środa, 6 lipca 2011

Tęsknota za miłością

Moja depresja jest tesknota za miloscia. Czulam sie niekochana. Szukalam milosci w zwiazkach z mezczyznami - o paradoksie - ktorzy nie umieli kochac.

Przelomem w walce z depresja - bo tak smialo moge nazwac wszystkie moje proby wydostania sie z niej - byly pierwsze spotkania z Panem Bogiem. Najpierw poprzez czytanie Nowego Testamentu, ktory ktos przyniosl mi do domu. Lektura Ewangelii przynosila mi ulge, porzadkowala swiat. Biblia odpowiadala na wszystkie niepokoje. Uwiodla mnie intelektualnie. Odnajdywalam w niej rozwiazania najtrudniejszych problemow.

Co ciekawe, bylam juz po ogromnej ilosci lektur z tak zwanej polki psychologicznej. I tu nagle odnajduje ksiazke napisana dwa tysiace lat temu, kiedy ludzie zyli przeciez w zupelnie innej rzeczywistosci, a jednak okazuje sie, ze mieli te same co my problemy.

Pomijajac wiare w to, czy Chrystus byl rzeczywiscie Synem Bozym, wiedzialam, ze byl najgenialniejszym ze znanych mi psychologow. Filozofia chrzescijanska odpowiedziala na wszystko, co bylo dla mnie trudne do zrozumienia. Ale te odpowiedzi nakladaly na mnie ogromny wysilek zmiany siebie, zmiany widzenia innych ludzi.

Kolejnym spotkaniem z Panem Bogiem byly rozmowy z ksiedzem, a potem dlugie, pelne zalu i lez spowiedzi. Po czterdziestu latach wedrowania po swiecie bez Boga nazbieralo sie grzechow! Moj ksiadz udzielajac mi rozgrzeszenia zawsze dodawal: Pan Bog bardzo cie kocha. To zdanie wywolywalo we mnie ogromne wzruszenie.

Wiara jest laska. Ci, ktorzy jej doznaja, sa wielkimi szczesciarzami. Dzisiaj wiem, ze bez modlitwy, rozmow z Panem Bogiem, czytania Pisma Swietego niewiele rozumialabym z tego, co sie dzieje w moim zyciu. Dzieki spotkaniom z ludzmi wierzacymi pojelam slowo: pokora. Potem zobaczylam, ile we mnie jest pychy. Bardzo trudno poradzic sobie z pycha, ktora pcha nas do zycia wedlug wlasnego planu, wlasnych oczekiwan i ambicji. Pokora znaczy dzis dla mnie takze dziekowanie Panu Bogu za rzeczy, ktore mi sie nie udaly. To bardzo trudne, rownie trudne jak przebaczanie tym, ktorzy nas skrzywdzili.

My, zwykli smiertelnicy, nie potrafimy kochac miloscia milosierna, wybaczajaca, bezwarunkowa. Szukanie wielkiej milosci na tym swiecie - wedlug wzorcow z filmow hollywoodzkich - jest droga do nikad. Moja wiara jest malenka, slabiutka, jednak odczuwam czesto milosc Chrystusa i Matki Bozej. Ta milosc nigdy nie zawiedzie, naprawde warto sie na niej oprzec i czerpac z jej zrodla sile na zycie i kochanie naszych bliskich.

Wasze Komentarze

amelka (amelia.23@wp.pl) 19:45 14-09-2006

smutna (Brak e-maila) 19:18 13-05-2007
Gdyby nie Bog juz dawno bym zginela,czekam cierpliwie od 8 lat az mnie wyslucha.Kiedy przejdzie ten potworny lek,niepokoj niemoc.Modle sie takze za mojego meza zeby mnie zrozumial,lecz on sam ma juz tego dosyc.Czasami jestem zla ze mnie nie wspiera,lecz kto tego nie przeszedl nie jest w stanie sobie wyobrazic,co czuje chory na depresje.Pozdrawiam wszystkich w smutku.
miriama (miragl@tlen.pl) 17:36 19-05-2007
Mialas szczescie,ze udalo Ci sie spotkac na swojej drodze takiego ksiedza. Jak poczuc Boza milosc,skoro Bog jest tak bardzo daleko i tak trudno go odnalezc w czlowieku, zwlaszcza tym najbizszym ktory wciaz Cie rani i udowadnia, ze jednak nie jestes nic warta, jesli znajdziesz troche czasu i checi, prosze napisz do mnie
sammy (Brak e-maila) 23:09 19-05-2007
a co zrobic jezeli sie nie wie czy sie dalej wierzy?

