwietnia 11, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Hm, ale nie wspomniales, czy probowales lekow antydepresyjnych. A przeciez w depresji to podstawa. Polecam: http://psychlab.pl/mod-htmlpages-display-pid-2.html&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Karolka i Asia lekarz rodzinny tez przepisze leki przeciwdepresyjne&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Orter on kwietnia 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Karolki. Tez mam podobne stany jak Twoje. Wiem, ze to depresja. Uczestniczylem w wielu sesjach psychoterapeutycznych - indywidualnych jak i grupowych. Duzo czytalem, a nawet studiowalem. I wiesz do czego doszedlem?… ano do tego, ze depresja to JA!!! Kazde zdarzenie, ktore mnie dotyczy, czy jest ze mna w jakikolwiek sposob zwiazane, to nic innego jak moja i tylko moja interpretacja tego. Jezli ktos mowi ci, ze jestes - be, to tylko jego opinia. Nie moze to zabolec ciebie, jezeli na to nie pozwolisz. Chce mowic, niech mowi. Chyba, ze przekracza granice prawa np. oszczerstwo czy pomowienie. Nauczylem sie odrzucac od siebie kierowane przez innych do mojej osoby negatywne czyt. zawistne opinie. Nauczylem sie oceniac samego siebie nie na podstawie opinii innych takich tracacych cynizmem czy pochlebstwem, lecz tego co zrobilem lub czego nie zrobilem. Chce dluzej pospac w lozku - to pospie. Chce poleniuchowac gdy inni spaceruja - to leniuchuje. Chce wyjsc na spacer gdy na dworze leje i dmucha, a inni siedza w domach - to ide. Nie jest to bynajmnie przekora, ale robie to na co akurat mam ochote, nie krzywdzac tym innych. Nikt nie bedzie mi mowil co mam w danej chwili robic, no sa oczywiscie przypadki, ze musze, bo praca zawodowa, bo listonosz zapukal do drzwi, bo sasiadka prosila o wyprowadzenie psiaka itp. Mam w danej chwili “dola” - to mam - i nie walcze z tym, przyjmuje go z otwartymi ramionami i mowie - Czesc stary, co u Ciebie, bo ja mam dola :), wejdz posiedzimy, pomilczymy a moze ogladniemy jakis film np Casablanke. Smieje mu sie w twarz i mam niezly ubaw. No bo co moze mi zrobic - “zadolowac” mnie. Tak wiec Karolciu - uszy do gory i szeroki usmiech, nawet gdy masz “dola”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 13, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Orter, gratuluje takiego optymizmu, ale uwazam, ze jesli ktos ma bole brzucha, glowy a pozniej przyjda leki, ze strach zejsc ze schodow lub przejsc przez ulice, to trudno o usmiech i dystans do tej przekletej rzeczywistosci. Ja ciagle wracalam do zlej przeszlosci, chociaz wcale teraz nie jest lepiej, przezywalam wszystko od nowa, wydawalo mi sie, ze wszyscy sa przeciwko mnie, w domu slyszalam od niego /pisze z malej litery, bo inaczej nie potrafie/, gdy plakalam, przekop ogrodek, to ci sie poprawi nastroj /mowil to zlosliwie duzo by mozna bylo pisac/. Zdystansowac sie do tej sytuacji pozwolily mi tylko leki antydepresyjne, bez nich juz dawno bym nie zyla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By anna on kwietnia 14, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witam!&lt;br /&gt;Ja rowniez mam problem z depresja, moim zdaniem jest to najgorsza choroba stanu ducha, czlowiek czuje ze jest beznadziejny, slaby i jest zalamany. Nie umiem sobie z tym poradzic, ale jestem juz umowiona z lekarzem i mam nadzieje, ze powroce do mojego normalnego zycia, bo to z ta meczarnia strasznie mi sie nie podoba. Pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Lu_ on kwietnia 14, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Musze przyznac, ze bardzo ciekawe sa Wasze odpowiedzi. Moze ja nie bede sie poslugiwac takim jezykiem, bo nie potrafie. Poza tym nie jestem stalym bywalcem, wiec sie nie bede wymadrzac. &amp;nbsp;Chcialam sie tylko zapytac, czy dla Was istotny jest wiek? Czy uwazacie, ze nastolatek przy swoich ,,problemach” moze popasc w depresje? W koncu mloda osoba to tez czlowiek, przezywa jakies chwile slabosci, niezrozumienia itp. Po drugie to przeciez psychika mlodziezy jest slabsza i dopiero sie rozwija, a wiec bardziej dodatna na bodzce zewnetrzne?&lt;br /&gt;pozdrawiam….&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karola on kwietnia 14, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Lu.. pierwsze takie swoje stany ‘zdolowania’ kojarze wlasnie kolo 17, 18 roku zycia… moze nawet wczesnej… Pamietam w wieku 13 lat, by ulzyc sobie w psychicznym bolu, nacinalam nadgarski czyms ostrym… Uwazam wiec, ze jej objawow nie wolno lekcewazyc… ze wzgledu na wiek… Bo jakie niby problemy moze miec 16-latka np?? To nie jest kwestia problemow…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ORTER - usmiechnelam sie czytajac Twoj komentarz. Mysle ze masz duzo racji, depresja albo stany depresyjne wynikaja z naszej niezgody na to co robimy, nieakceptowania siebie i na sile porownywania sie do innych. Bardzo trafnie to ujeles. Poza tym im bardziej chcemy sie czegos pozbyc, tym bardziej to sie nas trzyma. Moze wiec rozwiazaniem jest pogodzic sie z tym jak jest.. i jak piszesz, poogladac sobie z nasza kolezanka depresja Casablanke;) Moze stan depresji to takie male dziecko w nas, ktore rozpaczliwie domaga sie uwagi i dopieszczenia??&lt;br /&gt;Dobry masz pomysl na rozprawienie sie z dolami, ale mysle, ze zdajesz sobie sprawe, ze nie zawsze mozna sie usmiechac, nie zawsze da sie robic dobra mine do zlej gdy..&lt;br /&gt;Czasem, tak jak napisala vasery, dolegliwosci fizyczne na to nie pozwalaja. Ja caly weekend znow zwijalam sie z bolu.. Mdlosci wymioty, bole glowy… nie wiadomego pochodzenia… z kosmosu chyba;/ echh i to jest wlasnie w tym najgorsze..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps. vasery… - ja sie wstydze isc do lekarza i mu o tym wszystkim opowiadac:( moze sobie pomysli, ze cos ze mna nie tak, ze rozczulam sie nad soba, ze zawracam mu glowe… nic na to nie poradze, takie mam mysli i jest to dla mnie wielki stres:(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By babcia ela on kwietnia 15, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witam Lu!!!&lt;br /&gt;Oczywiscie masz racje. Nastolatki popadaja w depresje, a jesli jej nie lecza, to przy “dobrych” wiatrach wyrosna na “dziestolatki” z zaawansowana depresja. Ja tez kiedys bylam, kawalek czasu temu, depresyjna nastolatka i zostalam depresyjna babcia. Takze jesli Ty albo Twoi znajomi podejrzewaja, ze jest cos nie tak z nastrojami, snem, pamiecia, laknieniem, koncentracja itp. powinniscie zglosic sie do lekarza. Szkoda czasu i zycia na te paskudna chorobe, ktora zabiera to co jest najcenniejsze w zyciu - RADOSC i SZCZESCIE…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Lu_ on kwietnia 15, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Bardzo Wam kochani dziekuje za te odpowiedzi.&lt;br /&gt;Nie sadzilam, ze jeszcze sie tutaj wpisze… a jednak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;abcia ela: rzeczywiscie troche sie martwie, bo nie wiem, co sie ze mna dzieje (dziekujej za troske;)). Zycie jest po to, zeby kochac i byc kochanym czyli szczeliwym… Niestety… z szalonej, zartobliwej i optymistycznie nastawionej dziewczyny stalam sie wiecznie ryczaca zolza, ktora nawet nie wie, jaka jest przyczyna jej placzu… ach. Nie bede o tym gadac, bo dzisiaj mam lepszy dzien i mam zamiar sie nim nacieszyc na ile to mozliwe [wolna chata…]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam wszystkich goraco&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 15, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Karoli… Ja jestem ze wsi i nie mam zahamowan , jesli chodzi o pojscie do lekarza-psychiatry, taki lekarz wyslucha i nawet nie przerwie, tylko wyslucha do konca, co mamy do powiedzenia. Gdyby bylo inaczej, to co to bylby za psychiatra. Lekarze rodzinni tez doksztalcaja sie w tej dziedzinie, aby pomoc ludziom, ktorzy zmagaja sie z ta choroba. Mimo, ze biore leki, wczoraj czulam sie bardzo zle, ale dzisiaj jest troche lepiej, moze to zalezy od pogody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 15, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Wiesz Karola, czasem spotykam u psychiatry ludzi znajomych, o ktorych nie mialam pojecia, ze tez maja takie problemy. Problem depresji dotyka bardzo wielu ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Lu_ on kwietnia 16, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Ja tylko dodam, ze dla mnie lekarze sa po to, zeby pomagac ludziom.&lt;br /&gt;Wg mnie pomimo tego, ze teoretycznie to obca dla nas osoba, to mozna jej zaufac i poprosic o pomoc bardziej doswiadczona osobe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karola on kwietnia 18, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Dzis probowalam pojsc do zwyklego lekarza, ale znow stchorzylam;/ Nie wiem co mam mu mowic… : “Panie doktorze wydaje mi sie ze mam depresje, prosze mi pomoc” ??? Przeciez tam jest mnostwo ludzi w kolejce, a ja przyjde z takim ‘drobiazgiem’?? Bo mi sie zyc nie chce?? Bo nie mam sil na nic, bo wszystko mi przychodzi z takim trudem? Boje sie, ze mnie potraktuje z gory, z poblazliwoscia… Zreszta ja boje sie wszystkiego..&lt;br /&gt;Dlatego wole siedziec w czterech scianach zamknieta, sama… choc tak bardzo meczy mnie samotnosc, ale chyba z nia czuje sie najbezpieczniej… nikt mnie nie skrzywdzi, gdy bede sama…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 19, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Karola idz do rodzinnego lekarza, on Ci na pewno pomoze, ja tez pierwszy raz poszlam do rodzinnego lekarza i wierz mi, ze oni tez na tym sie znaja, na tej ciezkiej chorobie, przeciez ludzie w kolejce nie wiedza z czym przyszlas, a lekarza obowiazuje dyskrecja. Do lekarza psychiatry mozna pojsc pozniej , nie potrzebne jest nawet skierowanie. Zycze powodzenia i sily, nie ma potrzeby sie tak meczyc, znam to uczucie, siedze w tym juz 7 lat, ale ja mam juz duzo lat i dlatego jestem na lekach, kiedys mialam przerwy w leczeniu, jestes mloda i sie wyleczysz, jestem pewna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Lu_ on kwietnia 20, 2008 | Reply&lt;br /&gt;szczerze, karola, ja tez nie odwazylabym sie pojsc do lekarza… i nie pojde. Samotnosc is the best..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karola on kwietnia 21, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Lu - chyba masz racje. Jest the best… teraz dla mnie… Przeraza mnie to z jednej strony, a z drugiej strony w nia uciekam.. Zamknac sie w 4 scianach i niech wszyscy dadza mi spokoj..&lt;br /&gt;Dzis byla u mnie przyjaciolka… Kiedys to kazde spotkanie z nia bylo jak lekarstwo na dola… Teraz… nie moglam sie doczekac kiedy sobie pojdzie… Za halasliwa, chaotyczna, za duzo jej bylo… jestem zmeczona… Przykro mi to pisac, ale tak sie czuje… Zmeczona po spotkaniu z przyjaciolka… I jeszcze bardziej utwierdzialam sie w przekonaniu, ze ze mna cos nie tak… Nie mam o czym rozmawiac, nie mam zadnych wrazen, niczego do przegadania… totalna pustka… Wiec wole juz sobie siedziec sama ze soba i nie czuc sie taka wciaz gorsza i dziwna ;(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karola on kwietnia 21, 2008 | Reply&lt;br /&gt;do vasery - nie dam rady isc do tego lekarza… Wiesz ja bylam kiedys skarzac sie na wieczne bole brzucha. Lekarz wypytwal mnie czy moze czyms sie stresuje, co w pracy, gdzie pracuje itp… Bylam przerazona i jak najszybciej chialam wyjsc… Wzielam recepte i szybko poszlam… Wydaje mi sie, ze on chcial ze mna porozmawiac na inne tematy… ze moze cos podejrzewal, ze cos wiecej sie kryje za tymi moimi bolami… Kurcze, czuje sie z tym jak tredowata &amp;nbsp;i tak mi wstyd:( Zawsze ze wszystkim sobie sama radze… nie potrzebuje nikogo…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Lu_ on kwietnia 22, 2008 | Reply&lt;br /&gt;karola… jezeli chodzi o te bole, to ja raczej narzekam na bole glowy. Nie sa jeszcze az tak bolesne ale uciazliwe.&lt;br /&gt;Ja jeszcze nie szukalam pomocy u zadnego specjalisty… kiedy lapie mnie dol, mam ochote siegnac po pomocna dlon… lecz potem, jak juz wroce ze swiata bolsci i tego nienamacalnego leku, wmawiam sobie, ze jestem silna i dam rade sama. Niestety to ’samowkrety’. Wiem, ze jesli nie poszukam teraz pomocy… no wlasnie, to potem co?.. dalej bede ‘TAKA’… stres, lek, napady placzu z niewiadomo jakiej przyczyny… to mnie najbardziej dobija…:/&lt;br /&gt;nawet nie mam z kim o tym porozmawiac… nawet z rodzicami… nie chce nawet myslec jak bylaby ich reakcja… a czasami bardzo chcialabym moc z kims pogadac… chociaz tych uczuc nie mozna prosto opisac…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karola on kwietnia 22, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Lu… mam dokladnie tak samo… gdy mam ‘dola’, mam mysli, by siegnac po pomocna dlon, mam swiadomosc, ze mnie to przerasta i potrzebuje pomocy… ale nie mam wowczas sily… jakas taka niemoc… zapewne dobrze Ci rowniez znana… Pozniej wychodze z tego na jakis czas… czuje sie silniejsza i pewna ze dam sobie rade.. ze juz teraz bedzie ok… Choc wiem, ze to wraca… mysle ze taka juz sie urodzilam… ze taka moja natura… ze te hustawki sa mi pisane, ze nie ma na to leku…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lu jesli masz ochote napisz… Oto moj mail: mbutterfly@op.pl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Dziewczyny - Lu i Karola, trzeba isc do lekarza, to objawy depresji. Jest rano ide do pracy - czesc. Bez lekow nie dalo by sie, jade rowerem 20 km w jedna strone, obejrze kwitnace zawilce. Trzymajcie sie. Potrzebne sa Wam leki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Lu_ on kwietnia 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;vasery…mam pytanie.&lt;br /&gt;Czy przyjmujesz leki.?.&lt;br /&gt;A jesli tak, to czy odczuwasz jakas pozytywna zmiane? Czy to naprawde jest lek na chora dusze?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Karola… nie mam nic przeciwko temu, zeby napisac… tylko ze… zapewne jest miedzy nami duza roznica wiekowa. Moze tego nie zauwazasz w moim pisaniu:). Wiec jezeli wiek nie sprawia klopotu…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Czesc Lu i Karola. Oczywiscie, ze biore leki, bez lekow to bylby koniec. Juz dawno bylby final pobytu wsrod zywych, 7 lat temu. Leki przeciwdepresyjne nie dzialaja od razu, przez 2 tygodnie moga poglebiac depresje, lekarz przepisuje jeszcze leki wspomagajace np. ja biore Zomiren od nerwicy lekowo-depresyjnej. Pozniej zobaczycie, ze ten swiat szary nabierze kolorow. Ja musze brac te leki chyba caly czas, bo mam stosunkowo duzo lat. W depresje wpadlam w zwiazku z przemoca w domu wobec mnie i dzieci przez 27 lat bylo pieklo. Nie umialm sobie pomoc i nie mialam nikogo , kto by mi pomogl. On byl jak wampir energetyczny, te zadymy potrzebne mu byly, zeby nabrac energii do zycia. Zniszczyl mnie calkowicie, bez lekow mialam wrazenie, ze mnie nie ma. Chcialam zniknac jak ludzie w Hiroszimie po zrzuceniu bomby atomowej, bo cialo lub popiol to za duzo. Dzieciom zniszczyl dziecinstwo i mlodosc. Przy zyciu trzymala mnie nadzieja, ze w jego oczach zobacze strach i bezsilnosc jak w oczach moich dzieci i chyba doczekalam sie takich czasow, bo kto sieje wiatr, zbiera burze. Gdyby ktos mnie teraz zapytal, co robic, gdy w domu jest agresja, to bym powiedziala, niech zabiera dzieci i ucieka, wiem ze to nie takie proste. Sama odchodzilam i wracalam do tego potwora. Przepraszam, ze sie tlumacze, dlaczego takiej choroby sie dorobilam, ale myslalam, ze jestem slaba, ze zbyt czest nie chodze do kosciola, ze nie umiem sie modlic, ale to chyba byl bunt. Gdybym wiedziala, ze on przestanie to robic, to lezalaby krzyzem codziennie, ale cud sie nie zdarzyl. Przepraszam za te wywody, dzieki lekom zaczelam patrzec na to z dystansem. Myslalam, ze cos ze mna jest nie tak, ze to moja wina, ale gdy czytam tu na tym forum Wasze wypowiedzi, to jestem taka osamotniona. Lu i Karola wg. mnie to powinniscie isc do lekarza, przeciez to zaden wstyd. Jest 21 wiek .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Mialo byc - nie jestem taka osamotniona. Czesc, piszcie, ja rozmawiam tez z osobami w mojej okolicy i dzielimy sie doswiadczeniami , jesli chodzi o ten problem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Acha i ogladalam zawilce, juz przekwitaja - szkoda, ale pewnie beda kwitly inne rosliny w lesie, rower pomaga w leczeniu depresji, wiem to z doswiadczenia, pod warunkiem, ze bierze sie leki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Lu_ on kwietnia 24, 2008 | Reply&lt;br /&gt;vasery, ja tez odczywalam oslabienie w mojej wierze, chociaz jestem bardzo mloda. Mysle, ze wplyw na moje zdrowie psychiczne tez mialy/maja problemy rodzinne… jestem najstarszym dzieckiem, wiec o wiele szybciej dostrzeglam, ze cos sie wali… Teraz to sie juz rozkreca… juz nie mam sil. Kiedys czulam do niego nienawisc, gniew, chec zabicia… lecz teraz traktuje go jak obcego czlowieka, moze winic tylko siebie. Nie odzywam sie, bo i tak potem jest ‘pysk’. Zamykam sie w moim pokoju, pisze, slucham muzy… i tak przez caly dzien. Nie chce mi sie isc na dwor, pouprawiac jakis sport, chociaz kiedys bardzo to lubilam. Teraz nawet mam dosc kolezanek i wlasnej przyjaciolki… Jutro ma przyjsc do mnie na noc uff… a ja chcialabym sie zamknac w sobie i czekac az to przeminie, choc wiem, ze smutek mnie nie opusci…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jesli chodzi jeszcze o te leki… wiele osob stwierdziloby, ze jestem przewrazliwiona, wmawiam sobie te chorobe, kazali mi sie wziac w garsc. Niezrozumienie srodowiska:/ skoro by mnie nawet nie probowali zrozumiec, to co dopiero przypisac mi leki. Jestem jeszcze za mloda. Mam 15 lat. Czy uwazasz, ze to jakas paranoja? Bo ja patrze na to troche z niedowierzaniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karola on kwietnia 24, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Vasery.. a ja jakos nie wierze, by leki mogly mi pomoc… Obawiam sie, ze one mnie tylko ‘zalecza’, przytlumia… a ja chce zyc… tak bardzo chce zyc, ale nie umiem.. Mam 31 lat, zamykam sie w domu, bo nie widze nic dla siebie w tym swiecie… Kazdy ma swoje zycie. Nie chce byc dla innych zbednym balastem… wiec juz wole siedziec sama. A naprawde tak mysle: wszyscy sa, gdy czegos ode mnie potrzebuja. Czuje sie jakbym sprzedawala siebie. Ja nawet nie mam o kim z tym pogadac, bo z kim? Z sasiadami? Z ludzmi z pracy? Z rodzicami? Rower? Tak z checia bym sobie gdzies sama pojezdzila, by odetchnac. Niestety nie mam i nie mam sil, by go sobie kupic. Sama? Nie umiem. Wiem, to brzmi absurdalnie i tak jakbym sie nad soba uzalala, ale ja tak to wlasnie czuje… i coraz bardziej zamykam sie w sobie..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 24, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Czesc Karola i Lu, jestescie bardzo mlode i moze rzeczywiscie pomoglby Wam moze psycholog sama rozmowa o Waszych problemach. Ja juz bylam w takiej sytuacji, ze szukalam miejsca nie raz, gdzie moglabym to zrobic. Mialam leki, balam sie przejsc przez ulice, zejsc ze schodow. Kiedys trafilam na pogotowie z silnym bolem brzucha i takze wymiotowalam /silna nerwica/. Gdy powiedzialam lekarce, ze mam mysli samobojcze, powiedziala, ze nadaje sie do szpitala. Ja nie chcialam i napisalam oswiadczenie, ze nie zgadzam sie na szpital. Jesli chodzi o leki, to biore setaratio 50 mg /przeciwdepresyjny/ i Zomiren od nerwicy lekowodepresyjnej. Dzieki lekom patrze na to wszystko z dystansem, bo kiedys bardzo to wszystko przezywalam /przeszlosc/ wracalo ze zdwojona sila. Piszcie o Waszych decyzjach, jesli chodzi o leczenie. Ja nie moge brac wszystkich lekow przeciwdepresyjnych, np. bardzo dobry byl Mirzaten, ale po wiekszosci z nich piecze mnie skora, a takze gdybym chciala brac na noc, to mam syndrom niespokojnych nog /bardzo bola/, wiec Wy macie bardzo duzy wybor lekow, bo u Was nie bedzie takich objawow, /ja tez kiedys tego nie odczuwalam./ Napiszcie o swoim samopoczuciu - czesc, musze myc gary po podstawieniu obiadu panu i wladcy, ktory nie finansowal troje dzieci na studiach /3 chlopakow/ najmlodszemu dal 2 zl w ciagu 5 lat, pozostalym 0 zl. Przyszedl wlasnie teraz, ale i tak nie przeczyta, bo slabo widzi. Czesc, napiszcie jutro , gdy bedziecie mialy dosc sily, przyjade z pracy to zajrze na forum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 24, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Ale wiecie co, ja nie sprzatam mu pokoju juz 2 lata i jestem bardzo z siebie zadowolona, ze potrafie mu odmowic. Zaczelam zycie traktowac troche lzej i byc lepsza dla siebie, po prostu wiele spraw mi wisi. W przypadku Lu to pewnie trudno, bo nie moze zmienic tej swojej sytuacji, moje dzieci tez pewnie byly w depresji. Piszcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Lena on kwietnia 24, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Ja tak samo jak wielu z Was, trafilam tu przez przypadek. Mam 25 lat i czuje, jakby moje zycie dobiegalo konca. W pelni zgadzam sie z Markiem, ze ludzie zapadajacy na te chorobe maja silnie rozbudowane zycie wewnetrzne. Maz mowi mi, ze taka cene placa ludzie inteligentni i wyksztalceni, ale marna to dla mnie pociecha. Czlowiek tak naprawde jest sam z ta choroba i sam musi chciec ja pokonac. Wazne jest miec obok kogos, kto bedzie wiedzial jak nas wspierac i pocieszac. Zazdroszcze tym, ktorzy maja takie osoby obok siebie. Nie mysle tu o tych, ktorzy mowia nam o tym, zebysmy wzieli sie w garsc, ale o prawdziwych BLISKICH. Caluje goraco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on kwietnia 25, 2008 | Reply&lt;br /&gt;vasery! bardzo jestem zauroczona Twoimi rowerowymi przejazdzakmi, zazdroszcze Ci tych spotkan z budzaca sie natura.&lt;br /&gt;Ale zmarwilam sie bardzo, gdy napisalas o swojej sytuacji domowej. To trudny i toksyczny uklad, ktory na pewno nie ma dobrego dzialania na Twoje zdrowie emocjonalne.&lt;br /&gt;Sprobuj sie modlic za swego meza. Choc wiem, ze masz z tym trudnosci,to jednak namawiam Cie, zebys sie przelamala i codziennie za niego modlila, proszac o przemiane jego serca. Zobaczysz, ze zaczna dziac sie cuda!&lt;br /&gt;Ja to przerobilam - dziala!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Bezsilna on kwietnia 26, 2008 | Reply&lt;br /&gt;macie wrazenie jakby to was zabijalo??&lt;br /&gt;Ja mam straszne wahania nastrojow… Dzis np. czuje zmiane, czuje, ze jest lepiej. Jednak na drugi dzien wszystko od nowa powraca… Jest dobrze, gdy sie klade… Jestem taka “wyciszona” leze i mysle sobie, ze jutro bedzie lepiej, ze musi byc lepiej przeciez.&lt;br /&gt;Jednak na tym rozumowaniu sie konczy. NIe chce mi sie rano podniesc z lozka, nie chce mi sie chodzic na zajecia… Malo jem… Nie chce mi sie kompletnie nic.&lt;br /&gt;To mnie zabija, zabija od srodka. Coraz czesciej pojawiaja sie lzy… Poniewaz juz nie mam sily.&lt;br /&gt;Mysli samobojcze takze byly. Bo uwazalam, ze meczarnia… ze moje zycie zmienilo sie w koszmar… Wiec po co sie meczyc?? Jednak nie umialabym tak po prostu skonczyc ze soba, zostaly mi reszty rozsadku… Nie moglabym zostawic rodzicow, jestem ich jedyna corka…&lt;br /&gt;Jestem mloda osoba, a czuje jakbym przegrala juz swoje zycie.&lt;br /&gt;Lapia mnie czesto dusznosci, boje sie, ze cos mi sie stanie za chwile…&lt;br /&gt;Bylam u lekarza na poczatku, zrobili mi badanie krwi, zrobili mi ekg serca. Wszystko jest w porzadku… Tak na prawde nie jest nic, moje zycie, ja w srodku sie rozpadam ;(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karola on kwietnia 26, 2008 | Reply&lt;br /&gt;A co zrobic gdy nie ma sie absolutnie nikogo?&lt;br /&gt;Boje sie kazdego dnia, wszystko jest takie trudne, kazde wyjscie z domu to dla mnie meka… Teraz sie wybieram juz od 2 godzin;/ Ale ide… zupelnie na sile… Nie cierpie weekendow, bo wowczas jestem totalnie sama. W pracy moge przynajmniej przebywac wsrod ludzi… choc czuje sie dziko… ale sama swiadomosc, ze ktos jest, ze od czasu do czasu z kims ‘musze’ porozmawiac, jest dla mnie lagodzaca…&lt;br /&gt;Niedlugo dlugi weekend. Panicznie sie go boje…&lt;br /&gt;Co ma zrobic osoba w depresji zupelnie sama? Tez sie modlic??!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Lu_ on kwietnia 26, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Jestem inna. Nie zmienie swojego istnienia. Znowu czarne mysli…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 28, 2008 | Reply&lt;br /&gt;admin ja Cie bardzo przepraszam, ale jesli sie mam modlic w jego intencji to chyba, zeby trafil na samo dno piekla i nigdy z niego nie wylazl. Swiat bylby lepszy, gdyby wcale sie nie on nie urodzil. Zanim sie z nim zwiazalam, to nie mialam pojecia ze takie potwory zyja na tym swiecie. W sobote znow probowal robic zadyme, ale byl syn i spokornial, gdy on wszedl do kuchni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 28, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Lu i Karola, Boze jak ja mam Wam pomoc !!!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Bezsilna on kwietnia 28, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Towarzysza Wam np. dusznosci??&lt;br /&gt;Mnie tak. I to mnie rowniez strasznie meczy.&lt;br /&gt;Gdy boje sie,ze cos sie zaraz mi stanie one sie nasilaja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By barbara on kwietnia 28, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Pomoz mi prosze uporac sie z soba,&lt;br /&gt;pomoz mi stac sie normalna osoba,&lt;br /&gt;naucz od nowa smiac sie i kochac,&lt;br /&gt;bo ja potrafie tylko watpic i szlochac,&lt;br /&gt;Nie umiem rowniez cieszys sie zyciem&lt;br /&gt;i nie potrafie dazyc do celu,&lt;br /&gt;kiedys byl ze mnie wielki marzyciel,&lt;br /&gt;teraz tych marzen nie mam zbyt wielu.&lt;br /&gt;Kiedy sie watpi w sens zycia i ludzi&lt;br /&gt;i bez milosci nie potrafi sie kochac,&lt;br /&gt;jedynie Twe dobre slowo to wszystko&lt;br /&gt;we mnie obudzi……&lt;br /&gt;i wtedy nie bede juz szlochac,&lt;br /&gt;bede naprawde Was KOCHAC.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam problemy z synem, nastawia przeciwko mnie rodzine moja, meza. Probuje zagarnac wszystko co mamy z mezem i corka 13-letnia. Wszedzie wszystkich oklamuje na nasz temat i najgorsze jest to, ze mu wszyscy wierza. A ja chce zyc, przeciez mam dla kogo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Lu_ on kwietnia 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;vasery hehe^^&lt;br /&gt;czasami nie mozna pomoc, samemu trzeba sobie poradzic. czuje sie swietnie…w koncu chwila odetchnienia i czas zeby wykorzystac apetyt na zycie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Lu_ on kwietnia 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;a jesli chodzi o porade, to jak na razie nie jestem komukolwiek w stanie pomoc, bo o prowadzeniu rodziny itd. nie mam pojecia i mam nadizeje, ze tak zostanie.&lt;br /&gt;pozdrowiam goraco trzymajcie sie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By melancholia on kwietnia 30, 2008 | Reply&lt;br /&gt;bardzo serdecznie wszystkim dziekuje,&lt;br /&gt;niechcacy weszlam na te strone, bo od jakiegos czasu zastanawiam sie, czy aby nie dopadla mnie depresja (nie chce w to uwierzyc). Na zewnatrz uchodze za silna kobiete, ale w chwilach samotnosci jestem rozlozona na lopatki przez…. no wlasnie samotnosc (dwa lata temu odszedl od nas ojciec moich dzieci - 14-sto latki ). Poniewaz zawarlam sakramentalne malzenstwo, nie moze byc mowy o nowym partnerze (bo co BOG zlaczyl czlowiek niech… ). Wiem, ze jestemn powolana do zycia w malzenstwie, brak drugiej polowki przyczynia sie do moich stanow depresyjnych.&lt;br /&gt;Jeszcze niedawno potrafilam ukryc to przed dziecmi i rodzina, ze jest mi ciezko samotnie zyc i w pojedynke wypelniac obowiazki domowe, cierpie, placze i leze godzinami patrzac w sufit, ale juz te stany wymykaja mi sie z pod rozumowej kontroli.&lt;br /&gt;Nie ukrywam juz przed dziecmi, ze zawsze uchodzaca za silna, zaradna, odpowiedzialna ich mama nie daje rady - slabnie. Stad moje obawy jak to odbije sie na psychice dzieci, ile jeszcze tak w miare normalnie funkcjonujac wytrwam? Nadmienie, ze leczylam sie farmakologicznie, korzystalam z terapii, ale czy tak ma byc juz do konca mojego zycia? Tabletka i terapia? Modle sie, choc wiem, ze na dzis moja wiara jest bardzo slaba, a to ona tylko uzdrawia. Czy dam rade tak mocno uwierzyc, ze stanie sie cud? Chyba nie bylam dotad szczesliwa i tak naprawde nie wiem sama co to za uczucie. Smutne ale prawdziwe.&lt;br /&gt;Troche bez skladu pewnie napisalam te kilka zdan, ale juz to, ze sie odwazylam, jest dla mnie sukcesem.&lt;br /&gt;Pozdrawiam wszystkich i dziekuje za wyrazone tu przemyslenia, ktore sa pomocne dla mnie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on maja 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Ja Cie przepraszam Lu, ale wydawalo mi sie, ze Twoje komentarze to wolanie o ratunek, wiesz nie tylko ja jestem w depresji, ale jeszcze inny czlonek mojej rodziny /w zwiazku z sytuacja w domu - jestem matka/ musialam patrzec na kazdy grymas jego twarzy, byly bardzo zle sytuacje, o ktorych nie moglam jemu powiedziec, bo i tak by mi nie pomogl, a jeszcze pogorszyl i tak bardzo zla sytuacje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By elabuk on maja 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Wlasciwie nie wiem, co chce napisac, wlasciwie chce miec tylko kontakt z Wami, bo wiem, ze jestescie tymi, przed ktorymi nie musze sie wstydzic, ze nie moge wstac z lozka, ze nie moge pozmywac naczyn, skosic ogrodka, bo to jest taki czas, kiedy Bog sie schowal, wiec i o modlitwe trudno, zreszta nigdy nie bylam w tym dobra. Paskudny dzien, tydzien, miesiac…. Wiele lat walcze z tym cholerstwem - depresja. Na szczescie sa momenty odpoczynku, ale nie trwaja dluzej niz 2, gora 3 miesiace w skali roku. Leki ratuja sytuacje, pomagaja nie spadac na sam dol - to do wszystkich, ktorzy jeszcze nie “nauczyli sie” tego, ktorzy sa na poczatku drogi, i oby nie bylo tej drogi dalszego ciagu, oby bylo Wam lepiej. Jednak leki sa wazne, a psychoterapia tez moze byc pomocna, zalezy jeszcze, czy traficie na dobrego psychoterapeute, bo u nich, jak w kazdym zawodzie - jest roznie. Trzymajcie sie, zle przeminie, nie oskarzajcie sie o to, ze jestescie “nijacy”, slabi, bezwolni - to nie Wy, to depresja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By elabuk on maja 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Jeszcze do Bezsilnej - zasuwaj do dobrego psychiatry, depresje jesli nie sa zbyt pozno leczone, moga przejsc i nigdy nie powrocic, szkoda Twojego mlodego zycia, prosze Cie, ja mam piecdziesiatke, a przez pierwsze 20 lat choroby nie leczylam sie i to moze byc przyczyna, ze jest ona tak przewlekla. Od 10 lat biore leki i to pomaga mi zyc, byc moze Tobie wystarczy tylko pare miesiecy terapii lekami i bedziesz wolna od tego na zawsze. Nie zabagniaj tego, jesli dominuje w Twoim zyciu!!!!!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karola on maja 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;A ja dzis wyszlam ze znajomymi… przelamalam sie i pojechalam z nimi na spacer… Ale musze przyznac, ze jest to dla mnie bardzo trudne… bolal mnie caly czas brzuch… nie wiem co ze mna jest nie tak… Najbezpieczniej czuje sie sama w domu… ale jest mi zle ze jestem sama… Gdy wreszcie sie przelamie i gdzies sie wyrwe, to mam przerozne sensacje zdrowotne… od bolow brzucha czy glowy po nawet wymioty. Co ja mam robic? Ja chce zyc.. :|… normalnie..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Lu_ on maja 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;vasery dziekuje Ci za to z szczerego serca..tylko tutaj moge znalezc zrozumienie i pomoc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on maja 2, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Karola! Warto sie przelamywac i pokonywac siebie, nawet kosztem bolu brzucha. Zaliczylas spacer i masz jakies inne przezycie poza siedzeniem w domu. A nasza przeciwniczka, depresja, nie lubi, gdy mamy pozytywne przezycia - wtedy dotyka fizycznymi dolegliwosciami. Nie pozwala nam byc szczesliwymi.&lt;br /&gt;Zgadzam sie z Ela i z Vasery, ze to chemia, ale nie zapominajmy o tym, ze to nasza chemia, ze ona “rozgrywa sie” w naszym organizmie. Mamy na nia wplyw naszymi myslami, naszymi uczuciami, a tez decyzjami.&lt;br /&gt;To oczywiscie nie jest az tak proste, ze wystarczy podjac decyzje, ze nie poddajemy sie depresji i wszystko minie. Jednak metoda malych kroczkow probujmy ja eliminowac i wbrew smutkowi, slabosci fizycznej - cieszyc sie wiosna, spiewem ptakow.&lt;br /&gt;Karola! Namawiam Cie, zebys dawala sie namawiac na spacery.&lt;br /&gt;Pozdrawiam wszystkich wiosennie i majowo&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on maja 2, 2008 | Reply&lt;br /&gt;admin ciesze sie, ze tak myslisz, ale w moim przypadku nie udalo sie bez lekow o pozytywne myslenie, jestescie mlode to moze sie Wam udac, takze Lu. Pewnie lekarstwem bylaby tutaj milosc, tylko zeby znow ktos nie zawiodl. Zycze powodzenia z calej sily i trzymam kciuki za Was, ja tymczasem pozostane przy lekach do konca. Czesc - piszcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Marek# on maja 2, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Dzien dobry Adminko, dzien dobry Wszystkim… dawno mnie tutaj nie bylo… ja wiem ze “wyrywam” z kontekstu ostatnia wypowiedz “karoli”… bo chcialbym wypowiedziec sie wlasnie na ten temat…..&lt;br /&gt;Objawy Karoli moga, ale nie musza, miec podloze depresyjne… Choc nie leczone moga do depresji doprowadzic.&lt;br /&gt;Strach przed wyjsciem z domu, gdzie bezpiecznie, nic nie dolega… cisza, spokoj…. i z drugiej&lt;br /&gt;strony wrazenie, ze stoimy na “bocznym torze”… ze “przesypiamy nasze zycie”… choc tak naprawde, wcale tego nie chcemy.&lt;br /&gt;Ciekawe, bo przed samym wyjsciem gdziekolwiek zakladamy, ze dadza znac o sobie nasze “niedomagania” - co najczesciej sie sprawdza… bo&lt;br /&gt;nasze cialo zazwyczaj “slucha” naszej podswiadomosci… Czy nie jest tak “karolu”, ze zamiast cieszyc sie z faktu przebywania gdziekolwiek z kims -Ty myslisz o swoich dolegliwosciach? Cos mi mowi, ze tak wlasnie jest.&lt;br /&gt;Nie wiem, jak bardzo zaawansowana jest choroba (zakladam ze to nerwica wegetatywna) ale moze nadejsc taka sytuacja, kiedy i bez towarzystwa znajomych, bedziesz (oby nie) miec problem z wyjsciem gdziekolwiek… bo objawy nieleczone beda sie nasilac, niestety…&lt;br /&gt;Co wiec mozna zrobic? Starac sie nie myslec o mogacych nadejsc, jak to okreslilas, “sensacjach zdrowotnych”… Skupic swoje mysli na czyms innym; na rozmowie, na krajobrazie… bo wystarczy jedno malo wspomnienie w myslach o tym, czego sie obawiasz… no coz… efektow dlugo nie bedziesz czekac…&lt;br /&gt;W tym wypadku (tak mysle) trzeba postepowac w mysl zasady “malych krokow”… Jesli spacer - to nie wyprawa… blisko i krotko :). Przy nadejsciu dolegliwosci, po prostu wrocic do domu… jednak nie poprzestawac… nasza podswiadomosc nalezy “nauczyc”, ze bezpiecznie jest rowniez poza domem… A do tego potrzebne jest ciagle prowokowanie tego, czego sie tak bardzo obawiamy… Powtorze wiec jeszcze raz; starac sie wycwiczyc w sobie myslenie o wszystkim tym, co nie spowoduje w/w dolegliwosci… a to naprawde wymaga cwiczen i nie przyniesie rezultatu ani dzis, ani jutro…&lt;br /&gt;Jednak w konsekwencji, na pewno da efekty.&lt;br /&gt;Tego wlasnie zycze&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;“Statki sa bezpieczne w porcie, lecz nie po to je budowano”…&lt;br /&gt;pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps .To oczywiscie tylko moje zdanie ….. Chyba nie marudzilem zanadto &amp;nbsp;…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By asia on maja 2, 2008 | Reply&lt;br /&gt;czuje wciaz tesknote, nigdzie nie moge znalezc miejsca, gdziekolwiek sie rusze czuje pustke i ogromny smutek, uswiadomilam sobie, ze ja tak naprawde nigdy nie bylam szczesliwa, coz, tak bywa w zyciu… nie kazdy jest stworzony do radosci, poczucia satysfakcji, wewnetrznego spokoju…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Marek# on maja 2, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Kazdy ma prawo do szczescia, bo po to zostalismy stworzeni Asiu. Jednak nasze zycie to ciagle poszukiwanie… szczescia, spokoju, naszego miejsca na ziemi. Po prostu domu, i to nie w doslownym znaczeniu (choc rowniez)… ale miejsca, gdzie bedziemy kochani, rozumiani i szczesliwi… z wzajemnoscia rzecz jasna.&lt;br /&gt;A szczescie? To stan ducha… tak samo jak poczucie samotnosci… Na wiekszosc chorob mozna znalezc lekarstwo, rowniez i na szczescie.&lt;br /&gt;To czlowiek, ktory zrozumie, wspomoze, bedzie z nami w dobrych i zlych chwilach…&lt;br /&gt;Ja wierze, ze jesli go w tej chwili przy nas nie ma… to jednak gdzies jest… zyje i byc moze tez teskni za kims, na kogo cale zycie czeka…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By asia on maja 3, 2008 | Reply&lt;br /&gt;moze druga osoba jest lekarstwem na wiele trosk, zlych chwil, ale ja tesknie za pewnym wyrazem siebie, realizacja mojej pasji, ktora byla calym moim zyciem, swiatem i wolnoscia w glowie i sercu, a ktorej nie bedzie mi dane juz nigdy poczuc… bardzo mnie ta strata boli a nadzieja i wiara, ze Bog sie nade mna ulituje i odmieni moj los, minela… mimo to dziekuje Marku za slowa pocieszenia i wszystkim tu piszacym, wasze slowa i uczucia czesto sa tez moimi, dzieki temu czuje, ze jest ktos kto mnie rozumie… w najciezszych godzinach wlaczam komputer i wchodze na te strone, pisze lub czytam wypowiedzi, lzy plyna po policzkach a oczy staja sie oceanem lez, ale to mi daje pewna sile… dziekuje&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Marek# on maja 3, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Zdaje sie, ze przeczytanie ostatniej wypowiedzi Asiu, poprowadzilo mnie zlym “tropem”… Teraz to wiem, bo zajrzalem do wczesniejszych Twoich wypowiedzi….&lt;br /&gt;Kiedys, gdzies napisalem, ze depresja, rowniez wszelkiego typu dolegliwosci z nia zwiazane - prowadza do tego, ze zaczynamy zyc, jak ja to ujmuje, w trybie “awaryjnym”. Co to znaczy?&lt;br /&gt;Ze pomimo naszej choroby, naszych dolegliwosci - probujemy dalej zyc i funkcjonowac… To prawda -&lt;br /&gt;z pewnymi ograniczeniami…&lt;br /&gt;Pewnych sytuacji unikamy - bo musimy - przynajmniej w obecnym czasie… ale pragnienie brania jak najwiecej z zycia sprawia, ze jednak&lt;br /&gt;walczymy…&lt;br /&gt;Juz chocby obecnosc Wasza, moja, w tym miejscu&lt;br /&gt;dowodzi tego, ze tak wlasnie jest. Samo wsparcie&lt;br /&gt;innych sprawia, ze nasze problemy nie mijaja bez&lt;br /&gt;echa… A to, moim zdaniem, jest pierwszym impulsem do tego, ze jednak warto sie podniesc i&lt;br /&gt;walczyc o swoje zycie…&lt;br /&gt;pozdrawiam Marek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By mona on maja 4, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witam wszystkich. Juz od jakiegos czasu wiem o tej stronie i chce napisac, ale… no wlasnie chowam sie coraz bardziej do swojej skorupy. Przerazajaca pustka wokolo, lek, samotnosc, poczucie odrzucenia, tesknota za czyms, Kims… a mam meza, dzieci i ciagle obwiniam sie za siebie, za to jaka jestem dla nich, albo raczej za to jaka nie jestem, a powinnam byc. Boje sie co bedzie dalej i to nie za rok, dwa, ale szybciej, bo juz nie starcza mi sily,zeby uciszyc to co w srodku…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Ann on maja 4, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witajcie,&lt;br /&gt;Jestem nowa i weszlam na te stronke zupelnie przypadkowo - i bardzo sie z tego ciesze. Zaczne od tego, ze z 8 lat temu mialam bardzo gleboka depresje (przez bliska mi osobe, ktora popadla w narkotyki) i leczylam sie przez 9 miesiecy - musze przyznac, ze mi to pomoglo, bo przez bardzo dlugi okres nie potrzebowalam brac zadnych lekarstw a i tak czulam sie swietnie. Niestety, od czasu do czasu dopada mnie depresja, ktora dziala na zasadzie hustawki: jednego dnia jest dobrze a nastepnego dnia to juz lepiej nie mowic.&lt;br /&gt;Wlasnie dzis mam “dolka” i tydzien temu tez (co najsmieszniejsze glownie w weekendy, kiedy masz duzo czasu dla siebie i bliskich). To dalo mi do myslenia dlaczego tak sie dzieje i wiecie co, chyba juz wiem dlaczego wiekszosc z nas ma takie problemy. Marek pisze o szczesciu, ze trzeba go ciagle poszukiwac - i z tym sie zgadzam. Ale mozna tu zadac pytanie: Co to jest szczescie? Moim zdaniem szczescie to jest zlepek malych wydarzen i celow, ktore zakonczyly sie sukcesem. No wlasnie, by odniesc sukces wpierw trzeba miec jakis cel. I tu jest cale sedno problemu. Trzeba wpierw miec cel, by potem miec punkt odniesienia, by poczuc i zobaczyc na wlasne oczy, ze odnioslo sie sukces. Jak ten cel jest zrealizowany, to mamy powod, by byc z siebie dumnym i zadowolonym (i to jest najwazniejsze), a przy okazji moga byc dumni rowniez nasi najblizsi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mnie ten sposob pomaga. Psychika czlowieka jest bardzo dziwna i skomplikowana, i wierze, ze samosugestia jest potega, tak wiec staram sie sama nastawiac pozytywnie (wlasnie to teraz robie) by miec energie i zaczac cos odnowa, miec kolejna szanse na sukces i satysfakcje. Kazdy jest inny i kazdy bedzie mial inne cele i pragnienia, ale wszyscy mamy te sama wspolna ceche pragnienia szczescia. NO i wlasnie kolko sie zamyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja badzo wam dziekuje za te stronke i wasze szczere wypowiedzi, bo to jest pocieszajace, ze nie jestesmy sami z tego rodzaju problemem jak depresja. To znaczy, ze wlasciwie z nami jest wszystko ok, tylko czas i pogoda nie odpowiednia. A tak na powaznie, czy kiedys ktos z was zastanawial sie, dlaczego sa dni, kiedy czujemy sie lepiej albo gorzej.&lt;br /&gt;I tu znow moje wlasne spostrzezenie a wlasciwie wniosek – pogoda.&lt;br /&gt;Mozecie zapytac dlaczego mowie, ze depresja moze sie wzmocnic lub zmalec przez pogode. Zanim doszlam do tego wniosku, to wpierw mialam wiele rozmow z roznymi ludzmi, wielokrotnie otwierali sie przede mna (ja zreszta tez), wspominajac, ze mieli nie najlepszy dzien albo tydzien itd. Co najciekawsze, ja tez w podobnym czasie nie czulam sie najlepiej. Dlatego zaczelam analizowac i obserwowac, dlaczego tak sie dzieje. I wlasnie doszlam do wniosku, ze pogoda, ktora jest czescia calego wszechswiata, wplywa na nasze samopoczucie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam was wszystkich bardzo mocno i nie traccie nadziei na lepsze jutro. Jutro znow zaswieci slonce. Trzeba tylko tego chciec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przepraszam, za tak zawila i chaotyczna wypowiedz, ale mam nadzieje, ze ktos zrozumie moj punt myslenia, widzenia i rozumowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ann&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karola on maja 5, 2008 | Reply&lt;br /&gt;do Ann = dla mnie szczescie to miec kogos z kim moge podzielic sie swoimi sukcesami /i nie tylko/ wiec jesli nie mam tego kogos, to jaki mam miec cel? Skoro nawet jesli go zreazlizuje, to wcale nie cieszy… Mam tak, ze stawiam sobie cele, reazlizuje je, cieszy mnie to tylko chwile… a czasem wrecz jeszcze bardziej, bo co z tego, ze mi cos wyszlo w pracy, co z tego, ze szef pochawlil, czy udalo mi sie to i tamto? Co z tego, skoro nie mam tego z kim dzielic, wracam do pustych scian, mam samotne weekendy… wszystkiego sie odechciewa…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps. mnie troche dziwi, ze mozna nie cieszyc sie z tego, ze ma sie rodzine, dzieci… ale to pewnie inna kwestia, ja tego nie mam i bardzo bym chciala miec… Pewnie wielu chcialoby miec tyle czasu dla siebie co ja… a ja z checia bym sie zamienila…&lt;br /&gt;Nie wiem sama… mysle, ze w depresji ciezko stawiac sobie cele i je osiagac /to mnie naprawde malo cieszy! czasem wcale!/&lt;br /&gt;no ale coz… staram sie… duzo czytam i staram sie pracowac nad soba. Czesto jednak czuje, ze drepcze w miejscu… czuje sie jakbym byla w klatce i na piekny swiat patrzyla przez szklana sciane…&lt;br /&gt;“…and I know that is wonderfull world&lt;br /&gt;but I can’t feel that now”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By elabuk on maja 5, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Mona! Fajnie, ze sie tu pojawilas. Jezeli obwiniasz siebie za to, jaka jestes wobec meza i dzieci, a nie mozesz nic zrobic, zeby we wlasnych oczach wygladac lepiej - to wlasnie prawdopodobnie depresja. Teraz sie ja lepiej diagnozuje niz np. 30 lat temu. Dlatego jesli jestes coraz bardziej niezadowolona z siebie, coraz mniej mozesz z siebie dawac, to ratunkiem jest dobry psychoterapeuta i leki. Nie boj sie tego. To wielkie dobrodziejstwo, ze one sa. Trzeba z tego korzystac, mnie bardzo pomagaja.Teraz jest masa swietnych lekow, nie dajacych skutkow ubocznych, albo naprawde nikle.&lt;br /&gt;Do Karoli - wiesz, ze jak czlowiek jest w depresji, to najblizsi w ogole go nie ciesza, a jak jest z nim wszystko w porzadku, to cieszy nawet zdzblo trawy ogladane w samotnosci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By mona on maja 6, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Elabuk dziekuje! Potrzeba mi bylo tych slow. Korzystalam juz z pomocy kilku terapeutow, w zwiazku z takim, a nie innym zyciem (pewnie w trakcie mojego pobytu na tym forum napisze to i owo), ale nikt nigdy nie rozmawial ze mna o depresji! Ja chyba niezle sie maskuje - sama przed soba i przed swiatem. Mistrzyni kamuflazu! Ale nadszedl kres i nie daje juz rady. Kiedy w zeszlym roku powalilo mnie do lozka na miesiac, kiedy nie znalazlam zrozumienia u nikogo i nikomu nie umialam o tym powiedziec. Bylam nawet u terapeutki, ktora powiedziala mi, ze depresja jest moim wyborem i ze decyduje o tym czy wstane jutro z lozka i czy zrobie sobie kawe - ucieklam i plakalam z rozpaczy. Zobaczylam cale swoje 35 letnie zycie jako droge, na ktorej depresja byla obecna od bardzo, bardzo dawna, moze nawet od dziecinstwa… Nie chce tak, ale jestem juz tak schowana, ze boje sie kogokolwiek poprosic o pomoc, a psychiatra - wydaje mi sie, ze mnie nie zrozumie, ze powie, ze cos sobie wymyslilam… Nie boje sie lekow, ale nie wiem jak zaczac sie leczyc, jak zrobic ten pierwszy krok, gdzie pojsc, co powiedziec, ale dziekuje Ci za Twoje slowa, bo moze to ze tu napisalam to byl ten pierwszy krok? Dziekuje Ci za swiatelko wyslane do mojego tunelu samotnosci. Dziekuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By asia on maja 6, 2008 | Reply&lt;br /&gt;swiat sie przebudzil a w moje cialo wciaz w spiaczce, nie potrafie przebic sie przez ten mur, ktory zbudowaly mi ciezkie doswiadczenia w zyciu i los… a tak bardzo bym chciala;(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By elabuk on maja 6, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Na innym forum czytalam, ze wielu osobom pomogl lekarz Cezary Maciejak z Wroclawia. Moze i Wam…?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 7, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Wydaje mi sie, ze przekonanie “byc soba” jest bledne. Bo co znaczy byc soba? Jesli ktos jest zlym czlowiekiem niewierzacym w Boga, to taki ma byc zeby byc szczesliwym i ok? Chyba nie! Tu chodzi o to zeby “byc dla Boga”! A moze to sie wiaze? Byc soba ale byc dla Boga? Czyli zmienic swoje postepowanie dla Boga i wtedy byc soba, lub WTEDY jest sie soba? Co myslicie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By elabuk on maja 8, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Bardzo rozlegly temat poruszyles. Na pewno warto tedy szukac. Mysle, ze w ostatnim stwierdzeniu kryje sie duzo prawdy. Jeszcze chodzi o dochodzenie do Boga, do prawd wiary, do otwartosci na te tresci, a to juz podobno jest laska…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Lu_ on maja 9, 2008 | Reply&lt;br /&gt;hmm… no wlasnie. Bardzo rozlegly temat. Duzo by tu mowic.&lt;br /&gt;Moim zdaniem wierze mozna wiele zawdzieczac. Jest to pewne ukojenie i lekarstwo duchowe. Podpora. Ale wlasnie… trzeba wierzyc, zeby znalezc pomoc u Jego boku. A co wtedy, kiedy w tak trudnych chwilach zaniedbujemy Nasze relacje z Nim? Jezeli zbaczamy na zly tor? Kiedy On jest za mgla i nie jestesmy w stanie wyciagnac do Niego dloni, bo szatan podcina nam nogi…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Grazia on maja 10, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Barbara, piekny ten wiersz, kto go napisal?&lt;br /&gt;Pierwszy raz weszlam na te strone i ciesze sie z tego faktu (o ile potrafie sie z czegokolwiek cieszyc). Obecnie jestem w dolku, moze juz nie takim glebokim, ale jednak trwa to juz 2 miesiece. Ja choruje na chorobe afektywna dwubiegunowa, inaczej psychoze maniakalno-depresyjna. Dla niewtajemniczonych to okresy depresji na przemian z mania. Choruje juz 8 lat i mam przecietnie 3 nawroty w roku. Jest mi bardzo ciezko, chociaz mam przy sobie osobe , ktora mnie wspiera. Ale to nie jest takie proste, ze jak sie ma kogos, to sie nie choruje. Mam za soba wiele tzw. strat. Rozwod, rozstanie z doroslym synem (obecnie przebywa w Londynie), nawet oddalam swoje zwierzeta mamie , bo nie moglam sie nimi zajmowac. Bylam 5 razy hospitalizowana, jestem na kolejnych lekach przeciwdepresyjnych i stabilizatorach nastroju, probowalam odebrac sobie zycie, za kazdym razem, gdy z tego wychodze, mowie sobie, ze nastepnego nawrotu nie przezyje. Jestem z powodu mojej choroby na rencie od 4 lat.&lt;br /&gt;Pisze do Was, zeby podzielic sie swoim doswiadczeniem. Ja nie jestem sama. Jestem z partnerem. Mam wsparcie ze strony moich najblizszych - mamy, taty, siostry, teraz takze mojego doroslego syna. I to nie wystarcza.&lt;br /&gt;Probowalam roznych lekow, terapii, szpitali. I to nie pomoglo.&lt;br /&gt;Ktos z Was bardzo ladnie napisal o stawianiu sobie celow, ze osiaganie ich daje satysfakcje i szczescie. A co, jesli nie mozna go osiagnac? Przychodzi jeszcze wieksze rozczarowanie i bol. Ja mam taki cel, od 2 lat szukam pracy. Nie moge jej znalezc, chociaz mam wyzsze wyksztalcenie, 13-letnia kariere zawodowa (w roznych firmach), i podobno niezle wygladam. Mam 43 lata. Nie moge osiagnac tego celu, a to doluje mnie jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;Wczesniej, juz gdy chorowalam, podejmowalam prace, ale niestety po 3 miesiacach choroba powracala. No i jak sie to odnosi do tej pieknej hipotezy?&lt;br /&gt;Jestem osoba wierzaca, bylam praktykujaca, obecnie po prostu nie moge chodzic do kosciola. Jestem w zwiazku pozamalzenskim, co tez jest dla mnie trudne ze wzgledu na moja wiare. Modle sie, ale tak trudno mi sie na tej modlitwie skupic. I tak trudno mi wierzyc!!!!!!!!!!&lt;br /&gt;Jak powiedziala mi moja psychoterapeutka z Oddzial Depresantow w Tworkach: wykonala Pani juz wiele pracy nad soba, wyprobowala wiele drog, wiec moze Pani czuc sie rozczarowana. Przekonywala mnie, ze to wszstko co zle, smutne i negatywne jest w mojej podswiadomosci. I ze mozna na nia wplynac. JA TEGO NIE POTRAFIE!&lt;br /&gt;Czuje sie niepotrzebna, bezwartosciowa, nudna, kazdy kolejny dzien to dla mnie problem, co ja bede ze soba robic?&lt;br /&gt;Kiedys probowalam czytac ksiazki, przeczytalam ich tyle, ze musialam zaczac nosic okulary. Teraz nie moge czytac. Poprzednim razem probowalam grac w brydza, teraz tez jest mi trudno czerpac z tego przyjemnosc, co ja mowie, jaka przyjemnosc, po prostu zabicie czasu.&lt;br /&gt;Wiem, ze wielu zdrowych ludzi, ktorzy tez nie maja pracy i zyja. Ale ja chce pracowac! Nigy, fakt, ze inni maja gorzej nie poprawial mi samopoczucia.&lt;br /&gt;Dobrze, ze jestescie, i ze piszecie, bo nie czuje sie taka samotna. Bo moge napisac o moich problemach, bo bliscy znaja je juz bardzo dobrze, a tylko wywoluje to u nich poczucie bezsilnosci.&lt;br /&gt;Dziekuje za wysluchanie i piszcie do mnie, prosze&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karola on maja 11, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Graziu - bardzo ladnie i celnie napisalas w skrocie na czym polega ta choroba. Nic nie cieszy, to co robimy to jedynie dla zabicia czasu, bliscy sa bezsilni, a cele/?? coz z tego, ze je sobie stawiamy, skoro w depresji trudno je osiagnac!&lt;br /&gt;Ja bylam kiedys bardzo wierzaca, chodzilam czesto do kosciola, modlilam sie. Teraz nie umiem! Zwatpilam we wszystko… a chyba w siebie najbardziej. I to najbardziej boli. Czasem sobie mysle, ze to straszne tak marnowac czas /zabijam go co dzien, byle do kolejnego dnia…/ ale nie wiem co moglabym robic, skoro nic nie cieszy a jeszcze bardziej rozczarowuje! Swiadomosc, ze jest tylu ludzi, ktorzy czuja podobnie jak my, nie pociesza, ale sprawia, ze nie czujemy sie az tak samotni na swiecie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Monika on maja 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witam Was serdecznie!&lt;br /&gt;Jestem tutaj pierwszy raz i nie bede opisywac swojego przypadku, przynajmniej teraz nie. Chcialam tylko napisac, ze mam depresje od poltora roku i czytajac wasze teksty wiem dokladnie, o czym mowicie i co przezywacie i jedyna rzecz jaka mnie w tej sytuacji cieszy (o ile tak mozna powiedziec) to to, ze dzieki Wam choc na chwilke przestalam sie czuc jak “swir”.&lt;br /&gt;Dlatego przesylam Wam morze milosci, tak prosto z serca. Wiem, ze brzmi to glupio, szczegolnie jak czytam co tu pisze, ale uwierzcie lub nie, sa to jak najszczersze zyczenia z mojej strony. Mam nadzieje, ze dzieki temu poczujecie sie choc przez chwilke lepiej:]&lt;br /&gt;P.S&lt;br /&gt;Swoja wizyte na tej stronie i w tej dyskusji zawdzieczam Markowi a dokladniej temu, w jaki sposob tutaj pisze o sobie i o tym, w jaki sposob udziela Wam rad. Moge powiedziec, ze zostalam zainspirowana. Takze pozdrawiam wszystkich i dziekuje:]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By steven on maja 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witajcie! Moze zabrzmi to dziwnie, ale dziekuje Wam wszystkim za to, ze… jestescie! Juz od jakiegos czasu zaczytuje sie w roznych forach dotyczacych depresji, ale jeszcze nigdy nic nie napisalem. Dopiero Wasze wypowiedzi sklonily mnie do napisania czegos. Choc rece mi drza i klawisze sie myla, choc czuje szpikulce wbijane w klatke piersiowa i dziwne pulsowanie w czaszce i choc czesto lzy leca po policzkach, to jednak postanowilem (dzieki Wam za to) cos napisac. W ciezkich chwilach pisanie daje mi troche wytchnienia, wiec moze jak napisze cos do Was, to tez bedzie lepiej, a przy okazji moze ktos rowniez (jak ja) skorzysta z wypowiedzi kogos ‘podobnego’. Bardzo chcialbym otworzyc sie przed kims i otrzymac troche zrozumienia, ale sami wiecie, jakie to jest trudne. Ja wielu z Was rozumiem, ale chyba niewiele mozna zrobic. Mam jednak nadzieje (ciagle i jeszcze) ze bedzie lepiej, ze sie poprawi i chyba wlasnie dlatego chcialbym dolaczyc do tego forum. Jak wszyscy z Was potrzebuje pociechy i sam chcialbym ja dawac, bo jest we mnie duzo nadziei a jednak… lzy same z oczu leca…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziekuje Wam wszystkim, bez wzgledu na wiek i wyznanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;‘Samotnosc nie ma nic wspolnego z brakiem towarzystwa’&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 14, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Wiecie co? Chyba wybieram smierc… juz od dluzszego czasu o tym myslalem, i nawet jakbym wyzdrowial, to bym nie umial sie odnalezc na tym swiecie. To wszystko jest zbyt skomplikowane, stracilem 3 lata zycia, 3 lata doswiadczen i nauk. Na nic mi ta choroba, tylko pogorszyla wszystko. Po co komu na swiecie schizofrenik, depresant i paranoik? Na nic sie tu licze, a ksiedzem czy policjantem nie zostane. W ogole jestem nikim i nikim bede. Im blizej mi do zdrowia, tym bardziej trzezwo mysle i widze, ze przez te chorobe nic nie ma sensu. Eh… szkoda gadac, samotnemu i zdolowanemu zawsze wiatr w oczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Monika on maja 15, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiesz co “unknown”!!!!! nie jestem pewnie odpowiednia osoba do tego, aby mowic Ci co robic a czego nie, bo nawet nie mam takiego prawa. Chcialabym tylko, zebys wiedzial, ze ja mam taka osobe w rodzinie, ktora ma schizofrenie i cala reszte w pakiecie i niewyobrazam sobie zycia bez tej osoby. Bardzo ja kocham. Dlatego jak przeczytalam Twoj wpis, powiem szczerze, ze sie przestraszylam i postanowilam napisac. Zobacz, mimo tego, ze Cie w ogole nie znam. Ja mam wiele mysli o zakonczeniu swojego zywota i nie mowie, ze kiedys nie nadejdzie taki dzien, nie wiem. Ale mimo 1,5 roku leczenia depresji i zycia w niej i z nia duzo dluzej, to staram sie nie podejmowac tego ostatniego kroku. Tez mam tak jak Ty. Bardzo odczuwam, ze minelo tak wiele czasu, a ja nic nie zmienilam i co dalej? Gdzie jest powiedziane, ze bedzie lepiej? Nigdzie tak naprawde.Odczuwam, ze nic nie znacze i nic nie jestem warta… kiedys tak nie bylo. Poczucie straconego czasu, szans,zycia… Nie bede nic radzic, bo sama wiem, ze nic sie nie da poradzic. Wiedz tylko, ze dla mnie to wazne, i cytuje nie szkoda gadac :]&lt;br /&gt;Pozdrawiammmmmmm!!!!!!!!!!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By asia on maja 15, 2008 | Reply&lt;br /&gt;do unknown: smierc nie jest zadnym rozwiazaniem, to ucieczka, mozliwe, ze w gorszy swiat.. ale z niego niestety juz wyjscia nie bedzie. Przemysl to… Ja tez mam takie mysli, czuje, ze jestem ciezarem dla mojej mamy, ona jedyna mna sie przejmuje, mam poczucie, ze sprawiam jej ogromny bol, ona tez miala ciezkie zycie a teraz ja zapewniam jej kontynuacje tego koszmaru swoja choroba. Wydaje mi sie, ze gdybym odeszla, byloby jej latwiej, ale wiem, ze jest Bog, nie moge podjac za Niego takiej decyzji, Ty tez tego nie rob… Ja nie wiem jaka jest Twoja sytuacja, kiedy i dlaczego pojawila sie u Ciebie depresja, ale jest z niej wyjscie to leki, one naprawde swietnie dzialaja i pomagaja spojrzec na siebie w zupelnie innym swietle. Ja gdyby nie to, ze moja depresja wynika z wciaz postepujacej zupelnie innej choroby, a byla tylko i wylacznie skutkiem ciezkiej sytuacji, ale z wyjsciem lub zwyklego zaburzenia neuroprzekaznikow w mozgu, dalabym sobie taka szanse i po wyzdrowieniu czerpalabym z zycia tysiackrotnie bardziej niz przed choroba… Swiat ma zalety, piekne miejsca, ktorych jeszcze nie widzialy nasze oczy, muzyke, ksiazki, ktore przenosza w swiat jaki tylko zapragniemy, dotyk bliskie osoby, wschody i zachody slonca, filmy, obrazy, letnia burze i przyjaciol. Ja tez stracilam lata doswiadczen i mlodosci generalnie zycia i nie 3 a prawie szesc, ale oddalabym wszystko, zeby miec tylko depresje i zadnej choroby poza nia i moc dostac wtedy pomoc od lekarza… bo na fajne zycie nigdy nie jest za pozno… i pamietaj, kazdy czlowiek jest kims, i reprezentuje pewna wartosc i ma cos do zaoferowania, trzeba to tylko w sobie odnalezc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By asia on maja 15, 2008 | Reply&lt;br /&gt;prosze unknown daj znac, ze jestes jeszcze tu z nami i nie zrobiles niczego czego nie da sie odwrocic&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By katt on maja 15, 2008 | Reply&lt;br /&gt;jestem przerazona jak to wszystko czytam, jakbym opowiadala o sobie, nie umiem, nie chce mi sie i w ogole jedno wielkie nie. Nie pamietam jak to jest byc szczesliwym, nawet nie chce mi sie postarac, siedze z dziecmi i boje sie o nie, boje sie, ze nastapi taki dzien, ze nie bede juz w stanie sie nimi zajac. Draznia mnie, najchetniej ucieklabym stad gdzies daleko, zeby wszyscy dali mi spokoj, przeciez ja i tak na nic nikomu nie jestem potrzebna. Zdaje tez sobie jeszcze sprawe, ze moj nastroj nie wplywa dobrze na dzieciaki, wiec po co im taka mama. Maz jest alkoholikiem niepijacym od trzech lat, chodzilam na terapie, ale teraz wiem, ze duzo problemow przykrywalam jego choroba a tak naprawde, to byly moje problemy. Teraz jak by sie moglo wydawac, ze wszystko idzie ku lepszemu, ja czuje, ze cale zycie przegralam i nic juz mnie dobrego nie spotka, nic mnie nie cieszy, nie mam marzen. Teraz doszly mi problemy ze zdrowiem, grozi mi kalectwo, a ja nie mam nawet sily zmierzyc sie z tym, nawet juz mi sie nie chce dalej pisac&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 15, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Monika, nie wiem nawet co Ci odpisac… Postaram sie jakos nie myslec o smierci, dzisiaj nie myslalem w ogole. Moze sie w koncu zdecyduje cos zrobic ze swoim zyciem. Na razie zaczynam dbac o cialo, tzn sobie pocwicze troche, zeby miec wiecej sily na cokolwiek. Zobaczymy co sie stanie jak serce zacznie znowu szybko bic i to nie ze strachu. Moze dopompuje mi troche rozumu do glowy ;D Dzieki Monika ze napisalas&lt;br /&gt;Pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 15, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Asia, ja nie mam tylko depresji, juz gdzies pisalem, ze to depresja, schizofrenia, mania przesladowcza i sam juz nie wiem co w mojej glowie siedzi, jak zwal tak zwal, mam poryte w glowie i tyle. Jak juz pisalem wyzej, jakos sobie to postaram ulozyc i zaczac dzialac. Mowisz o filmach, heh - ja calymi dniami tylko ogladam filmy i jeszcze bardziej mi ryja w glowie. Znajomi… a co tam za znajomi… traktuja mnie jak smiecia, nikt nie zadzwoni, nie zapyta co sie dzieje. Dobra, wiem moja wina, ja cpalem, ja prowadzilem taki nie inny tryb zycia i teraz mam, jednym sie udaje - innym nie, ja wpadlem. Pokutuje teraz ostro, coz taka prawda, tylko na prawde szkoda, ze sam z tym zostalem. No niestety, sam wybralem i teraz nie powinienem miec do nikogo zalu jak tylko do siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By steven on maja 16, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witaj Unknown! Ciesze sie, ze zamierzasz sie za siebie wziac. W koncu jakas pozytywna iskierka. Te cwiczenia fizyczne to naprawde dobra rzecz. Jak sie czlowiek troche pomeczy, to lepiej sie spi, apetyt wraca i ogolnie jest szansa na lepsze samopoczucie. Trzeba sobie tylko te cwiczenia odpowiednio dozowac, znaczy nie za duzo na poczatek, zeby sie nie zniechecic pierwszymi zakwasami. Ja sam tak robie (znaczy robilem, ale teraz wracam do tego ponownie). Ostatnie cztery miesiace przelecialy mi miedzy palcami, jak w czarnej dziurze (swoja droga ciekawe jaki jest rekord siedzenia w kucki pod prysznicem po ciemku?), ale od tygodnia probuje cwiczyc. Stracilem forme i kondycje, ale zaczalem od basenu. Pierwszy raz poplywalem jakies dwadziescia minut z przerwami oczywiscie i mialem dosc. W niedziele wybieram sie znowu. Poza tym chodzenie po gorach. Nie dosc, ze fajne widoki, to jeszcze swieze powietrze. A tak w ogole to polecam jeszcze squosh’a. Totalnie wyczerpuje organizm, podobno mozna sie od tego uzaleznic - takie zadowolenie wyczerpaniem.