284 Responses to “Tesknota za miloscia”

By lisa on stycznia 17, 2008 | Reply
Ja choruje od kilkunastu lat. Starcilam juz wiare, ze z tego mozna wyjsc.Ta choroboa niszczy cale moje zycie, ja jedynie wegetuje. Jak mozna funkcjonowac kiedy czujesz caly czas lek, cos paralizuje twoje cialo a mozg nie mysli i wszystko przepelnione jest smutkiem i strachem. Do tego jeszcze wyrzuty sumienia, pretensje do siebie, ze jestes taka slaba, za nie potrafisz panowac nad soba. Ukrywam to przed wszystkimi, a w srodku odgrywa sie horror. Ludzie unikaja mnie, widzac rozpacz na mojej twarzy, ja unikam ludzi, nie umiem znalezc z nimi porozumienia, tak wiele nas rozni. Nieraz sie zastanawiam czy to jest choroba czy ja zwyczajnie nie umiem dostosowac sie do tego swiata, moze zaslaniam sie choroba a to jest moja osobowosc i slaba psychika (nie kazdy jest ze stali). Czy takie zycie ma sens ?? Moje marzenie….. to umrzec, juz nawet nie chce wyzdrowiec, nie chce sie juz zmagac z tym zyciem, na sile szukac i wmawiac sobie, ze zycie jest cudowne i ma sens. Juz nie mam sily. Tak malo bylo tych dobrych chwil, juz ich nie pamietam.

By Malgonia on lutego 17, 2008 | Reply
Mam 24 lata, od 9 zyje z moja przyjaciolka depresja. Pisaliscie o tym, ze odnalezienie Boga pomaga wam walczyc z choroba.

By Malgonia on lutego 17, 2008 | Reply
c.d.
u mnie bylo zupelnie odwrotnie. Wychowalam sie w tradycji chrzescijanskiej, nie usnelam wieczorem bez modlitwy, niedziela nie byla niedziela bez pojscia do kosciola. Odkad choruje odwrocilam sie zupelnie od Boga. Dwa tygodnie temu podjelam probe nawrocenia, ale chyba juz nie potrafie, zapomnialam jak wyglada zycie u boku Boga.

By Krzysztof29warszawa on lutego 20, 2008 | Reply
Nie ma takich osob, bez ktorych nie da sie zyc. Problem tkwi w nas samych. Przechodzilem przez to trzy razy, za kazdym razem myslac, ze to tylko ta jedna i jedyna. Jaki byl tego efekt? Przybywalo mi tylko sznyt na rekach. Co mi pomagalo to przetrwac? Pierwszym krokiem byl przyjaciel, ktory polecil kosciol sw. Anny na warszawskiej starowce. Troche pomagalo, ale niedziele byly zbyt rzadko. Siegnalem po ksiazki Dale Carnegie: jak zdobyc przyjaciol i zjednac sobie ludzi, oraz jak przestac sie martwic i zaczac zyc. Nie wiem na ile mi pomogly, ale wiem jedno, jak je czytam - a czesto do nich wracam - to pomagaja mi przynajmniej na jakis czas.
Dostalem kiedys numer do rekomendowanych psychologow, nie bylem, ale moj przyjaciel powiedzial mi, ze jego podniesli - 022 629 02 61, wystarczy umowic sie na spotkanie i zostawic co laska.
PS. Ja tez szukam prawdziwej milosci
pozdrawiam i zycze wszystkim oraz sobie powrotu do radosci z zycia.
krzysztof@diageo@gazeta.pl

By mabel on marca 10, 2008 | Reply
Mam na imie Karolina, mam prawie 18 lat… czytam wasze wypowiedzi i dzieki temu wiem na 100%, ze ja tez mam depresje. Ostatni rok byl najlepszym rokiem w moim zyciu. Mialam przyjaciol, chcialo mi sie zyc, z chcecia chodzilam do szkoly, mozna powiedziec, ze bylam szczesliwa. Niedawno wszystko sie zmienilo. Od jakiegos miesiaca wszystko stracilam. Troche z mojej winy. Alem mimo to uwazam, ze to niesprawiedliwe! Nie bede opowiadac jak to wszystko sie stalo, nie mam juz sily po raz kolejny tego roztrzasac. Aktualnie nie mam sily na nic. Jestem nieobecna, patrze w jeden punk. Jesczze niedawno nie potrafilam usiedziec w miejscu, a teraz… Wiem, ze musze isc do lekarza, ale jakos nie moge sie zebrac w sobie. Chyba boje sie, ze mnie wysmieje, wiem ze to glupie, w koncu to lekarz. Ale nic nie poradze, ze tak mysla. Poza tym czuje sie winna, ze tak martwie sie swoimi problemami, wiem ze inni maja jeszcze gorsze…