&lt;br /&gt;Zycze samozaparcia w sporcie i mam nadzieje, ze bedziesz opisywal postepy. Wydaje mi sie, ze takie deklaracje w takim miejscu, przynajmniej w jakims stopniu i przynajmniej kilku z nas pomoga. Trzymaj sie!&lt;br /&gt;Do monika: Jestem z Toba w stu procentach. Az brak mi slow. Ja przestalem myslec o samobojstwie po dlugiej walce z myslami na temat rodzicow. Za bardzo ich kocham i za wiele im zawdzieczam, zeby odwdzieczyc sie im czyms takim. Oni by chyba tego nie przezyli. Raz jeszcze wielkie dzieki, ze napisalas te slowa. Mam nadzieje, ze dotarly nie tylko do Unknown’a i do mnie. Pozdrawiam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;‘Przeciez w zyciu i tak nie da sie wszystkiego osiagnac, bo coz by pozostalo dla innych?’&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Monika on maja 16, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Unknown, no prosze, robisz kariere na forum :] (to zart, mam nadzieje ze rozumiesz moje poczucie humoru w tej sytuacji), zobacz jak ludzi zupelnie obcych to interesuje co sie z Toba dzieje. A tak serio, jak teraz odczytalam, ze odpisales na moj odzew w Twoja strone, to sie o maly wlos nie poryczalam. Czemu? Chyba dlatego, ze po 1 dales znak zycia, a 2 sprawa to to, ze postanowilam dokladnie to samo.Tez musze sie zmusic do wiekszego wysilku fizycznego. Kiedys tanczylam, ale nie zawodowo niestety:] Chodzilam na fitnesy, aerobiki i inne takie bzdury. Na szczescie nie po to, zeby zrzucic kg tylko, zeby wypocic stresy itp. A najbardziej to pomogalo mi to na moj chory kregoslupik. Pomagalo, serio. Co do filmow, to na mnie bardziej dziala muzyka. Jest moja odskocznia, uzaleznieniem i chyba potrzebuje jej bardziej niz wody do zycia. Dobra, koncze, bo wychodzi mi z tego pisania juz prawie pamietnik :] i to sredniej klasy.&lt;br /&gt;Pozdrawiam i milego dopompowywania :]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 16, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Ehh przepraszam nie chcialem nikogo przestraszyc piszac tamto. Mialem dziwny dzien :(. Juz jest ok i dzieki ze sie martwiliscie, choc niepotrzebnie, gdybym tego nie napisal nawet by nie bylo widac ze brakuje tu kogos ;p Dobra ja nie o tym…&lt;br /&gt;Do Stevena - cwicze sobie i juz jestem po zakwasach, z tydzien chodzic nie moglem ale teraz czuje jak “weszlo mi” cierpienie w nogi ;D Lzejszy czlowiek sie czuje, takze polecam &amp;nbsp;A co cwiczyc to co kto lubi, bo o to chodzi, no nie? &amp;nbsp;Ja tak samo jak Ty Steven stracilem forme a bylem jednym z lepszych w szkole i na osiedlu w sportach kazdego rodzaju, serio &amp;nbsp;A teraz takie chucherko… ;/&lt;br /&gt;Do Moniki - Heh ja kariere? Jako kto? Zawodowy down chyba &amp;nbsp;Acha najwazniejsze dzieki za troske! Dobrze sie czuje gdy kogos choc troche obchodzi moje istnienie nawet jesli udaje. A i wlasnie muzyka, to jest u mnie chyba rzecz na rowni z filmami. Monika idz zapisz sie do jakiegos klubu tanecznego, nie wiem co tam cwiczysz ale nie musi to byc “zawodowe”, wazne zebys to robila.&lt;br /&gt;Pozdrawiam wszystkich&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 22, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Mnie sie juz nawet nie chce pisac, nie wiem co jest falszem a co prawda, nie wiem w co mam juz wierzyc ;/ Pisanie takie jest bez sensu, nic nie daje ;/ Nie wiem za co sie zabrac, co ze soba robic i nie sadze, zeby ktokolwiek chcial o tym sluchac ;/ Takie wyzalanie sie na ilosc i w ogole nie wiem nic ;/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on maja 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Unknown, jest fatalna pogoda, dlatego tak sie czujesz. Idz na spacer, popatrz jak pieknie rozkwita przyroda. To jest taki sam cud jak nasze zycie! Wez jakas pogodna ksiazke i postaraj sie ten trudny czas spedzic dla siebie jak najmilej. Ten zly nastroj minie. Modle sie za Ciebie - jak obiecalam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By gunia on maja 25, 2008 | Reply&lt;br /&gt;czy zauroczenie moze byc lekiem na depresje?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karolka on maja 26, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Gunia - tak. takim doraznym… metaforycznie to tak jak tabletka p/bolowa;&amp;gt;&lt;br /&gt;pomaga na chwile… na jakis czas… ale przyczyny nie usuwa… problem /bol/ pojawi sie znow w najmniej oczekiwanym momencie, uderzy z wieksza sila…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By gunia on maja 27, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Karolka-chyba masz racje,bo znowu mnie dopadlo.Dzieki za Twoje teksty-czytam i widze siebie dokladnie.Pozdrawiam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By steven on maja 27, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Myslalem Unknown, ze sie odezwiesz jak Ci ida postepy w cwiczeniach… Coz… u mnie tez kicha…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 31, 2008 | Reply&lt;br /&gt;U mnie jako tako, gram prawie codziennie, czuje sie lepiej, ale objawy nie ustapily jeszcze do konca. Moge powiedziec, ze sa takie chwile, kiedy w ogole nie dokucza mi depresja czy schizofrenia, jestem zbyt zajety gra. To pomaga&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By anka on czerwca 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Najwazniejsze to pokochac siebie. Lekarstwo jest w nas, nasze mysli, trzeba poczuc sie zdrowym, usmiechnac sie do siebie, do napotkanej osoby. Zyc chwila obecna, mozna sie stworzyc samemu i zachwcic sie soba jak i swiatem. Wypisac z umyslu slowo depresja a wpisac radosc zycia. Naprawde mozna, mnie sie udalo, wiara czyni cuda&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Marcin on czerwca 2, 2008 | Reply&lt;br /&gt;“Oto jest pustka wypelniona po brzegi&lt;br /&gt;Zasile tych szeregi co sami odeszli w czern&lt;br /&gt;I znowu przybylas jak milo cie widziec&lt;br /&gt;Im robi sie ciemniej, tym lepiej czuje sie&lt;br /&gt;I znowu przybylas, znow zatrace sie&lt;br /&gt;Znow tej nocy, oczarujesz mnie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ref.&lt;br /&gt;Do rana wyzdrowieje, nadejdzie nowy dzien&lt;br /&gt;Szalenstwo trwa do rana, tymczasem chlone cie&lt;br /&gt;Jestes cala, jestes cala… jestes cala tylko dla mnie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto jest pustka wypelniona po brzegi&lt;br /&gt;Zostawiasz na mnie trwale odbite pregi&lt;br /&gt;Dotrzymam ci kroku, zataczajac sie&lt;br /&gt;Pustym wzrokiem patrzac przed siebie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto jest pustka wypelniona po brzegi&lt;br /&gt;W naszym zwiazku nic sie nie zmieni&lt;br /&gt;Probowalem sie wyrwac, lecz znow dopadasz mnie&lt;br /&gt;Kiedy dotrwam poranka, ciebie nie bedzie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeslaniasz me oczy, serce i umysl&lt;br /&gt;Sterujesz mym zyciem, nie opieram sie&lt;br /&gt;Wiesz jak ze mna skonczyc, ja nadal slucham cie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znow sie poddalem, juz nie podniose sie&lt;br /&gt;Tak mnie opetalas, ja nadal chlone cie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy dotrwam poranka, ciebie nie bedzie&lt;br /&gt;Znowu, znowu bede sam… ”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczalem swoj pierwszy post dosc nietypowo… od jednego z pierwszych tekstow (wierszy?) jakie napisalem. Teraz dochodzi godzina 23:00, lzy naplywaja mi do oczu. I poczulem sie szczeasliwy, bo widze, ze juz teraz do wielu waznych wnioskow udalo mi sie dojsc samemu. I ciesze sie, ze postanowilem sie wybrac do psychologa (choc nadal obawiam sie leczenia farmakologicznego). Wedlog analizy mojego zachowania, cierpie na psychoze maniakalno-depresyjna… trudno mi powiedziec od jak dawna. Przyjmuje, ze od okolo 2 lat (mam 17 lat…). Poznalem Wasze tragedie zyciowe… wspolczuje Wam… i jednoczesnie Was podziwiam. Ja zaczynam miec obawy o moja przyszlosc… choc widze, ze mialem duzo dotychczas szczescia. Duzo swojego czasu poswiecilem na zaglebianiu sie… w mojej psychice? Duszy? Choc dla niektorych to wsztstko co przezywamy jest efektem “chemii w naszych glowach”. Zaczne od wspomnien z dziecinstwa. Teraz wiem juz, ze ojciec byl alkoholikiem… i nie tylko. Z tamego okresu pamietam jak ojciec wrzeszczal na moja matke, pamietam, ze ja nawet uderzyl. Widze, ze niektorzy z Was doskonale wiedza jaki bol zadaja chocby odglosy takich scen. Pozniej ojciec wyjechal za granice, matka zajela sie praca, robila wszystko, aby w domu bylo nam jak najlepiej. W zasadzie przez wiekszosc dziecinstwa zdazylemz zapomniec o klotniach rodzicow, z tata widywalem sie tylko na swieta. Odkad pamietam, zawsze koncentrowalem sie na wlasnych uczuciach i staralem sie kierowac nimi w zyciu. I to wlasnie bylo moim pierwszym krokiem w strone depresji. A wlasciwie… czuje, ze juz od urodzenia bylem o krok blizej ku temu stanowi, ale i o tym zdaze napisac. Zawsze uwazalem, ze trzeba byc szczerym, niczego przed nikim nie udawac. Nie balem sie mowic tego co czulem, jednak z czasem zycie w taki sposob mnie przeroslo. Zle wyszedlem na konfrontacji moich wartosci z ludzmi, z ktorymi wtedy utrzymywalem kontakt. Kiedy ja staralem sie byc szczerzy, ludzie wokol mnie zaczeli byc co raz bardziej obludni. W tym samym momencie stracilem moja przyjaciolke… pierwszy raz zaczalem zywic do kogos glebsze uczucia. Moze zbyt otwarcie mowilem o tym co czulem jak na 15 latka… Wiem, ze to o czym teraz pisze, jest bardzo subiektywne i sam nie raz probowalem sie przekonac do… tego iz to tylko moja bledna intepretacja zdarzen. Co do tamtego okresu… po dwoch latach jeden z moich przyjaciol przypominajac tamten czas, udowodnil, ze jednak tego sobie nie wmowilem. Po tym zawodzie wobec ludzi po raz pierwszy popadlem w ten stan, zerwalem niemal wszelkie kontakty towarzyskie. Z rozgadanego dzieciaka stalem sie… nie-rozgadanym dzieciakiem &amp;nbsp;Sport. Chyba mnie uratowal. W momencie odciecia sie od ludzi calkowicie poswiecilem sie jezdzie na rolkach. Calymi dniami jezdzilem, ubieralem sluchawki z mp3 na uszy, aby ograniczyc kontakty z innymi do niezbednego minimum. Staralem sie wrocic do domu tak zmeczony, zeby nie miec sil na zadne rozmyslania. W ten sposob ucieklem od depresji na jakies 2 lata. Pozornie udalo mi sie uciec. Jednak wszystko przed czym uciekalem za dnia, dobijalo mnie w nocy. Wybudowalem wokol siebie mur, ktorym odgrodzilem sie od innych ludzi. Z czasem mialem problemy ze zwykla rozmowa. Czulem sie bardzo samotny. Nie moglem wiecznie uciekac, kiedys musialem sie potknac. A jesli sie potkniesz, to wszystko przed czym uciekales wpadnie na ciebie ze zdwojna sila. Ten moment nastal dla mnie przy zmianie szkoly. Liceum. Nowe znajomosci, nowa szkola. Mialem srednie wyniki w nauce, jednak pod koniec udalo mi sie na tyle zmobilizowac, aby osiagnac wystarczajaca ilosc puntkow. Dostalem sie do wymarzonej klasy, zrealizowalem swoj cel. Dobra perspektywa na przyszlosc oraz realizowanie swoich zamierzen sprawilo, ze na co dzien, mimo dystansu jakiego nabralem w kontaktach z ludzmi bylem szczesliwy. Tylko wszystkie zle mysli zaczynaly odbierac mi sen… Poznalem swietna dziewczyne, przy ktorej pomalu otwieralem sie na ludzi. Byla dla mnie ostatnimi promieniami slonca przed burza jaka miala nadejsc. Poznalem rowniez tych, ktorzy okazali sie dla mnie prawdziwymi przyjaciolmi. Jednego dnia wszystko sie zawalilo. W pewnym momencie po prostu sie potknalem. Nie sypialem przez pare dni z rzedu, znowu odcialem sie od ludzi. Najgorsza moja uwczesna decyzja byla proba samotnego poradzenia sobie z tym problemem. Przez to odsunalem od siebie osobe, na ktorej do dzis mi najbardziej zalezy. Depresja nas rodzielila. Moj blad, proba naprawienia tego wszystkiego w pojedynke nas rozdzielila… Na szczescie znalezli sie ludzie, ktorzy mi pomogli… nauczylem sie mowic otwarcie o swoich problemach. Choc wtedy tak na prawde jeszcze ich nie mialem. Jestem szczesliwy… ze mam odwage mowic o swoich uczuciach, kosztowalo mnie to duzo pracy nad samym soba. Moge smialo przyznac, ze rozmontowalem sie emocjonalnie i dokladnie poznalem mechanizm wedlug ktorego dziala moja psychika. Rowniez w tamtym okresie po raz pierwszy poczulem Boga w moim zyciu. W najbardziej krytycznym momencie uchronil mnie przed najgorsza decyjza jaka moglem podjac… poslugujac sie zbiegiem okolicznosci. Ale o tym tez potem napisze. Po tych wszystkich doswiadczeniach i pewnego rodzaju “wygranej” z samym soba, poczulem naplyw sil. Zaczalem odbierac rzeczywistosc na zupelnie nowych falach. Jednak wszystko co przezylem do tej pory, bylo dopiero przygotowaniem. W zasadzie nie mialem duzo czasu cieszenie sie ta “cisza na morzu”. mhm… postaram sie strescic, moj post robi sie juz co raz dluzszy. Potem z calym bagazem doswiadczen zmierzylem sie z… powstrzymywaniem wlasnego ojca przed samobojstwem. Poznalem cala prawde jednego wieczora, dlaczego ojca nie bylo w domu przez 10 lat. Dowiedzialem sie, ze depresja w mojej rodzinie jest dziedziczna… i o ile wczesniej wierzylem, ze wygralem walke z depresja, ojciec skutecznie mi pokazal na wlasnym przykladzie, ze tej walki nie da sie wygrac. Nie chce sie rozpisywac w tym miejscu. Przeciez doskonale rozumiecie co to dla mnie oznaczalo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od tego czasu nadal sie nie moge pozbierac. Przeciez… dostalem tyle szans w swoim zyciu, wiele z nich udalo mi sie wlasciwie wykorzystac. Realizuje sie uprawiajac sport, nie tlumie w sobie Zadnych emocji. W tym czasie zalozylem… zespol rockowy. Teraz mam okazje wykrzyczec wszystkie rzeczy, ktore niegdys tak bardzo kuly moja dusze… czuje, ze to mi pomaga. Jednak nadal wystarczy jedna mysl… by znow przezywac cierpienia tamtych dni. W dodatku wiecznie towarzyszy mi swiadomosc, ze przez cale zycie bede walczyl z czyms, z czym nie poradzil sobie moj ojciec. Nie raz z nim rozmawialem… tylko on przy tej rozmowie zawsze musial byc pijany. Widze… ze on swoj wewnetrzny bol przeklada na agresje wobec rodziny. Nie potrafie tego zrozumiec. Czasem go za to nienawidze. I zawsze sie boje… bo chyba jestem taki sam jak on. Nie chce skazywac mojego syna na to, co sam musialem przezyc. Mimo tego leku czuje ze… wewnetrznie udalo mi sie to wszystko poukladac. Jednak po tym wszystkim… mam problem z realizowaniem swoich dazen. Bezsennosc, ciagle zmeczenie. To wplywa na moja chec dzialania. Nie moge skoncentrowac sie na nauce. Mysle o rezygnacji z nauki w liceum. Tylko co ze soba zrobic? Co mi z tego wszystkiego… jesli po prostu nie poradze sobie w “prawdziwym zyciu”?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasza wlasna intepretacja. W ciagu zycia odbieramy rozne informacje o swiecie zewnetrznym, od nas zalezy jakie nadamy im znaczenie. Ciag pewnych zdarzen mozna uznac za czysty przypadek lub interwencje Boga. Moj brat kompletnie nie przejal sie proba samobojcza ojca. Po prostu, powstrzymalismy go. On powrocil do swojego zycia. Mnie do dzis jedna mysl o tamtych przezyciach odbiera wszelkie sily. To samo zdarzenie, jednak skutki jakie ono wywalo na nasze zycie zalezalo tylko od “odczytania znakow”. Do nas nalezy znaleznie takiego sposobu na intepretacje wszystkich bodzcow jakie odiberamy, abys my mogli byc szczesliwi w naszym zyciu. Jednak my jestesmy bardziej podatni na rany… ktore w dodatku nigdy sie nie zagoja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;00:23&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba sie polozyc do lozka. Dziekuje Wam z calego serca, dzieki Wam postanowilem wybrac sie do psychologa. Wprawdzie obawiam sie srodkow farmakologicznych. Jesli wylecza mnie z bezsennosci, mimo to nadal nie bede potrafil odnalezc sie w codziennym zyciu? I szczerze… dziekuje Bogu za wszystko co mnie w zyciu spotkalo. I za moja intepretacje tych zdarzen. Zabrzmi to dziwnie… ale boje sie zwalczyc mojego alibi na bezradnosc w zyciu codziennym. Obawiam sie rowniez ze z zazegnaniem depresji strace rowniez moja wene…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeciez ja przy was nie mam zadnych problemow…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on czerwca 2, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Moj sposob na chorobe… poddac sie jej dzialaniom i walczyc z nimi, nie z choroba ale z tymi “schizami” wywolanymi przez nia. Pomaga na prawde! Skutek jest taki jak walka z choroba a jest latwiej i mniej bolesnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on czerwca 2, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Wiecie co jest najgorsze? To ze sam sobie stwarzam sytuacje do placzu… wracam do tego co bylo, nastrajam sie na smutek… Ja sie dziwie czemu nie ide do przodu… no jak skoro ciagle odwracam sie do tylu!? I tu dla was dobra rada - nie patrzcie w przeszlosc, tylko do przodu do przodu przed siebie!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on czerwca 5, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Drogi Marcinie! Jezeli rzeczywiscie chorujesz na zaburzenia maniakalno-depresyjne to MUSISZ leczyc sie farmakologicznie. Nie ma innej rady. Zadne porady i treningi psychologiczne tu nic nie pomoga. Moze na chwile.&lt;br /&gt;Mnie tez dopadla ta choroba, ale dopiero w wieku 40 lat. Wczesniej chorowali na nia moj ojciec i siostra. Niestety lekarze mylnie zdiagnozowali ich stan, uznajac do za zwykla depresje. Ja bylam przekonana, ze mnie nie dopadnie, gdyz mimo traumatycznych przezyc zwiazanych z ich choroba, nie stracilam wrodzonego optymizmu i pozytywnego pogladu na zycie. Jednak, gdy po kilku latach zauwazylam u siebie pierwsze oznaki depresji (brak snu, wczesne budzenie sie, brak koncentracji itd.) udalam sie do lekarza. Stwierdzono depresje. Bardzo sie zdziwilam, gdyz nie bylo u mnie zadnej przyczyny (straty), ktora moglaby ja wywolac. Bralam lekarstwa przeciwdepresyjne i choc bardzo cierpialam psychicznie i fizycznie, to wierzylam, ze to minie. Rzeczywiscie po pol roku leczenia rowniez nagle, z dnia na dzien, poczulam sie dobrze, nawet bardzo dobrze. Swiat stal sie kolorowy i radosc byla wszechogarniajaca. Niestety, rownie nagle po kilku miesiacach, jesienia znow dopadla mnie depresja. Teraz juz na dobre. Trafilam do szpitala, gdzie tez nie zdiagnozowano prawidlowo mojej choroby i podawane lekarstwa nic nie pomagaly. Dopiero profesor psychiatrii z Akademii Medycznej, do ktorej zawiozl mnie maz, odkryla u mnie choroba depresyjno-maniakalna. Zapisala odpowiednie lekarstwa (inne jak dotychczas)i nareszcie wyzdrowialam. Jaka to wielka ulga poczuc sie zdrowa. Nie choruje juz prawie cztery lata i jestem szczesliwa, mimo ze czasami przychodza wspomnienia tych bolesnych przezyc. Biore jednak lekarstwa zapobiegajace nawrotowi choroby.&lt;br /&gt;Pisze Ci o tym wszystkim dlatego, aby zaznaczyc, jak wazna jest prawidlowa diagnoza. Jezeli rzeczywiscie u Ciebie wystepuje choroba depresyjno-maniakalna, to nie pomoga zwykle leki przeciwdepresyjne, ktore moga wywolac manie. Jednak te chorobe mozna wyleczyc, stosujac odpowiednie lekarstwa. Leczenie trwa dosyc dlugo. Ze zwgledu na to, ze przy tej chorobie czesto zdarzaja sie nawroty, stosuje sie leki zapobiegawcze, czasami przez kilka lat. Wiem, ze moze Cie to przerazac. Jezeli czytales inne wypowiedzi na tej stronie, to wiesz, ze wiekszosc z nas wzbrania sie przed stosowaniem leczenia farmakologicznego. Ja tez poczatkowo bylam przerazona, ze musze tak dlugo brac lekarstwa. Jednak przekonalam sie ,ze przy mojej chorobie jest to konieczne. Szkoda tylko, ze tak dlugo sie meczylam biorac nieodpowiednie leki. Daj sobie szanse wyzdrowienia.&lt;br /&gt;Nieleczona choroba polega na pojawianiu sie kolejno cykli depresji i stanow podwyzszonego nastroju. Zwykla depresje reaktywna mozna (niekiedy) pokonac metodami pschychoterapii, ale te - nie. Jest to choroba genetyczna, ale dotad naukowcy nie wiedza dlaczego sie pojawia i co ja wywoluje. Dotyka zarowno tych co mieli trudne zycie, jak i tych szczesliwych od urodzenia, bogatych i biednych. Najczesciej chorowali na nia ludzie nieprzecietni, artysci, pisarze, naukowcy. Ta choroba pojawia sie nagle i nie zalezy od naszego postepowania, ona narzuca nam uczucia falszywe i prowadzi do falszywej interpretacji faktow. I chocbysmy byli najmadrzejsi, to i tak nie zauwazymy kiedy nas dopada i gdy podsuwa nam najbardziej absurdalne mysli i interpretacje zdarzen. Ona kieruje naszym postepowaniem, choc sami tego nie widzimy. Gdy wyzdrowialam, analizyjac swoje uczucia i postepowanie w czasie choroby, nie moglam sie nadziwic “dlaczego tak myslalam, dlaczego tak czulam” - to bylo przeciez nielogiczne, falszywe.&lt;br /&gt;Nie win swojego ojca. Na jego postepowanie miala wplyw choroba. Niestety zapewne Twoj ojciec wczesniej nie wiedzial, ze na nia choruje. Nie leczyl sie. I trudno sie mu dziwic. Dopiero w ostatnich latach wiadomo wiecej o metodach leczenia tej choroby. Kiedys jej zdiagnozowanie oznaczalo napietnowanie choroba psychiczna do konca zycia. Teraz dochodzi sie do wniosku, ze jest to raczej choroba biologiczna (taka jak inne choroby somatyczne) i jedynie jej objawy sa natury psychicznej (podobne do depresji). Dlatego te chorobe mozna wyleczyc tylko srodkami farmakologicznymi (tak jak np. zaburzenia w funkcjonowaniu trzustki, czy watroby nie bedziesz leczyl psychoterapia). Zatroszcz sie o siebie, nie musisz cierpiec i zadawac bol innym tak jak Twoj ojciec. Wierze, ze Ci sie uda.&lt;br /&gt;Pozdrowienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Agula 34 on czerwca 9, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Czesc Kochani. Znow dopadla mnie czarna rozpacz. Dol nie do zniesienia. Placz, chandra, lek. Przezylam ostatnio straszne stresy. Zamknelam sie w sobie. Tragedia.&lt;br /&gt;Dziecinstwo mialam w miare dobre. Pozniej ojciec zaczal pic. Zaczal bic mame. Oni sie klocili, ja stawalam w obronie mamy. Pomagalam jej. A ona sie pozniej z nim godzila. Wczesnie wyszlam za maz z wielkiej milosci. Okazal sie draniem, oszustem. Mam z nim dwoje dzieci. Kiedy ja plakalam, on sie smial. Nie wytrzymalam. Chcialam sie zabic. Ale zamiast tego wystapilam o rozwod. Potem juz kazdego mezczyzne traktowalam jak zabawke. Nie wierzylam, nie ufalam. Spadlo na mnie wiele obowiazkow. Dlugi rosly. Bylam sama z dziecmi. Rodzice daleko, bo od nich ucieklam. Ciagle sie klocili i bili. Nawet jak do mnie przyjezdzali tez sie tlukli. Znienawidzilam ich. Odsunelam sie. Ale depresja dawala o sobie znac w najmniej oczekiwanych momentach. Gubilam sie. Plakalam, malo plakalam, ja wylam. Przeszlam traume przez nich i przez mojego bylego meza. Bylam ciagle sama. Samiutka z dwojgiem dzieci. Przyjaciele tylko wysysali ze mnie sily. Bo sami mieli klopoty. Ja z sercem do nich, a oni zachlanni. To nie byla przyjazn. Ciagle sie podnosilam. Dla dzieci, ktore bardzo kocham. Juz nie chce byc ciagle silna. I ciagle wstawac i udawac, ze musze wszystkiemu podolac. Do matki nie zadzwonie, nie pozale, by ciagle mi mowila, ze mam byc twarda. Kazala mi wracac do mojego bylego meza, bo mi ciezko finansowo bylo. To ona tak mnie kocha? Mam sie sprzedac temu katowi? Komu mam sie zwierzyc? Matce? Ojcu pijakowi, ktory ciagle wyrzuca mnie z domu kiedy pojade ich odwiedzic? Ktory mnie wyzywa od najgoszych. Skacze do mnie z rekoma?Tragedia.&lt;br /&gt;Wybaczylam im. Ale to ciagle wraca, a ja skamle o ich milosc.To chore.&lt;br /&gt;Zabraklo mi matki i ojca. Zabraklo mi milosci. Nikt mi nie pokazal, jak byc zona i matka. Zajeli sie soba. Jak mam dalej wychowywac dzieci. Jak pokazac im wlasciwa droge? Jak im pomoc dorastac?&lt;br /&gt;Nie wiem.&lt;br /&gt;Wiem tylko, ze kocham dzieci.&lt;br /&gt;Pomozmy sobie wzajemnie. My chorzy na te cholerna chorobe, wesprzyjmy sie. Dajmy sobie sily, usmiechnijmy sie do siebie. Ja sie nie poddam, ale wyluzuje. Jestem z Wami. Juz mi lepiej, bo wiem, ze Wy mnie zrozumiecie.&lt;br /&gt;Za chaos przepraszam. Pisalam spontanicznie. Musialam to wyrzucic. Pozdrawiam Was, przesylam buziaczki. Aga&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By mona on czerwca 10, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Agula, moj ojciec tez pil i wrzeszczal - cale dnie wrzeszczal, a mama kochala nas bardzo, ale byla tak zakrecona tym co sie dzieje z ojcem, ze nie starczalo jej juz sily, by byc dla nas oparciem, matka. Mama juz nie zyje, poddala sie i umarla, bo nie umiala tu znalezc spokoju. Ja teraz wiem, ze ona inaczej nie umiala, ze byla zbyt slaba i przebaczylam jej. Ojcu nie potrafie chyba jeszcze przebaczyc. Raz mi sie wydaje, ze tak, ale zycie potem pokazuje, ze nie, ze tkwia we mnie takie poklady zalu, tak gleboko, ze wydobywam z siebie tylko szloch. On nigdy nie zwrocil nam godnosci, nie powiedzial przepraszam, uwaza, ze nic sie nie stalo, ze wszystko w naszym domu bylo normalnie. Najbardziej mnie przeraza, ze odnajduje w sobie jego cechy… cos czego tak w nim nienawidzilam, potworna zlosc, ktora nas karmil kazdego dnia, ja teraz odnajduje w sobie! Tak jak Ty Agula, moge napisac, ze zabraklo mi i ojca i matki, ze nikt nie nauczyl mnie, jak byc zona i matka dla moich dzieci. Ucze sie tego od innych, ciagle szukam, czytam, staram sie sluchac… tak juz chyba zostanie. Czuje w srodku, ze czegos mi brakuje, ze jestem jakby odretwiala, brak mi wewnetrznego ciepla. Czasem jest mi nawet trudno przytulic wlasne dzieci i o to najbardziej sie obwiniam. Moj najwierniejszy przyjaciel - smutek - jest zawsze ze mna. Ale chce usmiechnac sie do Ciebie, do Was, ktorzy to rozumiecie :))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Agula 34 on czerwca 10, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Mona. Ty tak ladnie napisalas, nie chaotycznie, tylko tak z sensem. Przykro mi, ze tez przeszlas to co ja. Ja to nadal przechodze, bo moja mama zyje. Bron Boze nie zycze jej smierci. Ale ta cholerna pepowina nadal jest. Tez sie lapie na tym, ze mam glupie zachowanie. I nie chce taka byc. Nienawidze siebie takiej. Wtedy chcialabym sie sama skrzywdzic. Nie umiem sobie radzic w obecnym zwiazku. Nie umiem zaufac. Tragedia. Nie umiem cieszyc sie zyciem. Wiesz co, juz nawet nie mam pretensji do Boga, ze poddal mnie tej cholernej probie w tym moim zyciu. Wiem tylko, ze nie chcialabym, aby moje dzieci tez mialy takie problemy. Chcialabym je uchronic przed tym. Moze ja musze poniesc kleske, aby one mialy normalne zycie. Moze taka jest potrzeba. Ostatnio moja depresja nasilila sie. Staram sie z nia walczyc z calych sil, ale wszysto idzie w niwecz. Moze to zbyt egoistyczne, ale ja naprawde jestem tak uduchowiona, ze mnie szlak trafia. Za bardzo czuje. Za duzo widze. Za bardzo biore do serca. Pekla moja tarcza ochronna. Wyc mi sie chce. Nie tylko plakac. Wyc. Chce normalnosci, chce zyc, chce sie smiac. Mam teraz kogos, kto mnie kocha, ale jak tak pojdzie, to go przepedze z mojego zycia. Musze sie wyciszyc. Uspokoic sie. Tak bardzo chcialabym jeszcze dziecko urodzic. Ale boje sie, ze wtedy objawy i choroba sie nasila. Czy ciagle mam zyc w leku i obawie. Mona trzymaj sie. Wiem, ze to glupia rada. Ale najwazniejsze czego Ci zycze, to zdrowka. Niech bol przepadnie i da nam zyc tak jak na to zaslugujemy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By asia on czerwca 10, 2008 | Reply&lt;br /&gt;aga, poplakalam sie czytajac Twoj pierwszy wpis, nie sadzilam, ze mozna czuc tak podobnie jak ja… w moim domu tez nigdy nie bylo spokoju, wieczne awantury, agresja ojca, czasem nawet do rak wpadala mu siekiera, noz… wyzwiska i ponizanie byly i sa na porzadku dziennym, rodzice najpierw sie miesiac klocili, a potem godzili znow na jakis czas, a ja za kazdym razem po ogromnych ilosciach przezyc, musialam przezwyciezac swoj lek i zachowywac sie tak, jakby to co bylo przedtem, nigdy nie mialo miejsca, to potworne uczucie i choc mama mnie kochala i nadal kocha, wiem to poza ta swiadomoscia. Czulam sie zawsze samotna i gdzies daleko w otchlani, opuszczona… brakowalo mi ciepla, zainteresowania i spokoju, poczucia, ze jestem wazna… Bylam malutkim dzieckiem a musialam czesto stawac w obronie doroslego czlowieka, mojej mamy, czesto psychicznie, ale i tez fizycznie, a kiedy i tego juz nie dawalam rady robic, zamykalam sie w pokoju i po ciemku przesiadywalam w jednym miejscu kilka godzin, zeby nie slyszec tego wszystkiego. Uciekalam w swiat fantazji - pomagalo, ale na krotko, bajke, ktora kreowalam, zawsze przerywal ogromny krzyk, ktory w koncu mimo mojej wewnetrznej walki i niecheci, dochodzil do mojej glowy i uszu… Wciaz w tym tkwie, to nas rozni… ja zachorowalam, poza depresja mam jeszcze inna chorobe i niestety nie moge uciec tak jak Ty, nie moge byc samodzielna, nie umiem z tym wszystkim… ale Ty walcz, ciesze sie, ze piszesz o wyluzowaniu i checi walki… masz dla kogo, znajomi rzadko bywaja bezinteresowni, widza nas wtedy, kiedy sami potrzebuja pomocy, rady, a kiedy zaczyna sie im ukladac, nagle znikaja z naszego zycia, pisza od czasu do czasu mileg smsa, zadzwonia w dzien urodzin i uwazaja, ze na tym to polega. Ale dzieci Twoj najwiekszy skarb, kiedys dorosna i to Ty w ich zyciu bedziesz najwazniejsza, juz jestes, moze sa zbyt male, by to wyrazic slowami i powazniejszymi gestami, ale kiedys tak bedzie, czego bardzo Ci zazdroszcze… trzymam za Ciebie kciuki i jestem z Toba…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Agula 34 on czerwca 11, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Dziekuje Ci Asiu za te slowa. Obydwie przezylysmy traume, ktora strasznie rujnuje nam zycie. Nie wiem na co zachorowalas, ale jesli chcesz, to napisz o swojej chorobie. Wyrzuc to z siebie. Ja przeczytam to z uwaga. Postaram sie wesprzec Cie i dac Ci otuchy i odwagi. I tak jestes silna, ze piszesz o swoich przezyciach i nie zamykasz sie na ludzi. Super, to pierwszy krok do poprawy. Pisz to co Ci na sercu lezy. Pisz.&lt;br /&gt;Ladnie opisalas to, jak zachowuja sie przyjaciele. Napisalas prawde. My ludzie z depresja bardzo czesto pomagamy innym, wspierajac ich w trudach losu. A potem jak ich wyciagniemy z dolka, to maja nas gdzies. I przekonalam sie o tym na wlasnej skorze. Postanowilam zajac sie soba i pomoc przede wszystkim sobie i dzieciom. Nie dzwonie do znajomych, nie szukam na sile przyjazni. Wiem, ze jesli ktos szanuje mnie, to sam bedzie szukal kontaktu ze mna. I to skutkuje.&lt;br /&gt;Uwierz w to, a zobaczysz, jak zmieni sie Twoje zycie. To jeden z krokow do spokoju duszy.&lt;br /&gt;Dziekuje Ci, ze odpisalas na moja opowiesc. Poczulam sie naprawde lepiej. Usmiech zagoscil na mojej twarzy. Poczulam, ze nie jestem sama.&lt;br /&gt;Pisz kiedy bedziesz czula sie zle. Ja tu bede wchodzic i zawsze przeczytam co Cie boli.&lt;br /&gt;Zycze Ci z calego serca, abys znalazla wspanialego partnera. Abys zaczela zyc pelnia zycia. Szukaj dobrych ludzi, bo ja wiem ze sa tacy na swiecie. Tylko otworz sie. Przebieraj, wybieraj, nie angazuj sie za szybko. Pozwol sobie na dystans i slamazarstwo. Rob wszystko wolniej, nawet jak inni beda Cie poganiac. Pozwol sobie na ten komfort. Uwierz, to dziala.Wole byc slamazara, niz spieszyc sie i gubic.&lt;br /&gt;Zycze Ci tez z calego serca, abys miala mozliwosc zajscia w ciaze i urodzila slicznego i zdrowego dzidziusia. To najpiekniejsze co mnie spotkalo. Wierz w to, a spelnia sie Twoje marzenia.&lt;br /&gt;Obetrzyj lzy i zaufaj, ze nie jestes sama. Przynajmniej postaraj sie zaufac.&lt;br /&gt;Usmiechnij sie Asiu nawet kiedy wszystko Cie boli. Na przekor tej strasznej chorobie. Pozdrawiam Aga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By mona on czerwca 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Chcialabym podzielic sie swoim doswiadczeniem - moze to Komus z Was pomoze. Jezeli w Waszym domu rodzinnym ktos pil, matka, czy ojciec, to warto wybrac sie na grupe DDA (dorosle dzieci alkoholkow). Ja uczestniczylam w spotkaniach takiej grupy oraz w mitingach i dalo mi to bardzo duzo. Na pewno nie zastapia one lekow, ale zmienia sie zupelnie spojrzenie na historie swojego zycia. Historia mojej rodziny to przeplatajacy sie alkoholizm, depresje i samobojstwa. Niewazne juz co bylo pierwotne, a co wtorne, ale zawazylo to bardzo na moim zyciu. Wyszlam za maz za mezczyzne, ktorego bardzo kochalam i kocham nadal, ale gdy zamieszkalismy razem, okazalo sie, ze nie jestem zdolna do tworzenia udanego zwiazku. Nie bede sie teraz rozpisywac, w kazdym razie dzieki uczestniczeniu w tych grupach, zupelnie inaczej spojrzalam na nasze malzenstwo i mojego meza oraz odbudowalam relacje z moim bratem, ktore wczesniej skutecznie zniszczyl moj ojciec. Nie chodzi mi o to, ze uczestniczenie w tych grupach zdziala cuda w naszym zyciu, ale na pewno pozwoli przyjrzec sie specyficznym mechanizmom, jakie panuja w rodzinach alkoholowych i o ile tego bedziemy chcieli pomoze nam uporac sie z nimi i nie przenosic ich dalej w nasze zycie. Na pewno tez moje doswiadczenie spotkan DDA bylo i jest dla mnie olbrzymim wsparciem w zyciu i drogowskazem. W kazdym wiekszym miescie sa takie spotkania, czesto grupy spotykaja sie na mitingach przy kosciolach. Moze pomoze to Komus z Was i chocby troche ulzy w leczeniu depresji. Pozdrawiam Mona&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ann on czerwca 17, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Czesc Wam! mam 18 lat i od jakiegos czasu (nie pamietam dokladnie… moze pol roku) mam dosc wlasnego zycia:( meczy mnie ono i nawet powiem szczerze, ze boje sie radosci. Ciagly smutek mnie ogarnia, szczegolnie gdy jestem sama, chociaz czesto sie z nim zmagam nawet w tlumie! To chore czuc sie samotna w tlumie. Mam wrazenie, ze jestem mgla, ktora po prostu zyje, ale kazdy dzien probuje ja “zgasic”… nawet w nocy nie odpoczywam, bo czesto sie budze i po prostu dusze cisza w moim wnetrzu i przewleklym bolem istnienia. Chcialabym czesto zniknac z siebie i stac sie kims innym w srodku - po prostu “przeszczep” samej siebie. Jak o tym pisze, to mam wstret do wlasnych mysli, ktore mnie tak usidlaja, choc wiem, ze nie mam na nie sily. Dzis nawet w opisie na gadu napisalam: czuje bezsens! nie mam zadnej motywacji ani sily w psychice, ktore pozwolilyby mi robic cos konkretnego, co daje zadowolenie i spelnienie i czuc, ze sie zyje… Przyznam szczerze, ze znam jedyne wyjscie z tego beznadziejnego stanu duszy, bo one znajduje sie tylko w Bogu! chore - mecze sie z soba i tesknie za wyzwoleniem sie z tego, ale nie potrafie “zrzucic” tego na Boga. Mam pytanie: czy osoby z depresja NAJCHETNIEJ WOLA SOBIE SAMEMU POMOC???????????????????????????????????????????????????&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By kasia nova on czerwca 18, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Droga Ann&lt;br /&gt;Nie jest latwo odpowiedziec na Twoje pytanie, gdyz nie jestem znawca, ale tak czasem jest, ze osoby z depresja probuja same sobie pomoc. Nawet ja tak mialam, myslalam, ze ten stan zlego samopoczucia zniknie, ale bylo coraz gorzej, doszlo do tego, ze nie moglam spac, nie moglam myslec, tzn. mysli mnie bolaly, chcialm umrzec, prosilam Boga o smierc. Jednak nie chcialm tak zyc i postanowilam udac sie do lekarza, nie zwracalam juz uwagi na ludzkie opinie typu, co bedzie jak mnie ktos zobaczy. Tam przychodza normalni ludzie, mlodsi, starsi, zadbani - ludzie, ktorzy sobie nie radza z swymi myslami i nie tylko. Ty jestes bardzo mloda i jezeli mozesz, udaj sie do specjalisty, aby nie bylo za pozno, bo jeszcze przed Toba cale zycie. Zycze, abys przezyla chwile, jakich udalo mi sie zaznac, tzn. chwile radosci i nostalgii, cieszylam sie zyciem i wtedy dziekowalam Bogu, ze nie pozwolil mi zrobic nic glupiego, ale pozwolil mi podziwiac piekno swiata. Zycze Radosci&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By elabuk on czerwca 19, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Ann, oczywiscie, kazdy w depresji ucieka od innych, od spraw, najchetniej by sie zaszyl w kacie i zdematerializowal. Czasem pomaga czas, ale lepiej isc do lekarza i wziac leki, bo im dluzej sie utrzymuje taki stan, tym gorzej go “wyplenic”, nie mylic z wyplenieniem samego siebie! Cytat z dawnego podrecznika weterynaryjnego, mowiacy, jak poznac chore zwierze: “Od stada odstaje, nie patrzy za zarciem, ryj w sciolke chowa”, to wlasnie humorystyczny, ale dosc trafny opis osoby z depresja. Z ta roznica, ze u ludzi depresja czasem sie objawia niejedzeniem, ale czasem takze nadmiernym apetytem, “zajadaniem” stresu. Pozdrawiam wszystkich forumowiczow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ann on czerwca 19, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Nom…dzieki Wam!! najlepiej jak ktos pomoze, racja…bo sama to moge tylko gorzej wpadac w to….&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By mona on czerwca 20, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Elabuk, dziekuje Ci za “weterynaryjna” definicje chorego na depresje. Nie pamietam kiedy tak sie usmialam…do lez :))))))))))&lt;br /&gt;to wszystko o mnie, ze odstaje i ze …chowa w sciolke, z ta roznica, ze za zarciem patrzy:)Pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By sonia on czerwca 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Jestem tu zupelnie nowa. Nie wiem czy mam depresje, u lekarza nie bylam. Ale od jakiegos czasu nie chce mi sie zyc. Czytam to co piszecie i czuje sie podobnie, wiec moze to depresja.&lt;br /&gt;Mieszkam od dwoch lat za granica. Myslalam, ze jak wyjade, to wszystko sie zmieni, ze po prostu musze uciec od denerwujacych mnie rodzicow, uwolnic sie. Mam 29 lat i do tej pory zawsze mieszkalam z rodzicami. Mam kochajacego, dobrego meza i slicznego synka. Kiedys mi to wystarczalo i bylam bardzo szczesliwa. Po nieudanych milosciach i zwiazkach nareszcie cos prawdziwego, trwalego, stabilnego.&lt;br /&gt;Ale poczucie szczescia trwalo krotko. Nic takiego sie nie stalo, po prostu po malu swiat tracil dla mnie barwy, a teraz jest juz calkowicie szary, nudny, beznadziejny.&lt;br /&gt;Czuje, ze niszcze zycie mojego meza i dziecka. Oni na to nie zasluzyli, sa cudowni, ale ja od nich odstaje. Nic mi sie nie chce, wstaje o 11.00, bo po co wczesniej. Nie pracuje, wiec gdzie mam sie spieszyc. Nie mam tu zadnych przyjaciol, siedze tylko sama w domu z dzieckiem, maz pracuje do pozna, i tak codziennie. W weekendy maz probuje cos zorganizowac, jakos umilic nam czas, ale mi sie nic nie chce, nic mnie nie cieszy, we wszystkim widze tylko problemy a nie przyjemnosc. Juz chyba nic tak naprawde nie sprawia mi przyjemnosci. O sobie samej mysle strasznie, wyzywam sie sama od najgorszych, nie mam do siebie szacunku, do swoich bliskich tez, do nikogo. Nienawidze wszystkich ludzi, ktorych spotykam na ulicy, nie chce z nikim rozmawiac i usmiechac sie glupio. Nie mam ochoty udawac, ze wszystko jest ok. Stalam sie odludkiem i na tym cierpi najbardziej moje dziecko, bo nigdzie z nim nie wychodze, nie ma okazji pobawic sie z innymi dziecmi.&lt;br /&gt;W tym roku na szczescie (dla niego) idzie juz do szkoly, ale w tym tez oczywiscie widze same problemy, bo jak dogadam sie z nauczycielkami skoro nie umiem angielskiego. Wszyscy mowia: ucz sie! Siedzisz w domu, nie masz co robic, to sie ucz jezyka! A ja tym bardziej sie wtedy blokuje i nie robie nic, nie ucze sie (chociaz wiem, ze gdybym sie wziela, to moglabym sie szybko nauczyc). NIe, nie, nie… Wszysko jest u mnie na nie. Nienawidze nawet samej siebie.&lt;br /&gt;Maz marzy o drugim dziecku. Nie wiem, co bedzie, gdy bede w ciazy, jak ja sobie poradze, czy w ogole chce tego dziecka. Zawsze robie cos, bo ktos tego ode mnie oczekuje, wiecznie jestem uwieziona w jakiejs roli i musze grac. Przestalo mnie to bawic i mowie NIE. Buntuje sie przeciwko wszystkim ludziom. Przyroda jest ok, uspokaja mnie, lubie przyrode, tylko to. Ludzi nienawidze, ale jednoczesnie nie moge bez nich zyc. Sama jestem calkowicie bezradna jak male dziecko, nie potrafilabym sie nawet utrzymac. Nic nie potrafie i nie chce umiec. Nienawidze rowniez gotowac, ale oczywiscie musze cos dawac dziecku do jedzenia (czasami nie daje). Synek jest niejadkiem i nie upomina sie o jedzenie nawet gdy nie je caly dzien - czasami jeden posilek mu wystarcza. NIENAWIDZE GOTOWAC! Sama tez moglabym nic nie jesc, jem na sile, z obrzydzeniem, nic mi nie smakuje.&lt;br /&gt;I tak sie kreci to moje beznadziejne zycie dzien za dniem. Nuda, bezsens, wegetacja, zero przyjaciol i jeszcze do tego wszystkiego sie starzeje. Boli mnie, ze marnuje zycie, ale jakos nie moge sie wydostac z tego dolka. Niszcze prawdziwa milosc jaka byla miedzy mna a moim mezem, niszcze wszystko, czego sie nie dotkne. Jestem przesiaknieta zlem, zalem, gorycza, zolcia i nie wiem czym tam jeszcze. Ludzie, jak najdalej ode mnie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By mona on czerwca 24, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Sonia mysle, ze jestem bardzo do Ciebie podobna… bardzo. Jezeli chcesz pogadac napisz do mnie: rudzik.1@gazeta.pl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By elabuk on czerwca 24, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Soniu! Koniecznie, ale koniecznie pojdz do lekarza! Z tego, co piszesz, wynika, ze bardzo sie meczysz i to wszystko co opisujesz, to typowe objawy depresji. Az dziwne, ze jeszcze nie podjelas leczenia, ale po prostu nie wiedzialas, ze to “to”. Nie zmienisz otoczenia, ale leki pozwalaja na zupelnie inny jego odbior. Zycie moze byc sensowne i radosne takze dla Ciebie, nie zwlekaj!!!!!!!!!! Szkoda czasu Twojego i Twoich bliskich. Leki sa Ci potrzebne. Pozdrawiam Cie i wszystkich forumowiczow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Grzesiek on czerwca 24, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Sonia nie oceniaj sie tak nisko, nie zanizaj samooceny o sobie. Tak jest ze to co czlowieka dawniej cieszylo, teraz jest wrecz okropne. Sonia pokochaj sama siebie, nie chodzi tu o egoizm, ale zaakceptowanie siebie. Nastawilas sie na “nie”, a co stracisz jesli nastawisz sie na “tak”? A z nauka jezyka angielskiego to nie jest zly pomysl, nie mowie, zebys caly slownik opanowala w jeden dzien, po malutku pare slowek, a takie zajecie byloby dla Ciebie duzo korzystniejsze. Wiem przez co przechodzisz, ale z tego mozna wyzdrowiec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By asik on czerwca 25, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witam wszystkich. Chcialam prosic o rade. Jestem w zwiazku z czlowiekiem, ktory ma typowe objawy depresji. Bardzo go kocham i staram sie z calych sil pomoc mu w tej chorobie. Staram sie byc wyrozumiala, czula, opiekuncza, oddaje mu cale swoje serce i dusze, robie wszystko co w mojej mocy… ale, niestety, bardzo czesto spotykam sie z odrzuceniem, a nawet momentami widze nienawisc w jego oczach, mam wrazenie, ze wyzywa sie na mnie emocjonalnie, ze mnie obwinia. Nie ukrywam, ze to strasznie boli. Jego stan pogarsza sie z dnia na dzien. Czasami jest lepiej, potem nagle bum… i znowu od poczatku. Boje sie, ze sama popadne w depresje, jesli bedzie to nadal trwalo. Nie chce go stracic, bo jest cudownym czlowiekiem, ale wiem, ze moje szczescie i spokoj ducha jest uzalezniony od jego szcescia. Dodam ze on jest swiadomy swego stanu i ze za nic nie chce pojsc do lekarza. Czy ktos z Was moze mi poradzic CO MAM ROBIC? Chce mu pomoc i po prostu juz nie wiem jak…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on czerwca 25, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Asik! Zacytuje Ci Twoje slowa: Nie chce go stracic, bo jest cudownym czlowiekiem, ale wiem, ze moje szczescie i spokoj ducha jest uzalezniony od jego szcescia.&lt;br /&gt;Tym zdaniem okreslilas sie jako osoba wspoluzalezniona. Wszyscy w jakims sensie jestesmy uzaleznieni od samopoczucia i nastrojow swoich najblizszych, ktorych kochamy. Gdy jednak nasza ukochana osoba wpada w stan chorobowy - to moze byc depresja, alkoholizm czy narkomania - my osoby blisko zwiazane uczuciowo, zaczynamy w jakims sensie chorowac z naszymi ukochanymi.&lt;br /&gt;Czesto tak sie dzieje, ze osoby chore nieswiadomie “przerzucaja” na nas odpowiedzialnosc za swoje zle samopoczucie i my, z milosci, “bierzemy” to na siebie.&lt;br /&gt;Powstaje bledne kolo. Osoba chora nie leczy sie, bo ma w poblizu kogos, na kogo przerzuca swoj bol.&lt;br /&gt;Rodzice, dzieci, zony, mezowie alkoholikow, narkomanow popadaja w chorobe zwana wspoluzaleznienie. Nie potrafia o niczym innym myslec, tylko o chorbie swojego dziecka czy wspolmalzonka. Odbiera im to sen, normalne funkcjonowanie. (Czemu zreszta trudno sie dziwic). Jednak tym stanem ducha nie pomagaja chorej bliskiej osobie, a nawet moga poglebiac jej stan. Dlatego wymagaja terapii.&lt;br /&gt;Jesli Twoj ukochany wie, ze jest chory, a nie chce sie leczyc, to go z ta decyzja zostaw, a sama udaj sie do psychologa i porozmawiaj o tym, jak mozesz mu pomoc i jak sama masz sie odnosic do jego decyzji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By sonia on czerwca 25, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Dzieki za Wasze wypowiedzi, porady i wsparcie.&lt;br /&gt;Od jakiegos czasu zastanawiam sie nad pewna rzecza, moze ktos moglby mi poradzic. Mianowicie, zastanawiam sie, czy dla ludzi z depresja konieczna jest do wyzdrowienia stabilizacja i spokoj, jak najmniej problemow, czy raczej odwrotnie. Moze nalezy wywrocic swoje zycie do gory nogami, bo to co jest nam nie pasuje. Czy czlowiek z depresja moglby miec sile temu sprostac?&lt;br /&gt;Bo przeciez wiazaloby sie to z wieloma problemami, przeszkodami, utrudnieniami. Nie pasuje mi zycie takie jakie mam, ale boje sie cos zmieniac, bo obawiam sie, ze to slomiany zapal i ze widze wszystko w krzywym zwierciadle. Wiec moze nie powinnam podejmowac w takim stanie zadnych waznych zyciowych decyzji. Nie wiem, nie ufam samej sobie, bo wiem jakie zmienne sa moje nastroje, nie jestem konsekwentna. Czy w ogole czlowiek w moim stanie ma prawo decydowac o zyciu innych i ryzykowac, nie majac pewnosci, ze wyjdzie to na dobre? Wiem, ze trudno doradzac, jesli sie nie zna konkretow, ale moze chociaz tak ogolnie ktos mi doradzi i w jakis sposob pomoze. Z gory serdeczne dzieki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By asik on czerwca 25, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Admin dziekuje Ci bardzo za odpowiedz…sprobuje…pozdrowionka…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By anka on czerwca 26, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Kochani, musimy walczyc o siebie, to co nam sie nalezy - odwaga i jeszcze raz odwaga. Ja przekonalam sie na sobie, ze nikt mi nie pomoze, jak sama sobie nie pomoge, sila jest w nas - musimy w to uwierzyc.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3171570640406917346-3568478236521267117?l=depresjawawpl.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depresjawawpl.blogspot.com/feeds/3568478236521267117/comments/default' title='Комментарии к сообщению'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depresjawawpl.blogspot.com/2011/07/depresja-droga-do-duchowosci.html#comment-form' title='Комментарии: 0'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3171570640406917346/posts/default/3568478236521267117'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3171570640406917346/posts/default/3568478236521267117'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depresjawawpl.blogspot.com/2011/07/depresja-droga-do-duchowosci.html' title='Depresja - droga do duchowosci'/><author><name>Depresja i Tesknota za miloscia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03033272936624093585</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3171570640406917346.post-294197525971537081</id><published>2011-07-06T17:02:00.000-07:00</published><updated>2011-07-06T17:02:36.803-07:00</updated><title type='text'>Cierpienie droga do wolnośći</title><content type='html'>Depresja jest wielkim cierpieniem. Trudno je opisac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie pojmie jej ktos, kto nie doswiadczyl tego bolu. Jednak warto zobaczyc tez taka prawde, ze dla wielu ludzi cierpienie zwiazane z depresja, narkomania czy alkoholizmem jest droga rozwoju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bez cierpienia nie jestesmy w stanie nic w sobie zmienic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopiero bol kaze nam szukac, probowac innych drog, zmieniac sposob myslenia, reagowania, zmieniac swoj stosunek do siebie, do innych ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nie jest proste!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja depresja na przyklad mnie paralizowala, nie bylam w stanie nic robic, nic zmieniac. Najchetniej zakopywalam sie w lozku i nakrywalam koldra na glowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale przychodzi taki dzien, gdy spotykamy jakiegos czlowieka, czy wpada nam w rece lektura i wszystko zaczyna sie odmieniac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W niezwyklej ksiazce ksiedza Tadeusza Dajczera “Rozwazania o wierze” przeczytalam, ze Pan Bog doswiadcza ciezkim cierpieniem tych, ktorych bardzo kocha. Jakze trudno bylo mi sie z tym pogodzic! A jednak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy patrze na rozne losy, widze, ze ludzie sukcesu, ktorym wszystko sie udaje, na ogol daleko sa od Pana Boga. On jest im niepotrzebny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maja swoja udana rodzine, dobry dom, kariere zawodowa - za czym maja jeszcze tesknic? I nagle przychodzi taki moment, ze pojawia w ich zyciu irracjonalna tesknota.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczyna ich meczyc nieokreslona pustka, ktora wypelniaja bogatym zyciem towarzyskim, podrozami, drinkami, wizytami w kasynie itd. A to juz jest prosta droga do uzaleznienia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ksiazka ksiedza Dajczera stala sie dla mnie zaczarowanym przewodnikiem po zyciu. Uwielbiam ja do dzisiaj i czesto do niej wracam. Ale wielu moich znajomych, ktorym te ksiazke polecalam, nie podzielalo mego zachwytu. Widocznie jeszcze Pan Bog o nich sie nie upomina?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nie jest tak oczywiscie, ze po lekturze ksiazki - jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki - nagle wszystko sie zmienia i w oka mgnienie zdrowiejemy. Ta lektura moze byc drogowskazem, nadaniem kierunku poszukiwan i kierunku zmian.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;116 Responses to “Cierpienie droga do wolnosci”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Anna on grudnia 30, 2007 | Reply&lt;br /&gt;Choruje od 8 lat (zdiagnoaowano 8 lat temu, moze sie ciagnac duzo dluzej). Teraz mam prawie 3 letnia corke, meza….. Depresja sie pogarsza, nie moge sobie dac rady, codziennie mysle jak by sie tu zabic, znikanac. Mysle ze tylko marnuje tlen. Leki nie dzialaja. Potrzebuje pomocy a nawet pisac mi sie tego nie chce………..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Amy on stycznia 28, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Wedlug mnie depresja to takie jakby zatrzymanie sie w tym pedzacym wciaz zyciu, spokojne rozwazanie wszystkiego, przemyslenia… Wtedy myslimy tylko o tych zlych rzeczach, jakie nas spotkaly… I zaczynamy plakac, byc zamknieci w sobie… Niektorym udaje sie przebrnac przez te “przerwe w zyciu” i zaczynaja odzywac, ale niektorym to sie niestety nie udaje… Przyczyna? Np. brak wsparcia od drugiej osoby, i bron Boze, jeszcze szydzenie z danej osoby… Ja sama mam tez depresje, ale mozna by powiedziec, ze taka “lekka”. tzn, smieje sie i w ogole, ale wewnatrz posiadam ogromny bol… Bardzo ciekawie poruszony ten temat..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By AveNew_ on lutego 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Niestety nie mialam stycznosci z ta ksiazka, i smuci mnie to, ze Bog dotyka tych, ktorych bardzo kocha… wszyscy powinni byc rowni…&lt;br /&gt;Zgodze sie z opinia Amy, ze depresja jest tak jakby zatrzymaniem sie w pedzacym ciagle zyciu. Czlowiek zatrzymuje sie na chwile, rozmysla, niestety nie o tych dobrych chwilach a o tych zlych. Zaczyna coraz czesciej o tym myslec, coraz bardziej rozmyslac, drazyc problem. W pewnym momencie moze wydac mu sie, ze nawet jego cale zycie bylo tylko zapelnione negatywami, ze nie zrobil nic dobrego, pozytecznego. Czlowiek zamyka sie w sobie, tak jakby ogladal zycie innych przez szybe. Placz, bol, a pozniej juz brak lez… bo juz po prostu nie ma sie sil plakac.&lt;br /&gt;Wtedy mozna liczyc tylko na bliska osobe. I nawet to czasem nie pomaga, niektorzy tak bardzo pograzaja sie w tym co zle, ze nie chca dostrzegac nic innego.&lt;br /&gt;Mam 17 lat, a depresja dotknela mnie w zyciu 2 razy. Nie wiem ile razy jeszcze dotknie Ale mam wrazenie, ze z kazdym razem staje sie coraz silniejsza. Pierwszym razem trwalam w tym ponad 8 miesiecy, bylo strasznie, ale pomoc tych najblizszych wiele mi dala. Pozniej bylo wspaniale, przez trzy lata. Niestety, gdy wydawalo sie juz wszystkim, ze jest super, ze nigdy na pewno juz mnie to nie bedzie dotyczylo. Znowu! Jeden dzien wystarczyl, by znowu zmienic moje zycie w meczarnie… ciezko bylo… ale wtedy tez byli przy mnie bliscy, wiele mi dali, poswiecili czas. W szkole nie dawalam po sobie poznac, ze cos jest nie tak - sztuka kamuflazu. Tak… niektorzy ludzie z depresja potrafia sie niezle kamuflowac… Jednak, gdy tylko wracalam do domu: bol, placz. Teraz jest juz dobrze, nie jest super, ale nie mam czasu na rozmyslanie. Ciagle nauka, nauka… wolny czas wypelniam spotkaniami ze znajomymi. Dzieki temu zaczynam po prostu “lepiej” siebie traktowac, bo nie mam czasu na rozmyslanie jaka to “beznadziejna” jestem…&lt;br /&gt;Jestem zdania, ze coraz czesciej na pojawianie sie depresji ma wplyw zawrotne tempo zycia. Szkola, presja zwiazana z nia. Nauczyciele ciagle coraz wiecej wymagaja, mozna czuc sie naprawde osaczonym, nie chcesz byc w tyle za innymi, to pracujesz ile tylko mozesz… nawet kosztem zdrowia ;(&lt;br /&gt;Tak wiec, jestem zdania, ze bliscy odgrywaja najwazniejsza role w pomaganiu wyjscia z tego stanu; chociaz modlitwa w pewnym sensie tez daje ukojenie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karol1 on lutego 13, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Mam przyjaciolke, ktorej zmarl maz 2 lata temu. Jest w fatalnym nastroju. Depresja ja zabija. Nigdy nie mialem z tym do czynienia i nie wiem co mam robic? Mozesz mi doradzic?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on lutego 13, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Karo: Przyjaciolka powinna skorzystac z fachowej porady. Psycholog po rozmowie z nia bedzie mogl stwierdzic, czy wystarczy terapia (indywidulana lub grupowa) czy tez powinna udac sie do lekarza psychiatry, ktory zaordynuje leki antydepresyjne. Ty sam, obawiam sie, niewiele bedziesz mogl zdzialac. Mozesz probowac wyciagac przyjaciolke na spacery, do kina, na spotkania towarzyskie, rozmawiac z nia. Ale moze byc tak, ze Twoja przyjaciolka bedzie sie w wiekszej grupie ludzi czula jeszcze gorzej. Wiec nic na sile.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By AveNew_ on lutego 14, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Amy:&lt;br /&gt;Przykro mi, ze nie mozesz liczyc na bliskich ;( Bo to tak naprawde, co dalej z nami bedzie, zalezy wlasnie od nich. Ja mialam na szczescie przy sobie zawsze rodzicow, rodzenstwo, przyjaciela. Mimo wszystko bylo mi ciezko, myslalam, ze gorzej byc nie moze, ze marnuje tylko miejsce na Ziemii i ze nigdy nie bede juz szczesliwa. Rodzice z czasem tez tracili do mnie cierpliwosc, krzyczeli, ze z malego problemu potrafie zrobic katastrofe. Myslalam nawet o wizycie u psychologa, bo czasami, gdy plakalam, czulam jakby strach mnie paralizowal, nie chcialam zyc tak dalej… Minelo troche czasu… teraz sama sobie ze wszystkim radze, ale nigdy nie wiadomo, kiedy to wroci… moze nigdy? a moze za rok, dwa, piec… nikt tego nie wie. Mam nadzieje, ze znajdziesz jakies bratnie dusze wokol siebie. Innym moze sie wydawac, ze przesadzasz ze swoim problemem, ale nie pograzaj sie, ze jestes gorsza od innych. Nigdy… Trzymaj sie, wierze, ze bedzie lepiej &amp;nbsp;Naprawde.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Amy on lutego 16, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Dzieeeeeeeeeki za wszystko… Za dobre slowa… Moja kolezanka tez cierpi na depresje… I dziwi mnie to. Bo jest wspaniala, niczego jej nie brakuje… ale to moze jest wlasnie to, ze my myslimy, ze jak juz ten ktos ma wszystko, to nie moze miec depresji… Moze i tez ze mna tak jest? Nie potrafie docenic tego, co mam? W koncu: “W tym krotkim zyciu jest za malo czasu, by marnowac go, poddajac sie…”&lt;br /&gt;I obiecuje Wam, ze bede sie trzymac i Wam tez tego zycze! Amen&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Iza on lutego 18, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Biblia? Biblia mowi tez, ze Bog nie daje krzyza, ktorego czlowiek nie bylby w stanie udzwignac. To klamstwo, bo gdyby tak nie bylo on zylby dalej. Moj najlepszy przyjaciel nie potrafil zniesc tego, kim byl. Od szesciu lat nie moge sie pogodzic z tym, ze go nie ma, ale gorsza jest swiadomosc o tym, dlaczego tak sie stalo (wiem od dwoch lat). Mam 19 lat i zycie, ktorego nie bylam, nie jestem i juz chyba nie bede w stanie poskladac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Marcin on lutego 18, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Pierwsza sprawa to fajnie, ze sa jeszcze ludzie, ktorzy postrzegaja swiat podobnie… jest to dla mnie nie lada szokiem, bo jeszcze 20 minut temu bylem swiecie przekonany, ze jestem jedyna osoba, ktora nosi wewnatrz siebie tego pasozyta. Po przeczytaniu Waszych wypowiedzi nie ma watpliwosci…. Moja przygoda z depresja zaczela sie w pierwszym roku liceum, trzy lata temu. Nie analizujac wczesniejszych wydarzen, dopiero w liceum przestalem patrzec na swiat przez rozowe okulary. Wtedy to wszystkie moje wczesniejsze wierzenia, dotyczace bezinteresownosci przyjaciol, wrazliwosci oraz lagodnosci kobiet i harmonii na swiecie legly w gruzach. Dawni “niezawodni” przyjaciele urwali ze mna kontakty, wtapiajac sie w nowe otoczenie… rodzina sie rozpadla w bardzo efektowny sposob (z wielkim hukiem). W ten oto sposob zostalem sam na sam ze swoimi idealami. By bronic i uratowac resztki wartosci przed nowa okrutna rzeczywistoscia, calkowicie odizolowalem sie od otoczenia, przez trzy lata robilem i nadal robie wszystko samotnie, nie rozmawialem z nikim, bo nikt nie bylby w stanie choc w czesci zrozumiec, co czuje i jak bardzo cierpie. Uwazalem, ze dzielenie sie z kimkolwiek swoimi problemami to slabosc i tchorzostwo. Zyjac w ten sposob tracilem poczucie wlasnej godnosci, kazda czynnosc mnie stresowala i dolowala. Przestalem chodzic do szkoly a cale dnie spedzalem lezac na plazy i rozmyslajac o zyciu, marzac bym mogl spotkac czlowieka, ktory bylby w stanie choc po czesci zrozumiec moja samotnosc i cierpienie. Czulem sie jak Robinson Crusoe, z ta jedynie roznica, ze on byl samotny z przymusu a ja z powodu nadwrazliwosci duszy. Spalem po pare godzin dziennie, czulem sie fatalnie… Przesladowaly mnie leki przed ludzmi, swiatem i przyszloscia, w ktorej nie potrafilem, badz nie chcialem odnalezc szczescia. Nie rozumialem smiejacych sie ludzi, ktorzy widzieli w ludzkiej egzystencji jakikolwiek cel. Moje zycie zatrzymalo sie w miejscu, depresja zahamowala moj rozwoj. Rozmyslalem na temat szczescia, zadawalem sobie pytania czym jest i jak je osiagnac. Niestety, za kazdym razem dochodzilem do wniosku, ze ani dobra materialne, ani uczucia nie moge nazwac szczesciem czy nawet brakiem cierpienia. Byly w ciagu tych lat momenty, w ktorych probowalem samodzielnie wstac, zerwac z ta pustka i wreszcie wyjsc z tego ciemnego piekla. Niestety za kazdym razem przegrywalem, ale czulem sie jak bohater, ktory do konca swojego zycia bedzie wstawal samotnie, dlawiac w sobie te trucizne. By czyms wypelnic pustke, rysowalem, sluchalem muzyki, cwiczylem i pisalem opowiadania. Czynnosci te sprawialy, ze przez krotka chwile czulem sie lepiej, lecz po pewnym czasie i one staly sie mi obojetne i bezcelowe. Samotnosc stala sie moim jedynym przyjacielem, uwazalem ja za moja najwyzsza wartosc. Dzisiaj w trakcie rozmyslan uswiadomilem sobie, ze najwieksza rzecza, jaka moge osiagnac w zyciu, to nie jest trwanie w tym stanie, zdana matura czy tez podniesienie f-16 sila woli, lecz wlasnie pokonanie depresji. Nadal nie wiem jak to osiagnac. Chyba nie warto czekac, az ktos powie “dasz rade”, “walcz z tym Piter” bo to nie amerykanski film… Sama swiadomosc, ze sa ludzie, ktorzy czuja ten sam bol, pustke i brak perspektyw, jest dla mnie olbrzymim pocieszeniem. Koncze wypowiedz, majac silniejsza niz kiedykolwiek ochote uwolnienia sie od depresji… mam nadzieje, ze moja wiara w to, ze wyjscie z tego stanu jest mozliwe, udzieli sie komus jeszcze. Powodzenia !&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Danusia on lutego 19, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Marcin, wejdz na strone prawdziwe zycie w Bogu-On Line&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By michal on marca 3, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Mam rowniez problemy z depresja i nie wierze, bym mogl sie calkowicie wyzwolic z tej dziwnej choroby, w tej chwili jedynym lekarstwem sa leki i ksiazki i slowa ktore jeszcze mnie jakos trzymaja ,,Musze przetrwac nawet najgorsze dni “.&lt;br /&gt;Przepraszam ze zaszczepiam troche pesymizmu, ale dzisiaj mam marny dzien&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By babcia ela on marca 6, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Nie przepraszaj, po to jest ta strona, zeby moc pisac to, co sie czuje w danej chwili. Ja tez ostatnio mam paskudne dni i pisze na wszystkich blogach, zeby wyrzucic z siebie wszystkie smutki, chociaz wiem, ze niewiele to da, ale zawsze cos. Pozdrawiam, mimo wszystko, radosnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By anioleczek on marca 6, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Zycie bylo, lecz mija…na czym? na cierpieniu, bolu, strachu… co dalej? jak zyc? jak to zniesc? co z nimi bedzie, kiedy ja… odejde?…gdy sie nie uda?… sa za mlodzi na strate matki!! oni nie wiedza… musze udawac… nie moge powiedziec im wprost “przygotujcie sie” . A On kim byl? przez te wszystkie lata? wiecznym udawaniem… ze jest dobrze… ze kocha… Kochal i owszem… lecz nie mnie… Co zrobic, gdy juz sie nie chce? gdy wszystko boli… gdy nie wiesz co lepsze? odejsc? juz teraz? czy czekac na nia?… biala pania… z kosa w dloni?… a przyjdzie na pewno …MAM DOSC&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on marca 7, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Anioleczku! Masz dzieci! Nie rob im tego! One Ciebie bardzo potrzebuja. Nawet taka smutna i bolesna - ale przeciez matke, najwazniejsza dla nich istote na swiecie. Pros Boga o sile! Masz ich milosc, wiec dla nich zyj i walcz o siebie. Czy warto dla kogos, kto Cie zawiodl, niszczyc zycie swoje i dzieci? Nie! Nie warto. Trzeba przezyc ten bol po stracie - a potem zobaczysz, slonce znowu zaswieci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By niekochana on marca 7, 2008 | Reply&lt;br /&gt;A ja. Kazdy dzien to walka, niemilosierna walka, zeby nie osierocic dwoch malych istot i tej ktora nosze w sobie… Nie mam sily walczyc, nie mam sily wstawac, nie mam sily plakac.&lt;br /&gt;Mlodosc najlepszy okres w moim zyciu, ale nadeszla ona bialaczka, towarzyszyla mi pare lat - zwyciezylam i wtedy pojawil sie on - pierwszy maz, bajka, pieniadze, dom, podroze, piekne prezenty, czerwone roze i po trzech miesiacach malzenstwa wyznanie “kocham inaczej, jestem gejem”, swiat runal … Postawil go na nogi on, pokochal i ja pokochalam, swiat nabral barw, pojawily sie male raczki i nozki i choc nie byly jego, kochal je jak swoje, choc mnie bolalo w srodku jeszcze dlugo… i pewnego dnia telefon… nie zyje… swiat runal po raz drugi… Wtedy wkradla sie ona - depresja, cicho i niepostrzezenie… Nie walczylam, nie wiedzialam, nie czulam i wtedy pojawil sie znowu on - masz takie smutne oczy - powiedzial. Otworzylam sie, choc strach gonil moje mysli i slowa, ze zniknie, ze odejdzie, ze sie przestraszy. I zniknal, i wrocil. I tak trzy razy - a ona (depresja) rozwijala sie dobrze przez niego odzywiana. Wrocil, poprosil o reke - teraz - pomyslalam - to ona nie ma juz szans. Nie wiedzialam jak bardzo sie myle. W zeszlym roku pojawily sie znow male raczki i nozki, szczesciu nie bylo konca. Niedlugo potem okazalo sie, ze nastepne juz rosna we mnie, ale ona walczyla, walczyla o swoje i nagle, gdy myslalam, ze pokonalam ja, on wyszedl z domu nagle bez slowa rano do pracy i juz nie wrocil. Ona wyrzucila go z domu. Przed swietami przyszly wyniki badan i wyrok - powrot choroby. Nie bylo ze mna kontaktu przez trzy tygodnie, nie jadlam, nie spalam, nic nie mowilam, chcialam umrzec. Probowalam, nie udalo sie odratowali… Dzis juz wiem, ze umieram, powoli z kazdym dniem i wiem, ze jedyna, ktora tak naprawde mnie nie opuscila nigdy i nie opusci do konca, bedzie wlasnie ona - Depresja&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Marcin on marca 7, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Jesli sie poddasz i popelnisz samobojstwo, to swoje dzieci naznaczysz tym samym cierpieniem, beda sie w przyszlosci obwiniac, ze nie byly w stanie Ci pomoc. Zyj dla dzieci i wyplacz sie, uwierz w siebie i miej nadzieje na to, ze wyjdziesz z tego stanu, bo uwierz mi - mozna. Napisz na forum o swoim problemie, na pewno ktos udzieli Ci rady. http://www.depresja.ws/ Wazne, by pisac o swoim problemie, sluchac ze zrozumieniem rad innych i zrozumiec, ze z tego stanu naprawde wielu ludzi wyszlo i teraz chca pomoc. Powodzenia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By babcia ela on marca 8, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Mialam 12 lat, jak moj ukochany Tatus popelnil samobojstwo. Zrobil to, jak ja bylam na wakacjach a przed wyjazdem prosil mnie, zebym zostala. Odmowilam, pojechalam. Przez ponad 30 lat obwinialam sie, ze to moja wina, bo nie zostalam. Dlatego nigdy nie targnelam sie na swoje zycie (mysli byly) bo wiedzialam, co by czuly moje corki. Przezylam smierc Taty, Mama odsunela sie od nas, bo miala drugiego pana. Maz mnie zostawil, bo sie zakochal, koszmarne klopoty z jedna z corek, ratowanie jej, a na koniec powolna smierc Mamy. Wychodzilam z jednego dola po to, zeby za chwile wejsc w drugi, jeszcze glebszy. Szukalam pomocy i znalazlam. Wiem jedno, trzeba isc do dobrego psychiatry. Nie wiem, czemu wiele osob pisze, ze nie biora lekow, bo ich otumaniaja. Przez wiele lat sie lecze i ani razu nie mialam lekow otumaniajacych. Teraz jest duzo lepiej, chociaz mam jeszcze zle dni, ale to jest pestka w stosunku do tego, co bylo. Jestem zywym przykladem, ze mozna odbic sie od dna i cieszyc sie zyciem. Trzymam za Was kciuki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on marca 8, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Babciu Elu! Dziekuje Ci, ze jestes z nami i za Twoje madre i budujace komentarze.&lt;br /&gt;Smierc samobojcza jest wielka trauma dla rodziny i pozostawia pietno.&lt;br /&gt;Ja mam tez takie doswiadczenia i podejrzewam, ze moje depresyjne sklonnosci stad sie biora. Radze sobie w ten sposob, ze wybaczam i wspolczuje osobie, ktora w ten sposob od nas odeszla. Pan Bog powolal nas na ten piekny swiat i Jemu oddawajmy prawo odwolywania nas stad.&lt;br /&gt;Pozdrawiam Cie serdecznie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Dana on marca 11, 2008 | Reply&lt;br /&gt;tak, mam wiare w Boga. W siebie ani w ludzi ogolnie nie wierze… Dzis mam gorszy dzien, czuje te wszystkie niszczace uczucia, o ktorych kazdy pisze… Dobrze, ze mozemy sie nimi tutaj podzielic, popatrzec na siebie wspolnymi slowami, miedzy naszymi wierszami jestesmy My z naszymi bolacymi duszami; cierpienie to tez jest chyba szczescie… ale takie odwrocone… jak negatyw, ktory jest tym samym zdjeciem, ale z drugiej strony medalu; jestesmy w czerni a nie w bieli - niestety nie z wlasnej woli; trzeba nam jednak poznac kazda strone zycia, a szczegolnie te, ktorej obawiamy sie najbardziej- bolu; wierze, ze kazdy z nas predzej czy pozniej znowu wejdzie w lagodniejszy dla serca stan… przetrwania tego najgorszego dzis zycze; i obysmy nie przegapili ani jedej chwili usmiechu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By asia on marca 14, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Chcialabym nie czuc tego, co czuje, ale czuje wlasnie to… nie wiem dlaczego… kiedy czytam wpisy na tej stronie, czuje sie odrobine mniej samotna i odrobine bardziej zrozumiana.&lt;br /&gt;Ktos kiedys powiedzial mi, ze nie ma takiej sytuacji, takiego doswiadczenia, takiego cierpienia, ktorego nie przeszedlby przed nami Chrystus. Wlasnie dlatego On potrafi wszystko zrozumiec, wszystko wybaczyc i wszystko przemienic. Zastanawialam sie nad tym. Probowalam znalezc w Jego zyciu ten przygniatajacy do ziemi smutek, ten bol ciala i lek. I wtedy przypomnial mi sie Ogrod Oliwny i ta dluga samotna noc przed ukrzyzowaniem. Ten lek… To dziwne, ale ilekroc mnie dopada, wyobrazam sobie tamta noc. I trwam, a On trwa przy mnie. Czekam na swit. Byc moze jeszcze trudniejszy niz ta noc. Ale czyz wszystko nie konczy sie Zmartwychwstaniem?&lt;br /&gt;Dlaczego wiec tak trudno mi przyjac co jest i po prostu trwac?&lt;br /&gt;Mam nadzieje odnalezc sens i swiatlo posrod tej nocy. I Wam tez tego zycze&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By babcia ela on marca 16, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Admin!!! Dziekuje za mile slowa i ciesze sie, ze moje wpisy cos tam, komus pomagaja. Pisze, bo nie mam komu powiedziec, jak mnie boli zycie (a zyc bardzo chce) i nawet nie myslalam ,ze ktos zwroci na to uwage. Jak slysze, ze ktos odebral sobie zycie, to pierwsza moja mysl to: Boze, jaki musial byc samotny i nieszczesliwy. Bo taka jest prawda. Mojemu Tacie juz dawno wybaczylam, ze tak mnie zostawil, ale bol tego zdarzenia pozostanie ze mna do konca moich dni.Tesknie za nim caly czas. Tak cierpia dzieci. A przeciez jestem juz babcia!!! Pozdrawiam mimo wszystko radosnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By agnes on marca 21, 2008 | Reply&lt;br /&gt;… Cierpienie droga do wolnosci?! Wielu z Was pisze, ze zajduje ukojenie w modlitwie, ze jestescie blizej Boga! Ze mna jest odwrotnie! Nie rozumiem dlaczego zostalam przez Niego doswiadczona tak zgubna miloscia, dlaczego bylam karmiona klamstwami tak dlugo… po co? Po to bym zrozumiala, ze tak naprawde nie jestem nic warta, ze jestem zla! Milosc BOGA? Przeciez jak sie kogos kocha, to nie patrzy sie spokojnie na jego krzywde! Cierpie!!! i nie potrafie zrozumiec!!!&lt;br /&gt;Cierpienie droga do wolnosci???&lt;br /&gt;A czym jest dzis dla mnie wolnosc!!! Tym czego Bog tez nie akceptuje! Ukochane dzieci Jego, ktore tak doswiadcza! Z milosci!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By to sie moze udac on marca 27, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Unknown masz jeszcze jakies porady… bo one chyba jednak naprawde dzialaja… trzeba tylko duzo sily… czekam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Kamil on kwietnia 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Moi Drodzy,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspolczuje Wam, wiem przez co przechodzicie. Sam mam depresje od dziecka. Jak sie okazuje, przez wiekszosc zycia negowalem swoj stan i udawalem kogos innego. Teraz nie mam watpliwosci - cierpie na gleboka, dlugotrwala i druzgoczaca depresje. Mam prawie 31 lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byl jednak okres, kiedy czulem sie lepiej, bardziej wartosciowy i zaradny. Powiem Wam, co moze pomoc, jesli uwazacie ze jestescie bezradni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jesli w desperacji szukacie milosci, akceptacji i zrozumienia, dajcie ja innym, ktorzy tego potrzebuja i chca taka pomoc otrzymac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sa ludzie, ktorzy przez wiekszosc zycia byli zdrowi, teraz cierpia, byc moze umieraja i sa w bolu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanowcie sie, czy nie warto zostac wolontariuszem w szpitalu lub hospicjum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze docenicie wlasne zycie, po drugie dacie ludziom cos waznego. To do Was wroci, bo sami zaczniecie tego szukac. Za niedlugo ponawiam te dzialalnosc (rok temu po raz pierwszy sprobowalem) - pamietam jak pracowalem w hospicjum, moje stany i wahania nastroju sie ustabilizowaly oraz stalem sie bardzo (BARDZO) aktywny we wlasnym zyciu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzieki tej odwdze probowalem zrealizowac swoje marzenia - jak sie okazalo, nie mialem wystarczajacych umiejetnosci, by tego dokonac (nic w tym dziwnego, prawie cale zycie “myslalem” zamiast “dzialac”).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod tym wzgledem jest to ryzykowne, powiem Wam jednak, ze wyciagnieciem z depresji jest nabycie nowych umiejetnosci zyciowych. Ja osobiscie uwazam, ze depresja to efekt pewnego stylu bycia, nieraz wymuszonego przez okolicznosci, jak bylismy mlodzi - tylko poprzez dzialanie mozna to zmienic. Zeby dzialac, nalezy przezwyciezyc ten irracjonalny i silny strach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakims cudem, pomaganie innym potrzebujacym, dodaje tej niezbednej odwagi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zycze powodzenia i trzymajcie sie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Vladimir on kwietnia 6, 2008 | Reply&lt;br /&gt;To Bog nas kocha i karze nam cierpiec, to glupie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ONA on kwietnia 7, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Smutek pojawial sie co jakis czas… od 11 roku zycia… Nie trwal dlugo. Ulotne chwile - pamietam dokladnie. Uczucie beznadziei zycia u dziecka…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zmiana szkoly. Brak akceptacji. Wykluczenie. Lzy - nigdy tak, by widzieli. Dla nich - tylko udawana duma i spokoj. Przejsc przez korytarz powoli, wypieracjac lek, wstrzymujac powietrze, spowalniajac mysli, jak w zwolnionym kadrze… Niefajna, wiec zasluguje…&lt;br /&gt;Kolejna szkola, kolejna…cos ze mna nie tak…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Milosc.&lt;br /&gt;ON - moj ludzki Aniol…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choroby. Jedna, druga, przerwa, dwie na raz, jedna, druga… Bol, zlosc, rozpacz, zlosc, czarna rozpacz, zlosc, otchlan, depresja???… Mijaja lata…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozwod.&lt;br /&gt;Depresja, depresja, depresja…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz.&lt;br /&gt;Jest. W ukryciu. Bedzie ze mna zawsze, ale nie wiem jak dlugo to bedzie trwac…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikogo nie winie, do nikogo nie mam zalu.&lt;br /&gt;To wszystko mam na wlasne zyczenie. To moja wina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdybym byla inna…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A gdzies… na dnie… niesmialo… nadzieja…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ONA on kwietnia 7, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Czy odkryje droge do wolnosci?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on kwietnia 7, 2008 | Reply&lt;br /&gt;ONA! Nie, stanowczo nie zgadzam sie z Toba! To nie Twoja winna. Depresji nie mamy na wlasne zyczenie.&lt;br /&gt;Urodzilas sie z nadwrazliwoscia, jestes delikatna, czula.&lt;br /&gt;Nie dostalas w swoim dorastaniu odpowiedniej dawki milosci, bezpieczenstwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem, w doroslym zyciu, szukamy na oslep tej milosci. W efekcie zostajemy jeszcze bardziej poranieni. Nie ma w tym zadnej naszej winy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam Ci ksiazke “Noc jest mi swiatlem” Wilfrida Stinissena OCD. Znalazlem w niej niezwykle madre i glebokie tlumaczenie tego, co nas dotknelo. Moze ta lektura przyniesie Ci ukojenie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ONA on kwietnia 7, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Dziekuje, za Twe slowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam dzis slabszy dzien, bo ktos “uprzejmie” powiedzial mi o sprawie, ktora mnie bardzo dotknela. To jest jeden z tych dni, kiedy swiat wali ci sie na glowe, a rany, ledwo co zabliznione, otwieraja.&lt;br /&gt;Nie wierze w milosc do osoby ze sklonnosciami depresjnymi. Wymaga ona wielkiego, ponadludzkiego poswiecenia. Bo jak zyc z kims, kto w trudnych chwilach zatapia sie w swoim smutku, uzala sie nad soba, czuje sie gorszy i szczerze siebie nienawidzi, nie pozwala sobie pomoc, prosi krzczac o swiety spokoj, zamyka sie w sobie na wiele dni. A jednoczesnie w duszy pragnie zrozumienia i milosci, blaga o nia, kocha z calego serca, placze w samotnosci, wznoszac pod niebiosa prosby o lepszy, przecietny los i chce sie zmnienic, chce byc normalny, chocby od zaraz, ale brak mu sil…&lt;br /&gt;Dla obserwatora jest… egoista…&lt;br /&gt;Gdybym wczesniej wiedziala, ze to depresja, ze psychiatra to lekarz nie tylko oblakanych, a branie lekow to nic niestosownego, to moze moje malzenstwo…&lt;br /&gt;A teraz juz nie pragne milosci, ani zadnego zwiazku, nie chce ranic, nie chce byc zraniona…&lt;br /&gt;Chce tylko, zeby ona mnie zostawila, odeszla…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ksiazke przeczytam z pewnoscia. Prosze tez o inne tytuly, moze w nich znajde ukojenie i jakis sens…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By majkus81 on kwietnia 11, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Mam 26 lat i pierwsza bardzo powazna stycznosc z depresja mialem w wieku lat 18… To bylo STRASZNE!!! Nagle z fajnego chlopaka, ktory byl dusza towarzystwa, mial zawsze szalone pomysly, stal sie wrak:-(.. Zamykalem sie w domu, nigdzie nie wychodzilem…Balem sie wszystkiego i wszystkich!!! Nawet do sklepu balem sie wejsc po glupi cukier… Uwierzcie mi TO BYL KOSZMAR!!! A nie naleze do ludzi, ktorzy latwo sie zalamuja… Tak wiec mowilem sobie: “uda mi sie… jestem silny, dam rade” i takie tam… Uwierzcie mi, ze prawdziwa depresja to choroba bezwzgledna… nie ma tam miejca na zadne uczucia, nawet plakac nie moglem, taki bylem znerwicowany i zalamany, a co mowic dopiero, zeby UWIERZYC W SIEBIE!!!! Jakby to bylo takie proste… Wierzylem bardzo… ale to za malo, zeby tak naprawde do konca rozprawic sie z ta okrutna i przynoszaca tyle cierpienia choroba… Nie wiem jak ja skonczylem ostatnia klase szkoly sredniej i zdalem mature… To tylko Bog wie, bo w tym okresie nie moglem sie skupic praktycznie na niczym, no ale jakos udalo mi sie… A nawet studia potem skonczylem… Ale teraz do rzeczy… Depresje mialem od 18 roku zycia, cierpialem ponad 2 lata, nie wiedzac, ze taka choroba istnieje… Pozniej zaczalem z nia walczyc naturalnymi sposobami, czyli jak niektorzy pisza: WIARA W SIEBIE, MYSLAMI POZYTYWNYMI, a takze czytalem wiele ksiazek o depresji, porady itd… ALE W MOIM PRZYPADKU TO NIE WYSTARCZYLO… I tak jak to nie wystarczy w przypadku niektorych z was, choc zycze Wam jak najlepiej… Mialem niesamowite hustawki nastroju!!! Tydzien wspanialy, nastepny zalamanie nerwowe bez powodu i brak do robienia czegokolwiek… W 2004 roku (bo wczesniejsze lata mialem tragiczne) bez brania zadnych wczesniej lekow… DEPRESJA USTAPILA!!!!!!! Boze, jaki ja bylem szczesliwy!!! Moglem czuc, kochac, zazdroscic… gniewac sie - nareszcie odzyskalem UCZUCIA!!! Co podczas umiarkowanej i ciezkiej depresji jest w zasadzie niemozliwe… I kiedy myslalem, ze juz zwyciezylem… 2007 rok - MARZEC….NAWROT CHOROBY:-(:-( Nawrot z taka sila, ze juz myslalem, ze juz nigdy z tego NIE WYJDE… 25 Sierpnia 2007 roku mialem sie ozenic… O Boze… Ale jak to bedzie? - myslalem… Ja sie boje nawet sasiadowi dzien dobry powiedziec, a mam na swoj slub przyjsc???!!! Uwierzcie mi, ze bylem kompletnie rozbity psychicznie a tuz tuz moje wesele!!!! I CO ZROBILEM??? WYBRALEM OSTATECZNOSC… ZAWSZE BYLEM TEMU PRZECIWNY… WSZYSTKIM TEGO ODRADZALEM JAK NIEKTORZY WY TO ROBICIE… ALE DLUZEJ TAK ZYC NIE MOGLEM… Wiara nie pomagala… Cwiczenia ruchowe tez nie, porady, rady - doslownie nic… &amp;nbsp;… Postanowilem isc do PSYCHIATRY… I mialem takie szczescie, ze trafilem w dobre rece… tak mi sie wydaje… Poniewaz szybko rozpoznal moje dolegliwosci i przepisal mi bardzo skuteczny lek - PAROKSETYNA: W Polsce znany jako np:XETANOR SEROXAT itd… Zaczalem je brac niechetnie… Przeciez zawsze bylem przeciwny lekom… A tu nagle… Po paru tygodniach… CZUJE ZE ZACZYNAM ZYC!!!! I jestem pewien, ze nie byl to efekt PLACEBO. On uratowal mi zycie…&lt;br /&gt;Sluchajcie… Teraz jest bardzo duzo nowoczesnych lekow, ktore nie zrobia z Ciebie Zombie!!! Ja je biore juz bardzo dlugo i czuje sie swietnie!! czyli normalnie, tak jak powinienem!!! Zycze wszystkim wyleczenia bez pomocy lekow, ale czasami a moze i nawet czesto, jest to jedyna SKUTECZNA METODA!!!… Nie oszukacie mozgu!!! Jezeli nie jest tam wystarczajaco serotoniny, a leki powoduja jej wychwyt… to raczej trudno jest liczyc na dlugotrwaly powrot do zdrowia… Mowie to tylko i wylacznie z mojego doswiadczenia… Nie chce nikomu nic sugerowac…&lt;br /&gt;CHCE TYLKO POWIEDZIEC, ZE MI AKURAT… LEKARZ PRZYPISAL TRAFNY LEK, DZIEKI KTOREMU MIALEM WSPANIALE WESELE, POWROCILA MOJA STARA DOBRA OSOBOWOSC I POTRAFIE SIE CIESZYC ZYCIEM AZ DO TEJ CHWILI… I MODLE SIE DO BOGA, ABY TO MOJE “NORMALNE” TERAZ ZYCIE, TRWALO JUZ DO KONCA MOICH DNI….&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By lezka on kwietnia 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Majkus! Doskonale Cie rozumiem, wiem co to znaczy lek nawet przed sasiadami czy wyjsciem do sklepu. Ja rowniez tak jak Ty probowalam wyjsc z depresji wlasnymi sposobami, ale nic nie pomagalo. Najgorsze bylo to, ze w miare rozwoju choroby wszyscy znajomi coraz bardziej odwracali sie ode mnie i to strasznie bolalo. Podobnie jak Ty w kluczowym momencie mojego zycia zdecydowalam sie na terapie przy pomocy lekow. Kiedy ukonczylam studia (rowniez nie wiem jakim cudem, bo ostatnie 2 lata to byl koszmar - wlasnie przez te depresje) i podjelam pierwsza prace, zauwazylam ze nie poradze sobie bez pomocy, a bardzo chcialam pracowac - zaczelam sie leczyc i stalo sie dokladnie tak jak opisujesz, swiat nabral barw i odzyskalam swoje uczucia i zainteresowania. A obecnie jestem bardzo dobrym pracownikiem i osiagam pierwsze sukcesy. Poznalam nawet fajnego chlopaka, choc bylo mi ciezko wiazac sie z kims po ostatniej porazce milosnej. Ale musze dodac, ze przez caly czas bardzo duzo sie modlilam. Nie uzyskalam pomocy od razu, ale po dwoch latach. Poza tym nie zrealizowalam zadnego z moich planow samobojczych. Jestem bardzo szczesliwa, podobnie jak Ty. Zycze duzo milosci na nowej drodze zycia, bo to przede wszystkim jest potrzebne ludziom, ktorzy przezyli taki koszmar. I to nieprawda, ze ludzie po przebytej depresji juz nigdy nie beda tacy sami. Beda o wiele lepsi, bo potrafia sie cieszyc nawet z najmniejszego szczescia, ktore ich spotka i lepiej radza sobie pozniej z trudnymi sytuacjami - przynajmniej tak jest w moim przypadku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By majkus81 on kwietnia 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Tak. Dokladnie tak jak piszesz LEZKA. Ludzie i znajomi niechetnie rozmawiaja - mozna powiedziec - “odmiencami”… Jezeli jestes smutny, a co gorsza popadasz w prawdziwa depresje, wiekszosc osob cie unika… Wola byc z ludzmi, ktorzy sa szczesliwi, usmiechnieci, zabawni… Uwazaja, ze osoby z depresja w sumie nic nie moga zaoferowac… No bo jak taki ktos moze komus pomoc, jak sam sobie nie umie??… Tak uwazaja… W sumie to i maja troche racji. Na tym wlasnie ciezkim etapie zycia, mozna sprawdzic, kto tak naprawde jest twoim przyjacielem… Moja narzeczona, a teraz zona, meczyla sie razem ze mna… Kochala mnie nawet wtedy, kiedy bylem zalamany, zalekniony i zamykalem sie w domu tygodniami… Dlatego wiem, ze Kocha mnie naprawde, bo moge na nia liczyc w kazdych sytuacjach, nawet w tych beznadziejnych… I za to, ze byla dla mnie oparciem i podpora w tych najciezszych momentach zwiazanych z moja depresja, teraz KOCHAM JA jeszcze bardziej…….&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By babcia ela on kwietnia 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Masz racje majkus - ludzie nie lubia smutasow. Zreszta ja tez nie lubie. Dlatego nigdy w towarzystwie nie demonstrowalam swojej zgorzknialej miny. Cale swoje zycie geba rozesmiana od ucha do ucha a w srodku czarna rozpacz. Cale zycie udawanie zadowolonej, szczesliwej… to bardzo meczace. Teraz, kiedy jestem juz babcia, mam gdzies co ludzie mysla o mojej minie czy nastroju - zreszta zawsze mialam gdzies - ale wtedy, kiedy bylam mloda dziewczyna, kobieta, nie chcialam uchodzic za smutasa i nudna osobe. Dlatego bylam uwazana za dusze towarzystwa. Zreszta tak jest do dzisiaj. Moze dlatego, ze mimo depresji bylam i jestem optymistka.&lt;br /&gt;Prawda jest taka, ze prawdziwy przyjaciel nie opusci nas w potrzebie. Twoja zona to Twoj Aniol.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;“Niewazne jest, jak Twoj Aniol bedzie mial na imie. Ty bedziesz go nazywal po prostu… PRZYJACIELEM”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By kris on kwietnia 13, 2008 | Reply&lt;br /&gt;prosze o kontakt osoby, ktorym dzieki depresji udalo sie wejsc na droge duchowego rozwoju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;groove@autograf.pl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By gabi on kwietnia 13, 2008 | Reply&lt;br /&gt;..nic nie dzieje sie bez przyczyny, czasami trzeba spasc na dno, aby moc sie potem wzbic wysoko i moze teraz widzisz to w czarnych barwach i zycie jest bez sensu, to jednak uwierz mi, ze kazdy dzien ma sens i mimo ze slonce nad Toba nie swieci, to Ty je w koncu zobaczysz. Najwazniejsze to pozytywne myslenie i wiara w to, ze czeka Cie nagroda za trudy i cerpienia, wiem co pisze, bo przeszlam przez niejedno i niejedna lze wylalam. Jest takie stare przyslowie, jak cos Cie nie zabije, to Cie wzmocni. Pamietaj o tym i o tym, ze nie jestes sam :))))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 13, 2008 | Reply&lt;br /&gt;nie prawda, ze co nie zabije to wzmocni, ja bylam codziennie zabijana przez agresywnego faceta, ja i moje dzieci, byla to przemoc fizyczna i psychiczna i jest. Codziennie bylo mnie mniej, az nic nie zostalo, nie mam zadnych pragnien, marzen, planow, bo po co planowac, jak ciagle jest pod gore, czasami brakuje sil. W koncu wydawalo mi sie, ze jestem zywym trupem. Zobojetnialam na potrzeby innych dobrze ,ze dzieci juz dorosly, bo by mi bylo bardzo ciezko zaopiekowac sie nimi. /Obojetnosc to paraliz duszy, to smierc przedwczesna - Czechow/ Lepszy parszywy koniec, parszywe zycie bez konca. Przepraszam za swoje wywody .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 13, 2008 | Reply&lt;br /&gt;lepszy parszywy koniec, niz parszywe zycie bez konca - to bylo motto mojego zycia przez 27 lat, ale teraz jest lepiej dzieki lekom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By gabi on kwietnia 14, 2008 | Reply&lt;br /&gt;… nie mialam na mysli zabijania fizycznego, przemocy, ale to, ze czlowiek tyle przeszedl, to znaczy ze po cos to jest, po cos Pan Bog zsyla na nas to cierpienie, pewnie to nie fer, ze jedni maja wszystko: milosc, pieniadze a inni tylko lzy, ale wierze, ze i dla tych ludzi wyjdzie slonce… a moze sama sobie to wmawiam ??? ale to jakas nadzieja, ktora dobrze ze jeszcze jest - malo bo malo, ale nawet najmniejsza iskierka potrafi wzniecic duzy plomien ::))))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By babcia ela on kwietnia 14, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Masz Gabi racje. Ja tez mysle, ze wszystko jest po cos, tak jak w slowach piosenki Edyty Geppert “Zamiast”.&lt;br /&gt;Tylko, ze ja juz przestaje wierzyc, ze los sie do mnie usmiechnie, bo mam 55.lat i juz coraz mniej czasu mi zostaje…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By to sie moze udac on kwietnia 14, 2008 | Reply&lt;br /&gt;polecam pic zielona herbate… naturalny stabilizator nastroju, max 3 szklanki dziennie, wiecej podobno nie wskazane…&lt;br /&gt;Pozdrawiam Wszystkich:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Raz Dwa Trzy “W wielkim miescie”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;“W wielkim miescie niebo jasne&lt;br /&gt;i wiadomo zyc nie latwo&lt;br /&gt;w wielkim miescie&lt;br /&gt;oto widac ida ludzie przy wystawach&lt;br /&gt;i o cudzie mysla i nareszcie&lt;br /&gt;nad glowami aniol leci od tej pory&lt;br /&gt;komus w zyciu bedzie znacznie lepiej&lt;br /&gt;kto nie poznal tych radosci&lt;br /&gt;niech sprobuje&lt;br /&gt;znow pokochac kogos jeszcze prosciej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i ja&lt;br /&gt;doczekam kiedys takiej chwili&lt;br /&gt;i nie moge sie nadziwic&lt;br /&gt;ze ja&lt;br /&gt;doczekam tego dnia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;by oslodzic sobie zycie maly zlodziej&lt;br /&gt;tuz przed kasa kradnie&lt;br /&gt;kokosowy baton&lt;br /&gt;zanim zdaza go przylapac zje go i&lt;br /&gt;przestanie plakac bo juz za plecami&lt;br /&gt;to policjant jak sam aniol w sama&lt;br /&gt;pore bedzie mogl sie teraz&lt;br /&gt;wstawic za nim&lt;br /&gt;i przebaczy to co moze i zapomni&lt;br /&gt;przeciez inni robia jeszcze gorzej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;w wielkim miescie rosnie balon&lt;br /&gt;wielkich marzen ktore prace znow&lt;br /&gt;gwiazdorom daja&lt;br /&gt;a gwiazdorzy te marzenia&lt;br /&gt;nosza w workach&lt;br /&gt;po kieszeniach czasem cos sprzedaja&lt;br /&gt;i tramwajem jada w swieta&lt;br /&gt;az do nieba&lt;br /&gt;tylko po co tak daleko jechac&lt;br /&gt;gdyby ktorys ruszyl glowa mozna&lt;br /&gt;by choinke&lt;br /&gt;noca znowu ukrasc z lasu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;w wielkim miescie gasna swiatla&lt;br /&gt;i wiadomo&lt;br /&gt;zyc nie latwo w wielkim miescie&lt;br /&gt;oto widac nikna ludzie jeszcze&lt;br /&gt;ktos przez&lt;br /&gt;popoludnie przejdzie i nareszcie&lt;br /&gt;nad glowami leci aniol co szczesliwsze&lt;br /&gt;dzieci z gwiazdorami rozmawiaja&lt;br /&gt;kto nie poznal tych radosci&lt;br /&gt;niech sprobuje&lt;br /&gt;znow pokochac kogos jeszcze prosciej”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By gunia on kwietnia 17, 2008 | Reply&lt;br /&gt;jest bardzo trudno zyc w ciaglym cierpieniu, czasem nie ma sil. Ci “zdrowi” nigdy nas nie zrozumieja. Trzymajmy sie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By iza on kwietnia 20, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Mam na imie Iza. Depresja dopadla mnie, gdy wyjechalam z kraju i bylam daleko od domu, od rodziny, od osob ktoore kocham. Jednak przy sobie mialam faceta, ktory mnie kocha, ale w momencie, kiedy dopadla mnie depresja, nie widzialam, nie czulam tego, ze ktos bliski chce mi pomoc, ze mam kogos bliskiego, kto mnie kocha, bylam otumaniona. Nie wiedzialam, co sie ze mna dzieje, nie chcialo mi sie chodzic, rozmawiac, nic nie jadlam, ani nie pilam. Jak czulam sie juz slabo na sile, wmuszalam w siebie jedzenie i staralam sie chociaz wypic pol szklanki jakiegos soku. Nie chodzilam do pracy, nie bawilam sie ze znajomymi, uciekalam przed wszystkimi, jednak mialam takie dni, w ktorych czulam sie bardzo silna, wychodzilam na spacer - w sumie zmuszalam sie do tego, ale to nic nie pomagalo. W koncu w pracy podeszla do mnie kolezanka i powiedziala, zebym poszla do psychiatry, poniewaz ona, patrzac na mnie, widziala siebie, gdyz kilka miesiecy temu przechodzila to samo, co ja i dokladnie wiedziala, co sie ze mna dzieje. No i poszlam, dostalam tabletki i zaczelam normalnie zyc, cieszyc sie, usmiechac, rozmawiac jesc i pic. Bylam strasznie naladowana energia, nie moglam usiedziec w miejscu. No i przez te moje naladowanie zrezygnowalam z tego, co mialam, czyli z faceta, ktory mnie kocha i znalazlam sobie innego, w ktorym sie zakochalam i kocham go ponad zycie, tylko ze on jest w trakcie rozwodu i ma dwie corki, ktore zaakceptowalam. Wszystko bylo super, mowil, ze jak chwili mnie nie widzi, to teskni za mna, ze mu zalezy, ze jestem najwazniejsza kobieta dla niego, najblizsza mu osoba. Czulam sie wtedy wyrozniona. A teraz caly czas robi mi przykrosci, mowi, ze chce byc sam, ze nie chce mnie widziec. A ja calymi dniami placze, znow nie jem, czuje sie jak tredowata, odrzucona przez wszystkich, najgorsza na swiecie. I wiem, ze on na mnie nie zasluguje, ale ja go kocham i za wszelka cene, zrobie wszystko, zebym mogla byc z nim szczesliwa, a boje sie, ze teraz dopada mnie depresja :((&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Adelajda on kwietnia 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;”Bog chce dla nas najlepiej i wie co dla nas jest dobre a co zle’.’&lt;br /&gt;Zaczynam watpic w te slowa.&lt;br /&gt;Czytam wiele ksiazek na temat depresji. Bardziej w kierunku duchowym. Przeczytalam, ze depresja nie jest stanem od Boga. Bog jej nie stworzyl - ale ludzie.&lt;br /&gt;JAK MAM W TO UWIERZYC…? Jak, kiedy nie potrafie, nie moge. Nie mam ochoty sie modlic a juz na pewno chodzic do kosciola. Tyle ludzi tam przebywa, modli sie. Mam wrazenie, ze patrza sie na mnie - i mowia ”Panie, dlaczego takich ludzi stworzyles?!”&lt;br /&gt;Z poczatku bylam szczesliwa. Nagle poznalam nowa przyjaciolke, z ktora rozumnialam sie swietnie. Przezylysmy wiele podobnych wydarzen zyciowych. Jakies 2 miesiace temu zerwalysmy nasza przyjazn przez sms .Nie potrafilam zrozumiec dlaczego mi to robi. Dochodzily do tego problemy z ksiezmi. Z przeszloscia. Z osoba ktora kocham.&lt;br /&gt;A wiec pytam sie: ”Po co Bog mnie stworzyl, wiedzac, ze jestem nieudacznikiem, jestem nic warta, glupia i nie potrafie sobie poradzic z tym wszystkim”.&lt;br /&gt;Kiedy znajde odpowiedz i gdzie jej szukac?!’&lt;br /&gt;Gdzie sens… Gdzie sens zycia, milosci, radosci, w tlumie osob, ktore kocham, gdzie chec przebywania blisko Boga?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdzie sens… gdzie sens… gdzie sens…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By majkus81 on kwietnia 25, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Jest taka piesn koscielna i leci mniej wiecej tak: “Kazde cierpienie ma sens, ogromna to tajemnica” - i mysle, ze cos w tym jest!!! I uwazam, ze te slowa pasuja do wszystkich, bez wzgledu na to, czy jest sie osoba wierzaca czy nie…&lt;br /&gt;W zyciu, jak to w zyciu, przezywamy rozne chwile… Nigdy nie bedziemy ciagle szczesliwi, ale tez nie bedziemy ciagle smutni!!! Wszystko moze sie zmienic w kilka sekund, minut czy dni… Ja walczylem z depresja ponad 8 lat i wiem, jakie to okrutne meczarnie dzieja sie z czlowiekiem… I nie chce teraz tutaj nikogo zranic moja wypowiedzia, ale takie problemy, jak np “chlopak mnie zostawil” czy “przyjaciolka sie ode mnie odwrocila”, to sa oczywiscie przykre i zapewne bolesne doswiadczenia, ale przy prawdziwej depresji, sa dla mnie blahymi sprawami… Zawsze przeciez mozna pokochac kogos innego i byc jeszcze bardziej szczesliwym, niz z tym bylym, byla, ktorego sie tak oplakiwalo… Przyjaciolka cie zostawila? Widocznie na ciebie nie zaslugiwala!!! Nie jest latwo o prawdziwego przyjaciela w dzisiejszych czasach, ale lepiej jest nie miec zadnego, niz kogos zaklamanego, na ktorego nie mozna liczyc w trudnych sytuacjach… Glowa do gory i poki jest w Tobie sila, to walcz o swoje szczescie!!!! A gdy naprawde czujesz, ze nie radzisz sobie doslownie z niczym, nie potrafisz wykonac prostych czynnosci i skupic na czymkolwiek, chodzisz przestraszona, znerwicowana i agresywna - to udaj sie do specjalisty, ktory przepisze Ci odpowiednie leki, poradzi i doda otuchy… DEPRESJA JEST ULECZALNA…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 25, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Majkus, zgadzam sie z Toba , po co cierpiec, jesli sie nie musi, zgadzam sie calkowicie z tym wszystkim, co napisales, z kazdym Twoim slowem. Depresja to bardzo ciezka choroba i nie wolno jej lekcewazyc, jest wyleczalna, a jeszcze w mlodym wieku to ho, ho, gdy pomagaja jeszcze hormony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on kwietnia 27, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Nikt inny nas nie zrozumie, nie zrozumie naszego cierpienia, nawet my sami zdziwieni jestesmy, ze je znosimy i bedziemy sie dziwic, gdy zniesiemy tego cierpienia jeszcze o wiele wiecej. Ja nie ludze sie, ze jest w nim jakis sens. ZERO SENSU!!! I choc depresja u kazdego z nas wyglada nieco inaczej, atakuje nas z rozna sila, inaczej boli i niektorzy poradzili sobie z nia biorac leki (ja rowniez), czy nasze cierpienie jest wartoscia? Dla kogo? Czy jest droga do wolnosci? Jedynie wolnosci od zludzen, ze nie mozna cierpiec bardziej i wolnosci od pychy (nawet tej najmniejszej), ze cokolwiek zalezy od nas, bo nie zawsze jestesmy w stanie pomoc sobie lub innym, choc bardzo sie staramy.&lt;br /&gt;Majkus! z wiekszoscia Twoich wypowiedzi sie utozsamiam, oprocz SENSU CIERPIENIA. Moja depresja miala podobny przebieg jak Twoja, probowalam walczyc roznymi sposobami i wierzylam, ze mi sie uda. Tez mialam okres radosci i bardzo ciezki nawrot choroby. Jednak nie mialam szczescia do lekarzy i leczenie bylo ciezkie i dlugie. Teraz jestem zdrowa, chociaz choroba pozostawila na mojej duszy wielka rane. Zgadzam sie z tym, ze nasze poprzednie cierpienia i problemy w obliczu ciezkiej depresji jawia sie jako blahostki. Lecz czy nie zastanawiales sie, ze takze Twoje cierpienia moga stac sie rowniez blahostkami w obliczu cierpienia innych. Twoje cierpienie pozwala Ci miec wiare w jego sens, poniewaz skonczylo sie szczesliwie. Ja tez sie ciesze, ze jestem zdrowa, jednak wiciaz sie boje, nie tyle o mnie, ile o przyszlosc dzieci i najblizszych. Depresja zabrala mi juz ojca i siostre.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Babciu Elu! Nie pisalam o swoim ojcu, bo wciaz boli. Tak bardzo go kochalam, ze nie dopuszczalam do siebie mysli o jego smierci. Byl tak dobrym czlowiekiem i poboznym. Nawet teraz trudno mi o tym pisac. Tez winilam siebie, ze nie zrobilam wszystkiego, aby go uratowac, nie moglam zrozumiec dlaczego sie zabil, nas tak zranil, jak mu wybaczyc? To bylo wiele lat temu, kiedy nic nie wiedzialam o depresji. Ojciec zaczal mowic o pewnych dolegliwosciach, sam myslac, ze sa zwiazane z nadcisnieniem, czy slabym sercem. Jezdzilam z nim po lekarzach, ale Tato, jak to mezczyzna, nie podzielil sie z nimi swoimi psychicznymi rozterkami (typowymi dla depresji). Wiem, ze bardzo mnie kochal i plakal, zalac sie do mnie. Mowil o urojonych winach i przyszlych nieszczesciach. Matka przerazona bala sie i wyniosla sie z sypialni do innego pokoju. Kiedy juz bylo bardzo zle, nie mogl spac, kwestionowal sens zycia, poprosilam o skierowanie do szpitala (zwyklego). Tam probowalam powiedziec, ze cos niedobrego sie z ojcem dzieje, ale lekarz wyprosil mnie z gabinetu. Ojciec milczal. Zabralam go do domu. W nocy czuwalam przy jego lozku i byla to pierwsza przespana przez niego noc od dziesiatek dni. Rankiem mi dziekowal, czul sie lepiej, ale pozniej znow powrocila rozpacz. Wszyscy modlilismy sie o jego zdrowie. Siostra podsunela pomysl wyjazdu do Czestochowy, aby tam prosic o wsparcie. Tata prosil bysmy nie jechaly. Pojechalysmy. Nastepnego ranka, gdy wrocilysmy, ojciec juz nie zyl. Popelnil samobojstwo. Swiat mi sie zawalil. Tak cierpialam, ze nie moglam plakac. Nie moglam patrzec na obraz Matki Boskiej, ani sie modlic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka lat pozniej zachorowala siostra i choc leczyla sie u psychiatry, z jego winy nie zyje.&lt;br /&gt;Wiedza o depresji nie uchronila mnie przed ta choroba, choc uwazalam, ze mnie nie dopadnie ze wzgledu na moj charakter. Zawsze bylam optymistycznie nastawiona do zycia mimo cierpien i doswiadczen. Zawladnela mna nagle, kiedy bylam szczesliwa majac meza i dzieci - i powalila na ziemie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale dopiero doswiadczajac sama tej choroby, zrozumialam, ze to nie wina ojca, ani siostry, ani moja, ani nikogo innego, tylko depresji i zlych lekarzy, i dopiero teraz potrafilam mu do konca wybaczyc oraz sobie. Dlatego droga Elu nie win siebie za smierc ojca, gdyz absolutnie nie mialas na to wplywu. Wola Boga. Wiem jak cierpisz, ja sama dotad nie moge zapomniec, choc sie z tym pogodzilam. Jednak nie widze ZADNEGO SENSU tego cierpienia, szczegolnie ojca i siostry. Moje cierpienie pozbawilo mnie zludzen, ze moge probowac go zrozumiec. Dziekuje Bogu za kazdy dzien, ze zyje dla mojej kochajacej rodziny, ale nie umiem znalezc sensu tego wszystkiego i udzialu w tym Boga. Znow daje mi radosc, mowi zyj, patrz w przyszlosc! Ale czy potrafie uwierzyc, zaufac? Watpie… Probuje…&lt;br /&gt;Pozdrowienia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Adelajda on kwietnia 27, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do majkus81.&lt;br /&gt;Nie tylko dlatego jestem przygnebiona… Przygnebiona? To juz malo powiedziane.To nie dlatego jestem taka… Zostal dom (ktorego nie cierpie, nie kocham tych ludzi, z ktorymi zyje pod jednym dachem). Przeszlosc - o ktorej nie chce opowiadac. Milosc… ktora stracilam. Zaufanie, ktorego juz nie czuje. Wiara - ktora zagubilam.&lt;br /&gt;Przyjazn… Dochodza do tego problemy z nauka…&lt;br /&gt;Nie potrafie wykonac najprostrzej czynnosci. Od razu cos mi wyleci z rak, albo zniszcze.&lt;br /&gt;Mysli o samobojstwie.&lt;br /&gt;Juz kiedys probowalam to zrobic… Ale niestety sie nie udalo (czego zaluje do teraz).&lt;br /&gt;Problemy ze snem, skupieniem, mniej jem. Boje sie tlumu - byc wsrod ludzi. Staram sie nie wychodzic. Nie ciesze sie szczesciem innych, tym co mam.&lt;br /&gt;Nie pojde do lekarza-specjalisty na pewno. Co mam mu powiedziec?! Prosze mi przepisac jakies lek,i poniewaz czuje sie nie chciana, nie kochana, glupia, bezuzyteczna, nic nie ma sensu. Ja nie potrafie o tym rozmawiac. Boje sie tego!&lt;br /&gt;Moze lepiej bedzie, jezeli bede zostawala w domu…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on kwietnia 28, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Adelajdo! W depresji negatywne spostrzeganie siebie i swiata jest w rzeczywistosci falszywe. To choroba niezauwazalnie wypacza nasze mysli i kieruje je przeciwko nam, niszczy nas tez fizycznie, nasze cialo. Taki jest jej cel, jak kazdych innych chorob - zabic nas. W chorobie wszystko jest ciemnoscia. Przeszlosc, terazniejszosc i przyszlosc. Nie pamietamy niczego, co bylo dobrem, nie mozemy zniesc cierpien dnia dzisiejszego i lekamy sie przyszlosci. Cierpimy strasznie psychicznie i fizycznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jesli uwazasz, ze mozesz miec depresje to nie obawiaj sie pojsc z tym do lekarza. Czy jesli boli cie zab nie idziesz do dentysty? Nie masz pojecia jak wielu ludzi korzysta z porad psychiatry z bardzo wielu powodow. Nawet lekarze choruja na depresje. Nie musisz opowiadac o uczuciach, jesli nie chcesz. Powiedz mu to samo co nam napisalas, o klopotach ze snem, utracie apetytu, problemach z koncentracja, nauka, strachu przed tlumem, braku sily do zrobienia czegokolwiek, apatii (tez to wszystko przezywalam). To mu wystarczy. Wiem, ze jeszcze w dzisiejszych czasach pojscie do psychiatry odczuwamy jako napietnowanie. To nie nasza wina, tylko brak wiedzy i malosc tych co jeszcze nie cierpieli. Juz w starozytnosci Hipokrates trakrowal nasza chorobe jak kazde inne.&lt;br /&gt;Nie wiem czy Bog stworzyl depresje czy ludzie. W moim przypadku raczej ani jedno, ani drugie, tylko geny (depresja afektywna) a wiec moze i jedno i drugie razem. U Ciebie moze byc to reakcja na krzywde, przykrosci, a wiec “depresja reaktywna” (ale nie musi wcale tak byc, warto jednak sie dowiedziec). Jesli nie chcesz jeszcze pojsc do lekarza, poczytaj o tym w naukowej literaturze (znajdziesz w kazdej ksiegarni czy bibliotece).&lt;br /&gt;Pozdrawiam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on kwietnia 28, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Depresja to chemia, pod wplywem stresu i sytuacji beznadziejnych, ktorych nie mozemy zmienic, jestesmy bezsilni - mozg przestaje wytwarzac m.in. serotonine, ktora odpowiedzialna jest za przekazywanie impulsow elektrycznych miedzy neuronami, jest wtedy balagan w przekazywaniu informacji miedzy neuronami. Dlatego tak sie czujemy. Leki przeciwdepresyjne zawieraja serotonine lub powoduja wychwyt zwrotny serotoniny. Przepraszam za wymadrzanie sie, ale jestem za pojsciem do lekarza po leki. Czesc piszcie. .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on kwietnia 28, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Vasery masz racje, ale jest tez tak, ze bez przyczyn zewnetrznych najpierw nastepuja pewne zmiany biochemiczne w organizmie hamujace wytwarzanie serotoniny, co powoduje stany depresyjne (biologiczne) i wowczas tym bardziej nalezy przyjmowac leki, bo zadna inna terapia nie pomoze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By majkus81 on maja 2, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Zgadzam sie z toba Elu… Mozna chodzic na 1000 spotkan psychoterapeutycznych, a cierpienie zwiazane z depresja nie ustapi. A jak juz ustepuje, to na krotki okres czasu… Naprawde leki antydepresyjne to nic strasznego, jezeli ma sie szczescie i psychiatra trafnie je przepisze… Jak ja zaczalem je brac, to przeczytalem najpierw ulotke jakie objawy moga pojawic sie po zazyciu i sie przerazilem! Padaczka, leki, pot, suchosc w gardle, nudnosci, sennosc, rozdraznienie i tak dalej, i tak dalej… A co sie okazalo? Zadnych z tych objawow mnie nie dotyczy - ZADEN. Ale za to mam inne, takie jak np. radosc z zycia, satysfakcja z tego co robie, wewnetrzne spelnienie i swietne zycie towarzyskie i prywatne i jestem pewien, ze bez pomocy lekow bylbym teraz wrakiem czlowieka. Dziekuje Ci Boze…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 2, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Widz to co chcesz widziec, slysz to co chcesz slyszec, reszte omin, albo zgin. Kazdy ma swoj swiat, bo kazdy ma swoje oczy i uszy. Tak jak Cie widza, tak Cie pisza, tak jak Ty widzisz, tak pisz Ty. Niech nikt Toba nie kieruje, zdechniesz sam, nie z tym co sie z Ciebie smial. Rob swoje, bo widac, czy jestes robotem czy soba. Boj sie tylko siebie, bo nikt Cie nie moze bardziej zranic. Samodestrukcja, to zdrada siebie, a tego nie chcesz. Jak Cie zabija, to trudno, mozesz byc dumny… zabili Cie za bycie soba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on maja 3, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Unknown! Jak milo, ze sie do nas odezwales&lt;br /&gt;Jednak na zranienia podatni sa ci, ktorzy zostali zranieni w czasie dorastania, dojrzewania, ci ktorzy szukaja akceptacji innych.&lt;br /&gt;Byc soba… naturalnie tak trzeba, ale jesli ktos z powodu prolemow emocjonalnych nie wie do konca kim jest i bardzo potrzebuje bliskosci, aby potwierdzic swoja wartosc…&lt;br /&gt;Samotni sa bohaterowie, ale my, spotykajacy sie na tej stronie, nie jestesmy bohaterami, potrzebujemy drugiego czlowieka, zrozumienia, milosci.&lt;br /&gt;Pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ola on maja 3, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Calkiem niedawno uswiadomilam sobie, ze bardzo czesto nie bylam soba, gralam, udawalam. Mysle, ze ze strachu przed odrzuceniem, przed brakiem akceptacji. Naprawde zupelnie nie zdawalam sobie z tego sprawy, gdyby ktos mi o tym powiedzial, czulabym sie urazona. Dzis place miedzy innymi i za to, ze ciagle robilam cos wbrew sobie, “kupowalam” sobie “milosc” rodzicow, potem meza. Odkrywanie kim jestem, jaka jestem, jest fascynujace, czasem bolesne, dla niektorych nie do zaakceptowania, meza juz nie mam…&lt;br /&gt;Lecze sie od pieciu lat - leki, terapia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By elabuk on maja 3, 2008 | Reply&lt;br /&gt;W odniesieniu to tekstu, ze Bog doswiadcza tych, ktorych kocha - czytalam kiedys, ze gdy czlowiek cierpi, jest najblizej Boga, Jezusa, ktory sam cierpial. I paradoks to to, ze wtedy wydaje nam sie, ze jest tak zle, ze Boga nie ma, a wlasnie wtedy… On jest najblizej. Blizej niz wszyscy otaczajacy nas ludzie… blizej naszego udreczonego wnetrza i patrzy na nas z czuloscia i cicho nam towarzyszy… bo nas rozumie. To do mnie przemawia i jakos uzasadnia sens w bezsensie, chociaz nie jestem gorliwa katoliczka. Trzymajcie sie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 3, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witam Admin i wszystkich.&lt;br /&gt;Nie wszyscy wiedza, ale ja choruje na schizofrenie, depresje i ostatnio sie dowiedzialem - manie przesladowcza i jakos sobie radze. Gram w kosza, spotykam sie z niektorymi znajomymi (tych nieodpowiednich unikam). Narazie jest ok… nasilenie tych chorob maleje wraz z wysilkiem fizycznym. Cokolwiek robisz, nie myslisz o niepotrzebnych rzeczach. Dalej mam dziwne schizy, ale mniejsze. Sam sobie radze, zero lekarzy i zero lekow. Podobno z tych chorob nigdy sie nie mozna wyleczyc w 100%, zawsze trzeba zrec jakies swinstwa… Wiec lepiej stanac twardo na ziemi i walczyc. Ja tak uwazam i narazie sie sprawdza. Wymyslam sobie metody leczenia, takie “samoleczenie”. Podobno takie cos istnieje. Pozdrawiam wszystkich i zycze powrotu do zdrowia, przynajmniej w jakims stopniu :).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By agnieszka on maja 8, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witam&lt;br /&gt;z depresja borykam sie od kilku lat, obecnie mam 18. Do depresji dochodzi jeszcze kilka innych chorob, ktore mecza mnie calkowicie. Chodzilam do psychologow, psychiatrow, terapeutow i niestety nie widze poprawy. Depresja ostatnio poglebila sie totalnie. Nie chodze do szkoly, nie mam sily chodzic na treningi, codziennie placze i ukojenie znajduje w zadawaniu sobie bolu. Niestety nawet to przestalo dzialac. Nie mam co liczyc na pomoc bliskich, poniewaz nikt z mojego otoczenia mnie tak do konca nie rozumie i nawet nie staraja sie pomoc. Moje zycie to walka o kazdy dzien, chcialabym zniknac z tego swiata, zakonczyc to wszystko, po prostu nie mam juz sily, od kilku miesiecy sie nie usmiecham. Brakuje mi osoby, ktora mnie zrozumie i pomoze mi &amp;nbsp;wiem, ze trzeba sobie radzic samemu, ale ja juz nie mam skad brac sil &amp;nbsp;Przepraszam, ze sie tak rozpisalam, ale musialam gdzies sie wygadac &amp;nbsp;zycze wszystkim powrotu do zdrowia, chociaz sama watpie, czy mi sie kiedys uda wyjsc na prosta&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By elabuk on maja 9, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Agnieszko! Zycze Ci duzo sily. W Twoim wieku tez bylam w podobnym stanie. Nie leczylam sie, teraz, gdy to robie, jest duzo lepiej. Chcialabym, zebys trafila na dobrych lekarzy. Na pewno jest mozliwosc, zeby Ci pomoc. Bardzo serdecznie Cie pozdrawiam i trzymam kciuki za Ciebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ola on maja 10, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Slyszalam, ze dzialaja grupy wsparcia anonimowych depresantow, na wzor AA. Podobno takie spotkania sa bardzo pomocne. W lutym powstala grupa w Plocku, w Warszawie dzialaja juz od dluzszego czasu. Jesli ktos ma wiesci na ten temat, to niech sie odezwie, prosze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 11, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Mnie teraz tak bardzo choroba nie boli i nie atakuje jak samotnosc! To najbardziej mnie doluje! Nie ma nawet do kogo sie odezwac, wyjsc na dwor a za oknem taka piekna pogoda! Mam dosc, ciagle siedze w domu i gapie sie w monitor od komputera! To mnie calkiem wykancza ;/ Nie wiem co robic ;/ ide poszfedac sie po chalupie. Zycze wszystkim dobrych znajomych &amp;nbsp;Jesli ktos chcialby pogadac to piszcie dirtycrx@gmail.pl&lt;br /&gt;Pozdrowienia i powodzenia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 11, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Juz sie zaczynam zastanawiac czy ta choroba… to rzeczywiscie choroba ;/ Czy mi odbilo czy jestem w czyms typu “Truman show”. Wiele na to wskazuje! Robie cos specjalnie, zeby sprawdzic reakcje ludzi lub robie rzeczy, zeby sprawdzic czy ktos mowil o mnie. I o dziwo wychodzi na moje! (chcialem tu przeklac) co to jest?? Wszyscy sie na mnie uwzieli? Wy tez jestescie udawani? Sam nie wiem, czy oszalalem, czy rozgryzlem o co w tym biega… (tu tez chcialem przeklac).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ola on maja 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Uslyszalam kiedys, ze czlowiek jest samotny nie dlatego, ze ludzie go opuscili, ale dlatego, ze sam sie od ludzi odsunal. Ja tez jestem bardzo samotna, tesknie do ludzi, chcialabym rozmawiac z kims, kto mnie rozumie, a jednoczesnie nie potrafie do nikogo sie zblizyc. Jesli nie musze, to raczej nie wychodze z domu. Czuje sie taka beznadziejna. Nie wiem, Unknown, czy to depresja poteguje samotnosc, czy tez samotnosc poteguje chorobe. Zreszta, co za roznica…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Ta Ola masz racje, ale nie do konca, bo wina zawsze lezy po srodku. Samotnosc poteguje depresje i na odwrot, takie bledne kolo. Mam juz gdzies te cala chorobe, to co ludzie (przeklenstwo) i samotnosc. Nie podoba sie komus trudno, sam bylem w chorobie, to bede sam dalej, tylko niech nikt nie przylatuje do mnie jak wyzdrowieje, podajac sie za mojego przyjaciela. Jakos sobie radze… sam… bo musze! Nie mowie, ze mi to odpowiada, ale mus to mus. Zycze wam woli walki i checi przezycia, pomimo wszystkich smieci jakie napotkacie na drodze, pomimo wszystkich murow, jak sie ktoregos nie da przeskoczyc to go burzcie! Powodzenia!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;“Twoj dom jest tam gdzie sie czujesz dobrze”. Moze po prostu nie znalezlismy jeszcze swego miejsca na ziemi i to nas tak dobija. Podswiadome wolanie o pomoc, sami nie szukajac go nie znalezlismy wiec placzemy i krzyczymy. Dobra teraz tylko problem jak znalezc to miejsce, nasz “dom”. Gdzie szukac?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karola on maja 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Ola - mysle ze cos w tym jest.. to nie ludzie nasz opuszczaja, to my uciekamy od ludzi..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;“samotnosc nie zaczyna sie wtedy kiedy ktos mnie opuszcza&lt;br /&gt;ale wtedy kiedy ja odchodze&lt;br /&gt;w rozpacz&lt;br /&gt;lek&lt;br /&gt;udreke”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mysle ze cos w tym jest…. Tylko jak sie wyrwac z tego blednego kola??:(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By probujacy on maja 13, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witam&lt;br /&gt;Do Unknown: Wydaje mi sie, ze przechodze przez to co Ty. Popieram Twoje rady i Twoje niektore zdania. Dzieki, ze sie odezwales i napisales cos od siebie. Mi jest bardzo trudno sie otworzyc, bo wokol niestety wiecej niezrozumienia i obludy niz… czegokolwiek innego. Zreszta boje sie. Ale sprobuje!&lt;br /&gt;Do ola: ‘czy depresja poteguje samotnosc, czy tez samotnosc poteguje chorobe?’ Mnie sie wydaje, ze to zamkniete kolo… jesli do niego wpadniesz to ciezko z niego sie wydostac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tak w ogole to odkad pamietam, to zawsze cos bylo ze mna nie tak. Mam dwoje rodzenstwa, ale zawsze to do mnie wszyscy mowili, ze nic ze mnie dobrego nie wyrosnie. Ale nic to. Nagle gdy jako pierwszy z calej rodziny zameldowalem sie z indeksem uczelni wyzszej, wszyscy zaczeli mowic, ze co to ja nie jestem i w ogole super. Oczekiwania rosly, jak to zwykle bywa, w miare jedzenia, a mi tu ani w glowie uczelnie konczyc (wiadomo, dol totalny, brak aktywnosci (oczywiscie tej nie zwiazanej z maskowaniem i kamuflazem) unikanie znajomych itp). W trakcie studiow (6 lat) zakochalem sie pare razy, a jakze, i z wiadomo jakim skutkiem… za kazdym razem jak juz nie moglem dluzej klamac i oszukiwac w sprawie depresji, robilem takie rzeczy, zeby to kobieta ode mnie odchodzila (jakze mi wstyd). Nie bylo mi latwo, ale wydaje mi sie, ze wybieralem dla ‘nich’ lepsze zlo (alez mi ciezko o tym nawet wspominac). Tak czy owak cholernie balem sie odrzucenia i tego ze z mojego powodu (znaczy choroby) to ‘one’ ode mnie odejda, zostawia mnie, i beda sie ze mnie smiac… Znalazlem fajna prace, fajnych znajomych, znowu sie zakochalem… i zawsze mimo tego wszystkiego cos mnie tak dziwnie klulo w sercu, ze plakac mi sie ciagle chcialo… i nadal sie chce…&lt;br /&gt;Tak czy owak w zyciu zdarzaja sie piekne i wspaniale chwile. Nawet w naszych zyciach (zyciach depresantow) zdarzaja sie chwile, ktore chcielibysmy zatrzymac na zawsze (i zatrzymujemy je) ale za chwilke, tuz za rogiem, czai sie to ‘cos’, co nie pozwala sie dlugo z tego cieszyc… Eech… Ok, jedzmy dalej… Usamodzielnilem sie, znalazlem nowa prace, wszyscy mysleli, ze jest ok, jakos zalatwialem formalnosci, niektorzy znajomi nawet mi zazdroscili powodzenia, co wiecej poznalem nowa kobiete, z ktora sie dogadywalem (moja tolerancja byla naprawde wielka, a milosc jeszcze wieksza) i ogolnie spolecznie wiodlo mi sie super. Spolecznie… znaczy bylo super, jesli ktos to wszystko widzial z boku. W mojej glowie jednak nie bylo tak super. Wracalem po pracy i pilem w domu w samotnosci i po ciemku. Troche mi to pomagalo. Jak przychodzila moja dziewczyna, to jakos sie trzymalem, ale i to do czasu. Zawsze po jej wyjsciu zaczynalem pic. Ktorejs nocy zerwalem sie ze snu i zaczalem glosno krzyczec i plakac. Zadzwonilem do mojej dziewczyny i powiedzialem jej, ze cos jest ze mna nie tak. Ona nie namyslajac sie powiedziala, ze zaraz przyjedzie i rzeczywiscie za pare chwil juz siedziala kolo mnie na lozku. No ale ja nie potrafilem jej powiedziec (choc bardzo jej ufalem i chcialem) co mi sie stalo. Pamietam tylko, ze plakalem, bardzo i intensywnie i nie wiedzialem co z soba zrobic. Powiedzialem w koncu, ze jej dziekuje i zeby sobie poszla, bo to nie dala mi ukojenia. Zasnalem dopiero po swicie. Trudno mi bylo sie pozniej z nia skontaktowac, ale jakos sie udalo (gownie dzieki jej staraniom) i bardzo sie z tego ciesze. Wlozyla we mnie mnostwo swojego czasu i cierpliwosci, nie zyskujac chyba niczego w zamian. Na dokladke ucieklem z jej zycia, nawet w sensie geograficznym, a mimo wszystko stara sie do mnie dotrzec. Na kazdym kroku czuje jej bliskosc. Wiem, ze jej na mnie zalezy i ona tez wie, ze mi zalezy na niej, ale nie mozemy byc razem. Ja nie moge. Nie moge, nie potrafie byc z nikim. Ona chyba to rozumie. Ja tego jednak nie rozumiem. Dlaczego najblizsze mi osoby odrzucam od siebie? Przeciez nie chce tego, a jednak to robie. Minely od tego czasu prawie 4 lata. Pilem, palilem trawe… nie uzaleznilem sie jednak (tak sadze). W dalszym ciagu mamy ze soba kontakt. Ona daje mi troche sily. Probuje, na ile mnie stac, zeby sie do kogos zblizyc, na tyle, by siebie nie zranic bardziej i kogos nie skrzywdzic. Rodzicow juz sobie odpuscilem - nie chce ich martwic. Tak bardzo chcialbym zyc… tak bardzo chcialbym, zeby bylo dobrze…&lt;br /&gt;Wybaczcie chaotyke pisowni i brak profesjonalizmu stylistycznego… (swoja droga chcialbym umiec pisac, co czuje). Dalej pije, bo mi troche pomaga, ale takze dalej szukam… nie wiem juz czego… nadziei? Nie bylem u specjalisty, ani nie bralem zadnych lekow. Raz poszedlem do neurologa, wyczekalem sie na swoja kolejke, a jak sie mnie pani doktor zapytala co sie dzieje, to najzwyczajniej w swiecie rozplakalem sie, nie wiedzac co powiedziec. Wyslala mnie do psychologa, ale juz tam nie dotarlem, do tej pory tam nie dotarlem. Szukam pomocy, ale boje sie bezposrednosci. Myslicie, ze jakis lekarz jest w stanie mi pomoc? Ze jakies leki pomoga?&lt;br /&gt;Z gory chcialbym podziekowac za starania ze strony osob zwiazanych z Bogiem, ze niby to Jezus cie uratuje itp… wybaczcie ale dziekuje.&lt;br /&gt;Nawet nie czytam tego co napisalem, bo sie boje, ze to zaraz usune i znowu uciekne. Chcialbym jeszcze tylko pozdrowic wszystkich, ktorych dotknelo jakiekolwiek nieszczescie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By elabuk on maja 14, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do probujacy: Jasne, ze leki Ci pomoga. Dobra psychoterapia tez. Mialam podobne doswiadczenia do Twoich, dzisiaj zaluje, ze nie zaczelam ich leczyc 30 lat temu (wtedy zreszta nie bylo tyle wiedzy o depresji, co dzis). Ale przed 11 laty podjelam leczenie i musze przyznac, ze leki bardzo potrafia pomoc. Po prostu inaczej sie na wszystko patrzy, czlowiek robi sie odporniejszy, chociaz teoretycznie nic sie wokol nie zmienia. Radzilabym Ci pojsc do psychologa i po leki do psychiatry.To nic strasznego, bogaci ludzie na zachodzie regularnie sie terapeutyzuja. Weteranka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karolka on maja 14, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do probujacy - i znow jakiez to dziwne uczucie trafic na osobe czujaca jak ja, majaca podobne problemy w zwiazkach. Myslalam ze jestem w tym wszsytkim odosobniona, ze jestem dziwna, inna i ze caly czas patrzy na mnie jakbym spadla z kosmosu!&lt;br /&gt;Ja tez tak robilam.. robilam wszsytko by ktos ode mnie odszedl, by sie znudzil, zniechecil, cokolwiek! Ja tez tak czuje.. ze chyba nie umiem z kims byc. Po ktoryms tam nieudanym zwiazku /wowczas to ja odeszlam bo facet zbyt bardzo wierzyl w to ze jestesmy dla siebie/ ubzduralam sobie ze nie powinnam nawet probowac z kimkolwiek byc, bo ranie siebie, innych, ze juz dosc, ze kolejnego razu nie dam rady zniesc… W ogole to ja nie wiem po co ja zyje.. Przeciez takie zycie nie ma sensu.. Po co Bog mnie stworzyl /jesli on w ogole jest/ no po co komu taka samotna zyjaca z dnia na dzien nie umiejaca sobie sama z soba poradzic istota????&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 14, 2008 | Reply&lt;br /&gt;A ja chyba zawalcze o rente. Do pracy boje sie isc, szczegolnie do takiej, gdzie przyjmuja z moim wyksztalceniem. Nie wiem co robic, do szkoly tez boje sie isc… Ehh&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By probujacy on maja 15, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do elabuk: juz od paru miesiecy sie przymierzam do wizyty u psychologa… wmawiam sobie, zeby isc, sam siebie przekonuje, powtarzam sobie i obiecuje sobie, ze jutro na pewno, jak tylko wstane, to zadzwonie sie umowic na wizyte… Tyle tylko, ze chyba jednak nie wykrzesam z siebie az tyle silnej woli, zawsze znajduje jakas wymowke. Juz sie nawet przekonalem, ze leki moga mi pomoc. Tylko zeby one mi z nieba spadly, zebym nie musial nigdzie isc, z nikim rozmawiac, niczego wyjasniac… a trzeba bedzie, wiec i wymowka sie znajdzie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do karolka: Ja nie wiem jak to sie w ogole dzieje… Kazdy z moich zwiazkow z mojej strony oparty byl o strach. Zawsze sie balem odrzucenia, z tego chyba wynikala tez zazdrosc. W najgorszych momentach zamykalem sie, wylaczalem telefon, po prostu odcinalem sie, zostawiajac wszystko losowi, a wlasciwie powodowalem, zeby los zareagowal w danym kierunku. Wolalem przyjac na siebie role wrednego drania, niz pozniej patrzec, jak ta druga osoba cierpi i musi znosic ‘humory’. Ostatnia rzecza na swiecie jakiej bym chcial, to zeby bliska mi osoba zachorowala na depresje ‘dzieki’ mnie. To by mnie juz wykonczylo calkowicie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnie pare miesiecy nie robilem kompletnie nic. Jakos wykombinowalem zwolnienie i siedzialem w domu. Wrocilem na jakis czas do rodzicow, ale nic to nie dalo. Tak sobie mysle, ze oni maja swoje zycie, wlasne problemy, a mnie one zupelnie nie dotycza, jestem jakby poza tym wszystkim, jakbym ogladal kolejny odcinek serialu ze znanymi aktorami. Juz nawet gorskie wyprawy mnie tak nie ciesza jak dawniej. Jednego wieczoru poznalem mila dziewczyne, spedzilismy razem troche czasu i mielismy jechac razem na weekend. Zapowiadal sie fajny wyjazd… stac mnie bylo jedynie na to, zeby napisac jej sms’a, ze w ostatniej chwili wyskoczylo mi wazne zalatwienie. Weekend spedzilem oczywiscie w ciemnym pokoju z ksiazka i butelka, zalewajac sie lzami i probujac nie wyskoczyc przez okno.&lt;br /&gt;Mija mi wlasnie okres bez pracy i nie wiem jak tam wroce. Juz nie mam sil na zalatwianie kolejnych zwolnien. Mysl o powrocie do pracy, do ludzi, przytlacza mnie. Wiem tylko, ze musze to zrobic, bo przeciez musze jakos placic rachunki. A moze zyje po to, zeby placic rachunki? Gaz, prad, woda, czynsz, podatki… jak na razie piec powodow do zycia…&lt;br /&gt;Moze z ta renta to nie jest taki zly pomysl, kalectwo mozgowe… i kolejny pretekst, zeby odrzucac innych od siebie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ola on maja 15, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Wiecie co, chyba kazdy z nas zastanawial sie (i to nie raz) nad sensem zycia, sensem choroby, cierpienia itp. Piec lat temu, zanim pierwszy raz poszlam do psychiatry, modlilam sie tylko o to, zeby zasnac i wiecej sie nie obudzic, myslalam o samobojstwie, nawet zaplanowalam, jak to zrobie. Bylam w totalnej rozsypce - nie jadlam, mialam potworne bole glowy, mdlosci, wymioty, bylo mi przerazliwie zimno, w nocy meczyly mnie koszmary. Nie mialam pojecia, po co ja wlasciwie zyje. Ktos mnie wtedy jednak przekonal na wizyte u psychiatry i dzis jestem Mu wdzieczna, choc nie stal sie zaden cud i wcale nie poczulam sie od razu lepiej. W koncu leki zaczely jednak dzialac (po jakims miesiacu) i poczulam, ze moge jesc, a potrawy nie staja mi w gardle i nie smakuja jak siano. Lecze sie juz piec lat, jezdze na terapie i choc szalu nie ma, juz nie chce sie zabic. A sens? No coz, przewaznie mysle, ze jest, tylko ja go nie dostrzegam. Ale przeciez wielu rzeczy nie jestesmy w stanie ogarnac naszymi zmyslami, umyslem, a to przeciez nie znaczy, ze ich nie ma. Chce wierzyc, ze wszystko jest po cos, nawet jesli nie rozumiemy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 15, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Tylko co to za zycie na rencie &amp;nbsp;Moze jednak ja wezme i bede tez robil jako kasjer albo pomywacz? 