By norma on marca 10, 2008 | Reply
Czesc wszystkim. Deprecha - kiedys byc moze czlowiek o tym nie myslal, badz wydawalo sie to takie odlegle, w ogole nie bylo potrzeby zastanawiania sie nad ta choroba duszy i ciala - gdzies tam slyszelismy o tym, aczkolwiek nie dotyczylo nas. Doskonale was rozumiem…
Jaki moj sposob do tej pory? Nie jest latwo, ale bardzo wiele zalezy od nas samych, od naszego sposobu myslenia. Kiedys myslalam podobnie jak niektorzy z was, ze szczesliwsza bylabym gdyby ktos mnie pokochal, bo to naturalna potrzeba kazdego z nas, ale po jakims czasie uswiadomilam sobie, ze wazniejszym jest to bysmy my kogos kochali. Odwroccie sytuacje, jestescie z kims kto bardzo was kocha, ale wy mimo najszczerszych checi i prob nie umiecie znalezc miejsca w swym sercu dla tego kogos. Przechodzac do sedna, chce dodac, ze milosci nie ma co szukac na sile. Modlitwa jak najbardziej, rozne moga byc jej formy, jedna z moich - -po tych glownych - bylo lezenie w lozku przy lampce nocnej i zastanawianie sie nad swym zyciem, ale nie wstecz lecz w przod tzn co moge zrobic dobrego dla bliskich, siebie samej, myslami wstecz wracalam po to, by wyciagnac potrzebne mi wnioski. Wiem, ze ciezko jest myslec o przyszlosci i ukladac cos w glowie, gdy jest tam jedynie pustka, albo totalny chaos, ale naprawde warto sprobowac malymi kroczkami. Czesto padalo tu slowo samotnosc i slusznie - nie jeden z nas ma powody, prawo tak czuc, ale sprobujmy odwrocic sytuacje: wielu z nas wypowiada sie tutaj na temat depresji, szuka rozwiazania dla siebie, innych - o czym to moze swiadczyc - zapytam retorycznie, ano o tym, ze nie jestesmy sami ze swym cierpieniem, o tym ze naprawde wielu, wielu ludzi boryka sie z podobnym problemem. Wy nalezycie do tych odwaznych, bo jestem przekonana, ze jest spora liczba tych, ktorzy mimo tego samego bolu, nigdy nie zdecyduja sie na otwarcie przed kims - tak jak wy tutaj. Juz nie wspomne o terapeucie, czasem nawet przed samym soba! Nie powiem wam wezcie sie w garsc, bo jak ktos tutaj dodal, jest to trudne, ale trzymajcie sie na tyle, ile mozecie, a mozecie na pewno, bo jak nie wy to? Zycze wyzwolenia celow, chocby tych malenkich, kazdego dnia i sily, by je realizowac. Trzymajcie sie i pamietajcie, ze mimo iz laczy nas podobny problem, to tak naprawde jestesmy indywidualnosciami, wyjatkowi z osobna, nie ma drugiej identycznej osoby, chocby ze wzgledu na nasza indywidualnosc odnajdzmy w sobie pasje, ktora kiedys nas pochlaniala: jazda na rowerze, spacery, silownia, odtworzmy w glowie to, co czulismy pozytywnego z naszego hobby - ja uwielbialam dotyk wiatru, kiedy jechalam rowerem na przejazdzke, poza tym praca miesni a pozniej ich wyglad dawaly mi satysfakcie, inni moi znajomi pocili sie na silowni, a efekty ich byly czasem o wiele mniejsze, bo ja robilam to z radoscia i pasja, a oni z przymusu, albo dla ideii. Ok rozpisalam sie troche, ale to pozostalosc z dziecinstwa:)
jeszcze raz powodzenia i wiary w Boga siebie i swoje sily od niego. POZDROWKA!!!