2 pensje i moze jakos sie wyzyje za to. Cholera, nawet nie umiem isc po NIP ;/ Jedna karteczka a dla mnie to tyle udreki… ;/ Niby nic, ale dla chorego to jak wspiac sie na Mount Everest… Pozdro i sily zycze&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By agnieszka on maja 18, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Moj stan sie coraz bardziej pogarsza i dobrze ze nie jestem sama.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Unknown - ja do szkoly juz nie chodze, poniewaz nie mam zdolnosci do uczeszczania na zajecia - tak mam napisane w karcie. Dlatego czekam do wrzesnia, moze cos sie zmieni, ale i tak jestem 2 lata w plecy ;( Co do pracy, tez nie moge isc, poniewaz nie mam wyksztalcenia, boje sie isc sama tak gdzie sa ludzie i Nip czyli wyzwanie nie do pokonania &amp;nbsp;Nawet sama nie zalatwialam spraw zwiazanych z dowodem, musialam miec kogos, kto ze mna pojdzie. Ehh, zycze wszystkim sily w walce z tymi przeklenstwami&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 19, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Agnieszko, ja nie chodze do szkoly 3 lata, tzn chodzilem co roku do nowej, ale pochodzilem pare miesiecy i rezygnowalem. Obecnie znowu mysle o powrocie do nauki, i to powazniej niz kiedykolwiek. Podobno nigdy nie jest za pozno, a juz na pewno nie w wieku 18 lat. Wiem, ze Ty tez masz 18 lat i chcialbym, zeby Tobie sie udalo zdobyc wyksztalcenie, wieczorowa szkola, to chyba dobre rozwiazanie, nie musisz z nikim sie zaprzyjazniac, a lekcje sa bardzo rzadko. Nie chce uchodzic za madrale i mowic, ze to proste, bo w takiej szkole tez juz bylem i nie udalo sie. Ale sprobuje drugi raz, nie chce sie poddawac! Nie mam sily na walke, ale mam jej jeszcze dosc, by nie spasowac calkowicie. Wszystkim zycze z calego, z calego serca, nie tyle wyzdrowienia, a… zastanawialem sie dlugo co w tym miejscu napisac, nie moglem znalezc slowa, ale chyba juz mam, zycze Wam Zycia pomimo, z Bogiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By gunia on maja 25, 2008 | Reply&lt;br /&gt;karola, mysle, ze masz racje w 100 %. Od kilku lat kocha mnie facet, ja go tez, ale od dluzszego czasu nie potrafie okazac mu uczuc, a on przez to cierpi. Nawet nie mam sil tlumaczyc mu o mojej depresji - nasz zwiazek jakby wygasa. Ostatnio pojawil sie w moim zyciu zawodowym czlowiek nizszy poziomem ode mnie, ogolnie postrzegany jako gorszy w spoleczenstwie z roznych wzgledow. A ja czuje, ze przy nim chce mi sie cos robic, dla niego z racji mojego zawodu, ale juz nie tylko… on jest moja iskra do dzialania, radoscia… czy moze byc moim lekiem na depresje? On tez daje mi dowody sympatii - co to jest? PODPOWIEDZCIE PROSZE!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By gunia on maja 25, 2008 | Reply&lt;br /&gt;a tak zartem: my, my wszyscy chyba pojdziemy prosto do nieba&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By gunia on maja 25, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Probujacy: mysle, ze jestes bardzo wartosciowym facetem, trzymaj sie, pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By probujacy on maja 27, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do gunia: wlasnie zaczalem nowa prace, zero emocji, zadnych uczuc… poznaje nowych ludzi i kompletnie mnie to nie obchodzi. Wszyscy sa mili i uprzejmi, usmiechaja sie i zartuja, ale ilu z nich czuje to co ja? Nie wiem jak dlugo wytrzymam… Ale dzieki, bo jakos faktycznie sie trzymam, z tym ze w ogole nie widze swojej wartosci…&lt;br /&gt;No i… moim zdaniem nie ma piekla, ani nieba… moze byc tylko niska lub wysoka temperatura, ale oczywiscie moge sie mylic!&lt;br /&gt;Chcialbym sie jeszcze odniesc do tego co napisalas o nowej sympatii… Otoz sadze, ze powinnas korzystac poki czas. Szkoda tylko tego faceta, ktorego kochasz. Rozne sa odcienie milosci i roznie sie do nich odnosimy, ale to jednak milosc jak piszesz… Majwyzsza wartosc jaka czlowiek moze wyznawac i odczuwac. Tego na pewno nie wolno lekcewazyc, no ale indywidualne odbieranie tego typu uczuc nie moze byc pod jakakolwiek cenzura, wiec wybacz jesli Cie urazilem. Natomiast jesli ten ‘nowy’ czlowiek w jakikolwiek sposob Ci pomaga, to bierz ile jestes w stanie, ale i sprobuj dac ile mozesz, bo chyba jednak dawanie daje wiecej satysfakcji a w koncu tego ‘nam’ brakuje… tak mysle.&lt;br /&gt;Pozdrawiam wszystkich&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By gunia on czerwca 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;do probujacy: dzieki za to co do mnie napisales.To dawanie z siebie daje mi satysfakcje, zbyt wiele od tej osoby nie moge oczekiwac… Zreszta zawsze sama bardziej sie angazowalam niz otrzmywalam. Widze caly czas jak bardzo brakuje mi uczuc. A tak na marginesie: podoba mi sie Twoj styl pisania. Pozdrawiam Cie i zycze powodzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ola on czerwca 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;W sobote bylam pierwszy raz na mitingu Anonimowych Depresantow. Odbywaja sie w Plocku, Plac Dabrowskiego 1 o 14.oo. Jesli ktos z Was mieszka w poblizu, to zachecam, przyjdzcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By probujacy on czerwca 4, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Od mniej wiecej tygodnia powtarzam sobie, ze przestane pic, uda mi sie to. W sumie to nie pije duzo, bardzo rzadko sie upijam, no ale pije codziennie. Po prostu czuje taka potrzebe, szczegolnie poznym wieczorem, jak nie moge spac. Zdarza sie takze po poludniu, a nawet zaraz po porannej kawie, jak mam wolny dzien. Robi mi sie slabo, rozsadza mi czaszke, nie moge sie na niczym skupic. Jak wypije ze dwa drinki, to sie troche uspokajam, mysli zaczynaja krazyc bardziej rownomiernie i spokojnie. Opanowywuje sie i pomalu wracam do zycia.&lt;br /&gt;Pewnie sie zastanawiacie, po co ‘gosc’ pisze takie rzeczy na forum depresyjnym…&lt;br /&gt;Otoz to jest jak na razie jedyna dla mnie pomoc w walce z depresja. Gdy czuje, ze nadchodzi czarna fala, nie potrafie sie opanowac… uciekam gdzie tylko sie da, przede wszystkim od ludzi, pozniej od swiatla, dzwiekow, ruchow i w koncu od wszystkiego. Zamykam oczy i albo ostro placze, albo krzycze w srodku, tak cichutko, zeby nikt mnie nie uslyszal. Tak jest w ostrych sytuacjach. W lagodniejszych nalewam sobie drinka albo piwko i po kilku, kilkunastu minutach zaczynam sie rozluzniac, naplywaja lagodniejsze mysli, krotko mowiac robi sie lepiej.&lt;br /&gt;Nikogo do tego nie zachecam, bo mozna sie uzaleznic i chyba mnie to dopadlo. Jestem samotny, wiec i to moze prowadzic do alkoholizmu i wiekszej depresji. Czy depresja prowadzi mnie do alkoholizmu? Moze na odwrot? A moze to jest powiazane? A najgorsze w tym jest to, ze to picie tak naprawde nie pomaga!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do gunia: dzieki za komplement &amp;nbsp;nie poddawaj sie!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Binom on czerwca 4, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Probujacy - powinna Ci sie wlaczyc Wielka Czerwona Lampka Ostrzegawcza!!!! Dobrze myslisz - alkohol zaprowadzi Ciebie tylko w slepy zaulek, z ktorego bardzo ciezko jest wyjsc. Moim zdaniem to choroba prowadzi Ciebie do picia, szukasz “szybkiej” pomocy, by choc na chwile sie wyluzowac. Nie chce Ciebie oczywiscie pouczac, poniewaz Ty sam musisz dojsc do wniosku o totalnej bezsensownosci picia. Choroba alkoholowa jest cholernie podstepna - uzaleznienie, “buduje” sie latami, powodujac szkody na Twoim zdrowiu fizycznym, a psychicznym tym bardziej. Sa to niestety zmiany nieodwracalne. Wiec im wczesniej zdasz sobie sprawe, ze to bledne kolo tym lepiej.&lt;br /&gt;Znam to z autopsji - dlatego napisalam.&lt;br /&gt;Pozdrawiam Ciebie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By majkus81 on czerwca 6, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Probujacy:…To i tak miales farta na tyle, ze piwo, czy tez cos innego Cie wyluzowalo, choc na ten wlasnie czas picia… Ja podczas cholernie ciezkiej depresji, prawie codziennie, jak wychodzilem od mojej dziewczyny, a teraz zony, kupowalem sobie i pilem w samotnosci po 8 mocnych piw, czy tam 10 i nawet 6-ste z kolei wypite mi nie pomagalo… Bylo jeszcze gorzej! Mialem wtedy pare zloty, bo wrocilem z pracy z zagranicy i po wypiciu kolejnych piw bylem jeszcze bardziej zly na siebie, ze rozwalam te kase na bezsensowne picie, ktore nie dosc, ze nie przynosilo mi zadnej ulgi, to jeszcze wydawalem tygodniami kupe pieniedzy… Ale coz… nie potrafilem w tym ciezkim dla mnie okresie postapic inaczej… Ale dzieki Bogu jakos sie otrzasnalem i w koncu poszedlem do psychiatry, choc zawsze bylem przeciwny antydepresantom… Przepisal mi dobre leki&lt;br /&gt;i dzieki temu, odbilem sie od dna… I teraz zyje sobie jakos, wiadomo - raz gorzej, a raz lepiej… Jak jest juz naprawde tragicznie, to znow siegam po leki, bo sa okresy, ze je odstawiam, zeby bez nich powalczyc o szczescie.. .Ale jednego jestem pewien - gdyby nie pomoc psychiatry i trafnie przypisanych mi lekow, to nie wiem co by sie teraz ze mna dzialo… i nawet nie chce wiedziec… Pozdrowienia dla wszystkich walczacych o swoje szczescie… Fajnie, ze powstal taki blog jak ten… Trzymajmy sie razem, chociaz tutaj,,, pomagajmy sobie wspolnie i dzielmy sie doswiadczeniami w walce z ta przynoszaca tyle zametu i ciepienia choroba duszy, jaka jest depresja i chorobom jej podobnym… A moze w koncu da za wygrana i odpusci??? Nigdy nic nie wiadomo…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By elabuk on czerwca 7, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Czy ktos z Was bral Wellbutrin XR150? Jesli tak, to napiszcie, prosze, jakie doswiadczenia macie z tym lekiem. Pozdrawiam wszystkich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By gunia on czerwca 10, 2008 | Reply&lt;br /&gt;do probujacy: dobrze, ze poruszyles kwestie alkoholu. Ja tez tak mam, ze czasem wypijam cos, zwlaszcza kiedy jestem sama - czuje wtedy odprezenie i zmniejsza sie bol kiedy “ona” mnie dopadnie. Troche mnie to przeraza… bo wypelnia moja wewnetrzna pustke. Moze niektorzy tez tak maja, ale sie tego wstydza? Dzieki za slowa otuchy. Trzymaj sie, pozdrawiam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Agula 34 on czerwca 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Ja tez tak mam, ze drineczek goni drineczka. Nie codziennie, ale zdarza sie. Najpierw mam niepohamowana ochote, a potem spore wyrzuty sumienia. Czasami jest tak, ze uda mi sie przezwyciezyc te nagla ochote na alkohol. W kazdym razie pracuje nad soba. Duzo sobie tlumacze i udaje mi sie z tym wygrac. Wtedy jestem badzo zadowolona z siebie. Nie wstydze sie tego, ze rozmawiam wtedy sama do siebie. Nie usprawiedliwiam sie. Biore wtedy kartke papieru i pisze. Wylewam zal i bol. I od razu nie chce mi sie pic dalej. Alkohol przestaje smakowac. Trzeba tylko uwierzyc. Uwierzyc przede wszystkim w siebie i sobie samemu. Pozdrawiam Was wszystkich. Zycze spokoju ducha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By gunia on czerwca 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;A moze my tez jestesmy alkoholikami? - to oczywiscie zart. Pozdrawiam Ciebie Agula 34 i Was wszyskich -gunia /37/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By gunia on czerwca 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Probujacy: co u Ciebie? jak sobie radzisz? odezwij sie. Pozdrawiam cieplo&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By probujacy on czerwca 13, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witam&lt;br /&gt;Moja nowa praca nie jest taka jak myslalem. Wszystko jest zle i w ogole do niczego. Wbrew oczekiwaniom nie przestalem pic. Co wiecej jedyna rzecza jaka udalo mi sie zrobic to rozlozenie odpowiedniego harmonogramu. Otoz wymyslilem sobie, ze nie bede pij przed praca, zeby nie wpasc w klopoty zawodowe. Wobec tego pije tuz po pracy. Zaczyna sie od jednego drinka lub piwka a konczy szybkim upiciem, bo zazwyczaj jestem zmeczony po pracy. Wysypiam sie wobec tego i wstaje kolejnego dnia i ide do pracy. Mam wrazenie, ze juz wpadlem w schemat, a przeciez jeszcze nie minal nawet miesiac… Jestem w strasznej sytuacji, choc na pewno nie tak tragicznej jak niektorzy z Was. Zdaje sobie niestety sprawe z nieodwracalnych zmian zarowno fizycznych jak i psychicznych, ale nie wiem czy moge cos poradzic. Moja samotnosc jest wyborem swiadomym, natomiast depresji sam sobie nie wybralem. Nie chcialem jej, nie sadzilem, ze mnie dopadnie, nie mialem mozliwozci wyboru… Ciagle mi zle, mam zle mysli, ciezko mi sie skupic na czyms istotnym.&lt;br /&gt;Osoby, ktore maja dzieci, maja jeszcze gorzej, dzieci na pewno widza i czuja, co sie dzieje z rodzicami, wiedza ze cos jest nie tak. A rodzice z depresja… ciezka sprawa. Moze dlatego ja nie mam dzieci?&lt;br /&gt;Wybaczcie, jesli kogos zdolowalem. To tylko moje przemyslenia…&lt;br /&gt;Do wszystkich kobiet cierpiacych na depresje i samotnie wychowujacych dzieci: walczcie!!! nie mozecie sie poddawac! Wasze dzieci to widza i kiedys beda podazac ta sama droga… do samotnosci… w przepasc!!!&lt;br /&gt;To wielkie bledne kolo i nie ma konca. Jest tylko placz, wycie i daremne proby zrobienia czegos. Czasem pocieszanie pomaga, ale sa chwile, ze nie pomaga nic! A wtedy nikt nic nie moze zrobic. Po prostu nic… Mozna sie rozejrzec wokol i zobaczyc na wlasne oczy, ze to wszystko nie ma sensu…&lt;br /&gt;Na zdrowie!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By gunia on czerwca 15, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do probujacy: Ja sama wychowuje corcie, mam z tym wiele problemow, ale przeciez musze sie trzymac jakos. Jestes sam, wiec mozesz cos jeszcze zrobic ze soba, masz mozliwosc zmiany, bycia z kims… nie poddawaj sie i nie pij prosze, bo widze, ze chyba nie jestes w najlepszej formie. Ja mam chyba gorzej od Ciebie. Trzymaj sie i nie poddawaj. Wiem co czujesz, bo ostatnio sama tylko placze - Podrawiam Cie .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on czerwca 16, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Probujacy! Ja mysle, ze depresja moze doprowadzic do uzaleznienia od akoholu. Alkohol daje chwilowa ulge, jednak potem samopoczucie sie jeszcze bardziej pogarsza, wzmacniaja sie leki. Nastepny drink znowu przynosi ulge, ale taki styl nie tylko ze nie pozwala normalnie zyc i fukcjonowac, to jeszcze dodatkowo rozwala system nerwowy, ktory u osob ze sklonnosciami do depresji jest wrazliwy, nadwrazliwy nawet. Do tego dochodzi poczucie winy - kolo sie zamyka.&lt;br /&gt;Znam kilka osob, ktore postanowily nie pic i niestety nie udawalo sie to, dopoki nie skorzystaly z pomocy grupy. To moze byc miting AA (anonimowi alkoholicy), albo jakas grupa terapeutyczna gdzie “przechodzi sie” program 12 krokow. Na marginesie - ten program tez jest realizowany na terapii dla osob wspoluzaleznionych i uwierz mi, ze jest niezwykle madry, sprawdzony juz przez dziesiatki lat i daje wspaniale efekty.&lt;br /&gt;Goraco Cie namawiam, abys poszukal takiej grupy i zamiast siegac po drinka, przeszedl sie na spotkanie. Zobaczysz, ze natychmiast poczujesz sie silniejszy, ze spotkasz tam ludzi, ktorzy maja podobne problemy, ludzi, ktorzy podziela sie z Toba swoim doswiadczeniem i zyczliwoscia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on czerwca 19, 2008 | Reply&lt;br /&gt;“Pytasz co robic? Powiem to Ci… Rob co najlepiej Ci wychodzi” Kaliber44 - co robisz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on czerwca 20, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Mam do was WSZYSTKICH pytanie, mam nadzieje, ze kazdy odpowie. Zajmowaliscie sie kiedys OOBE? Interesowaliscie sie “za bardzo” satanizmem? Wywolywaliscie duchy (nawet bez skutecznie)? Bawiliscie sie w Tarota (sami ze soba albo komus wrozyliscie)? W ogole zapuszczaliscie sie w “magiczne” sfery tego swiata w jakikolwiek sposob?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on czerwca 20, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Podobno kazda ingerencja (fizyczna, materialna, swiadoma, namacalna) czlowieka w to co jest niematerialnem, moze zakonczyc sie (a nawet na pewno zakonczy sie) opetaniem. Czytalem o tym gdzies tam, jakis ksiadz pisal o tym. I to opetanie moze miec forme chorob psychicznych, omamow, halucynacji itp itd (tak jak w naszym przypadku). No i oczywiscie gorszych - ale to nas nie interesuje. Dlatego pytam, czy ktos choc raz “probowal uzyskac odpowiedzi na nieznane”?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on czerwca 20, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Unknown, nie wiem co znaczy OOBE, ale przed laty bralam udzial w zajeciach “otwierajacych” pamiec czy mozg?… Stawialam pasjanse, ktore odpowiadaly mi na rozne pytania. Bylam tez u wrozki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wykluczam, ze te doswiadczenia poskutkowaly sklonnosciami depresyjnymi. Jednak z perspektywy czasu widze, ze “wchodzilam” w te sprawy dlatego, ze nie bylo we mnie spokoju i rownowagi. Szukalam ukojenia na rozne sposoby. Dodam, ze bylam wtedy ateistka i zapewne byly to moje poszukiwania duchowosci - mowiac w skrocie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy po latach wrocilam do Kosciola i zaczelam czytac Pismo Swiete, zobaczylam, jakie to byly niebezpieczne praktyki. Bardzo niebezpieczne!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzis na wszystkie sposoby ostrzegam wszystkich przed tego rodzaju “zabawami”, bo to jest otwieranie drzwi zlym duchom. A one potem drecza nas na rozne sposoby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzis mam Rozaniec, modlitwe i wiare, ze Pan Bog mnie kocha, a moja przeszlosc jest droga…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto spotkac sie z kaplanem i porozmawiac o sprawach, ktore Cie niepokoja. Nie zapominajmy, ze Kosciol ma juz ponad 2000 lat i choc niektorzy twierdza, ze jest skostnialy, staromodny, to jednak prowadzi nas od wiekow, a ci, ktorzy od niego odchodza, po prostu sie gubia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on czerwca 20, 2008 | Reply&lt;br /&gt;“OOBE - out of body experience, doswiadczenie poza cialem) - wrazenie postrzegania swiata spoza wlasnego ciala fizycznego. Osoby bedace w stanie OOBE twierdzily, ze mogly sie poruszac, dokonywac obserwacji i komunikowac z innymi istotami inteligentnymi, podczas gdy ich ciala spoczywaly nieruchomo. Zjawisko to wystepuje czesto pod wplywem pewnych silnych substancji psychoaktywnych, zwanych dysocjantami (choc osiaganie OOBE nie jest wykluczone przy uzyciu substancji innego rodzaju), przy okreslonych zaburzeniach swiadomosci, a takze moze pojawiac sie w swiadomych snach; czesc osob doswiadcza jednego lub kilku krotkich epizodow w ciagu zycia bez zadnych wyraznych przyczyn; inni zas deklaruja umiejetnosc wywolywania ich swiadomie, np. za pomoca medytacji.”&lt;br /&gt;Ja wywolalem to za pomoca medytacji w chwile przed opuszczeniem ciala (jak sadze), uslyszalem okropny, ogluszajacy warkot (jakby traktor) a zaraz po nim glos, ktorego nie jestem w stanie opisac, taki glos na ziemi nie wystepuje, byl okropny! Ten glos powiedzial do mnie “probujesz uzyskac odpowiedzi na nieznane”. Serce mi momentalnie zamarlo, od razu ucieklem z OOBE i lezalem na lozku sparalizowany przez jakies 5 minut, patrzac sie w sciane, zanim cokolwiek moglem zrobic, powiedziec, czy nawet ruszyc oczami. Wczesniej bawilem sie w Tarota, jeszcze wczesniej w wywolywanie duchow, do tego strasznie interesowalem sie sprawami wykraczajacymi poza nasza rzeczywistosc. Do tego przeczytalem wypowiedz ksiedza o zwiazku opetania z tymi doswiadczeniami, dlatego chcialem zapytac, czy ktos z Was tez moze byc chorym przez wlasnie “to”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on czerwca 20, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Unknown, ja wlasnie bralam przed 26 laty udzial w takich eksperymentach. Mialam potem bardzo trudne do zrozumienia dla mnie “odjazdy”. Nie wykluczam, ze moje problemy stad sie wlasnie biora. Slyszalam o osobach, ktore po glebokich eksperymentach tego rodzaju, nie umialy juz normalnie zyc i popelnialy samobojstwa.&lt;br /&gt;Kosciol mowi, ze to jest otwieranie sie na sily naturalne, ktore niszcza dusze, psychike.&lt;br /&gt;Namawiam Cie goraco na porozmawianie o tym z jakims madrym ksiedzem.&lt;br /&gt;W Nowym Testamencie odnajdziesz opisy takich stanow, ktore Chrystus uzdrawial.&lt;br /&gt;Polecam tez modlitwe na Rozancu.&lt;br /&gt;Trzeba szukac pomocy w bezpiecznych miejscach!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on czerwca 20, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Ciezko znalezc madrego ksiedza, w ogole chyba takich z powolania juz nie ma. Nie znam zadnego ze tak powiem, ktory bylby w stanie mi pomoc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By gunia on czerwca 24, 2008 | Reply&lt;br /&gt;do probojacy: prosze odezwij sie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By probujacy on czerwca 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witam&lt;br /&gt;Do Unknown: Czytalem ‘Podroze poza cialem’ Roberta Monroe’a, ale jakos mnie to wszystko nie przekonalo. Oczywiscie nie kwestionuje przezyc i wszystkich zjawisk opisanych w ksiazce i przez samego autora. Na pewno cos w tym jest. Trudno mi sie na ten temat wypowiedziec w moim obecnym polozeniu. Wiem natomiast jedno: gdy mam dola, wiekszego czy mniejszego, to na pewno nie jest to zadne ‘out of body expirience’ tylko jest to ‘prawdziwy dol powodujacy fatalne samopoczucie zazwyczaj konczace sie dlugim wpatrywaniem sie w poduszke z odleglosci mniejszej niz jeden milimetr’. Mysle sobie ze gdybym przezyl cos podobnego do OOBE, to byloby to cos fajnego, zainteresowalbym sie tym bardziej… Niemniej jednak uwazam, iz nie ma to nic wspolnego z depresja. Poczytac warto… kazda lektura daje jakas nauke, warto poczytac przeciwstawne teorie, aby wyrobic sobie wlasne zdanie na dany temat. Nie chce krytykowac Biblii - uwazam ze jest w niej wiele madrosci - ale warto poczytac takze Tore, Konfucjusza, DalajLame czy innych. ‘Prawdziwego zycia nie da sie zaszufladkowac’.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Gunia: U mnie ok. Ciezko pracuje, wracam zmeczony i klade sie spac, wiec nie mam wiele czasu na przemyslenia (sic! Akurat!) A co u Ciebie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do admin: Dzieki za wsparcie! Doceniam to! Niemniej jednak doswiadczenie innych i ich zyczliwosc nic mi nie pomoga. Byc moze spotkam podobnych do siebie i co? ‘Czesc, mamy takie same problemy, fajnie jest, ze mozemy sie tym podzielic, widzimy sie za tydzien.’ To nie takie proste w moim przypadku, choc wcale nie uwazam sie za kogos wyjatkowego, wrecz przeciwnie. Ciezka praca fizyczna daje mi czasem troche ukojenia ale… wlasnie, zawsze jest to ale…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam wszystkich&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By gunia on lipca 2, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Probujacy: dzieki ze sie odezwales. Jakos sie trzymam. Ten facet, o ktorym kiedys pisalam /ten zwiazany z moja praca/… cos jednak miedzy nami zaiskrzylo i to mi daje duza sile. Ciekawe na jak dlugo. Ciesze sie, ale i jestem w rozterce… Na razie ok. Mysle, ze Twoja praca tez jest w pewnym stopniu lekarstwem na smutki. Trzymaj sie, pozdrawiam Cie cieplo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By probujacy on lipca 7, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do gunia: Wiesz, zastanawiajace jest, jak rozne rzeczy, tematy i motywy moga wprawic czlowieka w rozny nastroj. Przez mniej wiecej trzy dni walczylem z sasiadem, klocilem sie z nim, walilem w sufit, dzwonilem na policje; istna paranoja. W sumie niewazne o co chodzilo, wazne jest natomiast to, ze przez ten czas nie myslalem o swojej depresji… tzn. nie mialem za wiele czasu na to, biorac pod uwage prace i spanie. Ale jak zdalem sobie z tego sprawe, to wyszlo mi na to, ze jednak lepiej klocic sie z dokuczliwym sasiadem, niz w samotnosci przezywac koszmarne chwile… Zastanawia mnie w tym momencie fakt, ilu dokuczliwych sasiadow moze cierpiec na depresje? Czy dokuczanie innym moze byc pewnego rodzaja odskocznia od depresyjnego bagna?&lt;br /&gt;Niemniej jednak, zeby nie zanudzac, ciesze sie, ze sie odezwalas do mnie. Rozmowa nawet na forum zawsze jakos pozytywnie wplywa, przynajmniej na chwile…&lt;br /&gt;A co do Twojego ‘roziskrzonego’ kolegi z pracy - nie zastanawiaj sie ‘jak dlugo’, ile jeszcze’, po co mi to wszystko’ albo ‘co bedzie jak sie nie uda’. Wiem, ze tego typu pytania to codziennosc, ale najlatwiej jest ocenic sytuacje komus z boku. A ktos taki zawsze powie: ‘bierz byka za rogi’, idz na calosc’, ‘co Ci szkodzi’, ‘Daj sie poniesc emocjom’ itp. W normalnej sytuacji tez bym tak powiedzial, ale ze nie czuje sie tak, to powiem… dokladnie tak samo!&lt;br /&gt;‘cos jednak miedzy nami zaiskrzylo i to mi daje duza sile.’&lt;br /&gt;Co tu dodac wiecej…&lt;br /&gt;Obys juz na to forum nie musiala zagladac…&lt;br /&gt;Pozdrawiam wszystkich&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on lipca 7, 2008 | Reply&lt;br /&gt;probujacy: to piekna opowiesc o sasiedzie! A jakze prawdziwa!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam takie dwie refleksje, a moze nawet trzy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zony alkoholikow wpadaja w stany depresyjne, gdy nagle mezowie przestaja pic. Natomiast, gdy mezowie przychodza pijani do domu, dostaja energii i chce im sie wtedy sprzatac, prac i gotowac. Dlaczego? Bo lek zostal “skanalizowany”. Najbardziej destrukcyjny jest lek, ktory jest irracjinalny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy z wielkim wysilkiem zabralam sie za nauke jazdy samochodem, wbrew sobie i wbrew moim mozliwosciom, depresja poszla na urlop. Wysilek i stres spowodowal wyzwolenie od niej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedys, przed laty, moj psychoanalityk powiedzial, ze moja depresja, to moje emocje, ktore siedza we mnie. Ja je trzymam w sobie, nie daje im ujscia, wiec buszuja po mnie w bolesny sposob.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiec ten Twoj sasiad jest odzwierciedleniem “w jednym” tych trzech sytuacji, ktore powyzej opisalam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moim zdaniem depresja jest niczym innym, jak nieokreslonym lekiem, ktory zyje w nas jak wirus. Ten lek najprawdopodobniej zostal zaszczepiony w dziecinstwie. A to awantury w domu, a to lekowe spojrzenia matki, a to odrzucenie naszej dzieciecej milosci przez niedojrzalych rodzicow.&lt;br /&gt;Oczywiscie nie kazdy od razu lapie depresje, ona jest “przynalezna” nadwrazliwcom.&lt;br /&gt;I tyle&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo mi sie podoba Twoje spostrzezenie, ze awanturni sasiedzi, to zapewne depresanci, ktorzy znalezli sposob na polepszanie sobie samopoczucia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja leciwa mama dostaje rumiecow i wygladza jej sie buzia, gdy w rodzinie jest wielka awantura. Natomiast blogi spokoj powoduje, ze zapada sie w siebie, mizernieje.&lt;br /&gt;Wiec moja dzielna mama dba o to, zeby nie brakowalo konfliktow w rodzinie. Uzywa do tego calej swojej nie malej inteligencji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam i zycze kolejnych tworczych obserwacji oraz udanej autopsychoterapii (ja tylko w nia wierze!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By gunia on lipca 8, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Probujacy; a jednak zagladam, choc na razie czuje sie dobrze. Milo mi, ze sie odezwales i dzieki za Twoje trafne przemyslenia. Masz racje, ze cokolwiek co wzbudza nasze emocje, pozwala odsuwac depresje, a to juz jest pozytywne /moze nawet klotnia z sasiadem/. Wszystko lepsze niz depresja. Zycze Ci mimo wszystko pozytywnego odczuwania. Trzymaj sie, pozdrawiam cieplo i odzywaj sie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By probujacy on lipca 15, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witam&lt;br /&gt;Kolejne trudne dni, odsuwam sie od ludzi, boje sie ich, nie potrafie sobie poradzic z towarzystwem, boje sie konfrontacji… Juz nawet nie wiem, czy to pisanie ma jeszcze sens.&lt;br /&gt;Admin: masz racje, ze depresja to emocje siedzace w glowie, trzeba je stamtad wyrzucic. Tylko jak? To nie takie proste. Stracilem prace, wiec bede mial troche czasu… moze jednak lekarz? Oby mi sil starczylo, aby tam pojsc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By gunia on lipca 27, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Probujacy; trzymaj sie i nie zalamuj. Zycze Ci wiele sil i pozdrawiam cieplo&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on lipca 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Siema&lt;br /&gt;Wita was ten sam Unknown co kiedys, tzn nie do konca. Mialem (mam?) ciezka depresje (ciezka jak kazda z jego punktu widzenia), schizofrenie, manie przesladowcza i inny brud w glowie. Wydaje mi sie, ze wyzdrowialem, od razu mowie, ze za sprawa Boga, wspomogl mnie niesamowicie, pomimo kolejnych problemow, moja bezradnosc malala. ALE!!! I tu jest wieeeelkie ALE! Teraz widze, albo stalem sie samolubny, leniwy, msciwy, nerwowy!! Jestem ciagle rozdrazniony! Nie podoba mi sie terazniejsze moje JA… Z emocjonalnego delikatnego kwiatka zostaly ze mnie tylko kolce… Przekwitlem? Na to wyglada…&lt;br /&gt;1 Rosnacy kwiat - szczesliwy slodki i twardy, cierpliwy i zdecydowany, wesoly i rozwazny&lt;br /&gt;2 Rozkwitniety kwiat - delikatny, oslabiony, podatny na bodzce zewnetrzne&lt;br /&gt;3 Przekwitniety kwiat - slaby, smierdzacy, brzydki, raniacy, gbur…&lt;br /&gt;Pozostalo mi juz tylko odejsc z tego swiata?&lt;br /&gt;Pozdrawiam…&lt;br /&gt;Z deszczu pod rynne… a wcale sie nie umylem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on lipca 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Chyba nawet umiem wytlumaczyc ten stan… Zrobilem sie samolubny, bo w chorobie nie mialem zadnego wsparcia, bylem sam, kazdy mial mnie w dupie… To tak samo jak z moja nieufnoscia… Nie umiem ufac bo zdradzono mnie nie raz… I teraz moja tarcza jest nienawisc?? Duzo rzeczy zrozumialem podczas choroby i podczas wychodzenia z niej… wyciagnalem wnioski… ale (znowu to “ale”) jestem zbyt “cienki”, zeby stosowac sie do tych madrosci… bo nie ufam nawet sobie, ani czy moje czyny moga cokolwiek znaczyc… Teraz wiem co znaczy, ze na nic czlowiekowi madrosci…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on sierpnia 10, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witam&lt;br /&gt;Kolejny sen: We snie pilismy sobie w towarzystwie piwo, (…) po powrocie do domu kumpel pokazal mi dwie piosenki i powiedzial ze mam je zapamietac, zapamietalem jedna, obudzilem sie i po 5 minutach zadzwonilem do kolezanki ktora byla na imprezie i mnie zaprosila, wtedy w tle uslyszalem te wlasnie piosenke ze snu, przestraszylem sie, wiec odmowilem… potem kumpela mi mowi, ze impreza sie zepsula, ze wszystkich ludzi zostali najgorsi, jakies cwaniaki i chce stamtad jak najszybciej isc… wiem co to za ludzie i nie chcialbym byc tam z nimi… Wiec ten sen… to takie ostrzezenie z Gory? Jesli tak, to dziekuje za niego Bogu. Szkoda ze nie pamietam tej drugiej…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on sierpnia 10, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Unknown!&lt;br /&gt;Ciagle szukam - z czego jestem dumna! Trafilam na warsztaty pn “Kochaj rodzicow i zyj”.&lt;br /&gt;To dla takich duzych a niekiedy i starych dzieci, ktote nie potrafia sie pojednac z rodzicami, pogodzic itd.&lt;br /&gt;Tam uslyszalam takie okreslenie, ze Centrala dziala, ingeruje, prowadzi. Tak w nowoczesnym swiecie i jezyku okresla sie Pana Boga.&lt;br /&gt;No wiec w swietle tych nowych dla mnie terminow skomentuje Twoj sen: Centrala dziala!!!&lt;br /&gt;Pozdrawiam i pamietam w modliwtie o Tobie i Julii i Rodzicach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on sierpnia 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Dzieki Adminie za pamiec, ja szczerze powiem, ze zapominam w modlitwie o Was &amp;nbsp;Nie bede sie tlumaczyl, slabo z pamiecia, bo to zalosne. Bede sie staral nie zapominac! Pozdrawiam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on sierpnia 17, 2008 | Reply&lt;br /&gt;No od tamtego czasu pamietam o modlitwie&lt;br /&gt;Pozdrawiam i zycze wszystkim powrotu do zdrowia!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By k. nova on sierpnia 19, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Ja pamietam o WAS od pewnego czasu w modlitwie&lt;br /&gt;szczerze pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on sierpnia 20, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Wszystko jest tak banalne… a jednoczesnie trudne do ogarniecia. Co nas powstrzymuje przed podejmowaniem niektorych decyzji? Wstyd, duma, niewiedza, egoizm, lenistwo i wiele innych postaw ktorych slow nie znam. Zapomnialem chyba o jednym z wazniejszych: strach… przed czymkolwiek, skutkami, przed dzialaniem, przez brak wiary w siebie. Jak dobrze “My” to znamy? Ale to nie tylko nasz problem, kazdy czlowiek, jeden bardziej drugi mniej, odczuwa to samo. Z racji tego ze jestesmy “nadwrazliwcami” dochodzi to do nas dobitniej… Czy to zle? Inni nie widza zla ktore robia, bez sumienia z zimna krwia, wiec pytanie… Czy rzeczywiscie to z nami jest cos nie tak? Jako osoby o podwyzszonym poczuciu moralnosci, duchowosci, wrazliwosci powinnismy bac sie tylko Boga, a nie tego ze nie jestesmy ludzmi szeroko rozpowszechnionego standardu, nadanemu przez “populacje” jakim jest bycie super-fajnym, super-pieknym, super-towarzyskim… Trzeba miec tylko sile zeby przezyc to cierpienie bo “sens zycia to samo jego przezycie” Nie wazne jak ani gdzie, byle prosto do Boga. Wiec nie robcie na sile rzeczy ktorych w glebi duszy nie chcecie robic, nie starajcie sie na sile byc ulubiencem kazdego. Glowa do gory.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on sierpnia 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Unknown, dziekuje i tez pamietam!&lt;br /&gt;Zgadzam sie ze wszystkim co napisales, tak - to sa fakty.&lt;br /&gt;Proponuje wszystkie cierpienia oddawac Panu Bogu - choc to nie jest latwe. Najlepiej w jakiejs intencji.&lt;br /&gt;Jesli mnie boli, jesli jest mi zle, mowie: Panie Boze, Ty to widzisz i ja Tobie to oddaje.&lt;br /&gt;Pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By k. nova on wrzesnia 2, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Oddaje sie Tobie Panie z tym wszystkim co mi dolega.&lt;br /&gt;Ty przyjmij moje cierpienie i zeslij pomoc z nieba.&lt;br /&gt;Niech Twej pomocy doznaja razem ze mna Ci co sie zle maja,&lt;br /&gt;A zwlaszcza prosze o jedno, o sile Ducha potrzebna&lt;br /&gt;do tego by tu, na ziemi&lt;br /&gt;wytrwac z tymi wszystkimi,&lt;br /&gt;ktorzy rania dusze i cialo,&lt;br /&gt;a litosci wcale nie maja,&lt;br /&gt;dla nas chorych na duszy&lt;br /&gt;poddanym ciezkim katuszom.&lt;br /&gt;Prosze Cie Panie przyjdz&lt;br /&gt;i pomoz pokonac… (strach).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3171570640406917346-294197525971537081?l=depresjawawpl.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depresjawawpl.blogspot.com/feeds/294197525971537081/comments/default' title='Комментарии к сообщению'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depresjawawpl.blogspot.com/2011/07/cierpienie-droga-do-wolnosci.html#comment-form' title='Комментарии: 0'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3171570640406917346/posts/default/294197525971537081'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3171570640406917346/posts/default/294197525971537081'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depresjawawpl.blogspot.com/2011/07/cierpienie-droga-do-wolnosci.html' title='Cierpienie droga do wolnośći'/><author><name>Depresja i Tesknota za miloscia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03033272936624093585</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3171570640406917346.post-1123149267556607962</id><published>2011-07-06T17:00:00.001-07:00</published><updated>2011-07-06T17:00:53.802-07:00</updated><title type='text'>Wybaczanie</title><content type='html'>Wybaczyc nie znaczy – zapomniec.&lt;br /&gt;Gdy mylimy wybaczanie z zapominaniem, to stoimy w tym samym blotnistym miejscu i przy kazdym ponownym ciosie, wpadamy coraz glebiej w bloto, ktore muli oczy umysl i serce.&lt;br /&gt;Wybaczanie jest stanieciem w prawdzie – przypatrzeniem sie faktom, ktore mialy miejsce, ktore uderzaly w nasza godnosc.&lt;br /&gt;Zapominanie i tesknota za akceptacja osoby, ktora nas odrzuca, prowadzi do wspoluzaleznienia – chorobliwego przywiazania do osoby, od ktorej oczekujemy czegos, czego ta osoba po prostu nie umie dac. Nam sie wydaje, ze ona nie chce, albo ze nie zasluzylismy jeszcze na to, zeby obdarowala nas swoja czuloscia. Wiec stajemy na uszach, na glowie i staramy sie o te milosc, czesto ponizajac samych siebie.&lt;br /&gt;Az wreszcie przychodzi rezygnacja, ktora boli, odbiera chec do zycia – uciekamy w depresje.&lt;br /&gt;Mozna sie rozstac z partnerem, ktory nie daje poczucia bezpieczenstwa, mozna sie rozstac z falszywym przyjacielem. Ale co zrobic z matka, z ktora sie rozstac nie mozna? Co zrobic z niedobrymi doswiadczeniami z dziecinstwa, z odrzuceniem, klamstwem, blokowaniem dobrych relacji z innymi czlonkami rodziny, ktore byly dzielem matki zazdrosnej i zaborczej czy ojca alkoholika?&lt;br /&gt;Co ciekawe? Tak jak kobieta potrzebuje akceptacji i czulosci matki, aby dojrzec w swojej kobiecosci i isc przez zycie szczesliwie, tak mezczyzna potrzebuje akceptacji ojca, by stac sie odpowiedzialnym, realizujacym sie w zyciu mezczyzna. Najczulsza matka nie zastapi chlopcu ojca i najlepszy ojciec nie zastapi dziewczynce matki.&lt;br /&gt;Z tego wniosek, ze poranione kobiety na ogol najwiecej maja do wybaczenia matkom, a mezczyzni ojcom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odrzucona i ponizana przez matke kobieta ucieka w ramiona mezczyzn. Jednak nie znajduje tam ukojenia, bo wybiera takich, ktorzy powtarzaja zachowania matki i tak jak ona, po prostu nie potrafia kochac!&lt;br /&gt;Mezczyzni czesto uciekaja w alkohol, prace czy hazard.&lt;br /&gt;Jak poradzic sobie z ta niedobra przeszloscia, w ktorej nie wyrobili sie nasi rodzice? Przeszloscia, ktora bolesnym pietnem dotyka nas dzisiaj?&lt;br /&gt;Droga jest prosta, choc trudna: wybaczyc rodzicom. Napisac list do matki, do ojca, w ktorym wybaczymy punkt po punkcie wszystkie nasze krzywdy. Nie musimy tego listu dostarczac – mozna go nawet zniszczyc, zeby nie dostal sie w niepowolane rece.&lt;br /&gt;Z mojego doswiadczenia wynika, ze nie ma innej drogi zdrowienia, jak wybaczenie i pokochanie swojej matki i ojca takimi, jakimi byli w naszym dziecinstwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z czasem odnajdziemy w naszym sercu nawet czulosc dla naszych – tez przeciez skrzywdzonych przez swoich – rodzicow. To juz bedzie znak, ze proces zdrowienia nabral tempa.&lt;br /&gt;Gdy wybaczymy rodzicom, bedziemy bardziej wyrozumiali dla siebie, bedziemy umieli wybaczac sobie, z czasem polubimy a nawet pokochamy siebie.&lt;br /&gt;A czlowiekowi, ktory kocha i szanuje siebie na pewno depresja nie grozi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;31 Responses to “Wybaczanie”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By marioatlas on grudnia 10, 2007 | Reply&lt;br /&gt;Wybaczanie jest bardzo trudne szczegolnie wobec osob ktore nas zawiodly.Ja nad tym pracuje, przede wszystkim staram sie zrozumiec dlaczego.Zrozumienie ulatwia wybaczanie ale nie jest latwo.Pomaga rzeczywiscie w wychodzeniu z depresji ale wybaczyc to nie znaczy zapomniec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on grudnia 11, 2007 | Reply&lt;br /&gt;Tak, tak Marioatlas! to jest trudne. Jednak nie zawsze zrozumiesz dlaczego ktos Cie skrzywdzil. Bo jesli to jest psychol, to on sam nie wie, dlaczego innych krzywdzi. Pewnie dlatego, ze on tez kiedys zostal skrzywdzony. To jest jak “fala” w wojsku. Mozna te fale zatrzymac tylko aktem wybaczenia. Ja wybaczalam swojej mamie zalewajac sie lzami. Modlilam sie i mowilam: Boze pomoz, ja nie dam rady! I wiesz co? Minelo kilka dni od tych mych wewnetrznych dramatow i poczulam jakies cieplo, a nawet tkliwosc do mojej mamy. I wtedy zaczelam nawet ja rozumiec. Wiec radze: nie zaczynaj od proby zrozumienia, ale od wielkiego, bolesnego aktu wybaczenia. Nawet sobie mozesz napisac na kartce, co komu wybaczasz (to ulatwia ten caly proces). Zycze powodzenia i pozdrawiam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By marioatlas on grudnia 11, 2007 | Reply&lt;br /&gt;Dzieki za rade faktycznie akt wybaczania jest bardzo bolesny.Wybaczenie wymaga pozbycia sie dumy i zlosci.Odwaga i wiara jest ogromnie wazna.Nie zawsze jednak mozemy wybaczyc osobiscie.Napisanie na kartce co komu wybaczasz to dobry sposob.Boje sie jednak, ze akt wybaczenia zostanie odrzucony.Mam jednak nadzieje ze uda mi sie osobiscie kiedys wybaczyc i poprosic o wybaczenie.Pozdrawiam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By madzia on grudnia 20, 2007 | Reply&lt;br /&gt;z tym wybaczaniem wlasnie dokladnie tak jest ttlko ze ja znow jestem na takim etapie ze nie chce ujrzec prawdy,wiem ze ona gdzies tam jest,ale jesli ona sie przedziera przez moje mysli to zaraz probuje o niej zapomniec bo czuje sie winna i ne powinnam tak myslec,za bardzo wtedy jest dla mnie wszystko za proste,takie ze az nie mozliwe ze duzo spraw to nie moja wina,skoro czuje sie winna i znowu zrobilam cos zle to nie moge sobie tak poprostu dac spokoju i isc spac&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Malgonia on lutego 17, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Czesc,&lt;br /&gt;Zajrzalam tu po raz pierwszy. Witam wszystkich serdecznie.&lt;br /&gt;Jesli chodzi o w/w tekst, to co robic, jak wlasciwie nie ma sie komu wybaczac? Od czego zaczac swoje uzdrawianie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on lutego 17, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Malgoniu, moze warto zajrzec glebiej do swojego serca, przyjrzec sie swoim uczuciom i zobaczyc, czy Ty sama na przyklad nie masz do siebie pretensji i poczucia winy.&lt;br /&gt;A jesli tak jest, to zacznij od wybaczania samej sobie, zaakceptowania siebie takiej, jaka jestes.&lt;br /&gt;Depresja czesto ma takie podloze, ze chcialoby sie byc innym, miec inne zycie itd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Malgonia on lutego 18, 2008 | Reply&lt;br /&gt;admin, bardzo Ci dziekuje za odpowiedz, nigdy dotad nie patrzylam na depresje w ten sposob, rzeczywiscie moze powinnam nie szukac winy mojej choroby w innych, tylko zajrzec gleboko w siebie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Justina on lutego 19, 2008 | Reply&lt;br /&gt;trafne spostrzezenie z tym wybaczaniem, w koncu ktos jasno podkreslil, ze wybaczyc nie znaczy zpomniec…..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By wieczny samotnik on lutego 24, 2008 | Reply&lt;br /&gt;w zasadzie jestem na pierwszy rzut oka dziewczyna wesola i przyjacielska. W szkole, na imprezie jestem dusza towarzystwa, potrafie rozsmieszac i pocieszyc, wiem ze jestem potrzebna. W domu wszystko sie zmienia - jestem agresywna i smutna, nie moge spac… Dom… Wychowalam sie w domu, gdzie dzieci traktowano jako “zlo konieczne”. Jak pobrudzily sie rajtuski, to dostawalo sie baty, jak mamusia miala zly dzien (czytaj caly tydzien) to dziecko musialo sie chowac, zeby nie oberwac - no bo to tylko dziecko, ktore placze, smarka i nie wiadomo o co mu chodzi… Tatusia nie bylo wcale, wyjezdzal, a nawet jak byl w domu, to tak jakby go nie bylo. Jak mamusia bila dziecko to tatus zamykal drzwi, zeby nie slyszec placzu itd. Dom… Mialam chlopaka - nie wyszlo nam. Nie mogl zniesc mojego zachowania, przerazala go moja depresja - uciekl (znalazl inna); Dom… Mieszkam teraz w innym miescie, z dala od rodziny, a i tak dom (te 4 sciany) nie maja dla mnie znaczenia. I cholernie sie boje, ze stworze dom taki sam… I nawet jesli w glebi siebie wybaczylam rodzicom, ze zrobili ze mnie kogos takiego, to to wybaczenie mnie nie zmienilo - otworzylo mi tylko oczy na to, ze co ranek wstaje zla i mam taka sama mine jak moja mamusia… Otworzylo mi oczy - wiem, ze w milosci oczekuje, milosci, ktorej nikt mi nie jest w stanie dac!! Jak sie nie jest kochanym przez ,”najblizszych” to potem jak juz pojawi sie ktos, to chce sie zrekompensowac brak tego uczucia! Wymaga sie ciaglych zapewnien o milosci, o tym ze jest sie idealnym. To jest chore, ja wiem - wiem bo to przezylam:( W rezultacie i tak czujemy niedosyt. Nie ma na to lekarstwa. Jesli mam to odniesc do wiary, to moge napisac -pelna wiary, ze Bog nad takimi osobami czuwa, ze nie jestesmy pozostawieni sami sobie. Kochani moi, nie pozwolcie, zeby depresja zaciesnila wasz swiat do rozmiarow klatki-pulapki….. i wybaczcie mi, ze nie jestem z tych uczonych, ktorzy pomogliby wam (samej sobie) te cholerna depresje zwalczyc… pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on marca 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Wybaczam wszystkim, ze nic ich nie obchodze i ze nikt nie jest bezinteresowny. Wybaczam, ze robie dla innych tak duzo i nikt tego nie docenia. Nie zmienia to jednak faktu, ze tak jest i ze zycie jest bez sensu i ze nic mi sie nie chce. Wydaje mi sie, ze mozna stosowac rozne techniki poprawy samopoczucia, zeby nie zwariowac, ale i tak wszystko jest bez sensu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By zawilec on marca 20, 2008 | Reply&lt;br /&gt;nie potrafie zaakceptowac siebie… nikt by nie poznal, ze mam jakikolwiek problem, ze zawsze czuje sie przerazajaco samotnie… ze boje sie opuszeczenia… spotykam sie z kims… i ten ktos, czuje ze cos jest nie tak… i oddala sie… i to jeszcze bardziej przygnebia… zaciesnia jakis niewidoczny krag… tak jakby wszystko co sie dzieje, dzialo sie z mojej winy… tak jakbym miala wplyw na to co zle… nie potrafie tego zmienic, nic nie moge poradzic, ze potrzebuje ciaglych dowodow i zapewnien o milosci… jezeli ich nie ma, wariuje… i jestem jakas taka pusta w srodku… ciemna i smutna… zgubilam siebie gdzies….&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By xxx on marca 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Wiecie co… Ja juz powoli trace resztki nadziei, nie umiem tego pokonac, to jest straszne, samozaglada mnie dopada powoli… wybaczcie i prosze o wybaczenie….&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By maria on kwietnia 7, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Myslalam, ze jestem na drodze do budowania depresji? Ale w momencie, kiedy zaczelam z nia walczyc, uzmyslowilam sobie, ze tak naprawde nie posiadam, jej bo przeciez kocham ludzi, a przede wszystkim siebie. Moja matka wyssala ze mnie wszystkie soki trawienne, pociagajac za soba moja corke i siostre. Cale zycie walczyla ze mna nie, o prawde lecz kto ma racje! W rezultacie z prawda ja zostalam sama! To, ze cale zycie pomagalam ludziom, to w ich oczach bylo moja wada, a zazdrosc ich przerodzila sie w nienawisc, ktora dzis czuje i przekonalam sie osobiscie. Moje dazenie do prawdy doprowadzilo mnie do przemyslen o istnieniu swiata. Zdaje sobie sprawe z tego, ze to w jaki sposob mysle, jest bardzo dla niektorych osob skomplikowane, bo lepiej jest zyc nieswiadomie w lekkiej spiaczce, nie wychylajac sie za postawiony margines, bo wtedy nie trzeba odpowiadac na pytania. Taka spiaczka moze byc spowodowana uzalezniami, w ktorych ludzie tkwia latami, tlumaczac tym, ze jest to wynik braku checi do walki. Dla nich jest wytlumaczenie! Ale co zrobic, kiedy sie jest w pelni swiadomym tego, co oni nam robia i w jakim kierunku daza? Kocham ludzi i z nimi chce zyc, pracowac i cieszyc sie wschodem i zachodem slonca!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Orter on kwietnia 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Przebaczyc, ale nie zapomniec?… jakos nie moge tego pojac. Bo zastanawiam sie, jezeli cos wybaczylem, a nie zapomnialem, to tak naprawde nie wybaczylem. Wpadam wiec w spirale rozmyslan i analizy. Im dluzej zastanawiam sie nad tym, tym bardziej jestem skolowany. Co z tego, ze psycholodzy lub psychoterapeuci staraja sie rzecz te wyjasnic, skoro ja nie potrafie tego “zasymilowac”. Czesto po takich samotnych sesjach dochodze do wniosku, ze najlepszym wyjsciem byloby “zresetowac” swoja psychike. Rozpoczac wszystko od poczatku z czysta glowa - taka tabula rasa. Ale byloby to niczym innym jak tchorzostewm, ucieczka od tego wszystkiego, co do tej pory mialo miejsce. Bo to wszystko co sie zdarzylo bylo bardziej lub mniej mojego przeciez autorstwa. Czy mam to teraz wymazac - oj nie!!! Szukam swojego miejsca na ziemi &amp;nbsp;moze znajde, ale nie to jest w tej chwili najwazniejsze. Wazne, ze SZUKAM!!! a moim atutem jest bagaz doswiadczen i empatia. Czasami dostaje w kosc, ale jak nabrac do tego dystansu, to robi sie nawet znosnie - czego wszystkim zycze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By lezka on kwietnia 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Przezylam prawie to ,o czym przeczytalam powyzej. Nie da sie opisac tego, co czuje czlowiek chory na depresje. Jest jakby za szyba, nie jest w stanie interesowac sie swiatem, po prostu nie ma sily. Wszystko tak strasznie boli w srodku, caly czas staja przed oczami tragedie sprzed lat, tylko wyolbrzymione tysiackrotnie. Najmniejszy nieprzyjazny gest ze strony innych jest odczuwany jak najwieksza zniewaga. U kogo wowczas szukamy pomocy? U osoby, ktora kochamy, chociaz najczesciej to wlasnie ona jest przyczyna naszej choroby. Wybaczamy jej to, ze nas tak zranila i biegniemy po pomoc, liczac na to, ze wyciagnie do nas reke i naprawi zlo. Jednak stajemy pod drzwiami ukochanej osoby i okazuje sie, ze sa dla nas zamkniete, ze nie chce rozmawiac, ze w zasadzie to nie jej sprawa. I znowu zostajemy sami, a wokol tylko bol i rozpacz… To najtrudniejszy moment. Wtedy nie myslimy o przebaczeniu, myslimy czego sie uchwycic, zeby znalezc nowy cel w zyciu, zeby miec po co zyc i nie popelnic samobojstwa. Ja w takim krytycznym momencie powtorzylam slowa slynnej bohaterki Scarlett O’Hara:”pomysle o tym jutro”. Moze to glupie, ale te slowa uratowaly mi zycie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karolina on kwietnia 14, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Lezko, ja Ci powiem, ze dokladnie w dniu, kiedy to napisalas, bylam po raz pierwszy na terapii. Okazalo sie ze takie uczucie bycia, jak ja to mowie “czlowiekiem bez skory”, czyli nadwrazliwym na ciosy z zewnatrz, to - oczywiscie upraszczajac - wynik nieprzebaczenia sobie i gotowosc na przyjecie ciosow niejako za kare. To bledne kolo, w ktorym z zywej osobowosci stajesz sie biernym workiem treningowym. W takiej sytuacji kazdy blaga bliskich - obcych o pomoc na zasadzie “kup mnie” i to z gory skazane jest na niepowodzenie, bo najpierw kazdy w takim stanie powinien, niestety, podjac ryzyko i “kupic” samego siebie. Czesto wpadamy w pulapke i usilujemy komus przebaczyc to, czemu nie jest winien, a padl ofiara naszych zbyt wygorowanych oczekiwan. Na przyklad spotykasz sie z kims bliskim, opowiadasz mu, jak strasznie sie czujesz, a ten ktos nie ma szans tego zrozumiec, bo nie jest chory (albo, co gorsza radzi: “wez sie w garsc”) i sila rzeczy wydaje nam sie, ze ma nas “gdzies”, ale ze nalezy mu to przebaczyc. Czyli nakrecajaca sie spirala nieistniejacej winy tego kogos i naszego na wyrost przebaczenia. A ja na tej terapii sobotniej dowiedzialam sie, ze… mnie nie ma, to znaczy ze jestem uzalezniona od innych i bez innych nie istnieje. Ten moj przydlugi wywod ma na celu probe uswiadomienia nam, ze moze warto - krok po kroku oczywiscie - budowac siebie od nowa. Odwrocic myslenie i zaczac sie skladac z siebie, a nie z relacji wobec innych… Hmmm, w niektorych przypadkach wystarczy podobno codziennie zrobic jakas mala rzecz dla swojego ciala. Na przyklad dzis 100 brzuszkow, jutro 10 minut swiadomego oddychania, a moze, kto wie, za tydzien basen… Brzmi moze absurdalnie i w sytuacji wielu z nas taki krok wydaje sie ogromna tortura, ale ja w to jakos wierze. Ja jeszcze tego nie doswiadczylam, ale wlasnie zaczynam proces uniezalezniania sie od tego, jak ktos na mnie spojrzy, co ktos mial na mysli, mowiac cos i zamiast przebaczac na wyrost i chwytac sie jakiejs kolejnej litosciwej reki - zaczac probowac na nowo budowac siebie? I najwazniejsze - nie powinno sie chyba w stanie rozpaczy szukac nowych wielkich celow, zadan i postanowien. Tak mowil sw Ignacy Loyola - w stanie strapienia nie podejmowac zadnych decyzji, bo niemoznosc ich wykonania moze nas wpedzic w jeszcze wieksza rozpacz. Natomiast uwazam, ze drobne codzienne dzialanie na rzecz zasady “w zdrowym ciele zdrowy duch” na pewno nie zaszkodzi. Zwlaszcza szczerze polecam na poczatek nauke oddychania. Pozdrawiam serdecznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Adelajda on kwietnia 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Wybaczyc… Nie potrafie ani wybaczyc, ani zapomniec. Jest coraz trudniej i ciezej. Kazdy, kogo kocham, oszukuje i krzywdzi mnie. To boli… Czesto mam ochote uciec z tego miejsca. Poznac nowych ludzi. Zapomniec… Ale tak sie nie da. Juz probowalam, ale nie potrafie. Nie potrafie poprosic osobe, ktora wyrzadza mi krzywde, aby przestala. Wole siedziec cicho i nic nie mowic….&lt;br /&gt;Coraz bardziej zamykam sie w sobie. Mam wrazenie, ze nikogo moj los nie obchodzi. Do kosciola przestalam chodzic - a pragnelam zyc u boku Boga.&lt;br /&gt;Jest ciezko zapomniec, ale trudniej wybaczyc krzywdy, ktore nam zadano…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By mbutterfly on kwietnia 24, 2008 | Reply&lt;br /&gt;KAROLINO - to bardzo madre co napisalas i otworzylo mi oczy na wiele spraw. Ja tez czesto sie wlasnie tak czuje ‘mnie nie ma’, gdy nie ma innych, ostatnio postanowilam sama siebie w spokoju ‘poobserwowac’, wsluchac sie w siebie, zrozumiec swoje emocje i uczucia. To nie jest latwe, ale daje sobie do nich prawo! Jestem smutna, to sie smuce, placze, jestem wsciekla - to daje temu upust i szukam tego przyczyny. Do tej pory zagluszalam wszystkie negatywne emocje, z ktorymi sobie nie radzilam. I tak naprawde tlamsilam sama siebie. Nie wiedzialam kim tak naprawde jestem, co czuje, co mysle… automatycznie przyjmowalam uczuica i mysli, upodobania innych. Paradoksalnie tak pragnelam bliskosci innych, ze rezygnowalam z siebie. Teraz sie tego od nowa ucze. Odczuwania prawdziwej Siebie… i to jest na razie bardzo trudne dla mnie!&lt;br /&gt;Pozdrawiam i dziekuje za Twoj post.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps. na czym polega Twoja terapia? Gdzie sie udalas? do kogo?? Napisz mi, jesli mozesz, na maila : mbutterfly@op.pl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Agnieszka on maja 18, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Kiedys ktos mi powiedzial, ze w depresji jest wiele z niepogodzenia sie. Ja zauwazylam, ze nie godze sie, ze zycie nie jest idealne, ze jest ta szara codziennosc, w ktorej sie gubie. Wydaje mi sie czesto, ze w chwilach, kiedy godze sie z tym, ze jestem chwilami zupelnie sama, ze jestem smutna, jest mi lzej. Najgorsze jest chyba obwinianie siebie o to, ze nie jestem szczesliwa - ze nie umiem byc. Wydaje mi sie, ze szczescie zaklada na tej ziemi, zawsze, rowniez trudnosci. Nasladowanie Chrystusa mowi: wszedzie, gdzie pojdziesz, spotkasz krzyz, a jesli sprobujesz od niego uciec, spotkasz jeszcze wiekszy. Ostatnio zrobilam malutki postep: moja Mama jest bardzo nerwowa, trudno czasami to wytlumaczyc. Postanowilam jednak to zrozumiec, popatrzyc na nia z czuloscia, nie z wyrzutem. Ja sama sie czasami denerwuje i nie trafiaja wtedy zadne argumenty, wiec wiem, jak to jest, nie na wszystko czlowiek ma wplyw. Tak, wybaczenie pomaga, ale potrzeba jest tez tego cieplego spojrzenia na innych. To cieplo rozswietla serce, i wtedy sa dla mnie lepsze chwile. Mysle tez, ze nie oczekujac na wzajemnosc w uczuciach, czesto ja otrzymamy. Ciemnosci zaczynaja sie dla mnie, gdy mysle, ze innych nie obchodze, a to przeciez nie prawda… ciesze sie z kazdego lepszego dnia, biore leki i mam nadzieje, ze kiedys te ciemne dni sie skoncza. Tego i Wam wszystkim zycze, i o to sie modle, za mnie i za Was. niech ten dzien bedzie dobry dla Was, pelen ciepla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 19, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Ja tez zauwazylem, ze kiedy sie godze z tym ze jestem sam, zaczynam czuc sie lepiej. Zreszta po co szukac znajomych (miec) takich, ktorzy nie rozumieja? Po prostu niektorym lepiej sie zyje w pojedynke, na jakiejs stronie wyczytalem, ze Biblia nie potepia samotnosci (komentarz autora strony “niektorym po prostu latwiej jest zyc samotnie”) i nie mowi tez, ze jest komukolwiek przypisana druga polowka. Smutne ale… mi troszke pomoglo. Ostatnio czytam o Biblii, o Bogu, tzn jaki maja stosunek do spraw przyziemnych, np Biblia a sex, Biblia a zabojstwo, Biblia a depresja itp. Mi to troche pomaga i dowiedzialem sie wielu rzeczy, o ktorych nie mialem pojecia. W ogole od kiedy zaczalem sie modlic i patrzyc na wiele rzeczy przez pryzmat Jezusa jest mi jakos lzej… Bog stworzyl to wszystko, bo jest dobre, poprzeczki, bol, wszystko jest stworzone przez Boga, to On pozwala Szatanowi zadawac nam bol, zeby mu udowodnic/sprawdzic jak bardzo kochamy Boga. “Bog musial zgodzic sie na ewentualne istnienie zla, gdyz chcial, bysmy sami wybrali, czy chcemy sluzyc Bogu, czy nie. Gdybysmy nigdy nie cierpieli i nie doswiadczyli zla, czy zrozumielibysmy naprawde, jak wspaniale jest Niebo? Bog nie stworzyl zla, jednak przyzwolil na nie. Gdyby zla nie bylo, czcilibysmy Boga nie z wyboru, a pod przymusem.”&lt;br /&gt;Owa stronka jest wspanialym “startem” w rozumieniu Bozej madrosci, celow roznych rzeczy majacych miejsce w naszym zyciu. Podaje adres strony, zachecam do czytania jej.&lt;br /&gt;http://www.gotquestions.org/Polski/index.html&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Agnieszka on maja 20, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Mysle, Unknown, ze masz wiele racji. : )&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze jedno - ja ucze sie rozumiec, ze warto cenic tych kilku zyczliwych ludzi, ktorych mam. Ze caly swiat nie musi mnie kochac, a ja nie musze sie przyjaznic z calym swiatem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co do cierpienia, przeczytalam gdzies te piekne slowa: Najwieksze cierpienie daje najczystsze poznanie. Cierpienie jest droga, nie koncem. Moze dla nas cierpienie jest poczatkiem poznania prawdy o nas samych i Bogu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biblia nie tylko nie potepia samotnosci, swiety Pawel pisze nawet, ze lepiej jest byc samemu. Tylko nie kazdy tak potrafi. Samotnosc sprzyja chociazby modlitwie. Poza tym nie jestesmy sami. Bog zawsze jest blisko nas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 21, 2008 | Reply&lt;br /&gt;I juz dzisiaj jestem pewien! Wole byc sam niz miec takich znajomych jakich mam! I to tyle. Czesc&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Asia on maja 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Jestem tu nowa i przezylam szok widzac, ze jednak sa na swiecie ludzie, ktorzy wiedza o co wlasciwie w tym wszystkim chodzi. W moim towarzystwie, kiedy mam problem, moge uslyszec tylko: o Matko! ta znowu swoje, albo: wez przestan! Wybaczyc mam przyjaciolke od zawsze, wlasciwie bez niej nie daje sobie rady, to do niej wszyscy ciagna ja kochaja. Kiedy jej nie ma, zostaje calkiem sama. Popelnia ciagle bledy, ktore mnie rania bardzo mocno, ale co z tego, ze jestem gotowa jej wybaczyc, kiedy ona za chwile robi to samo? Nie moge sie pogodzic z mysla, ze strace moja jedyna pomoc. Bez tego jestem odrzucona przez innych i nic nie warta. A jesli chodzi o modlitwe, chce ufac Bogu, chce z Nim byc czuc, Jego obecnosc, ale coraz czesciej, kiedy modle sie calym sercem, dzieje sie dokladne przeciwienstwo mojej modlitwy, kolejny ciezar, ktorego zniesc nie moge. Ludzic sie, ze to sie kiedys skonczy? Ale to przeciez trwa tak dlugo. Kocham Boga, ale po prostu boje sie modlitwy, jakby to byl jakis wyrok smierci&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Agnieszka on maja 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Hej, Unknown, nie to do konca chcialam powiedziec… warto cenic tych znajomych, jakich mamy, chyba ze to ludzie, ktorzy robia nam rzeczywista krzywde, albo sa, powiedzmy tak, plytcy, aroganccy, zimni… ale wiekszosc ludzi taka nie jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zycze Ci wszystkiego, co najlepsze. Abys byl szczesliwy i sam, i z innymi. Sama tez tego sie musze nauczyc. : )&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Agnieszka on maja 24, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Asiu, bedzie dobrze, zobaczysz…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;“Chocbym chodzil po srodku cieni smierci, zla sie nie ulekne, poniewaz Ty ze mna jestes, Panie Jezu”…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestes posrod cieni, jak kazdy z nas. Ale w tych ciemnosciach nie jestes sama, tylko nic nie widzisz, bo przeciez jest noc. Trzymam kciuki za Ciebie. Ja dzisiaj tez mam ciezki dzien…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By asia on maja 25, 2008 | Reply&lt;br /&gt;dziekuje Agnieszko za ten cytat z Biblii, pomogl mi w dzisiejszym ogromnym kryzysie…&lt;br /&gt;asia, ale nie ta piszaca powyzej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By krzysiek on maja 26, 2008 | Reply&lt;br /&gt;czesc, pierwszy raz zagladnalem na te strone .Sam mam powazne problemy, z ktorymi sobie nie radze. Mam dwoje malych dzieci - Dominike i Filipka, maja 3.5 i 1.5 i nie mieszkamy razem, bo matka dzieci mnie zdradzala i zachowala sie okrutnie wobec mnie i mam potworny zal do niej, nie potrafie jej wybaczyc. To jest tak trudne dla mnie, ze zaczelo mnie to przerastac. Nie przebywam od 3 lat w Polsce, przyjezdzalem tak na 2 tyg po 2 miesiacach, a teraz stracilem juz wiare i sens. Tyle razy juz z nia probowalem, ale jak uslyszalem, ze jestem stary i za chwile sie rozlece, ze nie bedzie ze mna itd. to jeszcze tak nie bolalo, jak moi rodzice zaprosili nas na swieta, bysmy sie pogodzili, a uslyszalem w zamian, ze: wyciagnelam ile sie dalo. To jak pojechalem do pracy, to nie mam zamiaru tam wracac, ale sa dzieci i nie potrafie z nia ich wychowywac, bo mam wrazenie, ze mnie znow chce naciagnac, a zyje z kims innym. Ale klamie, ze nie i to jest dla mnie tragedia i mi jest bardzo ciezko. Czytam te wypowiedzi i tak jak bym o swoich problemach czytal. Wybaczenie nie jest tak latwe. Jestem tylko czlowiekiem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By krzysiek on maja 26, 2008 | Reply&lt;br /&gt;to moj e-meil kzuber70@o2.pl jak ktos chce mi pomoc, to niech napisze&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By izabella on czerwca 4, 2008 | Reply&lt;br /&gt;czesc. Z tym wybaczaniem to naprawde nie takie proste. Dwa lata temu maz mnie zdradzil, co gorsza wcale sie do tego nie przyznaje, to tak jakby mi wmawial, ze biale jest czarne a czarne to biale. Byly tez takie sytuacje, gdzie w towarzystwie adorowal inne kobiety a ja czulam sie jak bym nie istniala dla niego w ogole. Pozniej bylo ok, w miare normalny zwiazek, zaczelam wierzyc, ze mnie kocha, ze mu na mnie zalezy. Teraz staram sie nie myslec o tym co bylo, choc nic nie jest wyjasnione, nawet nie mialam i nie mam okazji, zeby mu wybaczyc, bo w jego mniemaniu nic sie nie stalo. Lecz do mnie to wciaz wraca i mimo ze sie przed tym bronie, to jest mi cholernie ciezko. Najgorsze, ze znowu staje sie zasdrosna, nawet o wlasna kuzynke. Wystarczy, ze ladnie sie ubierze i ja juz wyobrazam sobie, co moj maz sobie o niej mysli. To okropne, wtedy nawet jak moj maz mnie adoruje, to ja go odpycham, bo wszystkie zle mysli wracaja no i dochodzi do klotni. No bo co mi jest, on nic nie widzi, co ze mna sie dzieje. Najchetniej to bym od niego odeszla, ale to nie takie proste, bo go jednak kocham. Jakbym nie kochala, to by to tak nie bolalo, a w dodatku mamy trojke dzieci, ktore potrzebuja dwojga rodzicow. Co ja mam zrobic ? Jak wybaczyc? Prosze o rade i pozdrawiam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Marcin on czerwca 8, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Kocham siebie i coz z tego. Nikt mnie nie chce, kazdy olewa. Ile mi jeszcze zostalo, skoro mlodosc mam juz za soba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By mala on czerwca 26, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Hej Kochani!!!&lt;br /&gt;Bardzo dziekuje Wam wszystkim za to forum.&lt;br /&gt;Dzis trafilam na nie po raz pierwszy w zyciu - i jest tak - jakbym czytala sama siebie…&lt;br /&gt;Nareszcie to uczucie!!! - nie jestem sama na swiecie z moimi uczuciami!&lt;br /&gt;Nareszcie ludzie, ktorzy mnie rozumieja - a ja rozumiem ich!&lt;br /&gt;Jakze trudno mi zyc, oddychac…&lt;br /&gt;Przebaczac… hmm… jak przebaczyc rodzinie, ktora mnie psychicznie ponizala, upokarzala, maltretowala, wyzywala od najgorszych???&lt;br /&gt;Jak radzic sobie na obczyznie, gdy towarzyszy nam swiadomosc, ze “w razie czego” nie mamy NIC, NIKOGO… kto by nam pomoogl, gdy spotka nas nieszczescie…&lt;br /&gt;Jak radzic sobie na tej obczyznie z ogromna, niezmierna samotnoscia???&lt;br /&gt;Gdy stracilo sie wspanialych przyjaciol, ktorzy zostali w Polsce?&lt;br /&gt;Gdy stracilo sie wszystko?&lt;br /&gt;Zyjac posrod ludzi zimnych, niedostepnych, zdystansowanych… ktorzy mnie nie rozumieja…&lt;br /&gt;Zero znajomych. Zero przyjaciol…&lt;br /&gt;W domu z rodzina bylo najgorsze pieklo na ziemi…&lt;br /&gt;Potem 2 lata - paradoksalnie - najszczesliwsze w moim zyciu - bo ucieklam od nich… choc bylam samotna matka - sama na swiecie - ale nie musialam juz z nimi mieszkac…&lt;br /&gt;To wtedy spotkalam najwspanialszych przyjaciol na swiecie…&lt;br /&gt;I ponownie ta destrukcyjna, toksyczna rodzina… dala o sobie znac…&lt;br /&gt;Ponowna ucieczka - byle dalej od nich… nawet na koniec swiata…&lt;br /&gt;Tak bardzo chcialam kochac i byc kochana…&lt;br /&gt;Ucieklam wiec do cudzoziemca, poznanego przez Biuro Matrymonialne…&lt;br /&gt;I coz…. pustka, przerazajaca samotnosc…&lt;br /&gt;Ten stan trwa juz 3,5 roku…&lt;br /&gt;Tak bardzo, bardzo ciezko mi na sercu…&lt;br /&gt;Ten kraj, ta kultura, brak zrozumienia od innych ludzi, ich niedostepnosc, brutalnosc…&lt;br /&gt;Co ja mam teraz robic???&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3171570640406917346-1123149267556607962?l=depresjawawpl.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depresjawawpl.blogspot.com/feeds/1123149267556607962/comments/default' title='Комментарии к сообщению'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depresjawawpl.blogspot.com/2011/07/wybaczanie.html#comment-form' title='Комментарии: 0'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3171570640406917346/posts/default/1123149267556607962'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3171570640406917346/posts/default/1123149267556607962'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depresjawawpl.blogspot.com/2011/07/wybaczanie.html' title='Wybaczanie'/><author><name>Depresja i Tesknota za miloscia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03033272936624093585</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3171570640406917346.post-7055921732954678488</id><published>2011-07-06T17:00:00.000-07:00</published><updated>2011-07-06T17:00:14.646-07:00</updated><title type='text'>Historia choroby</title><content type='html'>16 marca&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znowu trudne dni. Czarne doly, leki przed choroba, smiercia. Najchetniej bym spala. Przytulic sie do poduszki, nakryc koldra, odgrodzic sie od wszystkiego. Rano, gdy sie budze, czuje scisk w zoladku (znowu nie bede mogla zjesc sniadania), pali skora i oblewam sie goracym potem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wstaje. Mam tyle spraw do zalatwienia! Koluje mi sie w glowie, ruchy mam spowolnione. Jak ja przezyje ten dzien? Nie dam rady!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lazienka - trzeba sie umyc, ubrac. Przebijam sie przez kazda czynnosc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zrobic synowi drugie sniadanie, sprawdzic czy ma w tornistrze wszystkie ksiazki. Brudno w mieszkaniu, nie mam sily wlaczyc odkurzacza - moze jutro. Niech juz wszyscy wyjda z domu, chce byc sama.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba zrobic zakupy. Pojde do sklepu. Zeby tylko nie spotkac zadnej sasiadki, bo twarz mam sztywna i kazdy moze sie zorientowac, ze ze mna cos nie tak. Ide. Zawroty glowy. Moze sie nie przewroce i dojde do sklepu. Stanac przy ladzie, chwycic sie kontuaru, zeby zlapac rownowage.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;24 marca&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba jestem smiertelnie chora! Trzeba isc do lekarza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;29 marca&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lekarz mnie zbadal.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Pani jest absolutnie zdrowa!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jak to? - pytam zadziwiona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Pani ma depresje, prosze sie zglosic do psychologa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;21 maja&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie umiem sobie przypomniec, jaka byla dziesiec lat temu. Na pewno inna. Niestety nie umiem powiedziec, jaka jestem teraz. Na pol obecna, automatycznie spelniajaca swoje obowiazki matki, gospodyni domowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brak akceptacji siebie, brak zgody na niezgode.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 pazdziernika&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnia sesja u psychoanalityka: lek przed konfrontacja z ocena. Ja sama oceniam siebie nie najlepiej - powiedzial pan doktor psychiatra. Cwicze joge i oddechy- uduchawiam moje spiete cialo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czuje, ze przegrywam swoje kolejne dni, przegrywam zycie. Chce byc kochana, akceptowana - potrzebne mi to jak powietrze do oddychania. A jednak ciagle odczuwam brak milosci. Czy ja sama potrafie kochac?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 marca&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj ostatnia sesja u psychoanalityka. Mam sobie sama radzic!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudne poranki. Dom, na ktorym nie potrafie sie oprzec, dom, ktory nie ma we mnie oparcia. Smutek, strach, brak perspektyw. Synowie rosna, potrzebuja mnie. Owszem gotuje, piore, czasem i wyprasuje, ale gdzie jest moj usmiech dla nich, gdzie jest ciekawosc i radosc swiata, ktora powinnam im przekazac?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;30 marca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jaka jestem? Jaka pragne byc? Czy mozna w moim wieku przebudowac swoje spojrzenie na siebie? Czy moge ksztaltowac swoja rzeczywistosc?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powiedzialam panu doktorowi, ze moge i chce, ze zaczne od najmniejszych rzeczy wokol siebie. Zaczne dbac o swoje ubrania i kupie sobie cos nowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tesknota za niespelnionym, za czyms, czego jeszcze nie dotknelam, co mnie jeszcze nie spotkalo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moj psychoanalityk mowi, ze jesli zaczynam sie zle czuc, to mam pomyslec, czego sie boje. To jest trudne, bo gdy zaczynam sie zle czuc, to boje sie wszystkiego, poczawszy od tego, ze za chwile strace przytomnosc, po lek przed wizyta znajomych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12 kwietnia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem nierowna: to podekscytowana, to przestraszona i wycofana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie potrafie uniesc zycia, jest dla mnie zbyt trudne. Nie moge pracowac, nie umiem isc na wywiadowke do szkoly.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patrze z zazdroscia na ludzi, ktorzy mozolnie ciagna swoj trud. On ich urealnia, daje im poczucie wlasnej wartosci. A gdzie jest moja wartosc?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy sami wybieramy nasz sposob reagowania, realizacji siebie? Nie kazdy radzi sobie z zyciem. Sa ludzie, dla ktorych brzemie zycia jest za ciezkie do uniesienia i ciagle sie odrealniaja. Zajmuja miejsca w wiezieniach, szpitalach psychiatrycznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;21 maja&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tkwi we mnie piekaca gula. Bywa, ze sie utajnia. Proby dyscyplinowania siebie. Niestety nie daja wiele. Trzy tygodnie pracy ostrej, ogolnego zachwytu i akceptacji. Owszem sprawdzilam sie, podolalam, zrobila fajna rzecz. Ale to nie daje mi radosci, bo pozostaje z pytaniem, czy to byla ja, czy w tych czynnosciach faktycznie uczestniczylam? A moze uczestniczylo tylko moje cialo i intelekt. A dusza - to bolesne miejsce - znowu sie schowala, zwinela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 czerwca&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lepiej, lepiej, potem dol! Dol tym bardziej gleboki, ze towarzyszy mu obsesyjna mysl - ja z tego nigdy sie nie wydostane. A zyc w takim nieuchwytnym bolu, w takiej trwodze nie da sie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10 czerwca&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy rano otwieram oczy - jesli nie mam pilnych spraw - to natychmiast je zamykam, bo jesli pospie jeszcze z godzinke, to dzien o godzinke bedzie krotszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczor jest milszy - czeka mnie lozko i na ogol mila kalkulacja, ile to dzisiaj spraw pchnelam do przodu, choc z takim trudem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10 lipca&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeci dzien czuje sie dobrze, mozna powiedziec poprawnie. Mam nawet ochote na plany, na przyszlosc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choc podobno nie wolno sie do nikogo porownywac, to przeciez ciagle sie porownujemy. To niebezpieczne, bo albo czujemy sie od kogos lepsi - a wtedy ogarnia nas pycha, albo gorsi - wtedy dol.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15 lipca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo dobrych kilka dni. Porzadki, wyrzucanie starych szmat i papierow. W mieszkaniu czysto, przyjemnie. Chlopcy wszystko wyszorowali, hydraulik zrobil lazienke. Powinnam w najblizszym czasie odwiedzic biblioteke.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obudzilam sie szczesliwa. Moj psychiatra mowi, ze jestem w pol drogi. A ja mysle i czuje, ze jestem na finiszu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;30 lipca&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moj pies lezy obok lozka i ciezko wzdycha. Nie mam sily wyjsc z nim na spacer. Caly dzien przede mna. Cale zycie. Tyle moglabym zrobic!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moge zapisac sie na kurs prawa jazdy, albo na kurs angielskiego. Pojsc do teatru, odwiedzic znajomych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak od dwoch lat - sparalizowana wlasnymi myslami, biegnacymi po mojej glowie i calym organizmie jak rozszalaly tabun dzikich koni - na nic nie moge sie zdobyc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam tyle czasu, moglabym tyle zrobic rzeczy, ale wykorzystuje go na wsluchiwanie sie w moj organizm, na rozpamietywaniu mojego dziecinstwa, mlodosci (to pewnie efekt dwuletniej psychoanalizy?)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widze siebie jako dziewczyne, ktora dostala od Boga duzo energii i talentow, ktora szla przez zycie ostro, realizowala wszystko jak nalezy. Studia, dzieci, dom, praca zawodowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dzis? Strach, bol, palpitacje i ogolna niemoc. Gdy chlopcy maja wrocic do domu, to sie zrywam: lazienka, wlosy, makijaz, zeby sie nie przestraszyli smutnej, chudej, bladej mamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 sierpnia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzymam sie kurczowo siebie, swojego strachu, ktory daje mi poczucie rzeczywistosci. Co za absurd! A moze to ten strach mnie trzyma? Nic nie rozumiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13 sierpnia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Luiza Hay, pozytywne afirmacje: pozwalam sobie na szczescie, na radosc, milosc. Jakiez to proste! Wystarczy pare razy dziennie powiedziec to sobie do lustra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 wrzesnie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Afirmacja pod nazwa: zycie jest piekne - jest niestety falszywa. Moj swiat nie jest doskonaly. Patrze w lustro i widze smutne, zbolale oczy. Plecy okragle, nie umiem sie wyprostowac. Nie mam sily umyc wlosow. Trzeba zrobic obiad. Co na ten obiad? Jakie to zycie jest trudne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20 listopada&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie bede sie uzalezniac od cudzych checi i oczekiwan! Wazne sa dla mnie moje wlasne. Ale jakiez one sa? Pustka, pustka i. lozko!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje zycie w moich rekach. Moje dzieci, moj dom, moje spacery, moj pies. Zaczynam od porannych spacerow z psem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;21 listopada&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadowolenie z zycia. Co to moze byc?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moj psychiatra powiedzial mi wczoraj, ze jestem wielka oszustka, bo robie wrazenie osoby doroslej, swietnie radzacej sobie z materia zycia, skutecznej w dzialaniu. Jednak w bliskich zwiazkach wychodzi ze mnie niedokochane, kaprysne dziecko. I to ono sie buntuje przeciw mojej aktywnosci i nie pozwala normalnie funkcjonowac. Ciekawe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wiec wszystko to przez moje niedojrzale malenstwo, niezrownowazona, niecierpliwa, dziewczynke!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak sie jej pozbyc?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;30 listopada&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czuje lzy, ale nie moge ich wyplakac. Dusza mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15 grudnia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj u pana psychoanalityka rowniez oszustka okazala sie moja swietej pamieci Babcia. Po jej samobojczej smierci mama wpadla w depresje, tata zajety wylacznie mama. A ja. samotna, opuszczona. To bylo bardzo dawno. Minelo juz 20 lat! Czy to moze jeszcze bolec?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 stycznia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Likwiduje w sobie poczucie winy. Nie ma we mnie zadnej winy. Nie dopuszczam do lekow. Moja energia przestaje buszowac o moim wnetrzu, tylko wychodzi na zewnatrz w postaci dzialania. Moja energia daje mi sile i chec do zycia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po 4 latach&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytanie swoich zapiskow sprzed lat jest niedyskrecja wobec samej siebie. Czy komus sa potrzebne zwierzenia, chorej, nieszczesliwej kobiety?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odbilam sie od dna; kupila sobie piekne sukienki, poczulam swoja urode, wartosc, rozstalam sie z mezem alkoholikiem. Znowu zakwitlo szczescie z moim zyciu, moglam sie smiac. Nie na dlugo, gdyz moj starszy syn mial powazny atak psychozy. Psycholog mowi, ze on odbiera ode mnie to, czego mu nie dalam. No tak, te lata depresji przeciez go obciazyly. Czy ja za nia odpowiadam? Czy ja ponosze wine za chorobe syna? To wszystko mnie przerasta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wasze Komentarze&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gerard605 (gerard605@go2.pl) 02:20 29-05-2007&lt;br /&gt;Sklonnosci do depresji maja podloze genetyczne i sa dziedziczone. Nie powinna sie pani winic za cos na co nie ma pani wplywu. Gdyby nawet zdawala sobie pani sprawe ze swoich sklonnosci do depresji, czy zdecydowalaby sie pani nie miec potomstwa? Pewno nie, i nie bylo by w tym nic dziwnego. Z ta choroba trzeba nauczyc sie zyc i uczyc tego innych. Pierwszym krokiem jest sama akceptacja faktu, ze sie ja posiada, i ze jest to normalne w swojej nienormalnosci. Nastepnie nalezy sie uczyc jak przewidywac kryzys i lagodzic jego objawy. Nalezy pamietac, ze bedzie ona towarzyszyc nam przez cale zycie, wiec w miare mozliwosci brac ja pod uwage w planach na zycie. Na podstawie tego, co przeczytalem z pani pamietnika wnioskuje, ze zostala pani zaskoczona ta choroba na pewnym etapie zycia i nikt nie potrafil udzielic pani w pore pomocy. Przynajmniej zyskala pani doswiadczenie, ktorym moze sie pani podzielic ze swoim synem, by nie musial przez wszystko przechodzic sam. Moja matka tak wlasnie zrobila, dzieki czemu lzej mi sie brnie przez zycie. Poza tym syn pani bedzie musial nabrac pewnych nawykow uczac sie tego niestety na wlasnych bledach. Podczas tej bolesnej nauki bedzie potrzebowal w sparcia i pomocy. Samo zrozumienie i zaakceptowanie jest juz pomocne.&lt;br /&gt;Zwierzenia pani sa potrzebne i pani i innym. Swiadomosc, ze nie jestesmy odosobnieni w cierpieniu pomaga zyc. Maja takze wartosc dydaktyczna. Te wiedze nalezy szerzyc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;47 Responses to “Historia choroby”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Anna on stycznia 15, 2008 | Reply&lt;br /&gt;czytajac historie choroby poczulam sie jakby ktos juz mnie zdemaskowal i opowiedzial na forum o tym jak wyglada moje zycie… roznice w opowiadaniu polegaja jedynie na tym, iz mam corke i syna i nie rozstalam sie z mezem uzaleznionym od alkoholu, ale podjelam skuteczna walke z jego alkoholizmem. porzez wspolprace z poradnia AA -wygralam! 7lat abstynencji!…ale ja upadlam…dzis jestem wrakiem…tzn. na ten moment…niestety organizm odreagowal…choc jeszcze mam nadzieje, ze podniose sie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By pola on stycznia 20, 2008 | Reply&lt;br /&gt;do Katarzyna:&lt;br /&gt;Droga Kasiu, siedem lat temu mialam podobne mysli jak Ty. Zostalam zgwalcona. Mialam 15 lat. Tylko smierc wydawala mi sie jedynym wyjsciem, odciazeniem, ucieczka…&lt;br /&gt;Niestety mialam pod reka tabletki i polknelam garsc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odratowali mnie cudem, to niczego nie rozwiazalo. Ja wtedy nie myslalam o uczuciach najblizszych. Bylam jakby otepiala uczuciowo…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Duzo czasu uplynelo zanim pojelam, ze to bylo najgorsze rozwiazanie. Wiesz, kiedys poszlam na pogrzeb mlodego chlopaka-samobojcy z mojego miasteczka. Nie znalam go w ogole, ale wyobrazilam sobie, ze to moj pogrzeb…&lt;br /&gt;Patrzylam na jego zaplakana mame, widzialam beznadziejnosc w oczach kolegow… To mnie otrzezwilo.&lt;br /&gt;Nie mamy prawa skazywac bliskich na takie cierpienie, chocbysmy same niewyobrazalnie cierpialy…&lt;br /&gt;Kasiu, chcialabym jeszcze polecic Ci ksiazke, ktora bardzo pomogla mi zmienic spojrzenie na zycie. Moze ja znasz “Weronika postanawia umrzec” Paulo Coelho. Przyjemnie sie ja czyta, mi ona pomogla nabrac wiecej odwagi do zycia.&lt;br /&gt;Chcialabym Ci jakos pomoc&lt;br /&gt;Pozdrawiam Cie serdecznie&lt;br /&gt;moj mail&lt;br /&gt;pauletee@wp.pl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By anita on lutego 2, 2008 | Reply&lt;br /&gt;juz trzeci rok choruje. Jest coraz gorzej, wszystko mnie denerwuje. Tak jak lubilam wiele zajec domowych, tak na nic nie mam sily i ochoty. Moze mam zle dobrane leki? te besenne noce to koszmar! A tak naprawde nikt tego nie rozumie. Ludzie nazywaja nas psychicznymi. Jest to przykre. Brak wiedzy i wsparcia! Zyje w swiecie ciemnosci!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ameaxis on lutego 19, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Az nie wiem od czego zaczac… Z depresja mecze sie od lat. Wiem, ze powinnam sie cieszyc, bo mam prace, mieszkanie i studiuje. Tylko co mi po tym, jak nie radze sobie… Wyplata mi idzie na oplaty, dalej juz nie zostaje nic. Moja szefowa ma mnostwo kasy i jest wredna. Ostatnio mnie dobila, mowiac, ze nic nie umiem i mam te prace dzieki jej wspanialomyslnosci… Mam kredyty do placenia, nie wiem za co zaplace studia… Piec mi sie zepsul, nie mam nawet cieplej wody… Praca mnie dobija, wszedzie tylko trudnosci… Do tego bardzo slabo widze. Medycyna w Polsce nie moze mi pomoc, a ma byc ponoc coraz gorzej. Czuje sie jak smiec, jak dno. O wszystko musze sie starac 2 razy bardziej niz inni, a wcale nie osiagam wiele. Ciagle slysze krytyke… Zawsze mnie krytykowano. Mam tylko 23 lata, ale duzo juz przezylam… Alkoholizm matki w dziecinstwie to tylko jeden ze smaczkow. Wszyscy tylko zadaja. Zero zrozumienia. Nienawidze rano wstawac… Najchetniej bym zasneela… Jestem zmeczona, przybita… Kazdy drobiazg mnie dobija. Bardzo latwo wpadam w zlosc. Czasem juz nie wytrzymuje i rzucam czym popadnie. Czuje sie do niczego. Mam wrazenie, ze w zyciu nie czeka mnie nic dobrego. Mam faceta - wspanialy czlowiek, ale chyba ma mnie juz dosc… Tylko dla niego sie jakos trzymalam. Ale ostatnio mam szczegolnie dosc… Najbardziej wkurza mnie ten brak zrozumienia i WEZ SIE W GARSC! Jak tu sie wziaac w garsc? Dodatkowo: “ja sie tak staram, zebys miala dobrze, a Ty masz to gdzies…”. Brawo, nie ma to jak obciazyc jeszcze poczuciem winy, ze sie ma dola i jest smutno. I tylko slysze, ze marudze, ze jestem zmeczona, ze chce spac… Przepraszam, ze mam niedoczynnosc tarczycy i potrzebuje wiecej snu, przepraszam, ze mam 8/13 dioptrii i nie widze, co jest napisane na tamtej tablicy, albo ze nie nadazam. Przepraszam, ze jestem glupia, przepraszam, ze jestem kaleka, ze sobie nie radze!!!! Sa chwile, ze mam ochote ze soba skonczyc… Z drugiej strony chcialabym zmienic obecny stan, bo juz nie wytrzymyje… Tylko nie wiem jak zaczac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By E. on lutego 19, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Kochani, zapytajmy sie siebie, dlaczego tak sie dzieje, skad ta depresja, i szukajmy przyczyn, szukajmy, tak dlugo az znajdziemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z innego forum: “Miewalam depresje przez cale zycie. Bralam rozne leki, oczywiscie. Dzis nie biore nic. Czuje sie swietnie. Akceptuje to, ze czasem mam dola. Jak wyszlam? Zajelam sie swoim dziecinstwem, poszlam na terapie, odkrylam wczesnodzieciece naduzycia, przemoc fizyczna. Cale zycie uciekalam nie wiedzac przed czym. gdy odstawilam leki, alkohol, papierosy, rozwiodlam sie, zaczelam terapie - wszystko zaczelo nabierac sensu, zniknely stany depresyjne, ucze sie kochac siebie, ucze sie godzic z przeszloscia, stawiam granice, itd.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kochani, nigdy sie nie poddawajmy!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam Was wszystkich cieplo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;E.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Danusia on lutego 20, 2008 | Reply&lt;br /&gt;ameaxis, przeczytaj sobie te strony, swiadectwa innych, a bedziesz wiedziala od czego zaczac. Pozdrawiam Cie b.serdecznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By adelcia on lutego 22, 2008 | Reply&lt;br /&gt;droga Dominiko… jestem tu nowa, ale bardzo szczesliwa, ze przeczytalam Twoje slowa… Czuje sie tak samo… Czy taki rodzaj rozmowy Ci pomogl?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By adelcia on lutego 22, 2008 | Reply&lt;br /&gt;ameaxis… poplakalam sie, jak czytalam Twoje slowa… szczegolnie WEZ SIE W GARSC!! I te slowa o poczuciu winy, podczas gdy robisz wszystko, zeby bylo ok… a tak nie jest… zycze Ci przyplywu sil!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Emila on lutego 27, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Tez cierpie na depresje… no wlasnie, moje zycie wydaje sie byc jednym wielkim cierpieniem… jak Twoje… Chyba powinnam napisac cos optymistycznego, cos w rodzaju “wez sie w garsc”, ale to raczej nikomu nie pomaga… Moze w tym calym zagmatwanym swiecie nawazniejsze jest, zeby sie podniesc, zaczac od drobnych spraw wokol siebie, zrobic cos dla sibie… Jesli bedziesz liczyc na to, ze inni pokochaja Ciebie, bo ty siebie nie kochasz, to raczej nie poczujesz sie lepiej… Zwrocenie sie ku “Sobie” i proba odnalezienia wlasnego “Ja”, jest czasem punktenm zwrotnym - moze od tego warto zaczac? Zastanowic sie, jak odbudowac poczucie wlasnego sensu zycia… Ja przynajmniej sie staram, kazdego dnia od nowa… pozdrawiam baaardzo cieplo, glowa do gory&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Wlodek on marca 6, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Kolejna noc spedzona w samotnosci&lt;br /&gt;I znow zaczyna sie nowy dzien&lt;br /&gt;Piekne emocje zniknely w nicosci&lt;br /&gt;W ogromnej pustce moich marzen&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem czy zdolam odnalezc te sile&lt;br /&gt;Ktora przeprawi mnie na drugi brzeg&lt;br /&gt;Tak latwo jest wpasc w rzeke cierpienia&lt;br /&gt;I plynac z pradem zatopic sie w sen&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chce zgubic sie w swoim bolu&lt;br /&gt;Zabladzic w labiryncie wlasnych wspomnien&lt;br /&gt;Dlaczego los porwal moje szczescie&lt;br /&gt;I bez wyrzutow stracil je w ogien&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I znow mija kolejna noc&lt;br /&gt;Tak jak poprzedniej zostalem sam&lt;br /&gt;Otulam umysl cieplym snem&lt;br /&gt;By ukryc dusze pelna ran&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Wlodek on marca 6, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Wczesniej, gdy czulem opisane przez was stany, staralem sie to z siebie wyrzucic, przelac na papier, szukajac ukojenia w muzyce, wczesniej mi to pomagalo, wiec i wy sprobujcie, kto wie byc moze okaze sie pomocne, mimo iz brzmi naiwnie. Pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By babcia ela on marca 8, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Masz racje, ze muzyka pomaga.To jest takze moj sposob na ogromny smutek, rozpacz. Wyciszenie sie poprzez muzyke. Naprawde pomaga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Dania on marca 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Ale mi ulzylo, gdy psychiatra powiedzial mi, ze to depresja, bo pomyslalam - och, to nie jestem wredna tylko chora, wiec musze jakos sobie z tym poradzic. No i jakos radze. Leki - zwykly hormon serotoniny i jak duzo wspomaga. No i pomoglo zapisywanie na papier uczuc. A zeby nie myslec o niczym… nie umiem medytowac, ale ukladam na komputerze pasjansa i to mi pomaga sie wyciszyc - muzyka tez.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Kasia on marca 13, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witam. Mam 17 lat. Gdy mialam 14 lat, dopadly mnie silne stany przygnebienia… Przestalam spotykac sie z przyjaciolmi, ludzie mnie draznili, wszystkim robilam na zlosc, bylam nieszczesliwa, nienawidzilam innych i wszystkiego co bylo dobre… Moj dzien polegal na pojsciu do szkoly, chowaniu sie po lazienkach itp przed ludzmi, z nikim nie rozmawialam, a jak ktos podszedl, to albo nie wiedzialam co powiedziec, albo mowilam cos, przez co sami uciekali… Dopiero po ok. roku zaczelam przygladac sie ludziom i zauwaaalam, ze sa inni ode mnie… Myslalam na poczatku, ze to oni sa dziwni… Zawsze sie smiali, wyglupiali, a dla mnie to bylo zalosne… Przez caly ten czas prawie codziennie plakalam i nic nie robilam, oprocz pojscia do szkoly i spania… Potrafilam sie rozplakac na srodku ulicy, albo w sklepie, w szkole tez nie raz plakalam i myslalam, ze to normalne w moim wieku, ze tak wyglada dojrzewanie… Potem poznalam pewnego chlopaka… Zaczelismy sie spotykac i to on dal mi nadzieje na lepsze jutro… Zaczelam byc szczesliwsza niz wczesniej… Wydawalo mi sie to pyszne i mialam poczucie winy, ze jestem szczesliwa, bo inni wydawali mi sie nieszczesliwi. Lecz mimo to staralam sie utrzymac go przy sobie jak najdluzej. Po 3 miesiacach rozstalismy sie. Znowu plakalam w szkole i wszedzie, lecz wtedy juz mialam przyjaciol, z ktorymi sie spotykalam i dzieki nim nie myslalam tak o tym wszystkim. Wygrzebalam sie, lecz zaczely sie inne problemy… Strasznie sie stresowalam szkola. Czasami przychodzilam cala zlana potem, albo w nocy prawie w ogole nie spalam, albo spalam po 16 godzin na dobe, albo dluzej… Bylam wyczerpana… Raz czulam sie okropnie a raz cudownie i wtedy z reguly nie moglam w nocy spac, tak jakbym sie bala, ze ktos zaraz odbierze mi to szczescie co mam. Balam sie nie byc na kazde zawolanie, bo przeciez mogli mnie wszyscy olac… Mama mnie nie rozumie. Taty prawie nie ma w domu. Mama mysli tylko o sobie - jakie buty sobie kupic itp. A ja tak jakbym sie dla niej nie liczyla, a czasami mowi o mnie tak jakbym byla jej najwiekszym ciezarem, a naprawde zaczelam sie starac… Od niedawna zaczelam czytac w necie o depresji… i wydaje mi sie, ze to nie ludzie sa dziwni, tylko to ze mna jest cos nie tak… Boje sie wszystkiego, boje sie szkoly, czasami boje sie z kims spotkac… Nienawidze siebie, chce byc inna, a nie taka nijaka… Mam wrazenie, ze jestem inna, ale jak zaczelam obserwowac sama siebie, to juz tak naprawde nie wiem, kim jestem… Ostatnio zapisalam sie do psychiatry na wizyte lecz mama powiedziala, ze nie da mi pieniedzy, bo na to tylko ich szkoda… No i musialam odwolac, chociaz nie chcialam, bo czulam, ze to moja jedyna szansa… Bylo juz dobrze, tylko ze bylam strasznie zestresowana, ale w miare szczesliwa, ale juz znowu od 2 miesiecy nie moge sie pozbierac… Codziennie placze kilka razy dziennie, juz nawet koledzy w klasie sie mnie czesto pytaja co ja taka smutna… Chociaz staram sie to ukrywac… Czy to jest depresja? Co mi jest? Prosze o odpowiedz, to takie wazne dla mnie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By mama oli on marca 14, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witam! Jestem w 23 tygodniu ciazy…………………Wszystko mnie przeraza, boje sie wyjsc, bo mam mysli, ze komus cos w tym moze nie pasowac, ze bedzie mial pretensje, ze robie to, a nie cos innego………..Duzo placze z byle powodu, ostatnio przeplakalam pol dnia, bo nie wiedzialam co zrobic na obiad i z tego wszystkiego nie mialam ochoty sprzatac, a potem znowu plakalam, ze jest syf i znowu chcialam zniknac………………………..Nie wiem, co sie ze mna dzieje…………Boje sie siebie, bo czasami mam ochote zrobic sobie krzywde………………………..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By kasia on marca 19, 2008 | Reply&lt;br /&gt;kilka lat temu mialam zalamanie nerwowe. Popadlam w rodzaj psycho-fizycznej katatonii. Przez 3 miesiace praktycznie nie wychodzilam z lozka, dzien w dzien pilam w tym lozku i ogladalam telewizje. Z tego stanu wyciagneli mnie moi przyjaciele, ktorzy niezrazzni tym, ze czasem i ch wyzywalam, przeganialam i krzyczalam, ze wiem ze mnie nienawidza, nadal przychodzili do mnie caly czas i opiekowali sie mna. Z depresja walczylam prawie rok. I wygralam. Od 3 lat zyje na emigracji i kilka miesiecy temu moja depresja powrocila. Mialam chlopaka i tak zwanych przyjaciol, ale wszystko skonczylo sie kilka dni temu. Chlopak mnie rzucil, bo stwierdzil, ze ma dosc tego, ze ciagle sie nad soba uzalam i nie wiem czego chce. A ja wypilam litr wodki i zwyzywalam moich przyjaciol, z ktorymi zreszta mieszkam, pocielam sie, bilam glowa w aciane, zerwalam wszystko ze scian. I nie wiem co dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Anka on marca 21, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Szukajac informacji na temat depresji, natknelam sie na Wasze historie. Dlaczego tak jest, ze pozornie wygladamy na szczesliwych, a w srodku czlowiek usycha. Mam juz dosc tych moich dolkow. Czuje, ze jestem kochana, mam naprawde dobrego meza i wspanialego syna, ale nie chce mi sie zyc. Wiem, ze wiele ludzi chcialoby byc na moim miejscu, ale ja sama nie wiem czego chce. Probuje zrozumiec, skad bierze sie ten moj nastroj i nie potrafie znalezc odpowiedzi. To wcale nie jest tak, ze jestem rozhisteryzowana paranoiczka. Staram sie cieszyc ze wszystkiego i doceniac to, co daje los, ale czynie to bardziej ze zdrowego rozsadku, a nie z serca. Zastanawiam sie, czy koszmar dziecinstwa z ojcem alkoholikiem nie uksztaltowal mojej psychiki. Myslalam kiedys, ze jak skoncze studia, bede miec normalna rodzine i prace, to te straszne wspomnienia znikna i nie beda miec wplywu na moje dalsze zycie, ale to chyba nie jest takie proste. Maz ma juz dosc moich ciaglych “dolow”, a ja nie potrafie udawac, ze wszystko jest ok. i nawet nie potrafie wytlumaczyc mu, o co tak naprawde mi chodzi. Jednak odrobinke zrobilo mi sie lzej, ze tak proste sprawy jak wybor, co ugotowac na obiad, urastaja do rangi wielkiego problemu nie tylko w moim przypadku. Ciesze sie, ze moglam to wszystko wyrzucic z siebie. Normalnie staram sie udawac ze wszystkich sil, bo nie chce byc wysmiana. Pozdrawiam wszystkich z problemami i bez.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Elka on marca 30, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Czytajac te wszystkie Wasze wypowiedzi, czulam sie tak jakbym czytala swoj pamietnik. Na depreje choruje juz 3 lata - swiadomie. Wczesniej, przez jakies 10 lat mialam zaburzenia depresyjne, ale nie zdawalam sobie sprawy z tego, ze to jest powazna choroba. Raz jest lepiej, raz gorzej. Leczylam sie u psychiatry, bralam leki, chodzilam na terapie. Niestety, teraz nie robie zadnej z tych rzeczy. Przepadly mi 2 wizyty u lekarza, skonczyly sie leki. Bylo nie najgorzej, wiec pomyslalm sobie, ze sama dam sobie rade. Tymbardziej, ze po terapii bylam silniejsza psychicznie. Niestety, przeliczylam sie. Nadal sa gorsze i lepsze dni, ale tych gorszych jest wiecej. Na dodatek nie moge przestac plakac. Placze w kosciele, w domu, nawet wczoraj ogladalam film “Cacper”, ktory przeciez jest prawie ze komedia, a ja plakalam jak bobr. Konczy mi sie zasilek dla bezrobotnych i musze szukac pracy, ale boje sie, ze albo sobie nie poradze, albo po 2, 3 miesiacach bede miala tej pracy po dziurki w nosie i bede codziennie rano klela, ze znowu tam musze isc. Wiem cos o tym, mialam tak nie raz. Sama jestem na siebie wsciekla, ze nie potrafie odnalezc sie w zadnej pracy. Chcialabym znalezc prace chalupnicza, taka, zebym nie musiala wychodzic z domu, ubierac sie, stroic itd. Jednakze na rynku jest duzo oszustow, ktorzy wyludzja pieniadze za jakies startery a w rzeczywistosci nie oferuja zadnej pracy.&lt;br /&gt;Chcialabym przestac plakac, moc sie smiac i cieszyc z byle czego, przestac sie bac niewiadomo czego, poczuc szczescie, dac szczescie innym. Czy to tak duzo?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on marca 31, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Ja tez przeszlam te chorobe. Mialam w zyciu dwa epizody depresyjne i dwie proby samobojcze. Nie bede Wam opisywac moich kilkuletnich cierpien,, bo Wy odczuwacie identycznie, tylko szczegoly i okolicznosci sa inne. Leczylam sie u roznych psychiatrow, ktorzy jednak zle zdiagnozowali rodzaj mojej depresji i przyjmowane lekarstwa nie dawaly zadnego rezultatu. Powiem tylko, ze podczas drugiego epizodu znalazlam sie w szpitalu, gdzie moj stan jeszcze sie pogorszyl, do tego stopnia, ze oprocz okrutnych cierpien psychicznych, fizycznie bylam polzywa. Pewnego rodzaju paraliz ogarnal moje cialo, nie mialam sily sie ruszac, nie potrafilam siedziec, z trudem przyjmowalam niewielkie ilosci pokarmu. Lezalam wiec skulona jak embrion. Zadne lekarstwa dalej nic nie pomagaly. Czytalam wczesniej wiele na temat depresji i w tym ciezkim stanie, kiedy bedac w szpitalu tak pragnelam umrzec, ale mi nie pozwalano, nagle przyszla do mnie mysl o elektrowstrzasach i poprosilam o nie. Od razu sie zgodzono i to byl przelom. Wkrotce wyszlam ze szpitala, udalam sie do najlepszego (w moim mniemaniu) w okolicy lekarza, ktory wreszcie prawidlowo zdiagnozowal moja chorobe i zapisal odpowiednie lekarstwa, ktore doprowadzily do wyzdrowienia. Obecnie od trzech lat jestem zdrowa, choc w dalszym ciagu biore lekarstwa stabilizujace i zabezpieczajace przed nawrotami. Nareszcie, jaka to ulga, potrafie smiac sie i cieszyc, chociaz moich przezyc nigdy nie zapomne i ich wspomnienia wracaja kazdego dnia. Jednak nie rania mnie, tylko mowia mi, ze ci ktorzy nie znaja naszego cierpienia, nie zyja do konca prawdziwie, lecz czesto zludnie. Tak wiec spytacie mnie co tu robie - zadowolona z zycia. Nie do konca tak jest. Dalej sie ucze jak zyc i ciagle mam pytania, na ktore nie znam odpowiedzi. Smutek i poczucie krzywdy, ktora wyrzadzilo mi zycie, obarczajac mnie ta okrutna choroba czasami powraca.&lt;br /&gt;Chociaz na razie wygralam z depresja, nie mam zamiaru pouczac Was, co macie robic, mowic Wam “wezcie sie w garsc, wszystko bedzie dobrze, nie smuccie sie”. Tego typu rady sa najgorsze dla ludzi owladnietych depresja. Sama tego doswiadczylam i wiem, ze jeszcze bardziej mnie pograzaly, gdyz czulam, ze absolutnie nie potrafie ich spelnic. Jak ktos moze nam mowic, ze nie mamy narzekac, czy mozemy swoim uczuciom leku, smutku powiedziec - odejdzcie!&lt;br /&gt;Pisze do Was dlatego, ze chcialabym Wam jedynie powiedziec, jak wazna jest w naszej chorobie odpowiednia diagnoza i jak trudno lekarzom, czeto bez ich swiadomej winy, okreslic jakie lekarstwa przepisac. Tak skomplikowana jest depresja. Jak juz wspomnialam, przeczytalam wiele fachowych publikacji i po wyjsciu ze szpitala (gdzie do konca stawiali mylna diagnoze) powiedzialam lekarce o moich przypuszczeniach, co do rodzaju depresji. Ona potwierdzila je.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on marca 31, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Pozornie wyglada na to, ze tyle jest roddzajow depresji, ile ludzi na nia chorujacych. Odczucia sa czesto prawie jednakowe, dlatego kiedy czytamy umieszczone tutaj wypowiedzi mamy wrazenie, ze to nasza historia. Czujemy to samo i cierpimy podobnie. Jednak roznice wystepuja w zaleznosci od podloza choroby, takze badacze czesto stosuja rozne nazewnictwo dla okreslenia typu choroby. Ogolnie depresje dzieli sie na reaktywna, czyli ta, ktora nastepuje w wyniku reakcji na jakies smutne, tragiczne i nieszczesliwe wydarzenie (tutaj w wielu przypadkach pomaga psychoterapia, choc lekarstwa przyspieszaja wyjscie z choroby) i afektywna, ktora jest czesto dziedziczna i pojawia sie bez jakiegokolwiek powodu i w najmniej oczekiwanym czasie naszego zycia, nawet kiedy jestesmy zadowoleni i szczesliwi. Czasem jednak cierpimy na chorobe afektywna, bedac przekonani, ze nasza depresja jest wynikiem zlych przezyc, (czyli reaktywna). Nie zdajemy sobie sprawy, ze te przykre przezycia sa wlasnie wynikiem juz istniejacej wczesniej choroby afektywnej, ktora falszuje nam obraz postrzegania swiata. I ta sytuacja jest najczestsza przyczyna blednych diagnoz lekarzy (tak bylo w moim przypadku). Tak wiec przy depresji reaktywnej narzekamy i cierpimy w wyniku przykrych i tragicznych wydarzen. Natomiast przy depresji afektywnej, czesto zwanej biologiczna, najpierw wystepuja dolegliwosci somatyczne (fizyczne) a pozniej cierpienia psychiczne. Jednak w obu tych przypadkach objawy choroby sa podobne i dlatego dochodzi do nieprawidlowosci w rozpoznawaniu depresji, podawaniu choremu nieodpowiednich lekarstw i tym samym braku pozytywnycfh rezultatow w leczeniu choroby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uraczylam Was tymi nudnymi wywodami tylko dlatego, abyscie nie musieli tak dlugo niepotrzebnie cierpiec jak ja, gdyby Was blednie zdiagnozowano. Trudnosc w okresleniu skutecznego dzialania lekarstwa wynika takze z tego, ze pierwsze pozytywne wyniki i poprawe samopoczucia osiaga sie dopiero po uplywie ok. 1 miesiaca, a nawet dluzej. Wielu z nas nie mialo tak wielkiej cierpliwosci, aby tak dlugo czekac. Dlatego tak duzo osob chorych na depresje rezygnuje z leczenia farmakologicznego i cierpi przez wiele lat. Czasam choroba konczy sie tragicznie. Ale nie musi tak byc. Warto jednak wiedziec o tym, ze depresja nie niszczy naszego mozgu, on pozostaje nieuszkodzony, chociaz pozornie wydaje sie nam w chorobie, ze pozostaniemy juz “nienormalni”. Takie falszywe wrazenie i doznawane cierpienia sa wynikiem rozregulowania funkcji biologiczno-chemicznych naszego organizmu i zmniejszenia produkcji pewnych substancji potrzebnych do prawidlowego funkcjionowania mozgu. To przyczynia sie do zmian naszego nastroju i cierpien zarowno psychicznych jak i fizycznych. Leczenie farmakologiczne polega na przywroceniu odpowiedniego stanu tych substancji, a tym samym prawidlowego dzialamia mozgu. Ta wiedza pochodzi z przeczytanych przeze mnie ksiazek i jest wynikiekm ich analizy pod katem moich doswiadczen. Uwazam, ze w przypadku zachorowania na depresje warto pomoc sobie wszelkimi sposobami, a jednym z nich sa lekarstwa. Nie chcialam tu straszyc Was swoim przypadkiem, gdzie choroba przybrala bardzo ciazkie stadium. W wielu wypadkach depresja nie jest zbyt gleboka i po jakims czasie sama przechodzi i to jest pozytywna informacja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Elki! Zaslugujesz na to wszystko o czym napisalas na koncu Twojej notki. Moze warto jeszcze raz pojsc do lekarza i przyjmowac lekarstwa. Trzeba jednak wiedziec, ze ze wzgledu na ich powolne dzialanie musialabys je przyjmowac dosyc dlugo ( czesto ok roku lub wiecej). Jezeli chodzi o czeste napady placzu, to jest to jeden z typowych objawow choroby i pomaga zwalczac stres. Jednak gdy depresja jest gleboka, to plakanie jest niemozliwe, choc bardzo sie tego pragnie. Pozdrowienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By by edyta on kwietnia 9,2008 / replay on kwietnia 9, 2008 | Reply&lt;br /&gt;mysle, ze jestem podobna do kazdego z Was po trochu. Wiem jak to czujecie. Sama mam problemy z akceptacja swojego istnienia na tym swiecie,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Aga on kwietnia 11, 2008 | Reply&lt;br /&gt;nic nie ma sensu to malo powiedziane… Ja nie mam na nic ochoty… 1 marca musialam sie wyprowadzic z domu, nie zgadzalam sie z mama, siostra tez miala mnie gdzies, moj chlopak nie byl mile widziany… hmm pewnie dlatego, ze jako jedyny mnie wspieral. Dzisiaj cos we mnie peklo, same dlugi, musze zrezygnowac ze studiow zaocznych, bo nie dam rady sie utrzymac, moja rodzina mi nie pomoze, nawet nie wiedza, w jakim jestem stanie… Jestem sama, nie umiem o tym mowic, bo jak mowic o tym, tak by zdrowa osoba cie zrozumiala i pomagala. Opadam z sil, zaczeelam nawet watpic w moja milosc, ze to wszystko nie ma sensu… i w sumie to ja sama nie wiem, czy jestem niezadowolona z milosci czy z zycia?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By M. on kwietnia 13, 2008 | Reply&lt;br /&gt;…za kazdym razem, gdy to do mnie wraca… eh… po prostu nie wiem co mam robic… siedze, patrze w jakis punkt, a czas mija, mija… nie moge sie ruszyc, a jednoczesnie wiem, ze trace kazda chwile… juz nie ma nawet takich rzeczy, ktore sprawiaja mi przyjemnosc… jesli cos robie, to z obowiazku, jakos tam… to mnie zjada od srodka… i nawet nie wiem co robic, jak z tym walczyc… pomozcie prosze…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By alex on kwietnia 14, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Wlasciwie nie mam depresji, ale ma ja moja dziewczyna, z ktora jestem juz bardzo dlugo. Leczy sie juz ponad rok, czasami wydaje sie, ze juz wszystko mija, ale znowu powraca. Kompletnie nie wiem, jak z nia rozmawiac, wszystko jest zle. Pierwsze co przychodzi na mysl, to wlasnie “wez sie w garsc, wszystko bedzie dobrze, nie smucc sie”, ale piszecie, ze tylko daje negatywny skutek. Co robic w takim razie? Kompletnie trace glowe, czasem nawet obwiniam sie o wszystko. Boje sie cokolwiek powiedziec, zeby tylko nie pogorszyc sprawy. I tak jak napisala Aga, nie wiem, czy ona jest niezadowolona z zycia czy z milosci?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By chrisj on kwietnia 22, 2008 | Reply&lt;br /&gt;ehh, wszystko pasuje do mnie idealnie, moze to troche egoistyczne i chamskie, ale dzieki tym opisom po raz pierwszy od dlugiego czasu poczulem, ze nie jestem sam, ze ktos czuje jak ja. Chec ucieczki od ludzi, od wszyskiego. Mimo posiadania pieniedzy, udanego zwiazku i wspanialej rodziny nadal moim najwiekszym pragnieniem jest smierc, albo chociaz gdybym mogl sie wylaczyc aby to minelo. :-/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By elabuk on maja 5, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Wspaniala Osoba napisala te historie choroby. Dziekuje, ze chcialas poswiecic tyle czasu, zeby pokazac innym, jak to wyglada z perspektywy lat. Wlasnie tak, troche jak Wanka-wstanka, gdy nas to dopada - lezymy, gdy mija, czy to dzieki lekom, czy “samo” - stoimy. Najwazniejsze, jak pisze Gerard, to nauczyc sie rozpoznawac symptomy - wtedy juz sama swiadomosc, ze to znow ten dziwny stan, a nie nasze lenistwo, opieszalosc, brak milosci w sercu - mozna wtedy sie ratowac dostepnymi na szczescie na rynku srodkami. Trzymajcie sie wszyscy z tej stronki. &amp;nbsp;:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 6, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Ja tez napisze tyle co pamietam z historii mojej choroby. Nudzi mi sie, wiec do dziela. Nie pamietam nawet kiedy to sie dokladnie zaczelo, na pewno nie z dnia na dzien. Pierwszych objawow w ogole nie rozumialem, czulem, ze cos zlego sie ze mna dzieje, ale nie balem sie, wiec nie zwracalem na to uwagi. Schizy zaczely mnie dopadac coraz czesciej, zaczalem sie zastanawiac nad soba, doglebniej co robie zle, zaczalem byc bardziej podatny na sugestie innych. To zaczelo mnie gubic. Zamiast byc soba, sluchalem tego, co mowia i staralem sie zmieniac pod “szkic” innych. To jeszcze nie byl strach. Po prostu w mozgu zaroilo mi sie takie cos, ze aby byc szanowanym i akceptowanym przez innych, musze byc inny… zaczalem robic z siebie clowna doslownie. Pozniej ogarnalem, ze wszyscy sie odwrocili, albo to ja sie odwrocilem patrzac tylko na siebie i nie mialem juz nikogo. O dziewczynie nawet nie bede wspominal, bo to boli najbardziej i to w ogole bylo jakies nieporozumienie… Bylem slepy i wierzylem w byle scieme, taki bylem slaby… Wtedy zaczalem sie bac… schizy przerodzily sie w… horror!! Mialem dziwne projekcje w czasie rzeczywistym, wszystko zmienilo barwy, wszystko bylo szare i to docieralo do mnie! Syf tego swiata stal sie dla mnie oczywisty, zero usmiechu, motywacji - wszystko mnie przytlaczalo. Belkotalem… Nie umialem zebrac mysli… Z kazdym dniem rodzil sie we mnie inny czlowiek, ktory na swoj sposob chcial sie przed tym bronic. Raz nie ufalem nikomu, raz bylem cwaniakiem, raz potulny jak mysz, raz frajer, raz macho. Najgorsze, ze nie zauwazalem jak dzien w dzien jestem innym czlowiekiem. Nie bylem soba… Zaczalem wiec szukac prawdziwego “Ja”. Schizy w czasie rzeczywistym zamienily sie na schizy wykreowane w moim mozgu dopiero po czasie. Nie mialem juz oczu skierowanych w szara rzeczywistosc tego swiata, lecz uszy… Slyszalem, a raczej mialem halucynacje sluchowe, ze ktos przeciwko mnie cos szykuje. Ze caly swiat czyha na mnie, obserwuje i sie smieje. Wizualne projekcje zamienily sie w projekcje w mojej glowie. Wyobrazalem sobie to i tamto. Przerazajace wizje… Zabunkrowalem sie w domu, czulem, ze na zewnatrz mnie ktos dopadnie. Tak juz leci 2 czy 3 rok. Zero wsparcia od nikogo, tylko szydercze smiechy, wykorzystywanie mnie. To juz nie moje wizje, teraz wiem, ze jest tak na prawde. Zmienialem sie i ludzie to zauwazyli i wiedzieli, ze jestem podatny na byle co, mogli mna manipulowac. Odszedlem od tych ludzi, i na sile staralem sie szukac innych, i kiedy to robilem znow nie bylem soba, rodzil sie we mnie ktos, kto niby mial mi pomoc w zdobywaniu znajomosci. I zwykle wychodzilem albo na kretyna, albo strasznego dupka. Raz nic niekumaty a raz przemadrzaly. Im bardziej sobie uswiadamialem to, ze jestem zerem, tym bardziej moja glowa puchla. Do dzisiaj boje sie ukazac samego siebie, bo boje sie odrzucenia, lub dostania w morde. Zreszta nawet nie wiem kim jestem… tzn pamietam z mlodszych lat, ale nie umiem byc soba. Zreszta czasami mi sie to udaje, ale jestem wtedy soba sprzed tych 2-3 lat, czyli totalnym dzieckiem. Zagubilem czas tych 3 lat i jestem zacofany. 18 latek zachowuje sie jak 15-sto… Wiec to nie takie proste! Byc tym 15-latkiem i uczyc sie na nowo tych 3 lat, czy udawac kogos kim “powinienem” byc teraz. Ale jak zrobic pierwsze, skoro wychodze wtedy na bachora, a jak drugie, jak nie wiem, jak powinienem wygladac teraz… I to jest moja tragedia. Dzieki, ze moglem sie tym z wami podzielic. Pozdro&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 6, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Chce podziekowac Adminowi, za jego prace, ktora wklada w wyglad tej strony. Zauwazylem, ze moje niedbale pismo tj. bledy w pisowni i brak polskich znakow, zostaje poprawiany. Podziwiam i szanuje Twoj wklad Adminie, w wizualna i estetyczna strone tego portalu. Dzieki temu wszystkie posty sa czytelniejsze. Postaram sie Tobie pomoc i pisac prawidlowo. Pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By elabuk on maja 7, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Unknown! Chce Ci podziekowac za tak obrazowo opisany Twoj stan. Jestem z Toba, tym bardziej, ze mam brata, ktory choruje i dzieki Twojemu listowi troche lepiej moge go zrozumiec. To jest trudne. Chcialabym Ci pomoc. Czy samotnie zmagasz sie z choroba, czy masz jakiegos psychoterapeute? Pozdrawiam, zycze lepszych dni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 7, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Elabuk, nie ma za co. Z choroba sam sie zmagam, teraz jest tak, ze boje sie caly czas, mam dziwne wizje, ale nauczylem sie uodparniac na to. Cwicze silna wole i nie pozwalam zlym myslom zawladnac mna, odrzucam je. A nawet jesli sie to nie udaje, to w glowie “kloce” sie z tymi myslami. Niestety czesto po takim dniu zmagan, jestem rozdrazniony, niespokojny mam wszystkiego dosyc, ale jakos go przezylem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By elabuk on maja 8, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Unknown! Z tego, co piszesz, wynika, ze masz calkiem dobry tzw. wglad w chorobe. Mam nadzieje, ze sobie z nia poradzisz. W kazdym razie taki wglad dobrze rokuje w przypadku kontaktu z psychoterapia i lekami. Czlowiek wie, kiedy moga go nachodzic zle stany i pilnuje sie. Jednak samotnie to pochlania duzo Twojej energii. Moze jednak warto byloby sie zdecydowac na lekarza - jak najszybsze leczenie moze dac taki rezultat, ze juz nigdy pozniej nie bedzie sie “rokrecala” choroba, im pozniej, tym gorzej. Duzo sie o tym dowiadywalam, czytalam, rozmawialam z lekarzami. Ale to oczywiscie Twoj wybor. Mam nadzieje, ze nie probowales z narkotykami? Niektorzy uwazaja kontakt z lekarzem, albo szpitalem za najwiekszy upadek, a to jest blad - dzisiaj medycyna daje takie mozliwosci, ze trzeba je wykorzystywac. Pozdrawiam i przepraszam, ze sie tak madrze, ale czemu nie dzielic sie tym, czego sie dowiedzialo?:):):)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Dorota on maja 9, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Dzisiaj trafilam tutaj pierwszy raz, zupelnie calkiem przypadkowo. Nawet nie wiem dlaczego w przegladarce wpisalam “depresja”? Moze to jakis znak?&lt;br /&gt;Tak naprawde to nie wiem czy cierpie na depresje. Po przeczytaniu powyzszych wpisow wiele na to wskazuje. Nic mi sie nie chce, nic mnie nie cieszy, jestem ogromnie nerwowa i wybucham z byle powodu. To co mam do zrobienia robie z wielkimi oporami i zazwyczaj na ostatnia chwile. Nie mam celu w zyciu, wszystko wydaje mi sie takie szare i bezsensowne.&lt;br /&gt;Mam 30 lat, wspanialego kochajacego meza, cudownych rodzicow i reszte rodziny. Czasami bardzo mi ich szkoda, ze sie musza ze mna meczyc.&lt;br /&gt;Nikomu jeszcze nie mowilam, ze podejrzewam u siebie depresie. Jedynie co u dostrzegaja to moja nerwowosc i lenistwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By lenia on maja 9, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Doroto!&lt;br /&gt;przede wszystkim z depresji mozna wyjsc. Tylko trzeba zobaczyc - czy mozna ja pokonac samemu, czy tez potrzebna jest pomoc lekarza. Wazna jest tez decyzja - jezeli powinnam, mam takie wlasnie objawy - to ide do specjalisty. Ja tak wlasnie zrobilam, dostalam leki i jest o niebo lepiej - inne mysli, mniejsza nerwowosc, lepsze patrzenie na swiat. Nie poddawaj sie! Jest duzo osob z takim problemem jak Ty:) Mozna i trzeba sobie pomoc - podjac wlasciwa decyzje. I bedzie lepiej:) Tego Ci zycze:)) lenia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By czarna on maja 20, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Trafilam na te strone, poniewaz chcialam napisac o swojej chorobie, a wiem ze mozecie mnie zrozumiec. Choruje na deprasje juz nie wiem od jak dawna, tylko nie wiedzialam wczecniej, ze to moze byc depresja. Podloze mojej choroby zaczelo sie w dziecinstwie, alkoholizm i zdrady taty z innymi kobietami i awantury czeste miedzy rodzicami, oraz w koncu rozpad ich malzenstwa. U mnie bardzo niska samoocena osobowosci, czarne mysli, osamotnienie, brak zrozumienia oraz jeszcze na dokladke nerwice, oraz nadopiekunczosc ze strony mojej mamy, poniewaz po rozpadzie malzenstwa moich rodzicow nastapil takze podzial miedzy mna a moja starsza siostra, ktora zamieszkala z tata. Obecnie jestem zona i mama dwoch corek, powinnam byc szczesliwa lecz niestety tak nie jest. Od czasu kiedy przyszly na swiat nie pracuje zawodowo, zajmuje sie domem i dziecmi, przestalam o siebie dbac i coraz bardziej zapadam w ciemnosc i bezsens istnienia. Wiazalam duze nadzieje z prawem jazdy, ale nie udalo mi sie do tej pory zdac i nie wiem kiedy to nastapi, coraz bardziej sie zniechecam i nie wiem, czy kiedykolwiek mi sie uda! Czesto wylewam wiadra lez po kontach, maz mnie nie bardzo rozumie i czesto przylapana na histerycznym placzu i furii slysze to zdanie, ktore w waszych historiach takze sie powtarza: “Wez sie w garsc”, lub “Co cie znow ugryzlo”!!! Nie potrafie sie cieszyc tym co mam i przeraza mnie to, jaki wizerunek matki widza we mnie moje dzieci, nie jest to zbyt ciekawy obrazek! Nie wiem jak dlugo jeszcze wytrzymam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Grazia on maja 21, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Czarna, nie wiem w jakim jestes wieku i w jakim wieku sa Twoje dzieci, ale chce Ci o czyms napisac. Kiedy ja zachorowalam, moj syn mial okolo 14 lat. Nie raz myslalam o odebraniu sobie zycia, bo uwazalam, ze lepiej dla mojego dziecka jest nie miec matki w ogole, niz miec taka jaka ja jestem. Ale to nie jest prawda. Ostatnio, pare miesiecy temu, rozmawialalm z moim 20-letnim juz synem i on powiedzial mi (teraz mieszka, pracuje i studiuje w Londynie), ze gdy sobie o mnie mysli i sobie mnie przypomina, to nigdy nie ma mojego obrazu w chorobie, tylko w dobrym nastroju. Chodziaz byl ze mna w chorobie 5 lat. Wytrzymasz dlugo, bo do nas matek wreszcie dociera, ze odebranie sobie zycia byloby wielkim egoizmem. Nasi bliscy na to nie zasluguja.&lt;br /&gt;Do mnie juz rodzina i bliscy znajomi nie mowia, bym wziela sie w garsc, bo po prostu wzielam ich prawie wszystkich po kolei do mojego psychiatry, ktory im staral sie wytlumaczyc, co sie ze mna dzieje. Mysle tutaj o Twoim mezu. Ja niestety jestem rozwiedziona i choroba tez dolaczyla sie do tego.&lt;br /&gt;Nie pisze tu, zeby sie “madrzyc”, bo sama jestem teraz w depresji i pomimo 8 lat choroby nadal nie umiem sobie z nia poradzic. Bo leki to nie wszystko. Przynajmniej w moim przypadku. Ciagle z nia walcze, chociaz psychoterapeuci mowia, ze lepiej dla mnie byloby sie jej poddac. Dac przyzwolenie. Nie umiem…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By czarna on maja 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Mam 35 lat, a moje dzieci - starsza 8, mlodsza 5 lat. Takze mialam takie mysli, ze lepiej by mialy moje dzieci, gdyby mnie nie bylo oraz, ze kazda inna matka jest lepsza ode mnie, a wynika to z oceny wnioskow mojej mamy, ktora nie ma sobie nic do zarzucenia. Po rozwodzie z tata podniosla sie dosyc szybko, moze to takze kwestia silnego charakteru, ja jestem miekka jak gabka i slaba psychicznie. Na pewno maja ogromny wplyw na to moje przezycia z dziecinstwa, oraz rola jaka przyjelam zyjac w rodzinie gdzie byl alkohol.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By miriamus on maja 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Pierwszy epizod depresji mialam 8 lat temu. Do pracy wrocilam po 3 miesiacach brania lekow, ale caly czas czulam sie slabo. Na kolejny, bardzo silny epizod “pozwolilam sobie” 4 lata temu. 2,5 roku na jednym leku - niby lekka poprawa, ale potem coraz gorzej, wiec zmiana leku, pol roku na drugim leku - 0 reakcji. Teraz mam zaczac brac trzeci, niestety z grupy TLPD…&lt;br /&gt;Wlasnie wrocilam z pol godzinnego posiedzenia w toalecie - schowalam sie tam w pracy i … ryczalam …&lt;br /&gt;Nie dam rady tak zyc. Staczam sie coraz bardziej, mimo ze nie mam teraz zadnych powodow do depresji. Nie wierze w leki, nie wierze w psychoterapie (chodze co 2 tygodnie od 2 lat i ogarnia mnie coraz wiekszy bezsens…) Boje sie stracic prace, bo z czego zaplace rachunki? Okresy zwolnien przeplataja sie wiec z bolesnym wstawaniem do pracy… Nie mam dla siebie argumentow mobilizujacych mnie do wstania do pracy. Codziennie rano placz, od pol roku coraz gorzej… Zrezygnowalam z kazdej aktywnosci. Zmuszam sie tylko do pracy. 0 kontaktow towarzyskich, 0 kontaktow z rodzina… Nie mam sily… Pomaga mi jedna znajoma, do ktorej dzwonie i … jecze, ze nie chce tak zyc… wiec dlaczego tak zyje? Bo zle sie czuje. Jestem slaba, nie mam sily, nie mam ochoty, wszystko jest bolem. Fizycznym i psychicznym bolem. Leczenie szpitalne? Boje sie… Strace prace…. Beda mieli dowod, ze rzeczywiscie jestem nienormalna. Poza tym coz za roznica czy leki w domu, czy w szpitalu? Nie ma dla mnie pomocy. Nie ma dla mnie ratunku. Boje sie ze sie zabije…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By nataniel on maja 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Czesc, od paru lat choruje, bralem juz wszystkie tabletki, ziola, czytalem wszystko o wszystkich sposobach i nic. Nic sie nie zmienia i tak juz pewnie zostanie. Przestaje brac prochy, mija tydzien i znow siedze po uszy w dolach, deprecha to nie choroba mozgu a duszy, a na leczenie duszy nie ma leku, aby odzyla trzeba swiatla od Tego, Ktory ja stworzyl, ale jak przegnac chmury i odnalezc swiatlo?????? Znalezc nadzieje w beznadziei? To moze sposob? Jedyne co sie we mnie zmienilo to to, ze nie boje sie juz jej, ale nie mam tez sil na funkcjonowanie, czuje sie wrakiem, starcem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By madzia on czerwca 24, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Czesc, dzis piewszy raz weszlam na te strone, zeby sie czegos dowiedziec o tej chorobie, i jak sobie pomoc. Tez od kilku lat mam depresje, i wtedy nie potrafie sobie z nia poradzic, wszystko mnie denerwuje, nie mam sensu zycie, ciagle sie doluje, uwazam, ze do niczego sie nie nadaje, nic nie potrafie zrobic dobrze, nie mam przyjaciol, kolezanek. Nie wiem czemu tak sie dzieje, powinnam byc szczesliwa, mam mieszkanie, meza, dwojke dzieci, ktorymi sie opiekuje w domu, bo sa jeszcze male, a i tak co jakis czas dopada mnie depresja. I wtedy uwazam, ze nie jestem nikomu potrzebna, ze nie mam pracy, z ktorej moglabym byc zadowolona. Skonczylam studia, ale i tak uwazam, ze nie dam sobie rady w pracy, ze nie nadaje sie do niczego. W dziecinstwie nikt mnie nie zauwazal, moje zdanie nie bylo wazne, i pewnie dlatego dopada mnie ta choroba. Nie potrafie uwierzyc w to, ze dam rade bez czyjejs pomocy. Mam nadzieje, ze chociaz troche pomoze mi to ,ze wyrzuce to siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on lipca 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Elabuk - co do naszej ostatniej rozmowy, chorobe zostawiam coraz bardziej w tyle… ale zostaje zal, wzrasta samolubstwo, po chorobie zostaly mi juz tylko same zle cechy… nie widze w sobie ani kawalka dobrego czlowieka… moge smialo nazwac sie chamem i swinia… nie chce wiecej ranic innych… boli mnie bol, ktory zadaje innym i to ze nie umiem sie zmienic… nie chce juz zawsze byc takim czlowiekiem :((( Chce byc dobry!!!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on lipca 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Unknown!