By damian on marca 11, 2008 | Reply
Witajcie. Mam na imie Damian. Mam 29 lat, w zasadzie na pierwszy rzut oka jestem calkiem sympatycznym czlowiekiem, wiecznie usmiechnietym, bystrym, inteligentnym z blyskiem oku, zaradnym, przedsiebiorczym - z jednym mankamentem… od kilku lat nie moge znalezc sobie miejsca. Dopada mnie pustka, samotnosc i leki, i to, o czym wszyscy tu piszecie: smutek, poczucie beznadziejnosci, brak celu, niechec do zycia. Kilka lat temu mocno powinela mi sie noga. Wyladowalem na ulicy sam jak palec, bez jedzenia, pieniedzy, dachu nad glowa, przyjaciol, znajomych i perspektyw. Cudem zyje, chcialem wejsc pod pociag, ale nie udalo sie, braklo odwagi… Jakims sposobem udalo mi sie stanac na nogi. Pozostala trauma, lek i samotnosc. Probowalem leczyc swoj smutek alkoholem, ktory sprawial, ze potrafilem smiac sie i plakac rownoczesnie. Na sile probowalem znalezc kogos, kto mnie pokocha, przebieralem i ciagle nic, ciagle nie “to”…
W kwietniu ubieglego roku poznalem wspaniala kobiete. Wartosciowa, silna wewnetrznie z zasadami. Zakochalismy sie w sobie, zamieszkalismy razem i zaczelo sie. Staralem sie robic wszystko, zeby byla szczesliwa (w moim mniemaniu). Niestety to nie to chyba, czego oczekiwala. Moje natrectwa z przeszlosci, traumy, smutki, hustawki nastroju - doprowadzily ze moja ukochana probowala targnac sie na swoje zycie. Blagala Boga o smierc, aby uwolnic sie ode mnie. Postanowila odejsc. Nie wiem co robic. Tak bardzo sie staram, a efekty sa odwrotne. Boje sie zyc. Pomocy!!!

By Edyta on marca 11, 2008 | Reply
Witam wszystkich! Mam na imie Edyta, mam 20 lat, pisze, bo czuje, ze naprawde oszalalam, sama nie wiem, skad wziela mi sie depresja,czuje sie jak w jakiejs traumie, ciemnym tunelu, nie moge z niego wyjsc! Nie moge sie otrzasnac! Zyje bo zyje, w tym roku mialam poprawiac mature, dlatego zrobilam sobie rok przerwy na nauke, mialam chodzic do pracy, zarobic, aby nie zmarnowac tego czasu. Znalazlam ja z trudem, ale udalo sie. W ogole mnie to nie ucieszylo, pracowalam takze na noc, gdy choc na chwile udawalo mi sie zostac samej, wybuchalam placzem i modlilam sie, by nikt nie nadszedl, nawet nie potrafilabym powiedziec co mi jest:( W tym monecie nie pracuje, nie jestem w stanie niczego sie nauczyc, to takie bez sensu jest i tak kiedys umre a tu trzeba sie dostosowywac do jakichs zasad na ziemi. Nie jestem w stanie zrobic niczego, nawet sniadania. Wszystko co robie, pokryte jest monotonia. Gdybym musiala chodzic w tym momencie nadal do szkoly, zapewne bylabym posadzona o zazywanie jakichs silnych lekow, narkotykow, tak wygladam i tak sie czuje. Wszystko mnie przerasta, przeraza, co dzien modle sie, by nikt mnie nie odwiedzil, bo z trudem zakrywam smiechem to, co czuje:( Mam chlopaka kochajacego - zrobilby dla mnie wszystko, a mimo to nie potrafie odwzajemnic milosci, choc kiedys bylo inaczej. Czuje sie winna, mysle tylko o smierci, nie widze zadnego sensu istnienia!! Juz mialam jedna probe samobojcza - skonczylo sie na zatruciu. Jestem sliczna dziewczyna, przebojowa, niczego mi nie brakuje, mam przyjaciol. Mimo to smierc strasznie mnie kusi, wtedy na pewno przestane czuc to wszystko, bo teraz czuje sie jak szmata, ktora wyciera wszystkie brudy emocjonalnego swiata - HORROR, pomocy…