&lt;br /&gt;To co napisales jest prawdziwe, piekne i daje wielka nadzieje.&lt;br /&gt;Dwa, trzy tygodnie temu ksiadz na kazaniu powiedzial bardzo madra rzecz. To, ze wszyscy jestesmy zli i grzeszni - to wiadome i oczywiste. Wazne jest, abysmy w swietle milosci Boga wykazali sie skrucha, a nie poczuciem winy.&lt;br /&gt;I to jest Unknown dla Ciebie zdanie do przemyslenia.&lt;br /&gt;Jesli swoja nowa prawdziwa nature, ktora w sposob oczywisty jest skazona grzechem, przyjmiesz ze skrucha, a nie z poczuciem winy, to Twoja dusza poczuje ulge i wyzwolenie.&lt;br /&gt;Polecam Ci ksiazke Jana Grosfelda “O pokusie zejscia z Krzyza” (Oficyna Wydawnicza “Vocatio” Warszawa 1998)&lt;br /&gt;Swieta Faustyna (polecam tez lekture jej “Dzienniczkow”) czym blizej byla Boga, tym bardziej widziala swoja nedze, grzesznosc i upadek.&lt;br /&gt;Mysle, ze wiekszosc naszych dolegliwosci psychicznych polega na grzechu pychy, gdy chcemy byc doskonali, bez skazy.&lt;br /&gt;Jednak Pan Bog nas stworzyl marnymi, grzesznymi, slabymi. I gdy przyjmiemy z miloscia siebie wlasnie takimi i bedziemy oddawac w modlitwie Jemu nasza grzesznosc, wlasnie ze skrucha, a nie poczuciem winy, to zaczna sie dziac dobre rzeczy. Pokochamy siebie, pokochamy naszych przesladowcow.&lt;br /&gt;Bardzo sie ciesze z Twojej drogi zdrowienia - nawet nie wiesz ile mi dzis dales radosci tymi postami&lt;br /&gt;Pan Bog Cie bardzo kocha, a ja Cie bardzo lubie i podziwiam &amp;nbsp;jestes swietnym facetem - wrazliwym i madrym.&lt;br /&gt;Prosze o modlitwe za mnie i za moja rodzine, ja bede sie modlic z Ciebie i Twoich.&lt;br /&gt;To bedzie nasz internetowo-forumowy Kosciol.&lt;br /&gt;Pan Jezus powiedzial, ze gdzie dwoch czy trzech spotyka sie na modlitwie, to On tam jest i dziala.&lt;br /&gt;Pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By martaa on lipca 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;admin, bardzo mi sie podoba ten pomysl z internetowo-forumowym kosciolem, bedziemy miec wieksza sile przebicia u Boga.:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on lipca 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Adminie dzieki Tobie za to, ze mnie naprowadzilas na strone Boga. Pamietasz? W ktoryms tam meilu pisalas mi o Nim no i posluchalem. Dzieki! Tak jak mowisz, zabija nas dazenie do doskonalosci, pycha - dokladnie! Wyjelas mi to z ust.&lt;br /&gt;Na czym polega skrucha?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on lipca 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Acha modlitwa, z checia sie za Was pomodle, tylko boje sie, ze nie bedzie to modlitwa szczera &amp;nbsp;Jestem samolubnym zarozumialcem i nie wiem czy cokolwiek we mnie jest szczere… oprocz zla, bo to na pewno &amp;nbsp;Ale postaram sie!!! Powodzenia Wszystkim zycze! Bierzcie z choroby ile sie da!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on lipca 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Unknown, wyobraz sobie, ze modlitwa takich “zlych” jak Ty jest niezwykle silna i skuteczna.&lt;br /&gt;Spowiedz swieta jest aktem skruchy, bo wyznajemy w konfesjonale nasze grzechy, wyznajemy zal za nie i prosimy o wybaczenie. Spowiednik wyznacza pokute.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pokuta jest aktem zadoscuczynienia. Zwykle kaplan wyznacza odmawianie modlitwy, albo uczestnictwo we Mszy sw.&lt;br /&gt;Krotko mowiac skrucha to jest przyznanie sie do wlasnej slabosci, zla, grzesznosci i prosba o wybaczenie.&lt;br /&gt;Bog jest Wielka Miloscia, Bog jest Prawda. Wiara, ze Bog-Ojciec wszystko widzi, takze nasza podlosc, a pomimo wszystko nas kocha i jest gotow ciagle nam wybaczac i dalej nas kocha, daje sile.&lt;br /&gt;Wiara jest laska - niektorzy dostaja ja natychmiast, gdy westchna do Pana Boga, inni dobijaja sie o nia latami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on lipca 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;martaa, ciesze sie, ze spodobal Ci sie pomysl wspolnego wspierania sie modlitwa.&lt;br /&gt;A wiec do dziela!&lt;br /&gt;Juz nas jest troje: ja, Ty i Unknown.&lt;br /&gt;Proponuje np. godzine 15.00 - to jest godzina Milosierdzia Bozego. Ja bede sie modlic za Was Koronka do Milosierdzia Bozego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By k. nova on sierpnia 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witajcie.&lt;br /&gt;Ja tez ofiaruje swoje modlitwy za Was.&lt;br /&gt;Swoj trud i bol.pozdrawiam&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3171570640406917346-7055921732954678488?l=depresjawawpl.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depresjawawpl.blogspot.com/feeds/7055921732954678488/comments/default' title='Комментарии к сообщению'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depresjawawpl.blogspot.com/2011/07/historia-choroby.html#comment-form' title='Комментарии: 0'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3171570640406917346/posts/default/7055921732954678488'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3171570640406917346/posts/default/7055921732954678488'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depresjawawpl.blogspot.com/2011/07/historia-choroby.html' title='Historia choroby'/><author><name>Depresja i Tesknota za miloscia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03033272936624093585</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3171570640406917346.post-6215055465074136833</id><published>2011-07-06T16:59:00.001-07:00</published><updated>2011-07-06T16:59:47.016-07:00</updated><title type='text'>Mądry Syrach</title><content type='html'>Nie wydawaj duszy swej smutkowi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ani nie drecz siebie myslami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Radosc serca jest zyciem czlowieka,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a wesolosc meza przedluza dni jego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wytlumacz sobie samemu, pociesz swoje serce,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I oddal dlugotrwaly smutek od siebie;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo smutek zgubil wielu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nie ma z niego zadnego pozytku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zazdrosc i gniew skracaja dni,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zmartwienie sprowadza przedwczesna starosc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy serce pogodne - dobry apetyt,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zatroszczy sie ono o pokarmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Stary Testament Madrosci Syracha 21-25)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytam te stare biblijne wersy z zachwytem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczegolnie podoba mi sie serce pogodne -&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dobry apetyt, zatroszczy sie ono o pokarmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6 Responses to “Madry Syrach”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By piotrek on lutego 28, 2008 | Reply&lt;br /&gt;pomozcie mi!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on lutego 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Piotrek! Jestes z nami! To bardzo wazne. A my jestesmy z Toba! To nie mniej wazne. Napisz o sobie wiecej - to pomaga.&lt;br /&gt;Stworzylismy na tej stronie wspolnote osob, ktore maja problemy. Wszyscy mamy chwile zwatpienia, chwile trudne, ktore dusza, nie daja zyc. Ale bliskosc - nawet ta internetowa - daje cieplo, milosc, wiare i nadzieje! Chcemy Ci pomoc! Bardzo chcemy Ci pomoc - daj nam szanse i napisz, co Cie dusi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By JJ on marca 4, 2008 | Reply&lt;br /&gt;czy zycie ma sens? czy cokolwiek ma znaczenie? nie moge znalezc pracy, wstanie z lozka jest duzym wyczynem, nie moge sie skupic na nauce - wiec sesja do tylu. Dla rodziny jestem nikim, a matka wbija mi noz w plecy. Musze mieszkac u rodzicow, bo nie mam pieniedzy. Po co to wszystko? Po co zyc?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By babcia ela on marca 6, 2008 | Reply&lt;br /&gt;“Zyje we mnie jakis gluchy placz - jakis szloch i placz zyja we mnie - niby w grocie kropel wieczny szmer, monotonnych kropel tajny jek.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By taka sama on czerwca 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Dobrze, ze sa ludzie, ktorzy rozumieja, to co czuje. Czytam i wyciagam “soki informacji”, ktore moze mi pomoga.Zaczelam brac leki, ale one mnie tylko otepiaja, nie czuje sie weselsza i silniejsza. Pozytywne myslenie i Bog, powinno pomoc…….&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By michal on czerwca 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Sa, ja rowniez sie do nich zaliczam, oprocz smutku, braku sily, energii, drecza mnie leki&lt;br /&gt;i poczucie, ze wszyscy ludzie sa przeciwko mnie, co bardzo utrudnia mi zycie. Co do lekow, to nie rezygnuj z nich, postaraj sie nastawic, ze pomoga, ja bralem tranxenne i cital i pomoglo, na efekty musialem czekac 3 tygodnie,&lt;br /&gt;ale naprawdee zycie nabralo barw, wszystko stalo sie latwiejsze.&lt;br /&gt;NIE PODDAWAJ SIE, TRZYMAJ SIE MOCNO&lt;br /&gt;ZYCZE POWROTU DO ZDROWIA !!!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3171570640406917346-6215055465074136833?l=depresjawawpl.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depresjawawpl.blogspot.com/feeds/6215055465074136833/comments/default' title='Комментарии к сообщению'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depresjawawpl.blogspot.com/2011/07/madry-syrach.html#comment-form' title='Комментарии: 0'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3171570640406917346/posts/default/6215055465074136833'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3171570640406917346/posts/default/6215055465074136833'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depresjawawpl.blogspot.com/2011/07/madry-syrach.html' title='Mądry Syrach'/><author><name>Depresja i Tesknota za miloscia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03033272936624093585</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3171570640406917346.post-3287869945072568551</id><published>2011-07-06T16:59:00.000-07:00</published><updated>2011-07-06T16:59:19.496-07:00</updated><title type='text'>Moc w słabości się doskonali</title><content type='html'>Swiety Pawel w Drugim Liscie do Koryntian tak pisze: Powstrzymuje sie jednak, aby mnie nikt nie ocenial ponad to, co widzi we mnie lub co ode mnie slyszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aby zas nie wynosil mnie zbytnio ogrom objawien, dany mi zostal oscien dla ciala, wyslannik szatana, aby mnie policzkowal - zebym sie nie unosil pycha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego trzykrotnie prosilem Pana, aby odszedl ode mnie, lecz [Pan] mi powiedzial: “Wystarczy ci mojej laski. Moc bowiem w slabosci sie doskonali”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najchetniej wiec bede sie chlubil z moich slabosci, aby zamieszkala we mnie moc Chrystusa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego mam upodobanie w moich slabosciach, w obelgach, w niedostatkach, w przesladowaniach, uciskach z powodu Chrystusa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Albowiem ilekroc niedomagam, tylekroc jestem mocny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swiety Pawel jest mi wyjatkowo bliski. On tez, tak jak wiekszosc z nas, byl wielkim grzesznikiem Zwalczal okrutnie chrzescijan.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do dnia, kiedy upomnial sie o niego Pan Bog. Jego zycie, podobnie jak swietego Augusta, mialo dwa rozdzialy: pierwszy bez Boga, drugi dla Boga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostawili po sobie swiadectwa bardzo poruszajace.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wlasnie my, slabi i grzeszni, mozemy sie do nich porownac - oczywiscie do pierwszych bezboznych okresow w ich zyciu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem czerpmy nadzieje i sile z ich doswiadczen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jesli uwierzymy w wielka, wybaczajaca milosc Boga, to zacznie sie nasze zdrowienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;46 Responses to “Moc w slabosci sie doskonali”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Piotr on grudnia 9, 2007 | Reply&lt;br /&gt;Ciezko jest myslec gdy jest sie w stanie depresji. Przeszkoda sa negatywne mysli jak i brak precyzji w mysleniu. Jest w czlowieku jednak cos co go popycha do szukania wyjscia z tej trudnej sytuacji. Taka sytuacja jest droga do doroslosci, nabierania doswiadczenia. Jestesmy postawieni w zupelnie innej sytuacji niz ludzie ktorzy nie cierpia na depresje. Jest to droga z trudnymi przeszkodami…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By pola on stycznia 8, 2008 | Reply&lt;br /&gt;do Piotr: masz racje, ze nie chodzilo tu o to, ze sama wiara w Boga wystarczy, zeby wyciagnac sie z depresji. Zgadzam sie. Ale zobacz - apostol Pawel powiedzial: kiedy jestem slaby, wtedy jestem mocny. Mysla. ze w depresji potrzebna jest pomoc Boga, tylko ze On nie zawsze bedzie odpowiadal na nasze modlitwy tak jak bysmy tego oczekiwali. Nie sprawi cudu na srodku ulicy, ale moze pomoze nam przez jakas bliska osobe, ktora nie pozwoli nam sie zalamac… Apostol Pawel kiedy byl slaby dostawal pomoc i ta wlasnie sila od Boga byl mocny. Pewnie ze sa takie osoby, ktore nie poradza sobie z depresja bez fachowej pomocy, ale Ty umniejszasz role Stworcy, przeciez nie jestes w stanie przewidziec przyszlosci, jak by wygladala bez Jego pomocy!&lt;br /&gt;Pozdrawiam.&lt;br /&gt;gdybys chcial podyskutowac to moj mail&lt;br /&gt;pauletee@wp.pl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By dlaludzi on stycznia 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;#&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Piotr on listopada 24, 2007 | Reply&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moc w slabosci sie doskonali…To prawda, ale my przeciez mowimy o depresji. Ciezko powiedziec czym byl oscien w ciele apostola Pawla, ale jedno jest pewne - nie byla to deprecha. Komus kto jest w depresji, ciezko jest zrobic cokolwiek. Apostol, o ktorym mowa, przeszedl na piechote wiele kilometrow, 3 razy topil sie okret, na ktorym plynal, by glosic Slowo… Byl wiele razy biczowany.Trudno sie zdobyc na usmiech komus kto stoi w obliczu depresji. On stojac w obliczu smierci mowil - zawsze sie radujcie. Proponowalbym by nie upraszczac sprawy. Na depresje zapadaja rowniez ludzie wierzacy i mowienie, ze wiara w wybaczajaca milosc Boga wystarczy do zdrowienia, jest wielkim nieporozumieniem. Powiem wiecej - moze wywolac wieksze poczucie winy i beznadzieje od tej, ktora juz i tak jest… - piotrass72@interia.pl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Piotra&lt;br /&gt;Ja rozumiem szerzej ten kontekst - Pawel nie radzil sobie z czyms… modlil sie, prosil, ale… Bog nie zabral tej niedogodnosci - to dla tych co mysla, ze wystarczy pomodlic sie i wszystko zniknie…&lt;br /&gt;Ale powiedzial WYSTRACZY CI MOJEJ LASKI…&lt;br /&gt;ja to rozumiem - ze BOG wie, jak nam ciezko i cudownie tego nie bedzie zmienial, ale wystarczy nam Jego laski - nie zostawi nas samych, itp.&lt;br /&gt;Moj lekarz powiedzial mi, ze to choroba cywilizacyjna… coraz bardziej sie do tego przekonuje - wiec chora jest nasza cywilizacja, warunki, wiec nie ma sensu tej choroby brac do siebie… personalnie, potraktowac ja jak cukrzycy swoja cukrzyce, sercowcy czy zawalowcy - swoje serducho itp. Chociaz pewnie podobnie mogli czuc tylko tredowaci… wykluczeni, ale zobaczcie teraz trad nie jest problemem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To czego uczy mnie depresja - to dbania o siebie.&lt;br /&gt;W bardzo szerokim kontekscie - zaspokajanie swoich potrzeb, nie bycie wszystkim dla wszystkich… wyznaczania wlasnych celow i osiagania ich, nawet z poslizgiem.&lt;br /&gt;Drastycznego i podstawowego brania pod uwage swoich mozliwosci, a nie swoich checi sprostania czyims oczekiwaniom…&lt;br /&gt;dbania o odpoczynek, relaks, czas tylko dla siebie… MUSZE TO REALIZOWAC, zeby moc normalnie, czyli bez wylaczania sie na dlugie depresje, funkcjonowac.&lt;br /&gt;Tak tylko poznajac glebiej swoje ograniczenia mozna lepiej sobie radzic z nawrotami depresji.&lt;br /&gt;Ostatnio trafilem na dobra pozycje “Jak Wygrac Z Depresja? Trening” - mozna kupic w empiku.&lt;br /&gt;oraz tchnaca realizmem “Badz swoim najlepszym przyjacielem”&lt;br /&gt;http://przyjaciel.zlotemysli.pl/dlaludzi - mozna pobrac darmowy fragment&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Fallen on lutego 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witam… Dlugo sie zastanawialem nad napisaniem… Sam nawet nie wiem od czego zaczac… Na depresje choruje od kliku lat… a moze i cala wiecznosc U mnie jednak sprawa jest o tyle skomplikowana, ze jestem narkomanem, choc nie “czynnym”… no i chyba popadam w alkoholizm, do czego za wczesnie jest sie przyznaccprzed samym soba, jak to u alkoholikow bywa &amp;nbsp;Utrata pracy i szkoly nie zmobilizowala to tzw. wziecia sie w garsc, a jeszcze bardziej popchnela w bledne kolo… Kilka dni temu odstawilem leki… Probuje wytrenowac w sobie pozytywne myslenie… ale i tak czarne chmury spowijaja coraz silniej i nieublaganie… Najgorsza jest ta bezsilnosc i niemoznosc podjecia jakiejkolwiek decyzji, w ktora to strone ruszyc (you know what i mean) Rozstalem tez sie ze swoja kobieta… I jak ktos tu pisze, ze milosc jest jedynym remedium na depresje, to az mnie skreca… bez obrazy oczywiscie. Moim scisle subiektywnym zdaniem ona najszybciej podcina skrzydla… Nie potrafie sie zwrocic do Boga… Wydaje mi sie, ze za duzo zawinilem, abym mogl Go prosic o pomoc… Poza tym kiedy depresyjne demony wyja i rozrywaja czlowieka od srodka nie sposob sie zwrocic do kogokolwiek… Pozdrawiam i zycze wytrwalosci, ktorej mi tak cholernie brakuje…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By anita on lutego 2, 2008 | Reply&lt;br /&gt;do FALLEN: To nie ciekawie Tobie sie ulozylo. Ja teraz mam depresje, ale nigdy nie uciekalam sie do picia alkoholu, lub narkotykow. Ale chcialam odebrac sobie zycie, wiec bralam duze ilosci psychotropow! Jak wszyscy cie zaszczuja, i przeganiaja… Nie mialam pracy, mieszkania, przyjaciol, wszyscy wystraszyli sie moich problemow! Teraz jakos funkcjonuje, ale wszystko przychodzi mi z takim trudem. Non stop antydepresanty. Besenne i koszmarne noce I obraz faceta potwora, ktory nigdy nie odpusci zemsty!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Fallen on lutego 2, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Anita: Powiem Ci, ze dobrze dobrane antydepresanty potrafia falszywie uszczesliwic czlowieka… ale po dluzszym braniu… sam juz nie wiesz, kim naprawde jestes - jak to kiedys ktos madrze napisal… No ale to chyba najlepsze wyjscie niz mialoby sie przez caly czas zwijac z agonii… Ja tez probowalem ze soba skonczyc, nie raz nie dwa… Wciaz szukam oswiecenia. Dzis jest dobrze… a moze dlatego ze wypilem?;) Hehe… Mialas moze tak, ze wolalas funkcjonowac w nocy niz w dzien? Kiedy mam nawroty depresji to ciagle przestawia mi sie zegar biologiczny… I lzej jest jakby w srodku nocy… niz w poludnie… Ciekawe dlaczego? Aha… i moglabys podac nazwe swoich antydepresantow? Pozdrawiam..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By sonia on lutego 4, 2008 | Reply&lt;br /&gt;witajcie,&lt;br /&gt;pierwszy raz jestem na tej stronie, przeczytalam tylko kilka Waszych wypowiedzi, ale chcialam sie z Wami podzielic informacja, ze ja juz nie cierpie tak bardzo dzieki leczeniu farmakologicznemu. Leczenie trwalo ponad rok, ale bylo tak dobrze dobrane, ze nie odczuwalam zadnych skutkow ubocznych. Dzis, gdy patrze wstecz, jestem wdzieczna mojej przyjaciolce, iz powiedziala mi co sie ze mna dzieje (nie przypuszczalam, ze to straszne cierpienie to choroba). Oczywiscie nadal od czasu do czasu odczuwam stany przygnebienia, zniechecenia i czasem truchleje na mysl, ze wraca straszne cierpienie ale jak dotad (odpukac) odganiam negatywne mysli i to sie udaje:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By MARCIN on lutego 6, 2008 | Reply&lt;br /&gt;depresja to straszna rzecz. Wpadlem na nia kilka lat temu z powodu zawodu milosnego. Prawie od poczatku wiedzialem, ze ja mam, ale myslalem, ze jakos to bedzie. Przez dwa lata sie nie leczylem. Bylem tak przygniebiony, ze calymi dniami nie wychodzilem z domu. Tylko ksiazki i telewizja i tak calymi dniami. Nic mi sie nie chcialo - nawet ogolic - ogarnial mnie jeden obezwladniajacy lek, smutek - zadnej radosci, kompleksy, zaczalem sie bac ludzi, kobiet. W domu mysleli poczatkowo, ze nic mi sie nie chce - mowili zacznij od rzeczy malych - posprzataj - a mnie to doprowadzalo do szalu, bo mialem na glowie nieodzajemniona milosc. Dowartosciowywalem sie ksiazkami. nienawidzilem siebie. po 2,5 roku zaczalem sie leczyc, ale niestety przerwalem i tak kilka razy. Przez dwa lata nie robilem nic - tylko 8 godz znienawidzonej pracy i telewizja i spac. Moglem ludzi nie widziec - sam negatywizm. Nienawidzilem siebie. Myslalem, ze jakos to bedzie. potem podjalem kolejna juz probe leczenia i przez dluzszy okres czasu bylo dobrze, ale niestety przerwalem - znowu bylem zly na siebie. Wyladowalem w klinice nerwic w Warszawie i tam na terapii indywidualnej psychiatra powiedziala rzecz straszna “prosze pana, ja sie obawiam, ze moze nie byc miejsca na kobiete - to straszne pomyslalem”. W domu negatywizm. Chociaz pomagali mi jak mogli,postanowilem cos zrobic ze swoim zyciem i skonczyc studia magisterskie w Poznaniu, ale jest mi ciezko i nie wiem czy dam rade. Nie wiem kiedy ten koszmar sie skonczy, czy dam rade. Staralem sie modlic - zwlaszcza ulubiona modlitwa - koronka do Milosierdzia Bozego - ale chyba brak mi wiary i wytrawlosci. Staram sie walczyc, ale brak czegos pozytywnego - ludzi - kobiet ktore by mnie dowartosciowaly i pomogly miec pozytywne mysli i wytrwac w leczeniu, bo w domu ja zamieniam zycie moich bliskich w pieklo - zaczynam krzyczec - mowic do siebie - niekonczaca sie opowiesc. Prosze o modlitwe. Tak bardzo potrzebuje Boga - Jego milosci - kobiety, czulosci. Nie wiem jak to bedzie. Jesli ktos by chcial, to prosze o kontakt, prosze o modlitwe. Prosze o modlitwe. pozdrawiam marcin&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on lutego 6, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Marcina: Bede sie za Ciebie od dzisiaj modlic Koronka do Milosierdzia Bozego o 15.00.&lt;br /&gt;Jestes bardzo dzielny - podjales studia! To sie liczy, warto pokonywac siebie, choc wiem, jakie to trudne dla ludzi w depresji. Ale zobaczysz, ze to sie naprawde oplaci wlasnie Tobie!&lt;br /&gt;Jesli jeszcze ktos wlaczylby sie do tej modlitwy o 15.00 (Ciebie tez zapraszam) - to bedzie ona mocniejsza.&lt;br /&gt;Stworzylismy na tym forum wspaniala wspolnote - wiec wspierajmy sie nie tylko swiadectwami naszych trudnych doswiadczen, ale tez modlitwa!&lt;br /&gt;Trzymaj sie Marcinie - nie jestes sam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By sonia on lutego 6, 2008 | Reply&lt;br /&gt;czesto mysle o depresji, zwlaszcza, gdy jak teraz… mam urlop. Cale moje dziecinstwo to pijanstwo mojego ojca, wieczne nerwy czy znowu moj ojciec bedzie sie awanturowal, potem przemoc psychiczna w moim malzenstwie, rozwod, milosc do innego mezczyzny (ja tej milosci nie dawalam zadnych szans )teraz sama wychowuje dzieci. Wierze w Boga i doskonale wiem, ze bardzo mnie kocha, tylko mam straszny problem z chodzeniem na msze, i modle sie przewaznie tez tylko wtedy, gdy jest mi zle. Wyglada na to, ze jestem straszna egoistka i czasem mysle, ze poniewaz nie jestem Bogu obojetna, dlatego mnie doswiadcza. Podobno kazdy ma swoj krzyz… i ja mam wlasnie taki, ze cale zycie mam pod gorke, ale co tam przeciez inni maja duzo gorzej… pozdrawiam wszystkich serdecznie:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By bania on lutego 7, 2008 | Reply&lt;br /&gt;nawet nie wiem jak zaczac… jest mi strasznie zle… a niby wszystko mam, zdrowie, rodzine, kochajacego chlopaka…studia… a mimo to… boje sie ze to wszystko strace ;(( ciagle placze… skad to sie bierze? kompleksow masa… nalapalam ich w dziecinstwie, kiedy to bylam najwieksza w klasie… moze nie wzrostem, a szerokoscia. Teraz juz moze nie odbiegam tak od innych, a ciagle czuje sie gorsza… niesmiala, malo mowie… chowam sie, uciekam jak tylko jakis problem. I teraz ta depresja… W sumie mysle, ze zaczeelo sie na studiach, ciezki kierunek, duzo nauki, moze mnie to przerasta. Mam byc farmaceutka? z depresja? A jak pomyle dawke, wsadza mnie do wiezienia… Wszystko jest bez sensu… Do niczego sie nie nadaje.. Nie chce mi sie zyc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Iwona on lutego 10, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Od kilku miesiecy choruje na depresje i nie potrafie sobie z tym sama poradzic. Mieszkam w Londynie z chlopakiem i tylko jego tak na prawde mam tutaj. Nie mam wlasnych znajomych. Sa tylko znajomi mego chlopaka. Nie mam nikogo z kim moglabym porozmawiac o mojej chorobie. Jest mi z tym bardzo ciezko, gdyz nikt z nich mnie nie rozumie. Wciaz maja do mnie pretensje, obwiniaja mnie o wszystko, co doprowadza mnie do stanow zalamania. Wmawiaja mi, ze problem jest we mnie i ze musze sie zmienic. A ja naprawde sie staram za kazdym razem. Potrzebuje kogos, z kim moglabym o tym porozmawiac, kto rozumie moja sytuacje, moj stan. Prosze piszcie do mnie. Poradzcie mi, jak mam sobie z tym poradzic, jak zwyciezyc z depresje, bo nie radze sobie ze soba…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Danusia on lutego 11, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Iwonko. Na poczatku rutynowe pytanie, czy bylas z tym u lekarza? Jesli nie bylas, to powinnas jak najszybciej to zrobic, dlatego ze leki i tak podzialaja dopiero po dluzszym braniu, a znaczna poprawe poczujesz po trzech miesiacach. Jest to koniecznosc. Nie zwlekaj z tym, bo wczesniej czy pozniej i tak tam pojdziesz. A po co odwlekac i meczyc sie. Posluchaj, bo dobrze Ci radze. Jest teraz na rynku dosyc uniwersalny lek, ktory naprawde pomaga wielu osobom tj;Efektin R, polskim odpowiednikiem rownie dobrym jest Velafax - troszke tanszy. Nie zniechecaj sie do brania lekow. Nikomu nie musisz sie tym chwalic, a zobaczysz jak wroci Ci dobry nastroj, poprawi pamiec. Pozdrawiam Cie b.serdecznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By silaczka on lutego 13, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Iwona, ja mieszkam w Anglii od 5 lat. I chyba tutaj naprawde dopiero rozwinela sie moja choroba. Do niedawna nie mialam jeszcze pojecia, ze to depresja. TO bylo nienazwane. Obwinialam siebie, bo chcialam byc silna za wszelka cene. Samowystarczalna.&lt;br /&gt;Bedziesz sie tak zapetlac w nieskonczonosc. Wiem, jak sie czujesz. Jesli chcesz, to prosze podaj maila, ja napisze…&lt;br /&gt;I zgadzam sie z Danusia - szukaj pomocy u lekarza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Krzysiek on marca 2, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Ja choruje i lecze sie na depresje od 4,5 roku, tak naprawde nie mialem remisji tylko wieksze lub mniejsze doly, bylem w klinice na oddziale nerwic, bylem tez przez 6 miesiecy na oddziale zamknietym, gdzie mialem zabiegi elektryczne, teraz jestem w domu, dostalem nedzna rente na 2 lata, troche dorabiam, ale moja przyszlosc nie rysuje sie dobrze, mam 31 lat, samotny z wyboru, zadne sposoby leczenia nie zaskutkowaly, nie wiem jak zyc, nie wiem jak dlugo jeszcze pozyje, lecze sie u najlepszej pani profesor w Lublinie… Jestem wierzacym czlowiekiem, ale istnienie czasami jest nie do zniesienia…….&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By anies on marca 3, 2008 | Reply&lt;br /&gt;bliska mi osoba cierpi na depresje, widze, ze jesli czegos nie zrobie, stanie sie najgorsze, moze najgorsze dla mnie a nie dla niego? Jest to straszne, bolesne, czuje sie bezsilna. Czy istnieje jakies wyjscie? Czuje, ze na mnie splynela cala odpowiedzialnosc. On nie ma nikogo poza mna, bylismy dlugo razem, ale odeszlam, wierzcie - musialam, i w takim sensie rowniez odpowiadam za jego dramat. Nie ma mowy o lekarzu i leczeniu, nigdy na to sie nie zgodzi. Jestem blisko, ale nie tak jak by sobie tego zyczyl. Zdaje sie, ze nie moge byc juz blizej. Mieszkamy w Londynie. Od pol roku jego stan sie pogarsza, nie utrzymuje sie w zadnej pracy, odizolowal sie od wszystkich, nie spi, nie je, cierpi. Jestem jedyna osoba, ktora dobija sie do jego drzwi, przynosi posilki, placi za mieszkanie i przemawia w niekonczacym sie monologu, ktory trafia w proznie. Czy moge go jakos ocalic? Wrocic? Kiedy bylo mi tak zle, jest osoba despotyczna, musialabym zrezygnowac z tego, bez czego trudno byloby mi zyc. Porzucic rodzine, znajomych, zainteresowania, sens mojego zycia, pewno role nasze by sie odwrocily. Oto moj dramat… Boze jak zyc?! Jestem taka zmeczona&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By babcia ela on marca 6, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Krzysztof ! Pamietaj, ze wlasnie tutaj mozesz pisac o swoim samopoczuciu i postepach, czy nawrotach choroby. To jest dla nas wszystkich swoisty zawor bezpieczenstwa. Kiedy czujesz, ze wybuchniesz - pisz. Wiem, ze kiedys marzylam o anonimowej sposobnosci wygadania sie (wypisania) przed zupelnie obcymi osobami, a jeszcze do tego rozumiejacymi co sie ze mna dzieje. Lecze sie na depresje juz szesc lat i nie moge powiedziec, ze jestem wolna od choroby a lecze sie systematycznie. Jedynym pozytywem jest brak mysli samobojczych. Przeszlam w zyciu bardzo wiele (mam 55lat) i chyba dlatego depresja mnie nie opuszcza. Jednak trzymam sie i uwazam, ze zadna depresja nie bedzie mna rzadzic. Sa dni, jak obecnie, ze robie wszystko, zeby nie wychodzic z domu. Wychowuje 10.letnia wnusie. Wstaje rano, bo musze, maluje sie i robie wrazenie zadowolonej z zycia. Tylko Wy wiecie, ile kosztuje nas udawanie. Walcze sama z soba, zeby nie utonac w rozpaczy jak wiele lat wczesniej. Mysle - a nawet to wiem - ze czlowiek jest twardszy od kamienia. Tylko nie mozna sie poddawac.&lt;br /&gt;Droga Anis!!! Bardzo mi Ciebie szkoda. Jednak uwazaj, zeby to poczucie winy nie zaowocowalo u Ciebie choroba. Rozumiem, ze chcesz mu pomagac, ale nie kosztem wlasnego zdrowia. Nie Ty jestes odpowiedzialna za jego stan psychiczny. Nic nie zrobisz, jesli on nie chce sie leczyc. A moze jemu jest tak wygodnie i celowo gra role cierpietnika, zeby Ciebie od siebie uzaleznic? Spojrz na to chlodnym okiem. Pozdrawiam wszystkich radosnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Radek on marca 25, 2008 | Reply&lt;br /&gt;… gdy bede chodzil ciemnymi dolinami, zla sie nie ulekne…&lt;br /&gt;Przede wszystkim trzeba zlapac dystans do zycia, do samego siebie.&lt;br /&gt;Mam chwile zalmania, ale ma je kazdy.&lt;br /&gt;To mi pomaga. Swiat jest jaki jest, chcesz sie w nim odnalezc…? A gdzie sie zgubiles? Mam problemy jak kazdy… Zycie jest darem a nie kara… tak mi sie wydaje. Po co mam byc smutny i zly, jak moge byc szczesliwy, dam sobie szanse na szczescie. Jutro wstane wypoczety i zadowolony. Ja WALCZE!!! Pozdrawiam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By beata on marca 25, 2008 | Reply&lt;br /&gt;“Mialas moze tak, ze wolalas funkcjonowac w nocy niz w dzien? Kiedy mam nawroty depresji, to ciagle przestawia mi sie zegar biologiczny… I lzej jest jakby w srodku nocy… niz w poludnie… Ciekawe dlaczego?” do Fallen - ja tak mam. Wiesz dklaczego tak jest? bo wtedy wiekszosc ludzi spi, nie musisz ogladac ich zadowolonych twarzy, udawac, ze u Ciebie tez jest ok i usmiechac sie. Jestes sam na sam ze swoim smutkiem, zamykasz sie w swoim pokoju, domu i wiesz, ze sa male szanse, ze ktos Ci przeszkodzi w Twoim bolu, dlatego tak jest…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By impresja23 on marca 28, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Krzysiek, mozesz mi podac namiary na prof. z Lublina, u ktorej sie leczysz, albo chociaz jej nazwisko? Mieszkam teraz w Lublinie, na depresje lecze sie ok. 2 lat. Biore Citaxin, ale zrezygnowalam z psychoterapii. Pozdrawiam:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Krzysiek on marca 30, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Anis!! Kiedys mialem dziewczyne, bedac w tym zwiazku pojawila sie choroba, naprawde bylem przekonany, ze w czesci to JEJ wina, tkwilismy w tym razem. Wyjechala do Londynu, po roku spotkalismy sie raz jeszcze. To ja zainicjowalem rozstanie, Ona miala alternatywe w postaci wyjazdu. Teraz jest tam z kims innym… boli… ale moze jest szczesliwa. Ludzie w depresji, nie wiedzac nawet o tym, potrafia manipulowac innymi i ich pograzac. Nie wracaj do tego co Cie ranilo. To zniszczy Was oboje. Dobrze by bylo, aby On wrocil do kraju. W kraju istnieje ustawa o przymusowym leczeniu osob, ktore targnely sie na zycie swoje lub innych (a morzenie sie glodem jest takim targnieciem sie na zycie). W szpitalu potrafia zdzialac cuda, sam widzialem. Zastanow sie nad tym, nie marnuj sobie zycia i nie przeciagaj tego stanu, jego zycie tez moze byc zagrozone.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Babci Eli. Wiem jak to trudno starac sie, zeby wszystko bylo ok. Ja udaje, ze pracuje teraz w domu (moj zawod na to pozwala), czesciowo to prawda, ale tak naprawde pracuje na 1/8, wiecej nie potrafie z siebie wykrzesac. Chce tylko dodac, ze trzeba sie leczyc u najlepszych, tylko oni maja doswadczenie jak polaczyc kilka lekow na raz, a jesli komus zdarzy sie szpital? Ja bylem w klinice, naprawde nie jest tak strasznie, pielegniarki bardzo sie staraly, aby kazdy pacjent czul sie tam w miare mozliwosci dobrze. A i pacjenci w wiekszosci sa w porzadku. Za mojego pobytu bylo np. dwoch ksiezy, w tym jeden misjonarz.&lt;br /&gt;Trzymajmy sie i nie poddawajmy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Krzysiek on marca 30, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Impresji23, namiary: prof. Halina Marmurowska-Michalowska, tel. gabinet. 743-19-20, sekretariat kliniki 744-409-67. Przyjmuje pon.-wtorek na ul. Kaprysowej 1. Jak nie dasz rady umowic sie w gabinecie prywatnym, to zadzwon do sekretariatu kliniki, tam Cie polacza z jej gabinetem i sie umowisz. Niestety ceny w gab. prywatnym sa z marsa. Pierwsza wizyta 200zl, kazda kolejna 150… Ale tu chodzi o zycie. Powodzenia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By kris on kwietnia 7, 2008 | Reply&lt;br /&gt;bylem pacjentem szpitala psychiatrycznego kilkanascie razy i sie nie podlamalem. znam swoja wartosc i bede walczyl o swoje. nigdy sie nie poddawajcie. nigdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;groove@autograf.pl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Kwiatuszek on kwietnia 7, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Jeju to straszne… a mnie sie nie chce zyc…..bo po co….. Ciezko jest myslec, gdy jest sie w stanie SMUTKU:( Przeszkoda sa negatywne mysli jak i brak precyzji w mysleniu.:| jest w czlowieku jednak cos, co go popycha do szukania wyjscia z tej trudnej sytuacji. Ta sytuacja jest droga do doroslosci, nabierania doswiadczenia…. nawet nie wiecie ile to mnie nauczylo…. Jestem postawiona w zupelnie innej sytuacji niz ludzie, ktorzy nie cierpia!! Jest to droga z trudnymi przeszkodami… Boje sie dnia nocy i ZYCIA……&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Gina on kwietnia 8, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Lecze depresje od 2 lat, ale koncentracja wciaz nie wraca. Do tego w ogole nie jestem asertywna! Przez to jestem strasznie wykorzystywana i ponizana w pracy. Boje sie, ze jak odmowie “wynies, przynies, pozamiataj”, mimo iz jestem referentem ksiegowosci, zostane zwolniona lub nielubiana! Strasznie sie boje braku akceptacji. Wiem, ze to nie powinno miec znaczenia, ale juz jestem taka glupia, durna idiotka! Musialam to gdzies komus napisac, bo tak naprawde nie mam komu. Jak nauczyc sie asertywnosci? Nie chce do konca zycia byc sluzaca kolezanek z pracy! To jest straszna choroba! Boje sie, ze jej nigdy nie pokonam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Marinka on kwietnia 14, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witajcie,&lt;br /&gt;a ja sie czuje cala zdretwiala w srodku. Tak bardzo staram sie dla Boga - wspolnota, obowiazki, praca dla innych. Brak mi czasu dla siebie. Czasem mysle, ze nie mam dla siebie wcale milosierdzia. Kiedys sie strasznie zakochalam w pewnym czlowieku, ktory od dawna mial dziewczyne i z nia zyl, przezylam pieklo, ktore trwalo 5 lat. Teraz mam to uczucie za soba, ale jest we mnie pustka. Stracilam nadzieje, a zawsze tak mocno wierzylam Bogu. Te lata to bylo jedno wielkie blaganie Boga o litosc. O jakakolwiek pomoc. O zabranie tej milosci. Wszystko we mnie umarlo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By zuska on kwietnia 30, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Od okolo pol roku zmagam sie sama ze soba. Nie dopuszczalam mysli, ze to moze byc depresja, pewnie dlatego, ze moje stany lekowe i brak jakiejkolwiek checi do zycia objawiaja sie z niewielkimi przerwami. W trakcie tych przerw jest wszystko w porzadku, usmiecham sie i z pozoru jestem szczesliwa. Ostatnio wszystko sie nasililo. Nie potrafie pozytywnie myslec, nic mnie nie cieszy, czuje sie bezwartosciowa osoba. Moj chlopak tego nie widzi i podobnie jak niektorzy z Was slysze w kolko: “znowu wymyslasz, cos sobie znowu ubzduralas…itd”. Przez to juz nie staram sie mu czegokolwiek tlumaczyc. Po prostu zamykam sie w tym osamotnieniu. Moj chlopak jest jedyna bliska mi osoba w miescie, w ktorym studiujemy. Owszem mam kilka kolezanek , ale one maja swoje zycia i nie zawsze mozemy sie spotkac. Dlatego tez cala swoja uwage poswiecam jemu. Od jakiegos czasu stale slysze od niego, ze cos robie zle. A to sie zle ubralam, obiad za malo podgrzany, ze jestem zalosna w tym co robie na co dzien. Zaczynam sie zastanawiac, czy nie ma racji. Moja wielka wada jest to, iz nie potrafie od razu skonfrontowac takiej uwagi co do mojej osoby i po prostu stroje fochy tzn. malo mowie i widac po mnie jakbym byla obrazona na caly swiat. Tak naprawde to tzw. fochy sa moja jedyna obrona przed tym wszystkim. Zaczelam bac sie ludzi, zamykac w domu i nigdzie nie wychodze. Przestalam sie sobie podobac, nie mam ochoty ladnie sie ubrac. Czuje sie nie potrzebna. Dodam tylko, ze jestem w takim punkcie w zyciu, gdzie koncze studia i za niedlugo bede na powaznie szukala pracy. Z moim obecnym nastawieniem do ludzi i swiata czarno to widze i bardzo boje sie tej doroslosci. Kiedys taka nie bylam, malo tego bylam otwarta, komunikatywna, pewna siebie kobieta, a teraz… nie wiem co sie ze mna stalo. Jezeli ktos ma podobny problem, niech odpisze na forum. Dziekuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By vasery on maja 2, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Zuska ten Twoj chlopak to dupek maksymalny, patrz na te jego okreslenia z dystansem, bo sie zameczysz, mysl o sobie dobrze, wazne co Ty o sobie myslisz, bo on Ci rozne rzeczy moze wmawiac i poglebisz swoj dolek. Ja juz mam duzo lat i tez slyszalam od takiego dupka przez 27 lat jakie jestem zero - cytuje jego slowa /sasiadka to zona i matka a ty to jestes zero/ nazwalam ja matka polka . 5 lat temu wyjechalam do pracy do Niemiec na pole /praca niewolnicza, ale to nic/, wyjechalam zeby udowodnic sobie, ze nie jestem zerem, chociaz mam stala prace a on nie. Przezywalam te jego okreslenia i teraz jestem na lekach przeciwdepresyjnych. Pozbadz sie takiego dupka, bo jakby mial troche chociaz oleju w glowie, to by zauwazyl, ze Ci ciezko i pomoglby Ci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Nata on maja 4, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Trafilam tu przypadkiem, bez celu przegladajac strony. W sumie nie wiem co napisac, bo nigdy nie patrzylam na moja osobe pod tym katem, ale… jestem po prostu w calkowitym dolku, w sumie to juz chyba od paru lat, wiem ze po czesci sama sie w to wpakowalam, bo wpakowalam sie w zwiazek, ktory od poczatku nie mial sensu, a jednak sie ludziam, z kazdym dniem jest coraz gorzej, juz nie jestesmy razem, ale ja nadal go kocham i nadal cierpie, a kazdy jego problem biore do siebie, chyba tak troche zyje jego zyciem, nic mi sie nie chce i… nie widze celu dalszego zycia. Mam dosc. Po co sie tak meczyc&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Unknown on maja 18, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Chcialbym umiescic tutaj jeden artykul, ale za duzo on zajmuje. Wiec podam link do strony z nim. Mowi on o depresji slawnych ludzi, ktorzy pokonali depresje sami, gdyz w ich czasach nie bylo zadnych terapii leczacych, tworzac przy tym wielkie rzeczy dla Boga&lt;br /&gt;A tu cytat zachecajacy do lektury&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;“Wszyscy ci mezczyzni poza tym, ze byli slawni, wiedzieli dobrze, co to depresja, poniewaz doswiadczyli jej osobiscie. I nie mam tu na mysli lekkiej chandry, lecz powazna depresje. Wszyscy oni, mimo dlugotrwalych i dotkliwych okresow melancholii, uczynili wielkie rzeczy dla Boga. Nie tylko wydobyli sie z depresji, ale takze, podobnie jak apostol Pawel, przemienili to, co bylo dla nich “uciskiem”, w sile ktora pomagala im rekompensowac okresy przygnebienia i smutku. Najbardziej zdumiewajace jest jednak to, ze potrafili oni pokonac wlasna depresje w czasach, kiedy nikomu nie snilo sie jeszcze o zadnej terapii. Byli osamotnieni w swoich zmaganiach. Prawde powiedziawszy, az do lat piecdziesiatych dwudziestego wieku, kazdy, kto cierpial na powazna depresje i nie ladowal predzej czy pozniej w zakladzie psychiatrycznym, mogl mowic o szczesciu.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;http://www.wdrodze.pl/md/prawdziwi.htm&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Anja Stern on maja 19, 2008 | Reply&lt;br /&gt;rowniez trafilam na te strone calkiem przypadkiem, pobieznie przegladajac srony o depresji, ludzac sie, ze znajde jakis cudowny srodek na moj problem, ktory ciagnie sie juz od dziecinstwa, zawsze bylam gorsza od reszty rodzenstwa: ta glupsza, brzydsza itp. Ciagle ponizanie doprowadzilo do poczucia nizszosci i beznadziejnosci, wiec szukalam akceptacji u mezczyzn, ktorzy albo mnie wykorzystywali, albo moja juz wypaczona samoocena doprowadzala do tego, ze sie ode mnie odwracali. W koncu spotkalam na swojej drodze mezczyzne, ktory byl po prostu `idealny’, swiata poza nim nie widzialam. Odeszlam z domu, rzucilam szkole, odwrocilam sie od przyjaciol. To on mi podal zloty srodek na moj wtedy jeszcze nie az tak powazny problem. Bylismy tylko on i ja i narkotyki… Kiedy juz bylam calkiem na dnie, zaczal mnie bic, lecz to mnie od niego nie odstraszylo, bo w domu bylam bita od kiedy pamietam, wiec bylam przyzwyczajona, to bylo dla mnie czyms zupelnie normalnym.&lt;br /&gt;Kiedy malo mnie nie zabil, postanowilam od niego odejsc, przestalam cpac. Ale nie moglam juz dalej zyc, bylam juz tak wyczerpana zyciem, ze postanowilam sie zabic. Odratowli mnie niestety, trafilam do burdelu. Ale to tez nie bylo nic strasznego w porownaniu do tego, jak bardzo cierpiala moja dusza. Po calym zyciu spedzonym w bagnie, w koncu usmiechnal sie do mnie los i spotkalam na swojej drodze czlowieka, ktory mnie naprawde kocha: nie bije, nie krzyczy, szanuje mnie, nie pije, nie cpa, widzi mnie jako wspaniala kobiete, godna dobrego traktowania. Wie o mnie wszystko i mimo to kocha mnie taka jaka jestem.&lt;br /&gt;Wspanialy happy end, prawda? Jednak jestem tak wyniszczona od srodka, ze nie potrafie juz normalnie zyc, funkcjonowac w swiecie, rozmawiac z ludzmi, czuje sie jak nikt. Przy zyciu trzyma mnie tylko swiadomosc, ze gdybym sie zabila, to zmarnowalabym zycie jemu. Wiec sie mecze… nadzieja, ze bedzie dobrze juz dawno odeszla i jakiekolwiek proby ratowania siebie, z gory skazane sa na niepowodzenie, czuje sie jak w potrzasku. Najbardziej boje sie tego, ze ktoregos dnia strace kontrole nad soba i zamkna mnie w psychiatryku, ale poki co musze to wszystko znosic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By krzysiek on maja 26, 2008 | Reply&lt;br /&gt;czesc aniu, jak masz chwile wolnego czasu, to napisz do mnie, chce porozmawiac z Toba. Nie jestes tak slaba jak myslisz, podziwiam Cie za te zmiany jakie zaszly w Tobie - to ciekawe. Napisz&lt;br /&gt;krzysiek to moj e-meil kzuber70@o2.pl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ola on maja 27, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Zuska! Vasery ma absolutna racje. Ja tez przez wiele lat tkwilam w takim zwiazku, gdzie wciaz slyszalam, ze jestem kiepska matka, beznadziejna gospodynia, skonczylam zle studia, za malo zarabiam, jestem nietowarzyska itd……Kiedy zaczelam chorowac, uslyszalam, ze jak przestane myslec o glupotach i wezme sie za jakas prace, to mi przejdzie. Rozwiodlam sie, zaczelam sie leczyc, jezdze do terapeuty. Dobrze nie jest, ale przynajmniej mam nadzieje, ze moze kiedys… Ciezko znosze samotnosc, ale wole byc sama niz z kims, kto powoli, ale skutecznie mnie wykanczal.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Agusia Niczyja on czerwca 28, 2008 | Reply&lt;br /&gt;ja zmagam sie z depresja od 4 lat, pomoglam sobie korzystajac z wizyty u psychiatry, dzieki ktoremu zyje, w pore przepisal mi odpowiednie leki, ktore jednak po jakims czasie przestawaly dzialac i zmienialam na inne. Najtrudniejsze w tym wszystkim, ze mam 4 malych dzieci i wlasciwie oparcia nie mam w nikim, najbardziej boli, ze matka, ktora powinna mnie wesprzec, dodatkowo mnie doluje, twierdzac, ze trzeba sie wziac w garsc, zaczac modlic i rzucic wszelkie farmakologiczne swinstwo, we mnie sil coraz mniej, unikam ludzi, ceesto krzycze i placze. Od kilku dni biore citaxin - nie wiem, pokladam w nim nadzieje, kilkakrotnie, zeby udowodnic sobie i matce, ze jestem silna i nieuzalezniona, bez zgody lekarza zrywalam z lekami, ale powracalo ze zdwojona sila. Czuje sie jak wariatka, tak wydaje mi sie, ze na mnie patrza ci co wiedza o mojej chorobie. Wiele w zyciu przeszlam, choc mam dopiero 32 lata - czuje sie stara, wypalona, pusta, ale podejmuje wyzwanie i zmuszam sie do zycia, sila woli do opieki nad dziecmi, bo maja tylko mnie i meza, ktory jest jeszcze slabszy psychicznie. Nie moge dopuscic do zalamania, dlatego bardzo prosze wszystkie wierzace osoby o modlitwe w intencji mojej i mojej rodziny. Ciezko mi, bo w tym wszystkim czuje sie okropnie samotna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Grzesiek on czerwca 28, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Nie jestesmy niczyi, nalezymy do Pana Boga. A jesli chodzi o leki, nie odstawiaj ich nigdy nagle, bo reakcje organizmu sa rozne, zawsze odstawiaj stopniowo pod kontrola lekarza.&lt;br /&gt;Ps. Masz duzo sily, a to bardzo wazne w tej chorobie. Pozdrawiam cala Twoja rodzine&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Agusia Niczyja on czerwca 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;dziekuje za tych pare dobrych slow, co do Boga, to czasem wydaje mi sie, ze On sie tylko przyglada zmaganiom czlowieka gdzies z boku, nie wlaczajac sie. Mam jedno pytanie - nie wiem czy agresywne zachowania, czesto ogarniajace uczucie nienawisci, uraza do innych ludzi, moze byc spowodowane depresja? Czy raczej to jest wpisane w charakter czlowieka, jego osobowosc - zdarzaly mi sie takie zachowania, mysle, ze pare osob bardzo skrzywdzilam, nie wiem czy wiazac to z choroba, czy ja taka podla juz jestem z natury. Moze ktos z Was doswiadczal podobnych nastrojow - prosze - napiszcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;aha, cos sobie przypomnialam - ostatnio po dlugiej przerwie zdecydowalam sie na spowiedz sw, trafilam na starszego ksiedza egzorcyste, ktory poza tym, ze jest madrym czlowiekiem, powiedzial cos, z czym sie nie zgadzam i co mnie troszke zabolalo - stwierdzil, ze depresja jest spowodowana grzechem czlowieka, brakiem wiary i zwiazanym z tym dzialaniem zlego ducha, ktory chce doprowadzic czlowieka do tragicznej ostatecznosci i pozbawic mozliwosci zbawienia. Ja zachorowalam na depresje po urodzeniu 2 dziecka, po 2 letniej walce z alkoholizmem meza i paroma nieszczesliwymi zdarzeniami, o czym owemu ksiedzu juz nie zdazylam wspomniec&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By slota on lipca 5, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Mysle, ze nie mozna generalizowac ludzkich zachowan w poszczegolnych sytuacjach. Przeciez kazdy z nas jest inny i kazdy po swojemu reaguje na rozne bodzce. Owszem najlatwiej jest “zwalic” wszystko na chorobe i chocby przed soba udawac, ze jest sie usprawiedliwionym, ale to przeciez do niczego nie prowadzi. Prawda jest jednak, ze w depresji czlowiek jest totalnie rozchwiany emocjonalnie i reaguje niewspolmiernie do tego, co go spotyka. Mam na mysli dzikie awantury z powodu nie umytej szklanki itp ;-&amp;gt; Ja ten etap chyba mam juz za soba, choc zdarza mi sie poklocic z kims z byle powodu. Czlowiek w depresji jest rozdrazniony, brakuje mu akceptacji i zrozumienia i dlatego nienawidzi wszystkiego i wszystkich, a najbardziej siebie.&lt;br /&gt;Ja tu sie wymadrzam, a tak naprawde chodzi mi o to, ze trzeba pracowac nad soba. Terapia, ktora przeszlam nauczyla mnie wlasnie tego, ze trzeba obserwowac siebie. Znajdowac przyczyne swoich zachowan. Teraz mam w sobie wiecej empatii, zastanawiam sie, co czuja inni w konfrontacji ze mna. Oczywiscie nie jestem w stanie tego kontrolowac, np. podczas sprzeczki, ale jak ostygna emocje, zastanawiam sie, czy to na pewno ja mialam racje, a jesli tak, to dlaczego tak ostro zareagowalam. Czesto sie okazuje, ze pewne rzeczy sugeruje nam podswiadomosc. Np. na glosne zachowanie reaguje zloscia i lekiem, bo przypomina mi to zachowanie ojca z mojego dziecinstwa, a matka zawsze wpajala mi, ze trzeba sie cicho i grzecznie zachowywac. Jest masa takich rzeczy. Kogos osadzamy nie slusznie, bo przypomina nam jakas nielubiana osobe z przeszlosci. Najbardziej uciazliwe jest dla mnie czarnowidztwo, jakie przejelam od matki. Miedzy innymi dlatego nie moge sie wyzbyc zaburzen lekowych. Choc chce bardzo pokonac chorobe, to przy kazdej podejmowanej probie towarzyszy mi przekonanie, ze i tak sie nie uda i kolo sie zamyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Agusia Niczyja on lipca 7, 2008 | Reply&lt;br /&gt;do mnie nic juz nie trafia, jestem zmeczona, brak mi sil, nie chce mi sie jesc, kazdy dzien jest takim samym ciezarem, marze o tym zeby sie po prostu nie obudzic - nie mam na mysli samobojstwa, po prostu zeby zniknac, nic mnie juz nie jest w stanie ucieszyc, ani zaskoczyc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By martaa on lipca 9, 2008 | Reply&lt;br /&gt;by agusia. Ja do wczoraj tez tak mialam, ale doszlam do wniosku, ze jesli tak dalej bedzie, to albo sobie palne w leb, albo zapije i stwierdzilam, ze pieprzyc to wszystko, to moje zycie i bede soba, bo to o to chyba chodzi. Robic to na co ma sie ochote i nie patrzec na innych, wywalic wszystko co bylo klamstwem, falszywi przyjaciele, FASZYWE ZYCIE, falszywe uczucia i stanac w prawdzie na swoj temat i zyc, ja na przyklad modlilam sie o to, co teraz widze jest nie dla mnie to tylko forma zabezpieczenia, balam sie, ze zostane sama i zostalam, ale i tak bylam wsrod pozorow. Bog nie pomaga tak jak tego oczekujemy - dawno sie juz przekonalam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;,,istnieja dwie drogi /; mozesz dalej uciekac, chowac sie, winic caly swiat za swoje problemy lub tez stanac na wlasnych nogach i postanowic zostac SOBA”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;prosze o komentarz! moze ktos ma cos do dodania, albo nie zgadza sie ze mna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on lipca 9, 2008 | Reply&lt;br /&gt;martaa; mamy takie tendencje, zeby szukac wokol winnych - i trudno sie nam dziwic, bo dostalismy “po kosciach” od najblizszych swego czasu, gdy dorastalismy, dojrzewalismy. Jednak to patrzenie w przeszlosc jest potrzebne tylko do pewnego momentu, do momentu, w ktorym umiejscowimy bol, znajdziemy jego przyczyne. Nastepny etap to powinno byc wybaczanie i na koniec odwrocenie sie na piecie od przeszlosci. “Umarlym zostawcie grzebanie zmarlych”. Trzeba sie zabrac za siebie, zadbac o siebie, o swoj sen, dobre jedzonkie, piekne spacery, ladne ubrania, kino, teatr, wystawy, dobra ksiazke. To jest ten zdrowy egoizm, ktory ludziom rozchwianym emocjonalnie przywraca rownowage. I trzeba zapomniec - tak jak pisalas - ze zmienimy swiat czy ludzi. Jesli uda nam sie siebie zmienic, swoj sposob reagowania - to bedzie wielki sukces. A gdy uda nam sie choc troche zmienic siebie, to razem z nami bedzie sie zmienial swiat. Dzis widzimy go ciemno, falszywie, bo projektujemy na zewnatrz nasze mysli. Gdy mysli stana sie jasne i swiat pojasnieje&lt;br /&gt;Czego zycze nam wszystkim&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Agusia Niczyja on lipca 16, 2008 | Reply&lt;br /&gt;marta masz racje, zreszta admin tez, ale jak przelamac ten smutek ciagly, wewnetrzny bol, niemoznosc cieszenia sie czymkolwiek - wybaczenie? Fajnie sie slyszy, czyta, tylko co to za wybaczenie, kiedy mysli obsesyjnie wracaja i zatruwaja zycie, przeciez zapomniec sie nie da, to oszukiwanie siebie, kazdy dzien jest ciezarem nie do udzwigniecia, juz od rana czekam na wieczor i kazdy dzien taki sam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By martaa on lipca 17, 2008 | Reply&lt;br /&gt;by agusia czy niczyja?:) hehe, ja mam tez takie mysli non stop i juz nie robie nic z nimi, bo wiem, ze czym bardziej sie nimi zajmuje, tym bardziej sa natretne, czasem mam wrazenie, ze zyje przeszlym, ale co z tym wewnetrzym smutkiem zrobic, juz nie mam pojecia. Probowalam wszystkiego i nic, trudno, zmarnowane zycie i zgoda na takie, trudno sie mowi, bo i tak nic tu nie pomoze, zycze wiecej sily i optymizmu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Agusia Niczyja on lipca 30, 2008 | Reply&lt;br /&gt;a u mnie dochodzi maz z problemem alkoholowym, walczylam z tym, ale ciagoty powracaja, bywaja awantury, ktorych uczestnikami sa dzieci i to mnie najbardziej boli i przytlacza. Tak naprawde jeszcze tylko ze wzgledu na nie ciagne, ale sil brakuje, czuje sie przegrana, zastraszona, nie moge zostawic dzieci i uciec. Ciagly niepokoj i brak bezpieczenstwa psychicznego, to glowna przyczyna choroby&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on lipca 30, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Agusia Niczyja, nie poradzisz sobie sama z tymi problemami. Namawiam Cie serdecznie na spotkania Allanonu - to sa grupy wsparcia dla zon alkoholikow. Sprobuj znalezc przez internet adresy tych spotkan. Dostaniesz tam wzmocnienie i wsparcie. Picie Twojego meza to problem nie tylko jego, ale calej Waszej rodziny. Potrzebujecie pomocy. Ratuj siebie i swoje dzieci!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Agusia Niczyja on sierpnia 10, 2008 | Reply&lt;br /&gt;dziekuje Admin, na szczescie te akcje nie zdarzaja sie czesto, dziwi mnie znieczulica sasiadow, ktorzy widza, ze prowadze sie porzadnie, nie pije, dbam o dzieci a mimo to nigdy nie zareagowali,to samo moja rodzina, sa zdania, ze wybralam sobie takiego faceta to sie musze meczyc i ze na pewno ja tez mam swoja wine, skoro dochodzi do takich sytuacji, przestalam sie po prostu skarzyc, tylko w sytuacji, w ktorej czuje sie zagrozona wzywam policje, przynajmniej oni sa po mojej stronie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on sierpnia 10, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Agusia Niczyja!&lt;br /&gt;Tak naprawde to jestes Pana Boga a nie niczyja&lt;br /&gt;Agusia, dalej namawiam Cie na szukanie grupy wsparcia.&lt;br /&gt;To jest sila, to jest szansa wyjscia z piekielnych niemocy.&lt;br /&gt;Bylam w tym i wiem o czym pisze.&lt;br /&gt;Szukaj pomocy - wszedzie. U ksiedza, w grupie przyparafialnej, terapeutycznej - kazdy adres jest dobry. Wazne, zebys zobaczyla swoja bezsilnosc i bezradnosc wobec sytuacji, w ktorych uczestniczysz.&lt;br /&gt;Nie boj sie - pros o pomoc. Sasiedzi nie widza, bo chca byc delikatni. Nie miej im tego za zle.&lt;br /&gt;Czy wprost poprosilas kogos z nich o pomoc?&lt;br /&gt;Rodzina to inna kwestia. Nie widza, bo sie boja podjac ryzyko ingerencji.&lt;br /&gt;Nie szukaj w rodzinie wsparcia - moze byc zbyt slaba na Twoje problemy.&lt;br /&gt;Agusia - walcz o siebie, o swoje dzieci. Nie ma takiej matni, z ktorej nie dalo by sie wydostac!&lt;br /&gt;Pisz! Pisz do nas - jestesmy takim malym zalazkien grupy ludzi wspierajacych sie&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3171570640406917346-3287869945072568551?l=depresjawawpl.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depresjawawpl.blogspot.com/feeds/3287869945072568551/comments/default' title='Комментарии к сообщению'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depresjawawpl.blogspot.com/2011/07/moc-w-sabosci-sie-doskonali.html#comment-form' title='Комментарии: 0'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3171570640406917346/posts/default/3287869945072568551'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3171570640406917346/posts/default/3287869945072568551'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depresjawawpl.blogspot.com/2011/07/moc-w-sabosci-sie-doskonali.html' title='Moc w słabości się doskonali'/><author><name>Depresja i Tesknota za miloscia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03033272936624093585</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3171570640406917346.post-782609234869640826</id><published>2011-07-06T16:57:00.001-07:00</published><updated>2011-07-06T16:57:05.487-07:00</updated><title type='text'>Tęsknota za miłością</title><content type='html'>Moja depresja jest tesknota za miloscia. Czulam sie niekochana. Szukalam milosci w zwiazkach z mezczyznami - o paradoksie - ktorzy nie umieli kochac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przelomem w walce z depresja - bo tak smialo moge nazwac wszystkie moje proby wydostania sie z niej - byly pierwsze spotkania z Panem Bogiem. Najpierw poprzez czytanie Nowego Testamentu, ktory ktos przyniosl mi do domu. Lektura Ewangelii przynosila mi ulge, porzadkowala swiat. Biblia odpowiadala na wszystkie niepokoje. Uwiodla mnie intelektualnie. Odnajdywalam w niej rozwiazania najtrudniejszych problemow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ciekawe, bylam juz po ogromnej ilosci lektur z tak zwanej polki psychologicznej. I tu nagle odnajduje ksiazke napisana dwa tysiace lat temu, kiedy ludzie zyli przeciez w zupelnie innej rzeczywistosci, a jednak okazuje sie, ze mieli te same co my problemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomijajac wiare w to, czy Chrystus byl rzeczywiscie Synem Bozym, wiedzialam, ze byl najgenialniejszym ze znanych mi psychologow. Filozofia chrzescijanska odpowiedziala na wszystko, co bylo dla mnie trudne do zrozumienia. Ale te odpowiedzi nakladaly na mnie ogromny wysilek zmiany siebie, zmiany widzenia innych ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejnym spotkaniem z Panem Bogiem byly rozmowy z ksiedzem, a potem dlugie, pelne zalu i lez spowiedzi. Po czterdziestu latach wedrowania po swiecie bez Boga nazbieralo sie grzechow! Moj ksiadz udzielajac mi rozgrzeszenia zawsze dodawal: Pan Bog bardzo cie kocha. To zdanie wywolywalo we mnie ogromne wzruszenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiara jest laska. Ci, ktorzy jej doznaja, sa wielkimi szczesciarzami. Dzisiaj wiem, ze bez modlitwy, rozmow z Panem Bogiem, czytania Pisma Swietego niewiele rozumialabym z tego, co sie dzieje w moim zyciu. Dzieki spotkaniom z ludzmi wierzacymi pojelam slowo: pokora. Potem zobaczylam, ile we mnie jest pychy. Bardzo trudno poradzic sobie z pycha, ktora pcha nas do zycia wedlug wlasnego planu, wlasnych oczekiwan i ambicji. Pokora znaczy dzis dla mnie takze dziekowanie Panu Bogu za rzeczy, ktore mi sie nie udaly. To bardzo trudne, rownie trudne jak przebaczanie tym, ktorzy nas skrzywdzili.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;My, zwykli smiertelnicy, nie potrafimy kochac miloscia milosierna, wybaczajaca, bezwarunkowa. Szukanie wielkiej milosci na tym swiecie - wedlug wzorcow z filmow hollywoodzkich - jest droga do nikad. Moja wiara jest malenka, slabiutka, jednak odczuwam czesto milosc Chrystusa i Matki Bozej. Ta milosc nigdy nie zawiedzie, naprawde warto sie na niej oprzec i czerpac z jej zrodla sile na zycie i kochanie naszych bliskich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wasze Komentarze&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;amelka (amelia.23@wp.pl) 19:45 14-09-2006&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;smutna (Brak e-maila) 19:18 13-05-2007&lt;br /&gt;Gdyby nie Bog juz dawno bym zginela,czekam cierpliwie od 8 lat az mnie wyslucha.Kiedy przejdzie ten potworny lek,niepokoj niemoc.Modle sie takze za mojego meza zeby mnie zrozumial,lecz on sam ma juz tego dosyc.Czasami jestem zla ze mnie nie wspiera,lecz kto tego nie przeszedl nie jest w stanie sobie wyobrazic,co czuje chory na depresje.Pozdrawiam wszystkich w smutku.&lt;br /&gt;miriama (miragl@tlen.pl) 17:36 19-05-2007&lt;br /&gt;Mialas szczescie,ze udalo Ci sie spotkac na swojej drodze takiego ksiedza. Jak poczuc Boza milosc,skoro Bog jest tak bardzo daleko i tak trudno go odnalezc w czlowieku, zwlaszcza tym najbizszym ktory wciaz Cie rani i udowadnia, ze jednak nie jestes nic warta, jesli znajdziesz troche czasu i checi, prosze napisz do mnie&lt;br /&gt;sammy (Brak e-maila) 23:09 19-05-2007&lt;br /&gt;a co zrobic jezeli sie nie wie czy sie dalej wierzy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;284 Responses to “Tesknota za miloscia”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By lisa on stycznia 17, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Ja choruje od kilkunastu lat. Starcilam juz wiare, ze z tego mozna wyjsc.Ta choroboa niszczy cale moje zycie, ja jedynie wegetuje. Jak mozna funkcjonowac kiedy czujesz caly czas lek, cos paralizuje twoje cialo a mozg nie mysli i wszystko przepelnione jest smutkiem i strachem. Do tego jeszcze wyrzuty sumienia, pretensje do siebie, ze jestes taka slaba, za nie potrafisz panowac nad soba. Ukrywam to przed wszystkimi, a w srodku odgrywa sie horror. Ludzie unikaja mnie, widzac rozpacz na mojej twarzy, ja unikam ludzi, nie umiem znalezc z nimi porozumienia, tak wiele nas rozni. Nieraz sie zastanawiam czy to jest choroba czy ja zwyczajnie nie umiem dostosowac sie do tego swiata, moze zaslaniam sie choroba a to jest moja osobowosc i slaba psychika (nie kazdy jest ze stali). Czy takie zycie ma sens ?? Moje marzenie….. to umrzec, juz nawet nie chce wyzdrowiec, nie chce sie juz zmagac z tym zyciem, na sile szukac i wmawiac sobie, ze zycie jest cudowne i ma sens. Juz nie mam sily. Tak malo bylo tych dobrych chwil, juz ich nie pamietam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Malgonia on lutego 17, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Mam 24 lata, od 9 zyje z moja przyjaciolka depresja. Pisaliscie o tym, ze odnalezienie Boga pomaga wam walczyc z choroba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Malgonia on lutego 17, 2008 | Reply&lt;br /&gt;c.d.&lt;br /&gt;u mnie bylo zupelnie odwrotnie. Wychowalam sie w tradycji chrzescijanskiej, nie usnelam wieczorem bez modlitwy, niedziela nie byla niedziela bez pojscia do kosciola. Odkad choruje odwrocilam sie zupelnie od Boga. Dwa tygodnie temu podjelam probe nawrocenia, ale chyba juz nie potrafie, zapomnialam jak wyglada zycie u boku Boga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Krzysztof29warszawa on lutego 20, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Nie ma takich osob, bez ktorych nie da sie zyc. Problem tkwi w nas samych. Przechodzilem przez to trzy razy, za kazdym razem myslac, ze to tylko ta jedna i jedyna. Jaki byl tego efekt? Przybywalo mi tylko sznyt na rekach. Co mi pomagalo to przetrwac? Pierwszym krokiem byl przyjaciel, ktory polecil kosciol sw. Anny na warszawskiej starowce. Troche pomagalo, ale niedziele byly zbyt rzadko. Siegnalem po ksiazki Dale Carnegie: jak zdobyc przyjaciol i zjednac sobie ludzi, oraz jak przestac sie martwic i zaczac zyc. Nie wiem na ile mi pomogly, ale wiem jedno, jak je czytam - a czesto do nich wracam - to pomagaja mi przynajmniej na jakis czas.&lt;br /&gt;Dostalem kiedys numer do rekomendowanych psychologow, nie bylem, ale moj przyjaciel powiedzial mi, ze jego podniesli - 022 629 02 61, wystarczy umowic sie na spotkanie i zostawic co laska.&lt;br /&gt;PS. Ja tez szukam prawdziwej milosci&lt;br /&gt;pozdrawiam i zycze wszystkim oraz sobie powrotu do radosci z zycia.&lt;br /&gt;krzysztof@diageo@gazeta.pl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By mabel on marca 10, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Mam na imie Karolina, mam prawie 18 lat… czytam wasze wypowiedzi i dzieki temu wiem na 100%, ze ja tez mam depresje. Ostatni rok byl najlepszym rokiem w moim zyciu. Mialam przyjaciol, chcialo mi sie zyc, z chcecia chodzilam do szkoly, mozna powiedziec, ze bylam szczesliwa. Niedawno wszystko sie zmienilo. Od jakiegos miesiaca wszystko stracilam. Troche z mojej winy. Alem mimo to uwazam, ze to niesprawiedliwe! Nie bede opowiadac jak to wszystko sie stalo, nie mam juz sily po raz kolejny tego roztrzasac. Aktualnie nie mam sily na nic. Jestem nieobecna, patrze w jeden punk. Jesczze niedawno nie potrafilam usiedziec w miejscu, a teraz… Wiem, ze musze isc do lekarza, ale jakos nie moge sie zebrac w sobie. Chyba boje sie, ze mnie wysmieje, wiem ze to glupie, w koncu to lekarz. Ale nic nie poradze, ze tak mysla. Poza tym czuje sie winna, ze tak martwie sie swoimi problemami, wiem ze inni maja jeszcze gorsze…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By norma on marca 10, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Czesc wszystkim. Deprecha - kiedys byc moze czlowiek o tym nie myslal, badz wydawalo sie to takie odlegle, w ogole nie bylo potrzeby zastanawiania sie nad ta choroba duszy i ciala - gdzies tam slyszelismy o tym, aczkolwiek nie dotyczylo nas. Doskonale was rozumiem…&lt;br /&gt;Jaki moj sposob do tej pory? Nie jest latwo, ale bardzo wiele zalezy od nas samych, od naszego sposobu myslenia. Kiedys myslalam podobnie jak niektorzy z was, ze szczesliwsza bylabym gdyby ktos mnie pokochal, bo to naturalna potrzeba kazdego z nas, ale po jakims czasie uswiadomilam sobie, ze wazniejszym jest to bysmy my kogos kochali. Odwroccie sytuacje, jestescie z kims kto bardzo was kocha, ale wy mimo najszczerszych checi i prob nie umiecie znalezc miejsca w swym sercu dla tego kogos. Przechodzac do sedna, chce dodac, ze milosci nie ma co szukac na sile. Modlitwa jak najbardziej, rozne moga byc jej formy, jedna z moich - -po tych glownych - bylo lezenie w lozku przy lampce nocnej i zastanawianie sie nad swym zyciem, ale nie wstecz lecz w przod tzn co moge zrobic dobrego dla bliskich, siebie samej, myslami wstecz wracalam po to, by wyciagnac potrzebne mi wnioski. Wiem, ze ciezko jest myslec o przyszlosci i ukladac cos w glowie, gdy jest tam jedynie pustka, albo totalny chaos, ale naprawde warto sprobowac malymi kroczkami. Czesto padalo tu slowo samotnosc i slusznie - nie jeden z nas ma powody, prawo tak czuc, ale sprobujmy odwrocic sytuacje: wielu z nas wypowiada sie tutaj na temat depresji, szuka rozwiazania dla siebie, innych - o czym to moze swiadczyc - zapytam retorycznie, ano o tym, ze nie jestesmy sami ze swym cierpieniem, o tym ze naprawde wielu, wielu ludzi boryka sie z podobnym problemem. Wy nalezycie do tych odwaznych, bo jestem przekonana, ze jest spora liczba tych, ktorzy mimo tego samego bolu, nigdy nie zdecyduja sie na otwarcie przed kims - tak jak wy tutaj. Juz nie wspomne o terapeucie, czasem nawet przed samym soba! Nie powiem wam wezcie sie w garsc, bo jak ktos tutaj dodal, jest to trudne, ale trzymajcie sie na tyle, ile mozecie, a mozecie na pewno, bo jak nie wy to? Zycze wyzwolenia celow, chocby tych malenkich, kazdego dnia i sily, by je realizowac. Trzymajcie sie i pamietajcie, ze mimo iz laczy nas podobny problem, to tak naprawde jestesmy indywidualnosciami, wyjatkowi z osobna, nie ma drugiej identycznej osoby, chocby ze wzgledu na nasza indywidualnosc odnajdzmy w sobie pasje, ktora kiedys nas pochlaniala: jazda na rowerze, spacery, silownia, odtworzmy w glowie to, co czulismy pozytywnego z naszego hobby - ja uwielbialam dotyk wiatru, kiedy jechalam rowerem na przejazdzke, poza tym praca miesni a pozniej ich wyglad dawaly mi satysfakcie, inni moi znajomi pocili sie na silowni, a efekty ich byly czasem o wiele mniejsze, bo ja robilam to z radoscia i pasja, a oni z przymusu, albo dla ideii. Ok rozpisalam sie troche, ale to pozostalosc z dziecinstwa:)&lt;br /&gt;jeszcze raz powodzenia i wiary w Boga siebie i swoje sily od niego. POZDROWKA!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By damian on marca 11, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witajcie. Mam na imie Damian. Mam 29 lat, w zasadzie na pierwszy rzut oka jestem calkiem sympatycznym czlowiekiem, wiecznie usmiechnietym, bystrym, inteligentnym z blyskiem oku, zaradnym, przedsiebiorczym - z jednym mankamentem… od kilku lat nie moge znalezc sobie miejsca. Dopada mnie pustka, samotnosc i leki, i to, o czym wszyscy tu piszecie: smutek, poczucie beznadziejnosci, brak celu, niechec do zycia. Kilka lat temu mocno powinela mi sie noga. Wyladowalem na ulicy sam jak palec, bez jedzenia, pieniedzy, dachu nad glowa, przyjaciol, znajomych i perspektyw. Cudem zyje, chcialem wejsc pod pociag, ale nie udalo sie, braklo odwagi… Jakims sposobem udalo mi sie stanac na nogi. Pozostala trauma, lek i samotnosc. Probowalem leczyc swoj smutek alkoholem, ktory sprawial, ze potrafilem smiac sie i plakac rownoczesnie. Na sile probowalem znalezc kogos, kto mnie pokocha, przebieralem i ciagle nic, ciagle nie “to”…&lt;br /&gt;W kwietniu ubieglego roku poznalem wspaniala kobiete. Wartosciowa, silna wewnetrznie z zasadami. Zakochalismy sie w sobie, zamieszkalismy razem i zaczelo sie. Staralem sie robic wszystko, zeby byla szczesliwa (w moim mniemaniu). Niestety to nie to chyba, czego oczekiwala. Moje natrectwa z przeszlosci, traumy, smutki, hustawki nastroju - doprowadzily ze moja ukochana probowala targnac sie na swoje zycie. Blagala Boga o smierc, aby uwolnic sie ode mnie. Postanowila odejsc. Nie wiem co robic. Tak bardzo sie staram, a efekty sa odwrotne. Boje sie zyc. Pomocy!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Edyta on marca 11, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witam wszystkich! Mam na imie Edyta, mam 20 lat, pisze, bo czuje, ze naprawde oszalalam, sama nie wiem, skad wziela mi sie depresja,czuje sie jak w jakiejs traumie, ciemnym tunelu, nie moge z niego wyjsc! Nie moge sie otrzasnac! Zyje bo zyje, w tym roku mialam poprawiac mature, dlatego zrobilam sobie rok przerwy na nauke, mialam chodzic do pracy, zarobic, aby nie zmarnowac tego czasu. Znalazlam ja z trudem, ale udalo sie. W ogole mnie to nie ucieszylo, pracowalam takze na noc, gdy choc na chwile udawalo mi sie zostac samej, wybuchalam placzem i modlilam sie, by nikt nie nadszedl, nawet nie potrafilabym powiedziec co mi jest:( W tym monecie nie pracuje, nie jestem w stanie niczego sie nauczyc, to takie bez sensu jest i tak kiedys umre a tu trzeba sie dostosowywac do jakichs zasad na ziemi. Nie jestem w stanie zrobic niczego, nawet sniadania. Wszystko co robie, pokryte jest monotonia. Gdybym musiala chodzic w tym momencie nadal do szkoly, zapewne bylabym posadzona o zazywanie jakichs silnych lekow, narkotykow, tak wygladam i tak sie czuje. Wszystko mnie przerasta, przeraza, co dzien modle sie, by nikt mnie nie odwiedzil, bo z trudem zakrywam smiechem to, co czuje:( Mam chlopaka kochajacego - zrobilby dla mnie wszystko, a mimo to nie potrafie odwzajemnic milosci, choc kiedys bylo inaczej. Czuje sie winna, mysle tylko o smierci, nie widze zadnego sensu istnienia!! Juz mialam jedna probe samobojcza - skonczylo sie na zatruciu. Jestem sliczna dziewczyna, przebojowa, niczego mi nie brakuje, mam przyjaciol. Mimo to smierc strasznie mnie kusi, wtedy na pewno przestane czuc to wszystko, bo teraz czuje sie jak szmata, ktora wyciera wszystkie brudy emocjonalnego swiata - HORROR, pomocy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Dania on marca 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Ja mam 40 lat i chyba cale zycie fundowalam sobie zanizona samoocene. Wszystko co tu czytalam tez mnie dotknelo. Owszem, bywaly potem i dobre chwile. Straty, ktore w zyciu ponioslam /czy to straty uczuc czy straty bliskich/ tez odcisnely na mnie pietno, ale o tym nie wiedzialam. Potem juz coraz gorzej - zazdroscilam wszystkim tym, ktorzy umarli, bo ja musze jeszcze zyc. W koncu przypadkiem zapisalam sie do psychiatry. Na pytanie, co mi jest, odpowiedzialam - nic, nic mi nie jest. Ale za chwile rozbeczalam sie i co - to depresja. Otrzymalam leki i od tego czasu wraca mi zycie, zmienia sie na lepsze. Ja tez ucze sie patrzec na zycie lagodniej. Lekarz powiedzial, ze ta choroba dotyka ludzi wrazliwych i chyba cos w tym jest. Ale postanowilam nie zmieniac sie i nadal wierzyc w ludzi i w ogole pracuje nad soba, by cieszyc sie z tego co sie ma. Okazalo sie tez, ze bylam na najlepszej drodze do samozniszczenia, bo nie tylko depresja, ale organizm zniszczyl mi tarczyce. Nazywa to sie z autoagresja i od paru miesiecy biore leki na tarczyce. Psychiatra powiedzial, ze musialam bardzo sie nie lubic. Byla to prawda, nie cierpialam swojego wygladu, nienawidzilam sie za pewne sprawy i tak bym sobie moze i zapadla w przelom tarczycowy i spelnilyby mi sie moje marzenia o smierci… Teraz zyje, to zycie juz nie boli. Wdycham powietrze do pluc i juz nie mam pretensji, ze ono daje mi zycie. I uwierzylam w koncu, ze moj maz mnie kocha i ze warta jestem milosci, szczescia, ze warta jestem dbania o siebie i wydawania na siebie… Warta jestem czuc sie szczesliwa i zadowolona. Warta jestem wszystkich swoich marzen, a przede wszystkim kto powiedzial, ze pieniadze szczescia nie daja… Na pewno ich posiadanie w wiekszej ilosci nie doluje. Mam zamiar byc juz tylko szczesliwa, spelniona i zadowolona i nadal chce lubic i wierzyc w ludzi!!A na dodatek dopiero odkrywam internet i to tez mi pomaga, ze nie jestem sama. Zawsze wrazliwe osoby sa bardziej wyczulone na ciosy, ale trzeba myslec, ze po burzy bedzie slonce, czasem tecza i tak warto zyc. Obok nas sa ludzie, ktorzy sa bliscy i nasz brak bolalby ich bardzo. Nauczmy sie cieszyc zyciem, ale nie bojmy sie skorzystac z fachowej pomocy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on marca 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Damian! Prawda jest taka, ze zwiazek z najukochansza kobieta nie rozwiaze Twoich problemow. Uczucie i bliskosc pozwala na jakis czas je zagluszyc - ale jak sam widzisz - wracaja. Poszukaj pomocy u psychologa. Terapia czesto pozwala uporzadkowac emocje i relacje z innymi. To jest na pewno wysilek, ale warto podjac ten trud, aby poznac siebie i blokady, ktore nie pozwalaja Ci realizowac swoich pragnien. Naprawde duzo zalezy od Ciebie, ale na pewno nie w tym sensie, zebys za wszelka cene mial kogos uszczesliwiac. Zeby dac komus szczescie, najpierw trzeba je odnalezc w sobie. Powodzenia!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on marca 16, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Z prawdziwa gleboka depresja nie poradzimy sobie sami, ani nikt inny nam nie pomoze.To jest prawdziwa choroba ciala a nie duszy, jak to pozornie odczuwamy. Wszystkie nasze zle mysli o sobie, zlosc, zazdrosc i inne odczucia, choc tak realne, sa w rzeczywistosci wypaczone nieprawidlowa biochemia naszego organizmu. Sama przechodzilam ostre stany depresji dwa razy. Wczesniej moje zycie bylo odwrotnoscia depresji. Wierzylam w siebie i mialam poczucie wlasnej wartosci. Dom, maz, dwie coreczki. Powinnam byc szczesliwa. Zaczelo sie od pewnych fizycznych prawie niezauwazalnych dolegliwosci, oslabienia koncentracji, pamieci, rozkojarzenia. Pozniej nie moglam zasnac i budzilam sie co chwila. Najgorszy byl ranek. I ciagle czarne mysli o przeszlosci. Probowalam odszukac w pamieci chwile radosci - poznanie meza, urodzenie dzieci, ale wszystko moj mozg zalewal czarna zolcia. I to poczucie winy, braku sensu zycia i niska samoocena, tak ogromne. Cichy zal i pretensje do matki i rodziny. Placz. I straszny lek przed przyszloscia. W glowie bolesny szum od nieustannych natretnych mysli. Ciagle przerazajace i nielogiczne projekcje mysli o klesce, dzieciach w sierocincu . Cialo w stalym, nieustajacym napieciu. Obolale az nie do wytrzymania od napietych miesni. Pierwszy raz dosyc wczesnie zdiagnozowalam swoj stan przy pomocy ksiazek o depresji i udalam sie do lekarza. Bylam juz w dosyc ciezkim stanie, bardzo schudlam, mimo przyjmowania lekow bol psychiczny i niemoc fizyczna byly tak wielkie, ze zamykalam sie w pokoju i wylam. Ciagle prosilam Boga o zmilowanie. Nic nie pomagalo. Ani jednej malutkiej chwili wytchnienia. Nieskonczone cierpienie, wolamie o smierc. Te wszystkie mysli, leki, pragnienie smierci nie opuszczalo mnie. Wszystko bylo ciemnoscia i ja bylam w tej ciemnosci. Nie pamietalam niczego dobrego z przeszlosci (choc staralam sie jak moglam). Ale wiedzialam juz, ze to choroba i ta mysl mi pozwalala walczyc i miec jako taka kontrole nad soba. Choc mysli o smierci byly wciaz obecne, odpychalam je. Postepowalam zgodnie z radami podawanymi w ksiazkach. Maz mnie nie rozumial, byl przerazony, pomagaly mi ksiazki w zrozumieniu jego postawy. Najciezej bylo mi chronic dzieci przed smutkiem i bolescia, ktore odciskaly sie na mojej twarzy. Dopiero po miesiacu brania lekarstw czulam sie nieco lepiej. Spalam troche dluzej. Maz wyjechal (jest marynarzem) a ja zostalam sama i wciaz choroba i jej objawy istnialy niemal niezmienne. Czekalo mnie przyjecie do komunii mojej starszej corki. Mysl o tym przerazala mnie. Nie dam rady sama. A jednak dalam rade zorganizowac wszystko, chociaz minelo juz pol roku moich zmagan i ciagle czulam swoja chorobe, nie wierzac, ze kiedykolwiek te meki sie skoncza.&lt;br /&gt;Nagle, z dnia na dzien, wszystko sie zmienilo diametralnie. Poczulam sie zdrowa. Mysli staly sie bardzo pozytywne, wszystkie te ponure sady o sobie i winy odlecialy, lek zniknal, radosc ogarniala mnie cala. Cialo juz nie bylo zmeczone i slabe, ale pelne wigoru, stalam sie znowu piekna jakbym byla o 10 lat mlodsza. Maz wrocil z morza i mnie nie poznawal. Cieszylismy sie oboje. Jedyne, co mnie troche zaniepokoilo, to fakt, ze znow budzilam sie rano o czwartej, piatej, ale bylam wyspana i pelna sil. Nie mogac dalej spac, wstawalam i codziennie siadalam na rower objezdzajac okolice. Jaki swiat byl cudowny, kazde drzewo, kazdy lisc usmiechal sie do mnie, a wiatr byl jak zalewajace fale przyjemnosci. Teraz czulam piekno boskiego stworzenia i dziekowalaqm Bogu za moje wyzdrowienie. Ogarniala mnie wielka radosc, nigdy nie bylam tak szczesliwa. Zastanawiajac sie nad tym moim nowym stanem sadzilam, ze czuje sie tak dlatego, gdyz poprzednio tak bardzo cierpialam i wynika to z tzw. “zasady kontrastu”. Cale lato bylo cudowne. Wszystko, co postanowilam zrobic, spelnialo sie. Bystrosc umyslu i pamiec, wszystko na najwyzszym poziomie. Mialam niezwykly wplyw na ludzi i dar przekonywania. Podobalam sie mezczyznom i nie tylko. Pewna obca kobieta w biurze zaczepila mnie mowiac, ze czuja wokol mnie jakas cudowna aure. Ja tez czulam w tym wszystkim cos niezwyklego.&lt;br /&gt;Przyszla jesien i nagle pod koniec pazdziernika cos peklo. Smutek zaczal ogarniac mnie cala. Szarosc zalewala oczy. Cialo slablo. Juz wiedzialam co moze sie dziac. Poszlam do lekarza. Nie bardzo sluchal co mowie, nie ufal moim slowom. Zapisal lekarstwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on marca 17, 2008 | Reply&lt;br /&gt;c.d. Mimo lekarstw, ktorym nie ufalam, zaczelam zapadac sie coraz bardziej w ciemnosc. Zarowno bol fizyczny, jak i psychiczny powrocil ze zdwojona sila. Teraz zwatpilam we wszystko. Okazalo sie, ze to moje krotkie szczescie tez bylo choroba. Nie wiedzialam juz co jest rzeczywistoscia, a co uluda. Doszlam do wniosku, ze cale moje dotychczasowe zycie, moje odczucia byly falszywe. Dobro i milosc nie istnieja. Prawda jest obecnie. A jest ona tak czarna i tak okrutna, ze nikt inny nie potrafi sobie tego nawet wyobrazic. Swiat jest jednym wielkim zlem, a przyczyna tego zla jestem ja. Wszyscy inni ludzie sa zaslepieni. Oni nie znaja prawdy o swiecie. Musze zginac. Musze uwolnic swiat od siebie. Wyobrazalam sobie jak to zrobic. Doslownie. Blagalam Boga o smierc. Cierpialam strasznie. Moj mozg zalewala trucizna mysli tak straszna, ze nie potrafie tego wypowiedziec. Zatracalam zmysly. Wzrok i sluch byly przytepione, pamiec zamacona (a jednak to pamietam do dzis). Mimo to myslalam logicznie jak zawsze, jednak z faktow wyciagalam okrutne wnioski. A one mnie potepialy. Moj maz wrocil z morza. Widzial co ze mna sie dzieje, ale nie wiedzial co czuje. Nie mowilam o tym nikomu, bo i tak nikt mi nie uwierzy. Lezalam w lozku zwinieta jak embrion i jeczalam. Zawiozl mnie do szpitala. Tutaj bylo jeszcze gorzej. Postawiono zla diagnoze, zadne lekarstwa nie dzialaly. Lezalam tam kilka miesiecy. Nie odzywalam sie do nikogo. Wszyscy w szpitalu starali sie byc dla mnie mili. Nie chcialam widziec nikogo, zadnych moich bliskich. Uznalam, ze Bog mnie odepchnal od siebie. Mimo to moje usta ciagle wymawialy slowa “Boze zmiluj sie nade mna”. Na koniec przyszla do mnie mysl - poprosilam o elektrowstrzasy (o ktorych kiedys czytalam). I to bylo zbawienne. Po pierwszym zabiegu zaszla radykalna zmiana. Wszystko minelo (prawie wszystko). Teraz bylam zdziwiona, jak moglam az tak falszywie odbierac rzeczywistosc. Po tygodniu wrocilam do domu. Znalazlam dobrego psychiatre, ktory przepisal mi odpowiednie lekarstwa. Od trzech lat jestem zdrowa. Potrafie sie cieszyc. Mam kochajaca rodzine. Jednak rana pozostala wielka, ciagle ja czuje i myslami wracam do tamtych okrutnych chwil. Zyje dniem codziennym, nie potrafie tak jak kiedys myslec o przyszlosci, nie potrafie jej projektowac. Dowiedzialam sie wiele o mojej chorobie. Jednak wielu badaczy sie myli i czesto pisza bzdury. Sadze, ze depresja jest choroba genetyczna zwiazana z biochemia organizmu a tylko posrednio z psychika i w tym kierunku powinny isc badania. Wiem , ze choroba moze wrocic. Ciesze sie chwila obecna. Jedno, co mnie trapi, to utrata wiary. Wierze w Boga i wszystkie prawdy wiary, ale nie potrafie sie modlic. Czytam Pismo Swiete, ksiazki katolickie, ale nic nie czuje. Nie potrafie prosic Boga. Boje sie Go prosic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on marca 18, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Elu, Twoja historia jest bardzo przejmujaca. Opisalas swoje doswiadczenia niezwykle obrazowo i pieknie. Moze Twoj lek przed Bogiem to jest zal do Niego za te wszystkie bolesne przezycia? Wiara jest laska - to fakt niezaprzeczalny, jednak mozna o nia prosic. Ale trudno jest prosic kogos, do kogo ma sie pretensje. Wiec moze zacznij o wybaczania. Gdy wybaczysz Panu Bogu, to otworzysz sobie droge do Jego milosci, a wtedy odzyskasz ufnosc i rana zacznie sie zablizniac.&lt;br /&gt;Choroba moze wrocic, a moze juz nie wroci. Znam osobe, ktora przeszla podobna droge. Dzis ma 80 lat i choroba nie wrocila&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on marca 19, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Dziekuje Adminie. Nie mam swiadomie pretensji do Boga, tak jak ci, co pogodzili sie z innymi swoimi bardzo ciezkimi chorobami ciala. Nawet dziekowalam Mu, ze mi pozwolil przezyc oraz za te przezycia, dzieki ktorym odczulam, czym jest namiastka nieba, a czym prawdziwe pieklo (bardziej drastycznych rzeczy nie chcialam opisywac).&lt;br /&gt;Jednak kilka lat wczesniej moja siostra, ktora byla bardzo dobrym i madrym czlowiekiem, szczerej wiary, zachorowala. Nie bylo miejsca w szpitalu i musiala czekac. Nie doczekala. Popelnila samobojstwo. Poprzedniego dnia przyjela sakrament pokuty i pojednania. Mialam w duszy do niej pretensje. Nic nie rozumialam. Bylam zdruzgotana. Wowczas sadzilam, ze ja nigdy w zyciu tego nie zrobie. Nie moglam zrozumiec, dlaczego ??? Mimo to podczas mojego pobytu w szpitalu zazdroscilam siostrze, ze jej sie udalo. Teraz wiem, ze to nie jej wina i ja rozumiem. Jednak to wszystko w polaczeniu z moimi przezyciami rozbija nadzieje. Teraz wiem, ze jest to choroba genetyczna, ale czesto nachodza mnie mysli, ze ci,co na nia zapadaja, sa odgrodzeni sciana od Boga, od urodzenia przekleci, jak odrzucony produkt z bledem fabrycznym w procesie stworzenia. I nie wiadomo jak by sie starali prosic, to Bog ich nie uslyszy. Bardzo staram sie odsuwac te mysli. Tak bym chciala zburzyc te sciane, w ktorej nie ma drzwi prowadzacych do Boga. Lecz czy Kosciol przez cale wieki nie mowil, ze szalenstwo jest kara boska i potepial takich jak ja?&lt;br /&gt;Ale mna az tak bardzo sie nie przejmuje, jak moimi dziecmi. Jak im mowic o Bogu, jak mowic o chorobie, ktora ich tez moze dotknac. Jak im powiedziec, ze gdy kiedys znowu zachoruje i cos zlego sie ze mna stanie, to nie maja mnie winic, bo je bardzo kocham. Na zewnatrz jestem usmiechnieta i pogodna, by nie zajmowac soba swojej rodziny, ktora i tak cierpiala z mego powodu, ale brak mi kogos, z kim moglabym podzielic swoje wewnetrzne troski. Tylko ktos kto przeszedl cos takiego, jak ja moze mnie zrozumiec. Dlatego pisze tutaj do Was, co jest dla mnie namiastka rozmowy i ulga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By babcia ela on marca 19, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Tak to prawda - pieknie napisane i jakze smutne. Chcialabym choc raz poczuc sie wolna od smutku, jaki we mnie tkwi. Mimo to ciesze sie, ze Tobie sie udalo. Nie mysl tylko o tym, ze depresja wroci, bo po co o tym myslec. Ciesz sie zyciem w kolorach. Jesli chodzi o relacje ja i Bog, to czesto mam tak jak Ty - nie moge sie modlic. Jednak nigdy nie mialam do niego zalu, pretensji o to, co mnie spotkalo w zyciu, bo uwazam, ze Pan nasz chyba wie co robi. Widocznie tak musi byc. Nie ma sensu sie buntowac, bo to nic nie da. Trzymam za Ciebie kciuki Elu. Sle moc pozytywnych mysli Tobie i wszystkim na Forum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on marca 19, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Elu! Nie masz racji, twierdzac, ze Kosciol odrzuca, czy potepia ludzi chorych psychicznie. Siegnij do Nowego Testamentu i przeczytaj Ewangelie wedlug sw. Mateusza 9, 32-38, Ewangelie wedlug sw. Marka 1, 23-28, czy wedlug sw. Lukasza 8, 26-39.&lt;br /&gt;Jezus jest Lekarzem wszystkich, a szczegolnie tych, ktorzy sie zle maja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja rodzina jest tez bardzo chora (samobojstwa, szpitale psychiatryczne). Ja od wielu wielu lat zmagam sie ze stanami depresyjnymi. Jednak najbolesniejszym doswiadczeniem w zyciu byla choroba psychiczna mojego syna, wspanialego, madrego i dobrego czlowieka.&lt;br /&gt;Moja rozpacz i bezradnosc skierowaly mnie ku Bogu, z ktorym nie mialam przedtem zadnych kontaktow (rodzina chyba ateistyczna, choc wszyscy ochrzczeni).&lt;br /&gt;Dzis mysle, ze to byl sposob Pana Boga, aby upomiec sie o nas.&lt;br /&gt;Odmawiam codziennie Rozaniec i Koronke do Milosierdzia Bozego, przynajmiej raz w roku jestem na Jasnej Gorze, i prosze Matke Boza o pomoc i wsparcie.&lt;br /&gt;Elu! Dzieja sie cuda!&lt;br /&gt;Choc moja wiara jest malenka, to jednak nadzieja wielka.&lt;br /&gt;Moj syn pracuje, radzi sobie z materia zycia. Jest oczywiscie pod opieka lekarza, a ja obserwuje wielkie postepy nas wszystkich w rozumieniu zycia i jego sensu, a takze sensu cierpienia. Ono nie musi byc destrukcyjne - cierpienie naprawde moze byc tworcze. Jednak potrzebna jest do tego pokora. Pokora - mysle, ze to jest niezwykle wazne slowo, slowo, ktore oznacza zgode na to, co nas spotyka i zawierzenie Panu Bogu, ze to ma sens.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Elu! To nieprawda, ze ludzie, ktorzy cierpia psychicznie i duchowo, to nieudany produkt Pana Boga. To sa ludzie o wielkiej wrazliwosci, delikatni, inteligentni. To sa wlasnie wybrancy Pana Boga. On ich bolesnie doswiadcza, bo chce z diamentu uzyskac brylant.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzieci na pewno trzeba chronic, ale przychodzi taki czas, ze nie wolno ukrywac przed nimi prawdy. Masz Elu talent literacki - pisz. Pisz dla siebie, pisz dla swoich dzieci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Adam on marca 22, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Jestem tutaj z tego samego powodu co wszyscy. Mam depresje od urodzenia. Nie umiem sobie poradzic, choc jakos sie trzymam.&lt;br /&gt;Ale czytajac wszystkie komentarze, czyli zwierzenia, mozna zauwazyc kilka prawidlowosci. Wszyscy narzekaja na problemy, nieciekawe zycie i brak wlasciwych relacji z ludzmi. Tak samo jest z tymi, ktorzy pisza o Bogu. Ludzie, a co zrobiliscie by pokierowac swoim zyciem? Ile razy poniesliscie ryzyko, by cos zmienic? By podrozowac, by sie rozwijac, by szukac przeznaczenia? Mam wrazenie, ze jedynie wymagacie od innych (ludzi, losu, jakiegos tam boga) zamiast zaczac dzialac. Do roboty, jest wiele mozliwosci, trzeba tylko ruszyc tylek z tego szarego domu, miasta, kraju, ograniczen umyslu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By purplehair on marca 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;O Boze, ilu nas jest…&lt;br /&gt;Tylko dlaczego sami zadajemy sobie bol…&lt;br /&gt;Mam prace, przyjaciolki, chlopaka.&lt;br /&gt;A mimo to jestem nieszczesliwa. I czuje pustke.&lt;br /&gt;Mam w glowie wizje swojego szczescia i wprawia mnie to w otepienie i apatie…&lt;br /&gt;Czy cos robimy Adamie? Nie, poniewaz depresja hamuje dzialanie. Podrozujesz i daje Ci to szczescie, podczas gdy czlowiek z depresja czuje pustke i zal, nie potrafiac wyjasnic sobie ich przyczyny.&lt;br /&gt;Albo nie potrafi sie pozbierac po wydarzeniach z przeszzlosci.&lt;br /&gt;Albo obie te rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By babcia ela on marca 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;To do Ciebie Adam! Rowniez sledze te stronke i nie zauwazylam, zeby wszyscy jednakowo narzekali na zycie. Piszesz, ze cierpisz na depresje i jednoczesnie jakby oskarzasz nas o niemoc w zyciu. Czyli nic nie wiesz, albo bardzo malo o depresji. Bo wlasnie takie wezwania jak Twoje: do roboty, ruszcie tylek, zacznijcie dzialac, doprowadzaja nas do rozpaczy. A zreszta wiekszosc z nas normalnie funkcjonuje w spoleczenstwie. Gdybys mnie spotkal, nigdy bys nie uwierzyl, ze cierpie na depresje, a dokonalam wiele w swoim zyciu. A to, ze pisze na tej czy innej stronce, to jest swoisty zawor bezpieczenstwa. Nasze cierpienie nie jest widoczne na zewnatrz. Cierpi nasze wnetrze. Tego rodzaju stronki sa po to, by sie wypisac co nas boli, z czym nam zle itp. I naprawde nie potrzebujemy jeszcze jednego madrego, ktory wie, co dla nas jest najlepsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on marca 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Brawo! Babciu Elu! Kocham Cie! Wesolego Alleluja!&lt;br /&gt;Chrystus zmartwychwstal! My tez mamy szanse!&lt;br /&gt;Wszystkim depresantom szczesliwych Swiat Zmartwychwstania Pana!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Adam on marca 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Droga Babciu Elu, nie lubie rywalizacji, zwlaszcza w kwestii, kto bardziej cierpi psychicznie. O depresji wiem wiele, znam ludzi, ktorzy sie lecza i sam tez powinienem. Jest mi ciezko, zmuszam sie kazdego dnia by zwlec sie z lozka i walcze z myslami o samobojstwie.&lt;br /&gt;Depresja, jesli nie jest uwarunkowana biologicznie i nie jest oznaka choroby psychicznej np. schizofrenii (tu potrzebny specjalista i leczenie farmakologiczne) to jest stanem przejsciowym, naturalnym wynikajacym z konfliktu potrzeb z mozliwosciami lub z przezytych doswiadczen. Ciezko jest cos zrobic, podniesc sie, znalezc radosc w malych rzeczach. Ale czy tak trudno zrobic rachunek sumienia? Ciezko zastanowic sie, czy nasze oczekiwania od zycia, od ludzi, od otaczajacego swiata nie sa zbyt duze? Nie ma wojny, nie ma glodu, zarazy, niebezpieczenstw. Czy nasz brak woli walki nie jest wiec bluznierstwem? A czy wykorzystujemy szanse zrobienia czegoc interesujacego? Tak naprawde niewiele przezylismy, niewiele widzielismy i slyszelismy, a wszyscy mamy dosc “tego zycia”. Czemu? Nikt nam nie da drugiej szansy, zastanowmy sie, co zrobic, by hormony szczescia znow zaczely sie wytwarzac. My sami musimy chciec do tego dojsc. Chodzmy do hospicjum, zobaczymy jak inni odnajduja radosc w kazdym kolejnym dniu, a wiecej nie bedziemy narzekac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By babcia ela on marca 24, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Adam!!! Kazdy ma prawo do wlasnego zdania. Nam wszystkim wyklady na temat zrodla pochodzenia depresji sa nie potrzebne, bo wiemy wszystko, a moze i wiecej na temat tej choroby. Przepraszam Ciebie, ale zachowujesz sie jak czlowiek wszystkowiedzacy!!! Co mozesz powiedziec o nas na podstawie ilus tam postow? Skad wiesz, ze nikt z nas nie ma kontaktow z hospicjami? Jak mozesz pisac, ze niewiele przezylismy!!! Piszesz m.in., ze nie ma glodu? niebezpieczenstw? Gdzie Ty mieszkasz czlowieku? Naprawde nie spotkales glodnego dziecka? Jesli nie, to jestes szczesliwy. Mnie czesto zdarza sie nakarmic glodnego - widziales oczy glodnego, przestraszonego dziecka? Mysle, ze Ty jestes z innej bajki i nasze poglady na rozne tematy (nie tylko depresji) beda skrajnie inne. Tak, masz racje, narzekamy, piszemy, ze mamy dosc, ze jestesmy zmeczeni, ale nie siedzimy z zalozonymi rekami i nie czekamy na manne z nieba. Pamietaj jedno - na depresje cierpia ludzie wrazliwi na wszelkie zlo, jakie dzieje sie wokol nas. Depresja to jest nasza bezsilnosc na to zlo. Zreszta, nie chce mi sie z Toba gadac. Pozdrowienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on marca 26, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Adamie! W Twoim sporze z Babcia Ela jestem po jej stronie. Jezeli ktos rzeczywiscie choruje na depresje, to zadne rady typu “wez sie w garsc” nic nie pomoga, a jedynie zaszkodza i moga doprowadzic do najgorszego. Ja osobiscie do czasu wystapienia choroby bylam czlowiekiem spelnionym, optymistycznym, pelnym pomyslow i realizujacym je, odpowiedzialnym za swoje zycie i nie obarczajacym innych swoimi problemami. Po prostu je rozwiazywalam, gdy sie pojawialy. Kierowalam swoim zyciem i bylam z niego zadowolona. Depresja przyszla nagle i to bez zadnego powodu. Najpierw zaatakowala cialo, a potem dusze. I nic tu nie pomogla moja madrosc, optymizm, wiara w zycie. Wszystko to leglo w gruzach prawie w jednej chwili, bez uchwytnej dla oka przyczyny. I choc bronilam sie jak moglam przy pierwswzym epizodzie choroby i dzieki nabywanej wiedzy i lekarstwom poradzilam sobie, to przy nawrocie uleglam (nie ja swiadomie) ale moj organizm. Tak wiec, Adamie, ta choroba nie jest tak prosta jak myslisz. Prawdopodobnie mylisz prawdziwa chorobe z nastrojem niezadowolenia, co czyni wiele ludzi, nawet w mediach.Tutaj powinno wystepowac jeszcze wiele innych warunkow, aby uznano chorobe. Powinienes pojsc do lekarza psychiatry. Chociaz prawdopodobnie wcale nie jestes chory, a lekarz wykluczy chorobe. Jednak istnieje rodzaj depresji zwanej dychotomia. Jest to staly obnizony nastroj, jednak bez ciezkich epizodow. Tez mozna i nalezy go leczyc. Istnieje wiele roznych odmian depresji, np. reaktywne, czyli wywolane jakims smutnym czy tragicznym wydarzeniem i tutaj rozmowa psychologa moze pomoc (choc nie musi). Jednak czesciej depresja jedynie pozornie wyglada na reaktywna, gdy mylnie kojarzymy ja z niedawno przezywanymi przykrosciami. Nie szukamy wowczas pomocy u lekarza, tylko obwiniamy siebie, swoja slabosc i jestesmy przekonani, ze nasze mysli i skojarzenia sa prawdziwe. Jednak w rzeczywistosci, gdy chorujemy na depresje, nasz odbior swiata i uczuc jest znieksztalcony, czego przyczyna sa zmiany biochemiczne w naszym organizmie (troche podobnie jak po zazyciu narkotykow, ale w innym wymiarze). Niektore odmiany depresji ujawniaja sie juz w dziecinstwie, inne pozniej. Niestety lekarze jak dotad nie znalezli odpowiedniej metody rozpoznawania tej choroby, a tym bardziej jej leczenia. Ich diagnozy sa czesto bledne, niekiedy wcale nie wykryja choroby, a lecza pacjenta z innych rzekomych dolegliwosci. Ostatnio jednak pojawila sie w prasie notatka o tym, ze depresje mozna bedzie rozpoznawac na bazie badania krwi (zmiam ilosciowo-jakosciowych skladnikow krwi chorego). Ta zapowiedz jest wg mie bardzo obiecujaca dla nas obciazonych ta choroba i utwierdza mnie w przekonaniu o biologiczno-chemicznym podlozu tej choroby, a nie psychicznym. Psychiczne sa jedynie jej objawy. Dlatego uwazam, ze srodki farmakologiczne sa najbardziej skuteczne w leczeniu depresji, chociaz czesto mamy do czynienia z blednymi diagnozami (jak bylo w moim przypadku). Poziom wiedzy lekarzy na temat depresji jest znikomy, czesto traktuja pacjenta niepowaznie i nie wysluchuja jego zwierzen. Rodzina chorego powinna zadbac o to, aby pomoc lekarska byla wlasciwa.&lt;br /&gt;Tak wiec Adamie, jezeli czujesz, ze jestes chory, to idz do lekarza, a jezeli oszukujesz nas i udajesz chorego, to nie osadzaj innych i nie wytykaj im braku checi radzenia sobie z zyciem. Jesli mowisz o wspolczuciu, to nie widze go u Ciebie. Popracuj nad tym. W przypadku depresji sprawa nie jest az tak prosta jak myslisz. Czlowiek prawdziwie chory nie poradzi sobie sam, a inni zamiast mu pomoc czesto jeszcze bardziej go pograzaja, czasam bezwiednie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Mike on marca 27, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Zaczalem leczyc sie na depresje 4 lata temu, ale wtedy sobie uswiadomilem, ze to trwalo o wiele dluzej. Tylko ja nie wiedzialem, ze to depresja. Mam zone i dzieci, nie pracuje od 3 lat, a kiedys mialem swoja firme budowlana.&lt;br /&gt;Nie mam w ogole energii i sily, nawet do prac domowych. Mam do was pytanko, oprocz depresji mam bardzo mocne bole miesni i kosci - nie wiem czy to na tle nerwowym, czy nie. Od lat nikt mi nie moze z tym pomoc, czy wy tez macie takie objawy?&lt;br /&gt;p.s przepraszam za bledy - od 17 lat mieszkam za granica.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By darksky on marca 27, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Elu nie umiem, tak jak Ty, pisac, ale za to potrafie wyrazac emocje dzwiekiem…&lt;br /&gt;Czuje podobnie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By darksky on marca 27, 2008 | Reply&lt;br /&gt;…moze mnie znajdziesz gdzies…;) &amp;gt; Dark Sky &amp;lt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam&lt;br /&gt;Mam tak jak Wy depresje, nie przeszkadza mi to w podrozy zycia… wykorzystuje moja slabosc w sposob tworczy…&lt;br /&gt;Adam zgadzam sie z Toba…&lt;br /&gt;Przestanmy myslec o depresji, ona minie… ona jest jak bagno… probujesz wyjsc, toniesz szybciej… moze modlitwa… moze ktos uslyszy krzyk…&lt;br /&gt;Polecam ksiazke “Przebudzenie” Antony de Mello…&lt;br /&gt;Piszecie o tym tak, jakby wasze “Ja” nie istnialo juz… zaczynacie “wierzyc” w depresje…&lt;br /&gt;Proponuje wszystkim… nie wracac juz na te strone, nie szukac ulgi, bo to iluzja… pogodzic sie z soba… i tworzyc wlasna historie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on marca 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Babciu Elu! Zaraz po swietach napisalam do Ciebie notke z podziekowaniami za Twoje zyczenia, ale jej tutaj nie widze. Z roztargnienia musialam zapomniec o jej wyslaniu, dlatego jeszcze raz dziekuje. Twoje wszystkie wypowiedzi czytam z przyjemnoscia. Jestes dla mnie bratnia dusza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Adminie! Tobie rowniez dziekuje za cieple slowa. Zgadzam sie z Toba, ale niestety niekiedy nachodza mnie tez chwile watpliwosci. Te smutne refleksje pojawiaja sie i znikaja. Teraz jest OK. Kiedy nie moge sie modlic, czytam Biblie i inne katolickie ksiazki. Pozdrawiam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Kwiatuszek on marca 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Cien Wiary… czy moge zapytac o czym jest?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytam Wasze wypowiedzi… jest we mnie tyle bolu, ktoty zabija mnie i nie moge go z siebie wyrzucic… chyba sie boje.&lt;br /&gt;Pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By babcia ela on marca 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Kwiatuszek! Tytul tej ksiazki to “Cien wiatru” autor - Carlos Luiz Zafon. Jest to dosyc opasla powiesc o milosci i perypetiach zyciowych dwoch hiszpanskich rodzin. Ciekawie napisana, pelna magicznego ciepla powiesc. Ja ja doslownie polknelam. Oczywiscie Twoje zdanie moze byc inne. Ale polecam. Czesto, kiedy czuje, ze zycie mnie przerasta, siegam po ksiazke i przenosze sie w inny, bezpieczny swiat. Slucham tez muzyki, ale stonowanej. Pomaga mi to, ale sa dni kiedy nie wiem co robic. Ostatnio myslalam, ze zwariuje i nic nie pomagalo. W takich chwilach mowie sobie, ze to minie i uspokajam sama siebie. Wyciszam sie, unikam ludzi. Nie moge plakac, chyba juz wyplakalam swoje a chcialabym. Jesli mozesz placz, bo on przynosi ulge. Wiem cos o tym. Kwiatuszku, my wszyscy sie boimy, najczesciej nie wiemy czego, ale strach nas paralizuje. W takich chwilach pomysl o nas wszystkich i pisz na forum. Trzymaj sie Kwiatuszku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By babcia ela on marca 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Ela! Ja rowniez czytam Twoje posty. Zapewne zauwazylas. Dziekuje za wsparcie w sporze z Adamem. Musze Ci przyznac, ze facet porzadnie mnie wkurzyl. Chyba dostal “popalic” od nas, bo cos biedak zamilkl. Pozdrawiam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By babcia ela on marca 29, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do darksky! Czyzby sklonowany Adam sie odezwal w Tobie? Dobrze wychowany, inteligentny czlowiek po przeczytaniu naszych postow dotyczacych pouczen jak mamy zyc, zrozumialby w lot o co chodzi i uszanowalby nasza wole. Jesli przeszkadza Wam nasze pisanie, to nie wchodzcie na to forum, sa inne ciekawsze miejsca, gdzie mozecie sie wymadrzac do woli. Bardzo prosze, zostawcie nas w spokoju!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karola23lata on marca 30, 2008 | Reply&lt;br /&gt;witam! weszlam dzisiaj na te strone i czytalam opowiesci innych i postanowilam tez napisac o sobie. Moze ktos ma ochote na odpisanie na moj maly list… A wiec zaczne o sobie - od czego by tu zaczac - moze od samego poczatku. W wieku 15 lat zmarla moja mama. Nie moglam sie odnalezc, ale na szczescie byla ze mna babcia. I tak do 21 lat. Pozniej niestety ja takze stracilam. Ale mam jeszcze kochanego wujka, ktory zawsze mi pomaga. Wychowywalam sie bez ojca. W ogole go nie znam i nawet nie wiem jak wyglada - nie znam powodow takiej sytuacji. Poznalam kochanego chlopaka. Jestesmy ze soba 2,5 roku, ale niestety nasz zwiazek - czuje ze powoli sie rozpada. Przeze mnie, ciagle pretensje ze ma kogos, podejrzewanie o zdrade. Sadze, ze to go w koncu wykonczylo i nie chce dalej juz ze mna byc. Czuje, ze nasze problemy spowodowane moze byly moim dziecinstwem - nie wiem! Bardzo mi na nim zalezy i bardzo go kocham, wiem, ze jest tym jedynym, ale nie wiem co mam dalej robic. Czuje, ze popadam w depresje. Bylo tak wspaniale, a ja to popsulam. Byl kochany, moj ideal - ale co bedzie dalej? Juz sobie nie radze z tym wszystkim. Placze, nie chce mi sie wstawac, chodzic do szkoly, jesc itd. Chce z nim byc nadal. Po smierci mamy przestalam wierzyc, ze Bog w ogole jest. Nie chodze do kosciola, nie modle sie, chce to zmienic, ale nawet na taka zmiane nie mam sily. Czuje w sobie pustke, zal, gniew i dalej duzo by wymieniac. Nieraz chodza mi po glowie rozne mysli, ze najlepiej by bylo, jak juz by nie bylo mnie na tym swiecie, ale nie moge nic zrobic, bo moi bliscy tez by tego nie wytrzymali. Zawsze mialam silny charakter. Kochalam sama siebie, a teraz zupelnie sie rozsypuje, nie wiem co mam robic, to wszystko jest takie straszne i bolesne… prosze Was o odp&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Mike on marca 30, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Czesc elu! Dziekuje Ci bardzo za Twoje wsparcie.&lt;br /&gt;Ze mna jest tak zle, ze nawet oddychac mi ciezko, czuje sie tak zmeczony. Mysle o tych elektrowstrzasach - moze to by pomoglo. Moglabys wyjasnic na czym to polega i jak dziala? Oddalbym wszystko, zeby wyzdrowiec, ale juz nie wiem, czy kiedys bede mogl byc “normalny”, normalnie funkcjonowac. Wiesz co, jak sie mocno denerwuje, to trace sily i nie moge rozmawiac, dlatego nie dam rady zalatwic prostych spraw. Pisanie do Ciebie kosztuje mnie wiele wysilku. Wolalbym porozmawiac, choc to tez ciezko. Mam do Ciebie tyle pytan. Jestem bardzo szczesliwy, ze jestes juz zdrowa. DAJE MI TO JAKAS NADZIEJE. Bo juz nie wierzylem, ze z ta choroba mozna wygrac. A Tobie sie udalo, wiec jest nadzieja. DZIEKUJE CI BARDZO! Boje sie tego, ale mysle, ze poloze sie do szpitala, bo juz nie moge wytrzymac. Jak sie denerwuje, to mnie wszystko boli, szczegolnie miesnie. Do zony juz nie mowie za wiele, bo ja zalamuje, a tego nie chce i dusze wszystko w sobie. Jak masz jakies rady, to prosze o nie.&lt;br /&gt;Dalas mi duzo nadziei.&lt;br /&gt;Pozdrawiam Cie serdecznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on marca 31, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Mike! Nie bylo mnie w domu, dlatego nie odpisalam Ci od razu. Wrocilam dopiero teraz , a jest po polnocy i jestem bardzo zmeczona dluga jazda samochodem, dlatego napisze do Ciebie jutro. Jezeli chodzi o niemoznosc plakania, to mialam dokladnie to samo. Opowiem Ci o tym. Dobranoc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on marca 31, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Droga Karolu! Przezywasz rzeczywiscie trudne chwile. Ale bardzo wiele osob znajdowalo sie, badz znajduje sie, w podobnym polozeniu. Ja takze w mlodosci bylam zakochana, ale nieco inaczej jak Ty - platonicznie i w innej sytuacji, ale czulam prawie to samo co ty. Nawet przestalam jesc. Jednak nie byla to depresja. Oboje wiedzielismy, ze nie mozemy byc razem i uznalismy, ze sie wiecej nie zobaczymy. On byl we mnie zakochany, a ja mu nigdy nie powiedzialam o swojej milosci do niego. Dopiero po rozstaniu zaczelam cierpiec. Usychalam z tesknoty. Byla ona tak wielka, ze zabierala mi caly swiat. Nie moglam myslec o niczym innym… Plakalam w ukryciu. Nie wiem jak z tego wyjdziesz, ale mi pomoglo przypadkowe z nim spotkanie na ulicy. Woczas kupilismy sobie nawzajem bardzo drobne upominki, ktore mialy nam przypominac nas wzajemnie i rozstalismy sie znowu, juz na zawsze. Jednak od tej chwili ogarnela mnie fala uspokojenia, a nawet radosci. Nie zobaczylismy sie juz nigdy wiecej. Nie rozmawialismy i nie pisalismy do siebie. Zadnego kontaktu. Zycie wrocilo na swoje mlodziecze tory. Poznalam wielu innych chlopakow i w zadnej sytuaci nie trzymalam sie juz tak kurczowo mysli o milosci nierealnej. Teraz ja bylam gora. Ja dyktowalam warunki jak i kiedy moja milosc ma sie rozwijac. Dopiero pozniej poznalam meza, gdy popczulam, ze to jest TEN. Nie wiem czy Ci choc troche pomoglo to moje pisanie, czy wrecz zaszkodzilo, ale chcialam Ci pokazac, ze choc obecnie Twoj swiat sie zawalil, to nie oznacza, ze tak musi byc zawsze. Moj swiat sie konczyl wiele razy i to o stokroc glebiej sie zapadal, kiedy bylam chora na deprese. Jednak kazde indywidualne cierpienie jest dla czlowieka najwieksze, dlatego w Twojej rzeczywistosci TY cierpisz najbardziej. ZYCIE NIE BYLOBY NIC WARTE GDYBYSMY NIE CIERPIELI. Czy docenilibysmy smak radosci, gdyby nie smutek. Tak wiec my zyjemy prawdziwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By darksky on marca 31, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Babcia Ela… hmmm… nie chodzilo mi Twoj spor z Adamem, zgadzam sie z nim tylko w jednej kwestji…&lt;br /&gt;Ja znalazlem wyjscie z depresji, poprzez zrozumienie samego siebie. Wiem jedno, to ze piszecie tutaj o Waszych odczuciach NICZEGO NIE ZMIENI… bedziecie sie pocieszac nawzajem bez konca i to TYLKO ULGA… UCIECZKA NA CHWILE PRZED STRACHEM… a gdzie jest rozwiazanie problemu?… Nie mowie tutaj “wstancie i zyjcie”, bo wiem co to paraliz… naprawde…&lt;br /&gt;Stracilem biska osobe…&lt;br /&gt;Ja bylem z tym sam, nie mialem nikogo… nawet nie mialem wiary (jestem ateista) lzy przez kilka lat zalewaly pokoj… i wszyscy, ktorzy probowali do niego wejsc… toneli… bali sie… nie rozumieli… jak mozna az tak…&lt;br /&gt;Nie chce Was zmieniac na sile, nie o to mi chodzi… zrozumiecie za kilka lat, ze to pisanie nic nie wnioslo do waszego zycia… BEDZIE TAK SAMO… wierzcie mi…&lt;br /&gt;Babcia Ela, dlaczego reagujesz agresja na moje slowa?… naprawde wierzysz, ze istnieja zli ludzie? to Ci powiem NIE MA ZLYCH LUDZI NA SWIECIE… wszelkie zlo pochodzi od strachu, czyz nie? zastanow sie, nie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naprawde milosc jest na wyciagniecie reki… i to zaden trud… ja dostrzeglem ja w sobie… w ludziach… w nas wszystkich jest strach, dlatego sprobujmy go zrozumiec, nie walczyc, tylko zrozumiec, jezeli “uciekamy”, on nabiera sily… robi tylko wielkie oczy… JESTEM Z WAMI… KOCHAM WAS WSZYSTKICH ZA ODWAGE&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By darksky on marca 31, 2008 | Reply&lt;br /&gt;(podczas przesylania tekstu powstaly bledy, nie z mojej winy takie jak niedokonczone zdania, tam gdzie jest przerwa bylo jeszcze jedno zdanie… ale mysle, ze to co jest wystarczy;) pozdrawiam);)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on marca 31, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Nie chcialam tu straszyc Was swoim przypadkiem, gdzie choroba przybrala bardzo ciazkie stadium. W wielu wypadkach depresja nie jest zbyt gleboka i po jakims czasie sama znika bez przyjmowania lekarstw, zwlaszcza ta reaktywna.&lt;br /&gt;Nie zamierzam tez nikomu mowic co powinni robic, co czuc,i ze maja wziac sie w garsc. To jest najgorsza rzecz co moglabym uczynic. Mimo, ze wyzdrowialam, nie mam monopolu na wiedze i moge tyko opowiedziec moja droge. Jezeli tylko zaczne sie przemadrzac i prawic Wam moraly dajcie mi kategorycznie znac o tym iwyproscie mnie z tej strony .&lt;br /&gt;Ale nie powiem Wam, ze wasze starania nic nie dadza i ze to pisanie nic nie wnosi do naszego zycia, wrecz odwrotnie . Najwiecej pomoze nam to, co mozemy zrobic dla siebie sami, a tym jest w pierwszej kolejnosci ZROZUMIENIE SAMEGO SIEBIE, jak pisze wyzej DARKSKY. Poznanie przyczyn naszych negatywnych uczuc i samej choroby jest wstepem do dlugiej drogi wyzdrowienia. Jednak nie zgadzam sie z nim w kwestii dojscia do tego celu. Podziwu godne jest, ze darksky sam siebie zrozumial bez niczyjej pomocy i teraz wie wszystko, nawet wie, co to jest milosc. Jedynie Sokrates doszedl do tej wiedzy (choc mowil, ze nic nie wie), a w naszej religii ludzie uznani za Swietych. Pozwole wiec sobie watpic w to, ze darksky osiagnal ten stan, choc zgadzam sie z nim, co do potrzeby zrozumienia i milosci. Do zrozumienia siebie potrzebny jest drugi czlowiek, a tym bardziej do zrozumienia naszego cierpienia. Tym drugim czlowiekiem dla mnie byly ksiazki, w ktorych osoby chore opisywaly swoje doswiadczenia. Dopiero kiedy poznalam ich bol, ktory byl takze moim bolem, potrafilam zrozumiec siebie. Ale ta wiedza nie jest dana nam na zawsze. Musimy ciagle ja aktualizowac, by nie ulec pysze i zarozumialosci i by nie zaczac pouczac innych. Dlatego wbrew twierdzeniu darkskiego, uwazam ze pisanie tutaj o naszych odczuciach i problemach wlasnie daje nam to ZROZUMIENIE samego siebie i absolutnie nie jest ucieczka od strachu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Darksky !! Ty nas nie probujesz zrozumiec, ale widze, ze szczerze probujesz nam pomoc. Jednak Twoja pomoc jest tylko pouczaniem. Jak juz pisalam, sa rozne rodzaje depresji i rozne jej przyczyny. Ty ze swoja poradziles sobie na swoj sposob doskonale i mam nadzieje, ze na zawsze. Jednak inni potrzebuja znalezienia swojej drogi, ktora doprowadzi ich do wyzdrowienia, a nie jest to takie latwe, jak Ci sie wydaje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, ta nasza nowo zdobyta wiedza, samopoznanie i nasze doswiadczenia, a nawet wszechwladna milosc do wszytkich nie zawsze pomoga nam uniknac najgorszych przezyc kolejnego epizodu depresji. Wszystkie te chwalebne rzeczy moga obrocic sie przeciwko nam w czasie choroby. Ona wykorzysta je w walce z nami i im bedziemy madrzejsi, im wiecej serca bedziemy mieli do drugich i bardziej kochali, tym silniej nas uderzy wlasnie tymi przymiotami falszujac ich interpretacje. Nie wiem, czy rozumiecie, co mam na mysli, ale wlasnie to mi sie przydarzylo przy drugim epizodzie choroby, kiedy to wczesniej po wielkiej wygranej z nia bylam przekonana, ze wiecej nigdy nie dam sie tej chorobie, bo juz wiem jak z nia walczyc. Wowczas wlasnie prawie mnie zabila. Ja choruje na depresje afektywna, dziedziczna, a ona atakuje bez powodu, nawet tych (a raczej wlasnie tych) wrazliwych ludzi, ktorzy potrafia kochac innych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on kwietnia 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Drogi Mike! Twoje odczucia i cierpienia sa podobne do moich i mysle, ze do wielu z nas. Niemoznosc plakania pojawila sie u mnie, gdy depresja byla juz dosyc gleboka. Wczesniej czesto zalewalam sie lzami i to stanowilo dla mnie pewna ulge, gdyz na chwile likwidowalo skutki stresu. Pozniej bardzo tego potrzebowalam i choc pragnienie placzu bylo bardzo silne, to czynnosc ta nie byla mi dana az do konca choroby.&lt;br /&gt;Jezeli chodzi pojscie do szpitala, to ja sama podjelam te decyzje. Nikt mnie do tego nie namawial i Ty tez musisz sam o tym zdecydowac. Mozliwe, ze wcale tego nie potrzebujesz. Istnieja tzw. szpitale dzienne, gdzie przychodzisz tylko na terapie. Jednak dla mnie odosobnienie bylo potrzebne, gdyz sprawilo, ze nie czulam sie winna ciaglego obciazania rodziny moja osoba. Wiem jak niektorzy zdrowi ludzie patrza na tych, ktorzy znalezli sie szpitalu psychiatrycznym. Ale to oni sa prymitywni i nie warto sie nimi przejmowac. Mimo mojego ciezkiego stanu bardzo pozytywnie odebralam atmosfrre szpitala. Lekarze i reszta zalogi zachowywali sie zyczliwie, a inni pacjenci wrecz z prawdziwa braterska miloscia. Nieprawdziwe wiec sa informacje o nieludzkim traktoweniu w tych placowkach.&lt;br /&gt;Jezeli chodzi o elektrowstrzasy, to w Polsce poddaje sie temu zabiegowi tylko osoby, ktorym lekarstwa, ani inne metody leczenia nie pomagaja, chyba ze wzgledu na to, ze jest on dosyc drogi i kosztowny dla szpitala. Polega on na “potraktowaniu” chorego pradem elektrycznym o malym natezeniu w znieczuleniu pod narkoza. Wiecej dowiesz sie u lekarza. Mozesz takze o tym przeczytac w ksiazkach. Mnie elektrowstrzasy uratowaly zycie, gdyz przerwaly przebieg choroby i znikly calkowicie prawie wszystkie dolegliwosci. Inni chorzy widzac to prosili lekarzy o ten sam zabieg, ale podczas mojego pobytu w szpitalu nikomu innmu go nie wykonano. Po tym zabiegu nalezy jednak brac jeszcze lekarstwa przeciwdepresyjne przez kilka miesiecy.&lt;br /&gt;Nie namawiam Cie jednak na tego typu leczenie, ani nie bede odradzac, gdyz mimo podobienstwa historii naszej choroby nie wiadomo czy cierpisz na ten sam rodzaj depresji. Pozdrawienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By darksky on kwietnia 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Elu, ja takze przeczytalem ksiazki, o ktorych wspomnialas.&lt;br /&gt;Czytalas moze ksiazke, o ktorej pisalem wczesniej, a mianowicie “Przebudzenie” Anthony de Mello? Polecam ja wszystkim, szczegolnie Mikowi, ktorego troche rozumiem, bo ja takze mialem cale cialo w chorobie (wymioty, bole…) i zadne lekarstwa nie pomagaly. Dlatego tez uwazam (nie jestem niczego pewny), ze depresje mozna pokonac sila umyslu i moze to zabrzmi smiesznie… walka z nia nic nie da, to ja tylko wzmocni…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mike, dlaczego Twoja sytuacja sie pogarszala? Ja mysle, ze dlatego, iz uswiadomiles sobie, ze to choroba i chcac sie jej pozbyc, w OBAWIE przed utrata bliskich, pracy i szacunku, pograzales sie w niej bardziej… to tylko nasza swiadomosc nas popycha glebiej w otchlan choroby… Mike, to jest takze moja historia!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jezeli jest ktos, kto zrozumie choc troche o czym mowie, przeslanie dla wielu wyjatkowo absurdalne “IM BARDZIEJ BEDZIESZ WALCZYL Z CHOROBA,TYM GLEBIEJ ONA CIE POCHLONIE” - slowa Anthony’ego - to jest szansa, ze wyjdzie z tego i co najwazniejsze w tym - CHOROBA NIE POWROCI.&lt;br /&gt;Mimo iz nadal zdaza mi sie “odcinac” i zalamywac sie, bo jestem wrazliwy na wszystko, to ilekroc przypomne sobie, ze ta choroba pochodzi tylko z mojej glowy (przez emocje, przez przejmowanie sie zla krytyka, przez swiat, ktorego nie rozumiemy, podsumujmy - PRZEZ STRACH!!!) to uspokajam sie znow (lecz dopiero po jakims czasie) co wyklucza nawrot choroby.&lt;br /&gt;Dlatego widze w ludziach milosc, WE WSZYSTKICH i wiem, ze jezeli ktos jest agresywny, np. w stosunku do mnie, to znaczy ze sie TYLKO OBAWIA.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By mbutterfly on kwietnia 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;mnie jakos ta ksiazka Anthony de Mello jeszcze bardziej dobila…&lt;br /&gt;nie sadze by akurat ta pozycja byla pomocna w depresji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on kwietnia 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Darksky! Mam wrazenie, ze wcale nie przeczytales moich wypowiedzi. Czy tak trudno je zrozumiec? Wydaje sie, ze Ty nie masz pojecia, czym rzeczywiscie jest choroba zwana depresja. Ty uwazasz, ze to po prostu stan obnizonego nastroju. Takie stany miewaja zdrowi ludzie, kiedy im sie cos nie udaje, czy zostaja skrzywdzeni. Sporo laikow, nawet w mediach myli ten stan z choroba. Zapoznaj sie z fachowa literatura naukowa. Ja choruje na depresje biologiczna zwana: zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Moja choroba wcale nie pochodzi od przejmowania sie czyms, krytyki czy skrzywdzenia. Wrecz odwrotnie. Kiedy zachorowalam bylam zadowolona ze swego zycia we wszystkich wymiarach. Kochalam ludzi i mialam wrazenie, ze oni mnie takze. Rowniez kariara zawodowa wygladala bardzo pozytywnie (bylam w trakcie studiow doktoranckich z historii). Nie bylo tu mowy o strachu, o ktorym Ty tak namietnie piszesz. Przez cale zycie to uczucie raczej bylo mi obce. Poczatek mojej choroby stanowily dolegliwosci biologiczne i dopiero pozniej nastapily objawy psychiczne. I w przypadku choroby afektywnej nie ma zadnej mozliwosci wyleczenia poprzez sugestie, czy persfazje. Takie pouczanie i slowa jakich Ty uzywasz moga pogorszyc stan chorego. Wiem, ze robisz to nieswiadomie i jestes przekonany co do swoich racji, gdyz sam poradziles sobie ze swoimi problemami. Twoja metoda jest sluszna tylko przy niektorych rodzajach depresji. W wiekszosci przynosi wrecz odwrotny skutek. Zrozumienie innych nie polega na wmawianiu im swego punktu widzenia. Ty zrozumiales siebie, poznajac majacego podobne do Twoich problemy autora ksiazki. My poznajemy siebie poprzez poznanie odczuc innych, podobnych nam ludzi. Dlatego nie twierdze, ze nie masz racji w przypadku Twoich problemow. Ja tez przy pierwszym epizodzie choroby myslalam, ze mam zwykla depresje i probowalam postepowac tak jak Ty, jednak poglebialo to tylko moj stan. Jezeli Mike choruje na ten sam rodzaj depresji co Ty, to byc moze Twoja metoda i jemu pomoze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on kwietnia 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Pragne sie wlaczyc do tej bardzo interesujacej i pouczajacej dyskusji miedzy Ela a Darksky.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Masz Elu bogata wiedze na temat depresji i wiele sie dowiedzialam o tej chorobie. Tym bardziej jest to dla mnie ciekawe i wazne, ze moj syn ma te odmiane depresji, na ktora Ty cierpisz. Jednak w tym wypadku teoria genetyczna jakby sie nie potwierdza, bo moja depresja jest reaktywna, a jego afektywna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiscie nauka jest wielka potega i pozwala nam poznawac swiat i nasze w nim miejsce, ale okazuje sie, ze racjonalne widzenie swiata nie jest pelnym jego ogladem. Istnieje jeszcze ogronmy obszar mistyczny, ktorego nauka nie ogarnia - dla ludzi wierzacych bardzo wazna i choc ogarnieta tajemnica, to jednak porzadkujaca nas i okreslajaca nasza kondycje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tez od lat czytam wiele na temat depresji, probuje zrozumiec te chorobe i kilka lat temu umiejscowilam deprsje, jako chorobe duszy. A nauka na temat duszy ma niestety niewiele do powiedzenia - moze stad tak wielkie klopoty z odnalezieniem sposobu leczenia tej choroby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejnym moim spostrzezeniem jest taka prawidlowosc, ze depresja jest reakcja - mowiac najkrocej - na deficyt milosci. Milosc jest naturalnie pojeciem bardzo szerokim i dotyczy tez milosci samego siebie, akceptacji, poczucia bezpieczenstwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By darksky on kwietnia 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;hahaha mnie tez dobila!!!… ale przeczytalem ja jeszcze raz… i nastepny… najwazniejsze by dobrze zrozumiec slowa Anthony’ego… ta ksiazka “boli”, bo jest tam przedstawiona prawda o kazdym z nas… w mojej depresji balem sie nawet wyjsc do toalety, zaplacic rachunki… ale za wszelka cene chcialem dojsc, co sie ze mna dzieje, balem sie slow z tej ksiazki, nie mowie jednak tutaj, ze to ona mnie uratowala, ona pokazala droge, a ja sam ja musialem przebyc… SWIADOMOSC, SWIADOMOSC,SWIADOMOSC to jedyna droga do zwyciestwa…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Mike on kwietnia 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Droga Elu i Darksky, dziekuje Wam za odpowiedzi.&lt;br /&gt;Elu Tobie dziekuje za objasnienie o elektrowstrzasach. Juz robie swoj reserch na internecie na stronach po polsku i angielsku. Bede to konsultowal z moim lekarzem, ale jestem w trakcie szukania lepszego lekarza. Mysle, ze obecnego musze zmienic. Albo choc przez pewien okres sprobowac kogos innego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Darksky nie wiem czy czytales moje wczesniejsze lisciki “posty”, a wiec opowiem Ci troche o sobie. Kiedys bylem bardzo energiczny i bardzo duzo osiagnalem jak na swoj wiek. PRZEPRASZAM, nie chce sie chwalic - to nie jest moim celem, tylko probuje, abys mnie zrozumial. Oprocz osiagniec w zyciu prywatnym mialem (nie wiem czy jeszcze mam) “BARDZO SILNY CHARAKTER”, przyklady: rzucilem palenie 9 czy 10 lat temu, plany, ktore sobie stawialem w kazdym roku&lt;br /&gt;osiagalem, a nie raz i wiecej. Fakt, ze czasami pracowalem nawet i po 14-15 godzin dziennie, ale przy swoim biznesie czesto to nie uniknione. A to wymaga bardzo silnego samozaparcia i wiele wysilku.To wszystko minelo, gdy przyszla depresja, a ja nie wiedzialem, ze ja mam. Pracowalem z depresja przez wiele lat. Przez ostatnie trzy lata moja firma zaczela przynosic olbrzymie straty, ale ja chory czlowiek myslalem, ze da sie to wszystko uratowac, ze los sie odwroci a straty szybko odrobie. Po paru dobrych kontraktach. Niestety mylilem sie. Szukalem winy gdzies indziej, nie wiedzialem, ze to jest moja wina, cos co kiedys robilem z zamknietymi oczami i przychodzilo latwo - teraz robilem z WIELKIM TRUDEM lub wrecz bylo niewykonalne.&lt;br /&gt;Moglbym podac przyklady, ale to za dlugo potrwa.&lt;br /&gt;Jak poszedlem do psychologa, to jeszcze pracowalem, ale pozniej sie to bardzo szybko zmienilo. Nie wiem, moze to byl skutek lekarstw.&lt;br /&gt;Przez ponad dwa lata lezalem jak trup, nic nie dalem rady zrobic. To bylo 4 lata temu!!!. Teraz jest troszeczke lepiej, ale dalej nie pracuje. Podjecie najmniejszej decyzji sprawia mi ogromna trudnosc, a co dopiero prowadzic firme - “nieosiagalne”. Kiedys mialem taki dar przekonywania, ze klient po rozmowie ze mna podpisywal kontrakt, mimo ze nieraz bylem drozszy od konkurencji. Nieliczni moi klienci zostali moimi znajomymi, bylem dusza towarzystwa. A TERAZ JAK MAM DEPRESJE NIE SPOTYKAM SIE Z NIKIM. Chyba ze urodziny moich dzieci. Ale i wtedy nie mam tematu z ludzmi i oni mnie mecza, nie moge sie doczekac, az sobie pojda do domu. Odepchnalem od siebie wszystkich. A co najgorsze, nawet sie tym nie przejmuje.&lt;br /&gt;Przepraszam, wybilem sie z mysli, zadzwonil ktos do mnie na SKYPE i wybil mnie z pisania, dokoncze nastepnym razem.&lt;br /&gt;Pozdrawiam Was&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By darksky on kwietnia 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Jakis czas temu przeczytalem ksiazke pt.”Potega podswiadomosci” - byl tam przyklad, ktory sprawdzilem i doswiadczylem.Teoria jest taka, ze jezeli powiemy sobie przed snem “jutro obudze sie o 8:15? i jesli bedziemy tego bardzo chciec, myslec tylko o tym przed zasnieciem, to tak sie stanie. Jakiez bylo moje zaskoczenie, kiedy sprawdzilem prawdziwosc tej teorii!!! Przed snem myslalem tylko o wybranej godzinie, o ktorej chce sie obudzic… tak sie stalo!!! Nie dowierzalem, wiec sprawdzilem jeszcze 7 czy 8 razy i kazdorazowo zmienialem godzine… budzilem sie tak jak chcialem!!! czasami byla to roznica kilku minut, ale to dziala!!! Jednego nie moge pojac… w jaki sposob moje cialo znalo dokladny czas, skoro spalem!!!?… nie bez przyczyny mowi sie, ze jestesmy czescia jednej calosci, nikt nie jest sam na tym swiecie… to tak jakbysmy byli polaczeni z wszechswiatem i nasze cialo bylo nierozerwalnie zwiazane z czasem terazniejszym. A co chcialem udowodnic Wam tymi slowami? A to, ze jezeli bedziemy powtarzac sobie, ze “bedzie dobrze” to tak sie stanie… mamy wladze w swojej glowie, mozemy zatrzymac rozwoj choroby i mimo iz dlugo jeszcze nie bedzie widac swiatla na koncu drogi, to jednak dotrzemy tam… dlatego wiara, nie wazne w co, czy w tabletki czy w Boga… wiara leczy!!!&lt;br /&gt;Polecam “Potega podswiadomosci” Joseph Murphy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By babcia ela on kwietnia 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Darksky! Wspaniale, ze masz za soba depresje. Ja mam 55 lat i wiem, ze choroba ta meczy mnie od ok.lat 40. Niestety nie moge powiedziec, ze mam ja za soba. Dopada mnie, kiedy chce, tkwi przy mnie ile chce. Praktycznie caly czas jest ze mna. Lecze sie od 6.lat. Systematycznie spotykam sie z psychiatra. Odnieslismy z nim sukces, bo nie mam juz mysli samobojczych, a to jest bardzo wazne. Dlatego takie wymadrzanie Twoje i Adama mnie irytuje. Zastanawiam sie, w ktorym to miejscu mojego postu zauwazyles agresje. Wielokrotnie go czytalam (i nie tylko ja) i w nijaki sposob nie widze tam agresji. Jest tam tylko prosba abys nie pouczal nas jak wyjsc z depresji. Piszesz, ze ja reaguje agresja, a ja mysle, ze to Ty widzisz wszedzie agresje, tam gdzie jej nie ma. Jeszcze tylko chce Ci powiedziec, ze ja nie pisze na forum dlatego, ze szukam pomocy, ale dlatego, ze sa tu ludzie, z ktorymi mozna porozmawiac bez ukrywania swej choroby. Jest takie powiedzenie -”syty glodnego nie zrozumie” i tak jest w tym przypadku - kto nie doswiadczyl uczucia prawdziwej depresji, nie zrozumie chorego na nia. Ciesz sie ze swojego sukcesu i dziel sie nim z innymi, ale nie pouczaj nas. A zlo na swiecie bylo, jest i niestety bedzie. Prawda jest taka, ze zlo mozna zwyciezac miloscia. Mozna - a jaka jest prawda, wszyscy wiedza. Wierze, ze nie chciales nas skrzywdzic swoimi uwagami, ale mysle, ze z tej radosci, iz udalo Ci sie pozegnac z depresja, po prostu sie zagalopowales. Gratuluje sukcesu. Pozdrawiam wszystkich na forum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By darksky on kwietnia 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Elu, nie wiem wszystkiego… przyznaje, moge sie mylic, poniewaz pierwszy raz spotykam sie z przypadkiem, gdzie choroba zaatakowala bez wyraznego powodu…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on kwietnia 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Adminie ! Trudno mi sie z Toba nie zgodzic, ale jest to tylko polowa prawdy. Moim zdaniem wystepuje tu dzialanie w obie strony. W pierwszym wypadku deficyt milosci (stres itp.) powoduje zmiany chemiczne w organizmie, co powoduje objawy depresyjne. W drugim przypadku zmiany (rozregulowanie) chemiczne wywoluja te same objawy, wywierajac wplyw na psychike, ktora falszywie (nieracjonalnie) odbiera rzeczywistosc, stad poczucie winy, ogromny lek itp., ktore tylko pozornie maja zwiazek z prawdziwymi faktami w naszym zyciu, ale tak naprawde wypaczaja je. Ja wiem, ze podczas choroby, mimo ze moj rozsadny i logiczny umysl nadal pracowal sprawnie, to ta logika i rozsadek skierowane zostaly przeciwko mnie i interpretacja obiektywnych faktow wypaczona i sfalszowana obwiniala mnie okrutnie. To tak jak najbardziej wyrafinowani klamcy umnieszczaja falsz w ogrodzie prawdy, i wyglada na to, ze on sam jest prawdziwa prawda. Tak choroba oszukiwala moja psychike. To tak jakby podano nam cos w rodzaju narkotyku, ktory jednak nie powoduje euforii, ale odwrotnie, wpedza w depresje.&lt;br /&gt;Niekiedy choroba afektywna wyglada pozornie jak reaktywna. Jest tak wowczas, gdy zmiany chemiczne spowodowaly powolna zmiane naszej psychiki, a to przyczynilo sie do innego podejscia do nas ludzi, a takze nas do drugich. Wowczas powstaja problemy (rozwody, brak milosci, zdrady itp), ktore w naszym mniemaniu wywolaly depresje. Jednak to nieprawda, gdyz pierwotna przyczyna byly zmiany chemiczne, czyli choroba afektywna. Tak moglo byc w twoim przypadku (ale nie musialo) Troche to zawile, ale sadze, ze to zle rozpoznanie bywa powodem niemoznosci wyleczenia depresji w wielu przypadkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By mbutterfly@op.pl on kwietnia 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Potege podswiadomosci tez czytalam;) i tu sie z Toba zgodze : TO DZIALA! Mysle ze gdy sie jest w ‘dole’ powinno sie otaczac pozytywnymi ksiazkami, muzyka, ludzmi. To pomaga. Ostatnio czytam duzo materialow motywacyjnych.. Natknelam sie przypadkiem na e-booka “Zmien swoje myslenie- zmienisz swoje zycie” Mysle ze duzo w tym prawdy.. Tyle ze nie wiem czy to kwestia depresji czy nawykow myslowych, ze gdy sie jest, jak ja to nazywam w ‘czarnej dziurze’ , ciezko ot tak przestawic sie na inne myslenie. Ja probuje co dzien.. Negatywne mysli atakuja mnie jak jakis wirus i co rusz sie wkradaja.. ale probuje.. i wciaz przegrywam.. Myslisz, ze przeczytanie paru pozytywnych ksiazek, stosowanie sie do ich zasad na dobre wypleni depresje z naszego zycia?&lt;br /&gt;Zgodzic sie musze z Toba, ze wchodzenie na takie strony, udzielanie sie na forum, ‘obgadanie swojej depresji’ w niczym nie pomaga.. Ja ostatnio zamknelam sie bardzo w sobie i przestalam o tym wciaz gadac.. Czulam sie zenujaco z tym, ze mi ‘wciaz zle’, ze ciagle gadam o jednym, ze sie nad soba potrafie tylko uzalac a nie potrafie nic zrobic.. Bo gdy mam dola, to nie potrafie.. Robie sobie plany, rozpisuje sobie krok po kroku co mam jeszcze do zrobienia, a i tak nie potrafie tego zrealizowac.. Bywaja dni, ze leze i nie wiem co z soba zrobic ‘takie przyslowiowe gapienie sie w sufit’ i nie moge ruszyc ani reka ani noga, po prostu ‘czarna dziura’ i za to tez siebie obwinialam, za niezrealizowany plan, za lenistwo, za uzalanie sie nad soba, pozniej zamykalam sie w sobie, uznajac, ze to ja jestem winna, ze wszystko co mi sie przytrafia w zyciu, to moja ‘zasluga’. Wiec Twoje stwierdzenie na temat ksiazki “Przebudzenie”, iz wazna jest swiadomosc, troszke nijak sie do depresji ma. Bo owa ‘SWIADOMOsc” tutaj tylko pogarsza sprawe.. Teoretycznie wszystko wiem, wiem skad, wiem co to jest, wiem jak z tym walczyc.. Tylko w praktyce jakos mi to nie wychodzi…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on kwietnia 2, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Darksky! Moj tata nigdy nie uzywal budzika i zawsze budzil sie o takiej godzinie, o jakiej chcial! Gdy go spytalam, jak to mozliwe, odpowiedzial, ze przed zasnieciem umawia sie sam ze soba, o ktorej ma sie obudzic.&lt;br /&gt;Gdy probowalam tak jak on, tez mi sie udawalo. Ale ja jestem spioch i lubie dosypiac po przebudzeniu, wiec budzik bywa w moim wypadku skuteczniejszy.&lt;br /&gt;O sile swiadomosci, podswiadomosci, nadswiadomosci napisano tomy. Ja ostatnio czytam ksiazeczke ojca Anzelma Gruna “Autosugestia”. Juz sredniowieczni mnisi wiedzieli, ze mysl ma ogromna moc. Zle, negatywne mysli prowadza do zlego samopoczucia i do zlych czynow, dobre - odwrotnie. Zatem “praca” z myslami jest bardzo, bardzo wazna.&lt;br /&gt;Ja od dawna stosuje taka metode, ze przed zasnieciem dziekuje Panu Bogu za 40 rzeczy, ktore mnie tego dnia spotkaly. Oj, nie jest to czasami latwe… Jednak to cwiczenie ma bardzo glebokie dzialanie. Z czasem okazuje sie, ze nawet w najgorszym doswiadzceniu odnajdziesz cos pozytywnego. To tak jak z ta szklanka: albo jest w niej JESZCZE polowa plynu, albo TYLKO polowa plynu&lt;br /&gt;Pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By mbutterfly. on kwietnia 2, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Kazdy kogos ma. To pocieszajace. Wydaje mi sie, ze latwiej walczyc z depresja, gdy ma sie wsparcie w kims bliskim.&lt;br /&gt;Czasem mysle, ze gdybym miala kogos, to byloby mi o wiele lzej w zyciu. Moze wszystkie te smutki zniknelyby na dobre? Wiem… nie ma az takich cudow, ale napewno z kims jest lzej w zyciu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja mam 32 lata. Nigdy nie mialam meza. Mam za soba 5 letni zwiazek /to najdluzszy jaki mialam/ i mase po nim nieudanych zwiazkow. Mysle, ze glowym powodem tego, ze nie udaje mi sie z mezczyznami, jest to, ze wiecznie wpadam w doly. Dopadaja mnie one znienacka. Miewam takie drastyczne ‘hustawki’. Jest mi albo super dobrze, albo super zle. Nie wiem jak jest ‘posrodku’. Teraz mam megadola, ale nauczylam sie juz z tym zyc. Wiem, ze to w koncy minie. Wszystko mija. Ale samotnosc w niczym nie pomaga. Gdy miewam takie chwile jak teraz, to w mojej glowie rodzi sie masa negatywnych mysli. Nie potrafie nad nimi zapanowac. Mysle ze jestem zalosna, bo jestem sama, wiec zapewne jestem brzydka, nudna, nieciekawa, Mysle sobie wowczas ze jestem tak zla, ze nikt nie chce ze mna byc. Ze musze byc odpychajaca i strasznie nijaka, skoro wszyscy ode mnie uciekaja. Wiem, niby wiem ze to bzdury, ale tak mysle i nie potrafie sie przed tym obronic. Czasem mysle, ze oszaleje. Jest we mnie ogromne przerazenie, strach przed zyciem. Nie wiem skad mi sie to wzielo. Ale ostatnio ten strach jest wrecz paralizujacy. Boje sie wyjsc na miasto, do sklepu, do pracy. Jestem strasznie zamknieta w sobie i przez to jakby ’sztywna’. Boje sie, ze ktos spojrzy na mnie i zobaczy jaka jestem brzydka, ze odezwe sie, a ktos uzna jaka jestem nudna i nijaka, ze ktos zechce poznac mnie blizej i odkryje jaka jestem okropna i zla!&lt;br /&gt;Straszne to jest i nie wiem co z tym robic. Ale wiem, ze to minie! Wiec czekam… pokornie czekam… budze sie rano, raczej zwlekam z lozka, ide do pracy, w pracy staram sie jak najwwiecej siedziedzic przy biurku, jedyny kontakt jaki mam z ludzmi to w pracy. Z trudem przychodza mi najprostsze czynnosci, takie jak zrobienie sobie jedzenia, ubranie sie, posprzatanie.. Mieszkam sama… przez ostatnie kilka miesiecy zylam w ogromnym balaganie, wiec przez to wstydzilam sie kogokolwiek zapraszac do siebie. A na sprzatanie nie mialam sil. Bledne kolo. Odnosze wrazenie, ze w moim zyciu jest mnostwo takich blednych kol.&lt;br /&gt;Czytam Was i to takie pokrzepiajace, ze nie jestem w swoich odczuciach sama. Ale ta swiadomosc nie pomaga, gdy siedzi sie zamknieta w 4 scianach. Czasem boje sie, ze zwariuje! ze ktoregos dnia nie dam rady. Ja sie co dzien zmuszam… dzien w dzien od nowa rozpoczynam walke…&lt;br /&gt;Musze dodac, ze tak nie jest non stop. Zdarzaja sie chwile, rzadko ale bywaja, ze jestem zupelnie inna dziewczyna. To jest jak ODRODZENIE. W koncu dzwigam sie z tego swojego dola, nakarmiona pozytywnym ksiazkami, filmami, praca nad soba, afirmacje, medytacje, bo cos staram sie jednak robic, by sobie pomoc… no wiec wychodzi z tego dola calkiem inna dziewczyna, usmiecham sie wowczas non stop, jestem pelna energii i wiary, ze tym razem mi sie uda… ze moge gory przenosic, ze swoje juz wycierpialam… Najczesciej jednak tym co mnie dzwiga jest nowy facet, czy stan jakiegos zauroczenia… to mi daje jakis cel, walki o sieibie… ale niestety to szybko mija… bo facet okazuje sie nie taki, bo czuje sie znow wykorzystana, bo jestem za dobra, za naiwna… takie to moje zycie jak dziecka we mgle… Boje sie tego, co bedzie dalej… i co gorsza czuje, ze te moje obawy sa uzasadnione:(&lt;br /&gt;Nie mam w nikim oparcia… matka mnie chyba nienawidzi i co dzien ze mna walczy… nie mieszkamy razem, ale niestety pracujemy i tam ona upokarza mnie na kazdym kroku… Praktycznie ze soba normalnie nie rozmawiamy… Mam siostre, z ktora co dzien rozmawiam przez tel., ale ona mieszka daleko.. Tu gdzie mieszkam nie mam juz nikogo… Nie wiem co robic… Jestem przerazona… zyciem:(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Kwiatuszek on kwietnia 3, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Pozostala pustka… tak mam fatalny dzien… Jeju, czemu to zycie tak boli… Strasznym uczuciem jest bac sie miejsca, ktore kochasz, boje sie wlasnego cienia. Nigdy nie rozumialam, jak mozna zyc w strachu i bolu… Boje sie wracac sam do domu, w ktorym jest pustka, boje sie ciemnosci, nocy… Zawsze wierzylam, ze strach mnie nie dotyczy, az nagle stalo sie. Kiedy strach cie opanuje wiesz, ze to bylo w Tobie przez caly czas, czekal na Ciebie pod powierzchnia wszystkiego, co kochalas. Moje serce slabnie, patrze na siebie i pytam kim bylam? kim jestem? a kim kiedys bede? Spacerujac po ulicach zastanawiam sie, czy bede umiala kochac, czy bede umiala sie usmiechac i plakac z radosci… na prawde nie wiem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zycie to jedna wielka niewiadoma!!&lt;br /&gt;Pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Binom on kwietnia 4, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witam wszystkich bardzo serdecznie&lt;br /&gt;Jestem tutaj nowa.Te strone znalazlam niedawno i dlugo “zbieralam” sie, aby napisac. Ale wiem, ze musze cos zrobic, zeby sobie pomoc - moze to wlasnie jest pierwszy krok… Zdalam sobie sprawe z tego, ze jestem chora jakies 3 lata. Do mojej choroby przyczynil sie alkohol, ale teraz wiem rowniez, ze nie tylko…&lt;br /&gt;Kiedys stwierdzilam, ze moja wrazliwosc mnie zabija. Czasem chcialabym byc osoba, ktora nie czuje i nie przezywa wszystkiego po stokroc wiecej niz inni. Jestem osoba skryta, malomowna (przynajmniej tak widza mnie inni) jestem nieufna, ale gdy kogos poznam blizej, potrafie sie otworzyc. Przepraszam, ze pisze tak chaotycznie - ale mam taki natlok mysli w glowie…&lt;br /&gt;4 dni temu mialam silny nawrot choroby - tym razem nie przez alkohol. Ot tak, zwalilo sie na mnie - pierwszy raz cos takiego przezylam - zupelnie opuscily mnie sily. Nie mialam sily ruszyc reka, nie mialam sily pracowac na klawiaturze…. a wieczorem juz w domu dopadlo mnie ostatecznie - siedzialam na krzesle w kuchni, a lzy splywaly mi po policzkach i nie mialam sily wstac…&lt;br /&gt;Do dzisiejszego dnia jestem bardzo slaba i przerazona… W poniedzialek ide do lekarza.&lt;br /&gt;Wiem tylko jedno — nie chce, aby moje zycie to byla sinusoida - nie chce, aby patrzyly na to moje dzieci. Chce byc prosta jak pozioma kreska. Czy to w ogole jest mozliwe???&lt;br /&gt;Jeszcze raz przepraszam za chaos w mojej wypowiedzi, oczywiscie nie sposob opisac wszystkiego…&lt;br /&gt;Ale mam nadzieje, ze ktos z Was to moze przeczyta — bedzie wtedy lzej…&lt;br /&gt;Pozdrawiam Wszystkich&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By kasia on kwietnia 5, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Trudno jest zrozumiec sens tego cierpienia, wytlumaczyc stan kiedy wydaje nam sie, ze juz nic nas nie dzieli od dna, a kazda chwila sprawia coraz wiekszy bol (…) dlatego wszystkim osobom, ktore zdecydowaly sie na ten krok i podzielily sie swoim cierpieniem (…), tym wszystkim, ktorym zycie wypadlo z rak (…) zycze odwagi i sily… aby moc walczyc o kazda chwile. Aby budzac sie rano czuc sens wlasnego istnienia i widziec swiatelko, ktore rozpali ducha i cialo do podjecia trudu, jakim jest nowy dzien. Zycze wiary w to, ze strach ustanie a nieuzasadniony lek kiedys zniknie. Zycze nadziei, ktora przyniesie radosc, ukojenia dla tych ktorzy placza. Niech spokoj zagosci w Waszych i moim sercu. Pozdrawiam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on kwietnia 6, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Mike! Kiedy choroba przygniatala mnie juz bardzo, zabierala wszelka sile do jakiegokolwiek dzialania, a niewypowiedziany lek paralizowal psychike, moje dzieci widzialy na mojej twarzy jedynie wielki smutek. Staralam sie go ukrywac przed nimi. Przerazilam sie jednak, kiedy spostrzeglam , ze i one staly sie smutne, czesto plakaly, mowily, ze nic je nie cieszy. Szczegolnie u starszej corki, ktora miala 8 lat i dotad byla zawsze pogodna i tryskajaca radoscia, widac bylo rezygnacje, pesymizm, nawet nie miala ochoty sie bawic. Wygladalo to tak jakby zarazily sie moja choroba. Nie mialam sily na zabawe i nie wiedzialam jak moge z nimi rozmawiac o chorobie, ktorej przeciez sama nie pojmowalam. Pozostalo tylko czytanie ksiazek dla dzieci, choc i to sprawialo mi trudnosci. Jedna z nich byla “Polyanna”. Nie wiem czy ja znasz, ale pomogla im zrozumiec smutek i dawala nadzieje na pomyslne i szczesliwe zakonczenie, takze dla mnie. W niektorych smutnych momentach opowiadania wszystkie plakalysmy. Ku memu zdziwieniu te chwile spedzone z dziecmi byly jedynymi momentami, kiedy ” odpoczywalam” od choroby. Zarowno napiecie ciala, jak i bol psychiki znikaly, jakby zasypialy. Budzily sie, kiedy zmeczona czytaniem odkladalam ksiazke. Po uplywie pewnego czasu z twarzy dzieci smutek poczal znikac i stawaly sie znow pogodne.&lt;br /&gt;Dzieci bardzo przezywaja nasza chorobe, nasze zachowanie jest dla nich niezrozumiale, traca kontakt z nami i mysla, ze przestajemy je kochac. Boja sie. Dlatego, kiedy bylo juz ze mna bardzo zle i stanowilam zagrozenie dla siebie, sama zdecydowalam o szpitalu, aby uchronic je przed strachem, moja obojetnoscia i oddaleniem, mimo fizycznej obecnosci. Teraz wiem, ze postapilam slusznie. One wierzyly, ze wyzdrowieje, ze wroce, jak Polyanna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To wszystko jest wazne, zarowno dla nich, jak i dla nas, chocbysmy w chwili choroby nie widzieli w tym zadnego sensu. Kiedy cierpisz a ja nie poptrafie Ci pomoc, moge jedynie powiedziec, ze wiem jak boli. Pozdrawiam. Napisz, gdy znajdziesz sily.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Tesknota za miloscia on kwietnia 7, 2008 | Reply&lt;br /&gt;U mnie mam problem z tesknota za miloscia . Szczegolnie mocno objawia sie to w weekendy lub jak jest jakas impreza u kolegi . Wtedy dopada mnie taki smutek i przygnebienie az trudno to opisac . Mowie sobie dlaczego wlasnie ja mosze bys bez dziewczyny czemu to nie moglo spotkac takich kolesi co tylko potrafia sie z drugiego wysmiewac . Nalepiej w czasie handy bym skonczyl ze soba . I przenajmiej by sie skonczyla ta udreka zwiazana z znalezieniem sobie wybranki . Kazda mnie olewa .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Katrina on kwietnia 8, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Mam pytanie do ludzi, ktorzy przezyli depresje badz cierpia (coz za poradoks!) na te dolegliwosc. Jakie sa obiawy choroby, czy mozna sobie z nia poradzic bez pomocy psychologa /psychiatry/ ,czy jest szansa, by po wyleczeniu depresja juz nie powrocila?&lt;br /&gt;Do pana Tesknota za miloscia&lt;br /&gt;Wiem, co czujesz, nie ma nic gorszego od braku milosci. Bez niej nie zyjesz tylko wegetujesz. Czlowiek (jak stwierdzil pewien znany biolog) to istota stadna, nie przystosowana do samotnosci. Pozdrawiam - jezeli ktos mialby ochote odpowiedziec na moje pytania lub po prostu porozmawiac - moj email sloneczkokiss@o2.pl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karolina on kwietnia 9, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Kochani, ja mam od kilku dni nawrot depresji, na ktora cierpie od 4 lat. Taki nawrot, a wlasciwie swiadomosc powracajacej “ciemnej doliny” - strach, oschlosc w modlitwie, ktora tak bardzo przez ostatnie 1,5 roku ratowala mnie przed smutkiem, no i fizyczne potwierdzenie powrotu “potwora”, czyli wymioty, zawezenie pola widzenia, szum w uszach - to z jednej strony ogromny bol, ze dobry czas minal i znow bede cierpiec, ze bajka sie skonczyla, a z drugiej stan ogromnej mobilizacji. Zeby sie mimo wszystko nie poddac. Zeby walczyc. Takie doswiadczenie nawrotu potrafi takze otworzyc cierpiace serce na mini-cuda. Dla mnie takim mini-cudem jest wejscie na te strone. Mam 33 lata, jestem zupelnie sama na swiecie i, jadac dzis do pracy ze swiadomoscia nawrotu choroby, balam sie tylko jednego. Ze sama sobie nie poradze i co mam zrobic, komu sie chociaz odrobine zwierzyc. Znacie przeciez to uczucie bycia absolutnie ostatnim i niegodnym niczyjej uwagi… Ale moi chlopcy z pracy oglosili dzis w pracy wagary, dzieki czemu mialam czas, zeby posiedziec w Internecie, znalazlam te strone, przeczytalam wszystko i, wiecie co? Wracajac dzis do domu moze nie bede sie tak bardzo bac? Zapisalam sie do lekarza i modle sie, zeby to nie byl znowu kolejny szarlatan, u ktorego wizyty polegaja na przedluzaniu recept. Bardzo Was Wszystkich pozdrawiam i dziekuje za swiadectwa. Wszyscy jak jeden maz jestescie piekni i dzielni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on kwietnia 9, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Karolino!&lt;br /&gt;Dziekuje Ci za ten list! Edytuje te strone prawie rok i takie listy jak Twoj daja mi motywacje, zeby ja dalej robic.&lt;br /&gt;Czytam przez ostatnie dni ksiazke “Noc jest mi swiatlem” Wilfrida Stinissena OCD. Juz o tym pisalam, ale powtarzam, bo wydaje mi sie, ze to jest lektura wlasnie dla Ciebie. Z tej ksiazki dowiesz sie, skad biora sie te “ciemne doliny”, jak je traktowac i czemu sluza. Trzymaj sie cieplutko, nie poddawaj sie - juz mamy wiosne i coraz wiecej slonca, wiec jest szansa, ze ten nawrot sie odwroci. Pisz do nas&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Kwiatuszek on kwietnia 10, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Noc jest swiatlem…. czy moge zapytac kogo jest ta ksiazka… i co mozna z niej wyciagnac? Bo chyba niedlugo zwariuje……&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Kinga on kwietnia 10, 2008 | Reply&lt;br /&gt;ja borykam sie z depresja od dziecinstwa, ale dopiero ostatnio, pare miesiecy temu, podjelam walke ze smutkiem i nostalgia. Cale zycie myslalam, ze zwiazek pomoze mi odnalezc siebe i ze mezczyzna ukoi moj bol i uczyni mnie szczesliwa. Dzis wiem, ze moje nieodpowiednie zwiazki byly tylko lekcja, zebym sobie uswiadomila, ze nikt nie moze sprawic, abym byla szczesliwa… tylko ja sama. Odnalazlam wiare w Boga, staram sie radowac kazda chwila i nie myslec wiele o smutku… Jest lepiej, ale mam jeszcze chwile zwatpienia… Kazdy dzien to bezgraniczna walka z depresja… Znalazalam dzis te stronke, Wasze wypowiedzi sa bardzo pomocne, wczesniej myslalm, ze ze mna jest cos nie tak, a tak naprawde to wielu z nas ma podobne problemy… Nie czuje sie teraz tak samotna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Kim on kwietnia 10, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Kochani!&lt;br /&gt;Ja mam 31 lat i od roku tkwie w depresji. Tak przynajmniej sadzilam, a po przeczytaniu Waszych listow jestem pewna, ze to depresja. Gdyby ktos mi powiedzial 2 lata temu, ze mnie dopadnie, to smialabym sie do lez.Teraz siedze i lzy mi plyna po twarzy, bo czuje dokladnie to co Wy. Bynajmniej ta swiadomosc mnie nie pociesza. Rodzice nie wiedza. Nie chce im nic mowic, bo powiedza, ze w glowie mi sie przewrocilo. Nie mam meza ani dzieci. Kocham mezczyzne, ktory ma swoja rodzine. Nigdy tak nikogo nie kochalam, ale jestem w tej milosci tak samo samotna jak w swoim codziennym zyciu. Poszlam dzis na spacer - pierwszy prawdziwy wiosenny wieczor. Szlam i kolejny raz poczulam, ze nic, ale to nic mnie nie cieszy, ze nie ma nawet ukojenia. Jest smutek, samotnosc i ucieczka od zycia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By mbutterfly on kwietnia 10, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Dziekuje Ci Saro19. Wszystko co napisalas w swoim poscie w odpowiedzi na moj - sie zgadza. Wlasnie teraz w depresji to wszystko odkrylam. Tak jakby nagle otworzyly mi sie oczy. Bylam naiwna i latwowierna, tak bardzo pragnelam milosci, ze przymykalam oczy na wiele spraw, na ktore nie powinnam byc obojetna. Dawalam cala siebie, bo uwazalam, ze to normalne gdy sie kocha. Tymczasem ciagle myle milosc z pozadaniem, zauroczeniem.. Tak bardzo jej pragne.. moze az za bardzo…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziekuje Ci Saro za Twoje rady. Wcale sie nie wymadrzalas! Bardzo ladnie to ujelas.&lt;br /&gt;Dziekuje admin, bede sobie te slowa powtarzac codziennie przed lustrem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziekuje rowniez Mike za slowa wsparcia. Wszystkie Wasze slowa sa dla mnie bardzo wazne i daja mi nadzieje, ze nie jest tak czarno jak teraz to widze i ze to minie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By mbutterfly on kwietnia 10, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Karoliny!&lt;br /&gt;Nie jestes sama! Jestes moja imienniczka i jestesmy w podobnym wieku. Czuje sie wrecz prawie dokladnie tak jak Ty. Tez czuje sie taka sama na tym swiecie i czasem boje sie, ze sobie nie poradze, ze dluzej juz nie dam rady!&lt;br /&gt;A to, ze trafilam na te strone traktuje rowniez jako cud. Ja doswiadczam takich cudow wlasnie bedac w takiej ciemnej dolinie, za kazdym razem zdarza sie cos, co mnie z tej doliny wyciagnie..&lt;br /&gt;Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karolina on kwietnia 11, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do mbutterfly: Dzieki, tez tak poczulam, ze jestesmy podobne. I jeszcze do wszystkich. Moj znajomy Marek z Radia Jozef (absolutnie nic wspolnego z dewocja!!!) rozpoczal wczoraj kampanie modlitewna za tych, ktorzy cierpia na depresje. A dzis dorzucil jeszcze cala swoja poranna audycje. Modlilo sie dzis za nas o 6:00 jakies 2000 osob. Nawet jezeli my nie umiemy sie modlic i opadaja nam rece, to mysle, ze 2000 osob moze Pan Bog wyslucha!!!&lt;br /&gt;Pozdrawiam, Karolina&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on kwietnia 11, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Karolino!&lt;br /&gt;Radia Jozef slucham od lat i naprawde polecam kazdemu, bo jest w nim tyle milosci, zyczliwosci i troski o ludzi, ze chce sie zyc, majac swiadomosc, ze funkcjonuje w Poslce taka wspolnota. Niestety moga je odbierac mieszkancy wojewodztwa mazowieckiego, ale przez internet jest dostepne wszedzie. Naprawde goraco, goraco polecam!&lt;br /&gt;A Marek Jaromski tez w jakims sensie jest moim znajomym, bo kilka miesiecy temu zaprosil mnie do swojej porannej audycji z mandolinka (gram od trzech lat).&lt;br /&gt;Nawet nie wiedzialam o tej akcji, bo radia slucham wieczorami i w nocy.&lt;br /&gt;Mysle, ze my - spotykajacy sie na tej stronie - tez mozemy, a nawet powinnismy wlaczyc sie w te kampanie modlitewna.&lt;br /&gt;Z moich osobistych doswiadczen wynika, ze modlitwa daje o wiele wspanialsze efekty niz leki antydepresyjne, choc tych tez nie wolno unikac.&lt;br /&gt;Dziekuje Ci Krolino za te wspaniala wiadomosc i pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Czarodziej on kwietnia 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Z cala pewnoscia “nie ma lez, ktorych wyplakac by sie nie dalo”. Etapy w zyciu rozne nazwy przybieraja : “koszmar”, “ucieczka”, “zwatpienie”, szczescie”, “radosc”, “milosc”.To tak jak by sie wspinac po drabinie, w ktorej nie wiedziec czemu czasami szczebli brakuje. Spadasz - chwyc sie, czasami to trwa wiecznosc (tak sie wydaje) - autopsja &amp;nbsp;i chwycic sie tych “szczebli” wyzej rekoma (nikt Cie o oszustwo nie oskarzy - walczysz o swoje zycie ;)). Jeden rok na lekach, dwa terapii - ma trwac piec lat… Wszystko po to aby …….POZDRAWIAM&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Orter on kwietnia 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Czesc! Mam 45 lat i od 45 lat jestem w depresji. Ja to sie juz z ta deprecha urodzilem. Jest mi nierozerwalna towarzyszka zycia. Probowalem wszystkiego. Skonczylem studia pedagogiczne, pracowalem z mlodzieza, zrobilem podyplomowke, kocham zwierzeta a nawet mam psiaka labradora, mam i uprawiam dzialke ogrodowa etc. etc. i co?… i nic, deprecha jak byla tak jest. Psychiatrzy, psycholodzy, psychoterapeuci a nawet cos w rodzaju “zaklinaczy wezy” - tez byli. Myslalem, ze w wierze odnajde spokoj - w pelni tego slowa znaczeniu. Jakiez bylo moje zdziwienie, ze ksiadz, u ktorego bywalem, mial kochanke (mezatke). Jeszcze bardziej zdziwil mnie fakt, ze po tym skandalu, w czasie swojego kazania oskarzal meza swojej kochanki. Gwozdzia do trumny dobili mi ks. Jankowski ten z kosciola Sw. Brygidy i ojciec dyrektor RM. Pozwolicie wiec, ze poszukiwania prowadzil bede wsrod “zaklinaczy wezy” - ci przynajmniej sa bardziej wiarygodni w swoim zaklamaniu. Pozdrawiam wszystkich i zycze powodzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ela on kwietnia 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Kim i Tych u ktorych depresja ma charakter reaktywny. W zmaganiach z depresja warto “atakowac” ja na wszystkich frontach. Oprocz sfery psychicznej nie zapominajmy o dbaniu o nasze cialo, czyli o dostarczaniu mu odpowiedniego pokarmu. Czesto gdy jestesmy smutne, przygnebione (np. nieszczesliwa milosc) nie mamy ochoty na jedzenie lub nie mamy sily spozywac pokarmow. I byc moze depresja “reaktywna” jest reakcja organizmu na niedobory pewnych substancji. I w ten sposob nasz stan coraz bardziej sie pogarsza. Z czasopism medycznych dowiedzialam sie, ze stany depresyjne moze powodowac niedobor witamin. Szczegolnie z grupy B np. B6 i B9 ( kwas foliowy), ktore sa niezbedne do produkcji serotoniny. Wazny tez jest magnez. Dowiedzialam sie, ze w niektorych klinikach w USA leczy sie depresje naturalnymi sposobami za pomoca kwasow tluszczowych Omega3 i inych witamin. Sadze, ze nie zaszkodzi nam (oprocz lekarstw, modlitw, czy medytacji) zaopatrzenie naszego organizmu w te skladniki, chociaz efekty nie przyjda od razu, trzeba na nie troche poczekac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kim. Twoja milosc jest prawdziwa i taka milosc bolesna, nie przynoszaca radosci, tylko smutek, ” zakazana” przezywalo i przezywa wiele ludzi. Taka milosc istniala miedzy Romeo a Julia, choc byli oni w innej sutuacji anizeli Ty. Im wiecej przeszkod w realizacji tej milosci, tym ona staje sie wieksza. W koncu zawladnie ona calym umyslem i nie potrafi sie myslec o niczym innym. Nie odczuwa sie wowczas nic innego procz smutku i przygnebienia. W psychologii nazywa sie to “syndrom Romea i Julii”. Mozna jednak sobie z tym wielkim niszczacym uczuciem poradzic, choc to bardzo, bardzo, trudne. Trzeba to uczucie poznac, spojrzec na niego racjonalnym umyslem, przeanalizowac wszystkie “za i przeciw”. Warto przeczytac ksiazke “Psychologia milosci”. Poszukaj w bibliotekach, czy ksiegarniach.&lt;br /&gt;Jezeli Twoja milosc nie moze byc spelniona, nalezy sie z tym pogodzic, co nie znaczy zapomniec. Pasuje tu wiersz Adama Mickiewicza “Do M” (…Precz z mej pamieci, nie, tego rozkazu moja i twoja pamiec nie poslucha”…). Wielu wybitnych pisarzy i poetow bylo podobnie zakochanych jak Ty. To wielki dar moc cos takiego przezyc (chociaz bardzo boli). Jestes o wiele bogatsza od innych, ktorzy takiego uczucia nigdy nie poznali. Nie bede wiec namawiac Cie abys o tej milosci zapomniala. Nie wyrzucaj pamiatek, ktore ja przypominaja. Zagladaj do nich nawet kiedy Ci smutno. Byc moze z czasem, kiedy bol minie, spojrzysz na nie z zadowoleniem, ze bylo Ci dane przezyc tak wielkie uczucie. Pomyslisz wtedy o tych biednych ludziach, ktorzy zyja razem, ale pozbawieni sa milosci. “Kto nie doznal goryczy ni razu, Ten nie dozna slodyczy w niebie.” ( A. Mickiewicz.)&lt;br /&gt;Byc moze znajdziesz nowa, ale juz inna milosc, moze nie tak silna, ale nie niszczaca, tylko dajaca radosc. “Kto milosci (niespelnionej) nie zna, ten zyje szczesliwy, noc ma spokojna, i dzien nieteskliwy.”&lt;br /&gt;Posluzylam sie tutaj slowami poety, poniewaz sama czuje sie zbyt “uboga”, aby moc Tobie doradzac. Pozdrowienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By sara on kwietnia 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;czasami mam wrazenie, ze wszystko co mnie w zyciu spotyka jest kara, tylko nie wiem za co, dlaczego to wszystko tak bardzo boli… samotnosc jest okropna a ja jestem sama, rozstalam sie niedawno a raczej zostalaam porzucona przez kogos, kogo bardzo kochalam - bez slowa wyjasnien - ten ktos sobie wyjechal, zostawil mnie. ok, to pewien rodzaj doswiadczen… tylko, ze zdarzylo mi sie to po raz trzeci w zyciu, chociaz jestem jeszcze mloda (mam 25 lat) czasami mam wrazenie, ze mam napis na czole - jesli chcesz kogos zranic, to ja jestem wlasciwa osoba… tylko chyba jeszcze wiara trzyma mnie przy zyciu.. .ale nie wiem jak dlugo ….&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Sara19 on kwietnia 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Najwazniejsze abysmy nie zapominaly kochac siebie. Kiedy jestesmy zakochane, nic innego sie nie liczy, tylko ukochana osoba. Latwo wtedy zostawic swoje potrzeby gdzies daleko, a wszystko podporzadkowac potrzebom ukochanego mezczyzny. Nie zauwazymy nawet gdzie i kiedy popelnilysmy blad, ze juz nie jestesmy kochane, ze nas porzucono. Kiedy przestaniemy myslec o sobie, wymagac spelniania naszych oczekiwan, staniemy sie niepotrzebne, poniewaz nie trzeba juz o nas zabiegac, nie trzeba troszczyc sie o nasze wzgledy.&lt;br /&gt;Saro, prawdopodobnie nawet sama nie zdajesz sobie sprawy, kiedy ulegasz, calkowicie sie podporzadkowujac drugiej osobie. Najpierw warto sie zastanowic nad swoimi potrzebami i pilnowac, aby byly zaspokajane. Nalezy jednak robic to w sposob znany tylko nam kobietom, aby oni nie zauwazyli, ze to my im cos nakazujemy, tylko ze oni sami odgadli nasze pragnienia. Mezczyznom sprawia wielka przyjemnosc zaspokajanie naszych pragnien, choc nawet nie zdaja sobie z tego sprawy. “Zapewne jestem zakochany, skoro tak wiele dla niej robie, zrobilbym dla niej wszystko”. My kobiety musimy zatem sprawic, aby ciagle mieli cos do zrobienia dla nas, zaskakiwac ich swoja osoba, odkrywac coraz to inne oblicze kobiety.&lt;br /&gt;Ela pisala o ksiazce ” Psychologia milosci” warto ja przeczytac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Czarodziej on kwietnia 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Hahaha - odrobina smiechu nie zaszkodzi. Przeczytalem wypowiedzi Ortera i Sary. Ela wybacz, ale tak “dlugi” (oczywiscie wzgledne pojecie) tekst odstrasza mnie, a to, ze jest adresowany do konkretnej osoby, to swoja droga. Przyznaje sie - nie czytalem ;).&lt;br /&gt;Orter widac to, ze humor Ciebie sie “trzyma”. Powodzenia w kontaktach z “zaklinaczami wezy”, moze w koncu jakas “zaklinaczka” poskromi Twoj wielki “potencjal” ;).&lt;br /&gt;Sara nie znasz odpowiedzi na pytanie dla czego tak sie dzieje?&lt;br /&gt;Jeden rok na lekach, dwa terapii - ma trwac piec lat. Wszystko po to aby…….Pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By babcia ela on kwietnia 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;No to “czarodzieju” - posmialismy sie a teraz przejdz na inne forum. Tam tez chca sie posmiac. Pa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;“Bog nie obiecywal dni bez bolu,&lt;br /&gt;Radosci bez cierpienia;&lt;br /&gt;Slonca bez deszczu.&lt;br /&gt;Obiecal sily na kazdy dzien,&lt;br /&gt;Pocieche wsrod lez i Swiatlo na drodze”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By mbutterfly on kwietnia 12, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Sara&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mnie cos trzyma ciagle przy zyciu, ale nie wiem co to jest;) Mysle, ze mamy podobny problem. Mam za soba duzo (pojecie podobno wzgledne) zwiazkow. Wszystkie nieudane. Kazdy kolejny coraz bardziej bolal i utwierdzal mnie w przekonaniu ‘nie jestem warta milosci’. Ja juz wiem dlaczego moje zwiazki z mezczyznami nie udawaly sie. Po prostu ja sama najpierw musze siebie pokochac. Tak naprawde tkwi we mnie glebokie przekonanie, ze nie jestem dosc dobra, fajna, ze nie warto mnie kochac. Poza tym, gdy bylam juz w zwiazku, bylam ‘za dobra’. To tez wynikalo z mojego niskiego poczucia wlasnej wartosci i z przekonania, ze mi sie nic nie nalezy, ze zawsze musze ustepowac innym.&lt;br /&gt;Ostatnio tez rozstalam sie z kims. Podobny schemat, jak wiecznie mi sie w zyciu przydarza. Przeanalizowalam caly ten zwiazek, on od poczatku nie mial szans. To tak jakbym sama sie podlozyla. ‘patrz tutaj jestem, mna sie mozesz pobawic a pozniej odlozyc na polke, ja sie na to godze, ja jestem chetna do zranienia”. Uwierz Saro, my same przyciagamy takich partnerow. To tkwi w nas! Najpierw musimy ‘poukladac sie’ w srodku, podbudowac nasze poczucie wlasnej wartosci, zadbac o siebie, w koncu… pokochac siebie calkowicie, bez zadnego ale… By wreszcie pojawil sie ktos, kto nas pokocha takimi, jakie jestesmy. I nie bedziemy musialy juz wiecej sie starac, nadskakiwac, zabiegac o milosc… Bo prawdziwa milosc po prostu jest… nie trzeba za nia gonic, ani tez chodzic na paluszkach wokol niej, by przypadkiem nie uciekla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Kwiatuszek on kwietnia 13, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Sara… ja zostalam po 17 latach porzucona i takzze nagle… w tej chwili to co sie ze mna dzieje jest straszne!!! Musimy byc silne i nie poddawac sie… ja jestem w tej chwili do wszystkiego nastawiona negatywnie, ale wiem, ze musze zyc!! choc nie mam juz ochoty!! Jest nas tu wielu i zawsze mozemy sobie nawzajem pomoc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzymaj sie cieplutko..&lt;br /&gt;Madre slowa napisala babcia ela…. gdzies je czytalam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Czarodziej on kwietnia 13, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Babcia Ela, usmiechnal sie na przywitanie, zblizyl sie do Niej na jeszcze jeden krok, wyciagnal reke i pewnym ruchem dloni poklepal ja po prawej czesci plecow, po czym rzekl: dobra rada. Minelo piec moze dziesiec sekund, gdy Czarodziej odwrocil sie na piecie lewej stopy. Z dumnie uniesiona glowa znikl za horyzontem swych marzen i celow.&lt;br /&gt;Jeden rok na lekach, dwa terapii - ma trwac piec lat. Wszystko po to aby - do dzis nie znam odpowiedzi. Pozdrawiam &amp;nbsp;a raczej juz zegnam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karola on kwietnia 13, 2008 | Reply&lt;br /&gt;a mnie ciagle cos boli. To glowa, to brzuch, to jestem senna i ogolnie nie do zycia… Nie wiem jak sobie z tym radzic… nawet gdybym chciala zyc, to nie mam na to sily:((&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By sara on kwietnia 13, 2008 | Reply&lt;br /&gt;do mbutterfly&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wiesz co, masz tyle racji w tym wszystkim, bardzo pieknie to wyrazilas… cos zrozumialam, ze jestem za dobra, ze bylam za dobra - to prawda.. jejku dalam sie tak wykorzystac, poswiecilam sie a on odszedl - to nie ja powinnam miec lzy w oczach, ale on… chociaz nigdy nie bedzie go na to stac… nadal go kocham, ale wiem juz, ze chce zyc, bo kiedys przeciez musi byc dobrze, prawda? kiedys szczescie musi zapukac i do naszych drzwi…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By sara on kwietnia 13, 2008 | Reply&lt;br /&gt;dziekuje wszystkim za slowa otuchy w chwilach tak trudnych dla mnie - ciesze sie, ze dobrzy ludzie sa jeszcze na tym swiecie - choc trudno jest mi wyrazic usmiech na twarzy, to juz wiem, ze warto jest chyba zyc, bo moze kiedys nie bede musiala sie usmiechac z przymusu …&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Binom on kwietnia 14, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witam Wszystkich Was serdecznie&lt;br /&gt;Od kilku dni jestem na lekach, wiem , ze jakas moze poprawe poczuje dopiero za dwa tygodnie…Mam dosyc tej hustawy, wczoraj bylo mi bardzo, bardzo zle. Dzieci patrza na mnie i smuca sie…(((wiem , ze nie znajde odpowiedzi na to dlaczego jestem taka popieprzona. Co raz powazniej mysle o hipnozie — powiedzcie, czy ktos z Was poddal sie temu? Jesli tak, to powiedzcie mi prosze, jak to jest i czy w ogole to pomaga? Cos siedzi we mnie w srodku, czego nie moge sie pozbyc — moze za bardzo mysle o przeszlosci i nie potrafie sie od niej odciac?&lt;br /&gt;Podpowiedzcie mi prosze, jak przetrwac ten czas, kiedy zaczna choc troche dzialac leki? Patrze na swoja twarz w lustrze i odwracam sie… przez ostatnie dwa tygodnie postarzalam sie chyba ze dwa lata — smutna twarz podstarzalej kobiety… Do tego jeszcze niemoc fizyczna… a to glowa boli, a to miesnie.&lt;br /&gt;Chcialabym sie usmiechac, ale nie mam sily…&lt;br /&gt;Do Kwiatuszka&lt;br /&gt;Nie powiem, wez sie w garsc - bo to nie dziala - powiem tylko jedno — znam Twoj bol — kilka lat temu tez doswiadczylam podobnej sytuacji, choc nadal jestem w tym zwiazku, ale skaza w sercu zostanie do konca zycia… “przebaczylam” - pisze w cudzyslowiu, bo tak naprawde takich rzeczy nie sposob przebaczyc i zapomniec…&lt;br /&gt;Moze pomaga jedynie swiadomosc, ze gdzies tam po drugiej stronie komputera ktos przeczyta, z lekka usmiechnie sie pod nosem i powie sobie - “Znam ten bol… tez mnie to spotkalo…”&lt;br /&gt;Trzymam za Ciebie kciuki…&lt;br /&gt;Do Czarodzieja&lt;br /&gt;Jestem przed decyzja podjecia terapii - z Twej wypowiedzi wynika, ze uczestniczyles w niej — jesli sie tutaj jeszcze pojawisz - napisz prosze, jakie sa Twoje odczucia co do tego procesu&lt;br /&gt;Pozdrawiam cieplo wszytkich….&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By marcin on kwietnia 15, 2008 | Reply&lt;br /&gt;witam, mam na imie Marcin, od listopada jestem sam, kobieta zostawila mnie po 2,5 roku zwiazku. Powiedziala mi to 8 listopada, a 11 mialem imieniny, ladny prezent, caly czas mam doline, tylko raz jest mniejsza raz wieksza, tak bardzo ja kochalem i tyle dla niej robilem, a ona sie po prostu odkochala. Jest mi naprawde zle, a uwazalem sie za twardego faceta, pilem niesamowicie i jeszcze mi sie to zdarza, taka jest prawda, ze nikt i nic nie moze ci pomoc, jak zostawila cie kobieta, ktora tak bardzo kochalem…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Kwiatuszek on kwietnia 17, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Marcin, glowa do gory, jeszcze pokochasz inna… Wiem, ze jest Ci ciezko, mnie zostawiala osoba po 17 latach… gdzie byla miedzy nami wielka milosc… nagle odeszla… tez jestem rozbita, nie chce mi sie zyc.. cale moje zycie runelo jak domek z kart. Nie zalamuj sie… jestesmy z Toba, wszyscy ci, ktorzy tu sa… rozumieja Ciebie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam, trzymaj sie cieplutko pomimo iz cierpisz…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Kim on kwietnia 17, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Elu. Dzieki za tyle madrych i cieplych slow. Nie musze Ci pisac, jakie to trudne. Jak drobna rzecz bywa trudna. Tym bardziej ze mam swiadomosc bledow, ktore popelniam i brne w nie. Wsluchuje sie jednak w Twoje i innych glosy i mam nadzieje, ze bedzie lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By pawel on kwietnia 18, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witam. Mam zgola inny przypadek. Chodze, a wlasciwie to sam juz nie wiem czy chodze, z dziewczyna, ktora cierpi na depresje. Wszystko ostatnio ukladalo sie w jak najlepszym porzadku, choc nie zawsze tak bylo. Ostatnio - jak gdyby nic - odrzucila mnie. Nie chce w ogole ze mna rozmawiac, czasami staram sie zadzwonic, ale to jest bezsensowne. Zaczynam sie obwiniac o wszystko, czuje sie tak zle, jak nigdy w zyciu, nie wiem czy sam nie popadam w depresje. Z niczym nie daje sobie rady. Wiem, ze ona spotyka sie z przyjaciolmi, nie chce tylko ze mna. Moze to psycholog doradzil jej tak, ze brnac we mnie bedzie gorzej, moze szuka nowej lepszej milosci? Nigdy jej nie rozumialem, wlasciwie to zaczalem interesowac sie jej choroba przed ostatnim nawrotem. Teraz dopiero widze, jak wiele zlego wyrzadzilem. Co robic!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By marta on kwietnia 19, 2008 | Reply&lt;br /&gt;hej! Ja moge Ci napisac, co hipotetycznie moze, ale zaznaczam - nie musi czuc!!! Tak jak czytam, to ja bylam w zwiazku kilka miesiecy temu, na poczatku bylo cudownie, normalnie, jakby zycie w koncu sie odmienilo, mozna nawet powiedziec, ze fruwalam. Po tygodniu moglabym za niego wyjsc, ale minal tydzien, minelo wszystko, moje uczucie, euforia… czulam do niego tylko obrzydzenie, a on sie nie zmienil nic a nic:) i wlasnie zaczelam sie z wszystkimi spotykac, a z nim sie dusilam. Jak byl kolo mnie, to go niszczylam, widzialam w nim kogos slabego - bo teraz sobie mysle, ze byl za dobry, za idealny, teraz spotykam sie z kawalem hu..a starszego o 21 lat ode mnie, on nie zabiega o mnie, to ja musze… nie umialam sie odnalezc w zwiazku, gdzie bylo idealnie, poukladanie… a wiec nie chce Cie niepokoic, ale jak to jest co mysle, to ona bardziej jest zmeczona niz Ty, jest zmeczona swoja zlosliwoscia, ona nie umie byc dla Ciebie dobra, i nawet nie zdajesz sobie sprawy, jakie ona ma wyrzuty sumienia… daj jej przestrzen jak ja kochac, narki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Artur on kwietnia 21, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Witam… Problem z miloscia byl i bedzie zawsze, sam o tym sie przekonalem niedawno, po 4 latach, zostawila mnie kobieta, ktora kocham do dzis, tyle ze bez wzajemnosci i nie moge pojac, jak mogla jeszcze niedawno mowic, ze kocha mnie nad zycie… Mam 30 lat i myslalem, ze jestem twardym facetem, ale niestety to mnie przeroslo, jestem w takim dolku, ze sam sie boje o siebie. Ludzie ktorzy mowia teksty typu - nie martw sie, to tylko kwestia czasu, w koncu ci to minie, jeszcze bardziej mnie dobijaja. Ktos tu napisal, ze wiara i spotkanie z Panem Bogiem dala mu sile, jestem katolikiem, wierze w Boga, ale jaki sens ma wiara w milosc, skoro ludzie robia sobie z niej zarty… Slowami - chce odejsc - zabila we mnie wszystko i chyba przestaje wierzyc w cokolwiek…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By kasia on kwietnia 22, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Czesc. Niestety przezywam to samo cierpienie co Artur, chociaz facet nie powiedzial mi koniec, to nie odbiera moich tel. /chociaz smieszne, zeby tak postepowal 40-latek/.Tez nic dla mnie nie ma sensu, nawalam w pracy, w domu, odsunelam znajomych. Kazdy dzien to cierpienie godzin, ukrywanie lez, leki uspokajajace. Jem na potege, utylam juz potwornie i mysle sobie, ze gdyby nie pies, ktory ma tylko mnie, to bym sie pozegnala z tym nieszczesliwym zyciem. Zyc mi sie nie chce……..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Binom on kwietnia 22, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Do Artura&lt;br /&gt;Witaj&lt;br /&gt;Nie ma lekarstwa na nieszczesliwa milosc - to prawda. Ja czasem sie zastanawiam czy milosc w ogole istnieje. Czy nie jest to przypadkiem “wymysl” ludzi… Kochamy rodzicow, kochamy swoje dzieci, ale co to znaczy kochac drugiego czlowieka?? Czy nie zakochujemy sie po prostu we wlasnym wyobrazeniu tej drugiej osoby? Idealizujemy kogos pod katem wlasnych potrzeb i pragnien, a gdy mija zauroczenie ( bo przeciez to jest takie cudowne - prawda?) odkrywa sie nagle “prawda”. Dla mnie milosc - to czuc sie wzajemnie kazdym nerwem ciala, rozumiec sie bez slow. Czesto slyszymy, ze zwiazek dwojga ludzi to sztuka kompromisu. Tylko w tych kompromisach zawsze ktos jest poszkodowany, a nie o to chyba chodzi…&lt;br /&gt;Nic nie dzieje sie bez przyczyny - ta kobieta zostawila Ciebie, bo widocznie tak musialo byc, moze musialo sie tak stac, zebys za rok, dwa, piec mogl powiedziec “Dobrze, ze tak sie wtedy stalo…” juz u boku tej innej, ktora bedzie Ciebie czuc kazdym nerwem swojego ciala…&lt;br /&gt;Sprobuj sobie powiedziec “Nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo” i sprobuj w to uwierzyc. Moge Ci powiedziec z wlasnego doswiadczenia (jestem od Ciebie troche starsza), ze to naprawde dziala. Teraz jest zle, ale po to, by kiedys bylo lepiej.&lt;br /&gt;Pozdrawiam cieplo…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Liliana on kwietnia 22, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Bog dal nam wolnosc. To ludzie podejmuja decyzje jak zyc i jak kochac. Bog nie dal nam recepty na zycie. Mimo ze Bog chce dla nas jak najlepiej, istnieje wolnosc wyboru. Bog nie moze sprawic, by ludzie sie kochali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ania on kwietnia 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;dlaczego zycie jest takie a nie inne i musimy tak cierpiec?:( coraz czesciej mam go dosc i nie wiem na jak dlugo starczy mi jeszcze sil by tu byc……..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Adelajda on kwietnia 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Czytam wasze rozmowy i komentarze… Tyle w nich cierpienia i nie zrozumnienia.&lt;br /&gt;To boli, kiedy ktos nam wyrzadza krzywde, przestajemy ufac najblizszym. Potem przychodzi czlowiek, ktoremu zaczynamy ufac bezgranicznie. Opowiadamy o problemach, zmartwieniach. I pewnego dnia przestaje nas kochac. Wtedy odechciewa nam sie zyc. Nic nie ma sensu. Siegamy po alkohol, narkotyki.To daje nam ulge - ale niestety chwilowa.&lt;br /&gt;I jest gorzej. Bierzemy coraz wiecej, chcemy coraz wiecej, aby tego bolu nie czuc, zapomniec. Wydaje nam sie, ze nikt sie nami nie interesuje, a gdy ktos jednak zwroci na nas uwage, chce pomoc - przewaznie odrzucamy ja.&lt;br /&gt;Sa proby samobojstwa…&lt;br /&gt;Kto nam wtedy pomoze, jak?&lt;br /&gt;Probowalam stanac na nogi, przez Ewangelie. Ale teraz modlitwa jest dla mnie czyms trudnym. Nie potrafie sie modlic. A kiedy juz zaczne modlitwe - szybko staje sie meczaca - bez sensu. Zakochalam sie w czlowieku, ktory mnie kochal (milosc platoniczna). Po czasie dowiedzial sie, ze ja tez do niego cos czuje i wtedy czar prysnal. Powiedzial, ze to uczucie juz minelo. I jak tu zyc - bez milosci. Bez oparcia w drugiej osobie. Dalej go kocham… I to bardzo. Dlatego jest trudniej… nie potrafie bez niego zyc, a wiem, ze z nim nie bede! Chcialabym odejsc… uciec…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Karolina on kwietnia 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Lisa, nie trac wiary. Moim promykiem stal sie na te chwile wlasnie Twoj post. Przesylam tony energii…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By marta on kwietnia 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;KOCHANI, POLECAM KSIAZKE ”OSKAR I PANI ROZA” - zapewne wiekszosc z Was czytala ja, ale to info dla tych, ktorzy tego jeszcze nie uczynili!!! JESTEM Z WAMI SERDUUUUUSZKIEM!!!!!!!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ania on kwietnia 23, 2008 | Reply&lt;br /&gt;poniekad rozumiem Cie Adelajda, mialam zarabistego przyjaciela, po czasie oboje zrozumielismy, ze stajemy sie sobie coraz blizsi. Problemem byly dwie rzeczy - pierwsza odleglosc i to spora, po drugie on byl innej wiary i warunkiem tego, bysmy byli razem, bylo moje nawrocenie a wiec przejscie na jego wiare. Caly czas pisalismy do siebie, dzwonilismy, snulismy plany. Kochalam go, nadal go kocham, dlatego tak mi ciezko, ale on w miedzy czasie znalazl inna ze swej wiary. To zabolalo, mialam zmienic cale swoje zycie dla niego, bysmy tylko byli razem. Te puste obietnice i mowienie o jego milosci do mnie. Koszmar, nie spodziewalam sie tego po nim, wiem ze nigdy nie bedziemy razem, ale nie potrafie przestac go kochac :(:(:(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Artur on kwietnia 24, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Puste obiednice i wyznania milosci… Aniu znam to, sam to przezylem a raczej nadal przezywam, mowienie ze nic poza miloscia sie nie liczy i ze dla milosci mozna zrobic wszystko… Ja tak zrobilem, zostawilem wszystkich znajomych, przeprowadzilem sie do innego miasta, mieszkalem w Anglii, ale przyjechalem, bysmy byli blisko siebie - i co??? I ona stwierdzila, ze raczej lepiej bedzie dla nas, jak sie rozstaniemy!!! Tylko ze raczej nie pomyslala dla kogo lepiej………….&lt;br /&gt;Po co dalej zyc, jak juz nie bedzie lepiej, bo wiem, ze nie przestane jej kochac, a ona juz przestala… &amp;nbsp;:-(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Jagoda on kwietnia 25, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Ja nie potrafie odnalezc sie po tym, co mnie spotkalo… Zranila mnie osoba, ktora bardzo kochalam… nadal kocham… I jak to w koncu jest? Przeciez ten, kto naprawde kocha, nie powinien zadawac bolu. A z drugiej strony, jezeli juz go zada… to jak to wybaczyc? Prawdziwa Milosc wszystko znosi… a ja nie potrafie pogodzic sie z tym, co sie wydarzylo. A czas nie leczy moich ran. Co najgorsze… to cale smutne doswiadczenie wplynelo na mnie bardzo negatywnie - nie potrafie zaufac.. to mnie wykonczy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By mi on kwietnia 26, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Przestalam pierwsza sie odzywac, tak jak to zawsze bylo… to ja mialam pisac, ze tesknie, ze weekend bez niego byl smutny, a on upijal sie w klubach, o kobietach mi nawet opowiadal… ale ja bez niego, ja bez niego… i teraz konkluzja dosc humorystyczna. Tydzien juz tak sobie czekam i czekam i i i i widze, ze pokochalam smiecia… Ale ponoc gdybym miala normalne dziecinstwo znalabym swoja wartosc, to w zyciu bym na niego nie zwrocila uwagi!!!!!!!! Stalo sie, ale trzeba byc STRONG… mimo bolu, smutku, nienawisci do wlasnej osoby, sprobuje siebie pokochac, milosc buduje a - nie na Boga - odziera z godnosci…!!!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Kwiatuszek on kwietnia 26, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Artur, doskonale Ciebie rozumiem… przechodze przez to samo co Ty. Zycie dla mnie stracilo zupelnie sens… jestem katoliczka, wierze w Boga, ale jaki sens ma wiara w milosc, skoro ludzie robia sobie z niej zarty… Slowami - chce odejsc - zabil we mnie wszystko i chyba przestaje wierzyc w cokolwiek… te slowa do mnie powiedziano… po 17 latach &amp;nbsp;wiec sadze, ze teraz juz mnie rozumiesz, jesli chcesz pogadac, podam Ci emaila….Beatkaa37@wp.pl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tymczasem trzymaj sie i nie poddawaj sie…&lt;br /&gt;Pozdrawiam wszystkich, pomimo iz wszyscy cierpimy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By justyna on kwietnia 27, 2008 | Reply&lt;br /&gt;HEY CZARODZIEJU, NIE ZNIKAJ, BO ROZSMIESZYLES MNIE DO… ALE ZGADZAM SIE CALKOWICIE - ZYCIE CUDOWNE JEST I ,,,,,,,,,,,,,,, BEDZIE, OLE&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Adelajda on kwietnia 27, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Aniu. Zakochalas sie w osobie innego wyznania… Chcialas dla niego zrobic wszystko… Nawet chcialas przejsc na jego wiare. Kochasz go… I to boli. Napisalas, ze mieliscie spora odleglosc od siebie. A u mnie bylo i podobnie i inaczej. On jest ksiedzem… Z poczatku,tak jak u Ciebie, bylismy po prostu kumplami. A pozniej… im wiecej czasu z nim przebywalam, tym bardziej go lubialam, az sie zakochalam.&lt;br /&gt;Dowiedzial sie o ty od mojej najlepszej przyjaciolki! Bylam zla! Nawet napisalam jej, ze czuje do niej wstret.&lt;br /&gt;Hym… Ale ja go dalej kocham… I najgorsze w tym wszystkim jest to, ze oni stali sie przyjaciolmi i musze go prawie codziennie widziec w szkole, miec z nim lekcje, patrzec sie na niego w kosciele.&lt;br /&gt;Przyjazn - prawie ze zakonczona.&lt;br /&gt;Juz jej nie ufam. Staram sie nie wychodzic z domu. A juz na pewno nie do kosciola. Jest ciezko… jak ja go kocham!!!:(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ania on kwietnia 28, 2008 | Reply&lt;br /&gt;zabawne, gdy kogos kochamy, to stac nas na niezwykle poswiecenia. Szkoda ze kochana przez nas osoba nie potrafi tego docenic i szuka nie wiadomo czego dalej, a my zostajemy sami zranieni osamotnieni i niezrozumiani w swym bolu przez innych. Kazdy mowi to minie, trzeba czasu, ale ile? Z kazdym dniem jest coraz gorzej, bo ta osoba zwiazuje sie z kims innym, jest szczesliwa, a my dalej ja kochamy i popadamy w coraz wieksza zapasc, bo mimo iz nasze serca naleza do nich, to oni o nas zapominaja, ukladaja sobie na nowo zycie i przez mysl im nie przejdzie, jak bardzo nas skrzywdzili i jak my sie teraz czujemy :(:(:(:(:(:(a ja czuje sie okropnie :(:(:( bo mimo iz chcialabym, to nie potrafie przestac go kochac NIE POTRAFIE :(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ania on kwietnia 28, 2008 | Reply&lt;br /&gt;jak by ktos mial ochote do mnie napisac to moj emeil gwiazdka12361@wp.pl z ochota odpisze, pozdrawiam wszystkich, bo tylko my sie rozumiemy, buziaki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By melancholia on kwietnia 30, 2008 | Reply&lt;br /&gt;do ani&lt;br /&gt;Aniu jestes moja imienniczka, ale jak sadze duzo mlodsza. Chcialm Ci tylko powiedziec, ze nie jestes sama w tym co odczuwasz. Ja rowniez kocham czlowieka, ktory odszedl, bo jak stwierdzil (po 13 latach malzenstwa) zakochal sie w innej i bedzie szukal z nia szczescia. (Dzis juz z nia nie jest, pewnie nie znalazl.)&lt;br /&gt;Szok i mnozace sie pytania, czego jeszcze nie dalam temu czlowiekowi etc. i po wielu, wielu zalamaniach zaswitala mi pewna mysl, czy my kobiety nie robimy sobie z mezczyzn bozkow? “Nie bedziesz mial bogow cudzych przede mna” 1-sze w dekalogu i czy oby to nie okazuje sie przyczyna pozniejszych skutkow? Zapewne sa i tacy mezczyzni, ktorzy robia z kobiet boginie i wzamian dostaja kosza. Jakis wniosek nalezalo by wyciagnac, moze taki: najpierw sprobujmy pokochac siebie z wadami, komplekasmi etc. Nauczmy sie czuc dobrze ze soba i z ludzmi (wiem, ze to trudne, sama przez to przechodze, zmagam sie ze swoja depresja jak tylko potrafie). Nie szukajmy tez uporczywie w drugim czlowieku przyczyny ani leku na cale nasze zlo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jesli chodzi o lek dla duszy, to jedynym skutecznym lekarzem w beznadziejnych chwilach okazuje sie tylko BOG, ktory zawsze jest i pomaga calkiem za darmo (nie to co NFZ).&lt;br /&gt;Wierze, ze odnajdziesz i poczujesz szczescie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ania on maja 1, 2008 | Reply&lt;br /&gt;do melancholii&lt;br /&gt;wiesz, ciezko jest mi siebie sama zaakceptowac, popelnilam kilka bledow zyciowych, ale tylko jednego nie wybacze sobie do konca zycia. Jak bylam mloda zakochana w innym gosciu i zaszlam w ciaze, on chcial bym usunela, bo jestem za mloda, nie jestesmy gotowi i takie tam. A ja GLUPIA sie zgodzilam, mialam watpliwosci, w glebi nie chcialam tego, ale zrobilam to, a teraz mecza mnie koszmary, wyrzuty sumienia - to okropne:( Nie zasluguje na dalsze zycie i chyba na milosc tez, dlatego nic mi nie wychodzi, a kazdy traktuje mnie jak lalke bez uczuc&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By Gocha on maja 3, 2008 | Reply&lt;br /&gt;3 maj. Kolejny dzien zycia. Zycia, ktore powinno byc przygoda, a jest tylko walka, walka o kolejny dzien. Otwieram oczy i powtarzam sobie: „wytrzymaj, postaraj sie, jeszcze ten jeden dzien”!&lt;br /&gt;I czuje sie jak samotny gladiator posrodku areny, ktory toczy walke, walke na smierc i zycie. A wokol mnie tlum, tlum, ktory krzyczy: „dasz rade”, „wez sie w garsc”, „nie rozczulaj sie nad soba”, „ inni na twoim miejscu…”, „ nie przesadzaj”!!!&lt;br /&gt;Nie wiedza, ze nawet oddech przynosi bol. Zaciskam zeby, wykrzywiam twarz w usmiechu, i… walcze, walcze z codziennoscia dzien po dniu.&lt;br /&gt;Tylko ciemnosc wokol coraz gestsza, rodzina bezradnie unika zrozpaczonego wzroku, milosc zgubila sie gdzies po drodze, a moze wcale nie przyszla, przyjaciele zajeci swoimi sprawami, a tlum domaga sie zwrotu pieniedzy, slabosc nie jest w cenie.&lt;br /&gt;Za oknem zapada zmrok, to znaczy, ze wytrwalam, jeszcze tylko noc - rownie samotna i pusta, choc moze sen pozwolil pograzyc sie w nicosc i przyniesie chwilowe ukojenie.&lt;br /&gt;A jutro? A jutro powiem sobie: „jeszcze ten jeden, jedyny dzien, wytrzymaj”!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By karola on maja 4, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Gocha - nie jestes sama. Czuje podobnie. Tak dobrze Cie rozumiem. Ale to ze tu sie znalazlas to znaczy, ze chcesz zyc, ze walczysz, ze szukasz dla siebie pomocy.&lt;br /&gt;Polecam Tobie i wszystkim tutejszym czytelnikom ksiazke M.Sara Rosenthal - Depresja. Ksiazka ta jest godna polecenia, poniewaz przejrzyscie i w dosc konkretny sposob mowi o tym, czym jest depresja, jakie sa jej objawy, jak odroznic ja od chwilowego smutku, a przede wszystkim pokazuje sposoby jak sobie z nia radzic.&lt;br /&gt;Zdaje sobie sprawe, ze w wielu przypadkach nie zastapi ona wizyty u lekarza, ale moze byc pomocna. Samo zrozumienie z czym sie zmagamy duzo daje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam wszystkich serdecznie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ania on maja 4, 2008 | Reply&lt;br /&gt;karola, ja juz dawno temu czytalam jakas ksiazke na temat depresji, czytalam o jej objawach i wiem ze to nie jest zwykly smutek lecz depresja &amp;nbsp;wizyta u lekarza? Nie chce, nie mam ochoty ani sil, by walczyc &amp;nbsp;zyje z dnia na dzien i kto wie jak dlugo jeszcze to potrwa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By elabuk on maja 5, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Znowu dol, bezsila. Popelnilam blad - przestalam brac Lerivon, bo tylam okropnie od duzych dawek (120 mg). No i mam. Znowu od 2 dni go biore, na razie malutkie dawki i bede zwiekszac, trudno, bede gruba, ale zywa. Zajrzalam tutaj, bo poza Wami nikt nie zrozumie, co sie ze mna dzieje. Czekam, az zacznie dzialac. Trzymam za Was.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By admin on maja 5, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Elabuk! Czy poza lekami probujesz jeszcze jakos sobie pomagac? Mam na mysli terapie grupowa czy indywidualna.&lt;br /&gt;Domyslam sie, jak sie czujesz, bo przechodzilam przez te cierpienia i teraz tez do mnie wracaja fatalne dni, tym trudniejsze do przezycia, ze zasmakowalam juz dobrego samopoczucia, pokoju w sercu a nawet radosci.&lt;br /&gt;Elabuk, lekarstwa oczywiscie tak, a nawet jesli troche przytyjesz, to potem mozesz zrzucic niepotrzebne kg. Jednak warto obok lekow “pogrzebac” w sobie, sprobowac zobaczyc, co Cie tak spina i zniewala. Czasami jakas decyzja zyciowa pomaga sie wydostac z depresji. Warto tez zabac o siebie, sprawiac sobie rozne male przyjemnosci. My kobiety czesto traktujemy zycie zadaniowo - opieka nad dziecmi, rodzicami, mezami itd. Zapominamy o sobie, o tym, ze zycie ma sprawiac przyjemnosc rowniez.&lt;br /&gt;Trzymaj sie dzielnie i badz dla siebie dobra&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By elabuk on maja 5, 2008 | Reply&lt;br /&gt;Admin, dziekuje za cieple slow