By Dania on marca 12, 2008 | Reply
Ja mam 40 lat i chyba cale zycie fundowalam sobie zanizona samoocene. Wszystko co tu czytalam tez mnie dotknelo. Owszem, bywaly potem i dobre chwile. Straty, ktore w zyciu ponioslam /czy to straty uczuc czy straty bliskich/ tez odcisnely na mnie pietno, ale o tym nie wiedzialam. Potem juz coraz gorzej - zazdroscilam wszystkim tym, ktorzy umarli, bo ja musze jeszcze zyc. W koncu przypadkiem zapisalam sie do psychiatry. Na pytanie, co mi jest, odpowiedzialam - nic, nic mi nie jest. Ale za chwile rozbeczalam sie i co - to depresja. Otrzymalam leki i od tego czasu wraca mi zycie, zmienia sie na lepsze. Ja tez ucze sie patrzec na zycie lagodniej. Lekarz powiedzial, ze ta choroba dotyka ludzi wrazliwych i chyba cos w tym jest. Ale postanowilam nie zmieniac sie i nadal wierzyc w ludzi i w ogole pracuje nad soba, by cieszyc sie z tego co sie ma. Okazalo sie tez, ze bylam na najlepszej drodze do samozniszczenia, bo nie tylko depresja, ale organizm zniszczyl mi tarczyce. Nazywa to sie z autoagresja i od paru miesiecy biore leki na tarczyce. Psychiatra powiedzial, ze musialam bardzo sie nie lubic. Byla to prawda, nie cierpialam swojego wygladu, nienawidzilam sie za pewne sprawy i tak bym sobie moze i zapadla w przelom tarczycowy i spelnilyby mi sie moje marzenia o smierci… Teraz zyje, to zycie juz nie boli. Wdycham powietrze do pluc i juz nie mam pretensji, ze ono daje mi zycie. I uwierzylam w koncu, ze moj maz mnie kocha i ze warta jestem milosci, szczescia, ze warta jestem dbania o siebie i wydawania na siebie… Warta jestem czuc sie szczesliwa i zadowolona. Warta jestem wszystkich swoich marzen, a przede wszystkim kto powiedzial, ze pieniadze szczescia nie daja… Na pewno ich posiadanie w wiekszej ilosci nie doluje. Mam zamiar byc juz tylko szczesliwa, spelniona i zadowolona i nadal chce lubic i wierzyc w ludzi!!A na dodatek dopiero odkrywam internet i to tez mi pomaga, ze nie jestem sama. Zawsze wrazliwe osoby sa bardziej wyczulone na ciosy, ale trzeba myslec, ze po burzy bedzie slonce, czasem tecza i tak warto zyc. Obok nas sa ludzie, ktorzy sa bliscy i nasz brak bolalby ich bardzo. Nauczmy sie cieszyc zyciem, ale nie bojmy sie skorzystac z fachowej pomocy!

By admin on marca 12, 2008 | Reply
Damian! Prawda jest taka, ze zwiazek z najukochansza kobieta nie rozwiaze Twoich problemow. Uczucie i bliskosc pozwala na jakis czas je zagluszyc - ale jak sam widzisz - wracaja. Poszukaj pomocy u psychologa. Terapia czesto pozwala uporzadkowac emocje i relacje z innymi. To jest na pewno wysilek, ale warto podjac ten trud, aby poznac siebie i blokady, ktore nie pozwalaja Ci realizowac swoich pragnien. Naprawde duzo zalezy od Ciebie, ale na pewno nie w tym sensie, zebys za wszelka cene mial kogos uszczesliwiac. Zeby dac komus szczescie, najpierw trzeba je odnalezc w sobie. Powodzenia!

By ela on marca 16, 2008 | Reply
Z prawdziwa gleboka depresja nie poradzimy sobie sami, ani nikt inny nam nie pomoze.To jest prawdziwa choroba ciala a nie duszy, jak to pozornie odczuwamy. Wszystkie nasze zle mysli o sobie, zlosc, zazdrosc i inne odczucia, choc tak realne, sa w rzeczywistosci wypaczone nieprawidlowa biochemia naszego organizmu. Sama przechodzilam ostre stany depresji dwa razy. Wczesniej moje zycie bylo odwrotnoscia depresji. Wierzylam w siebie i mialam poczucie wlasnej wartosci. Dom, maz, dwie coreczki. Powinnam byc szczesliwa. Zaczelo sie od pewnych fizycznych prawie niezauwazalnych dolegliwosci, oslabienia koncentracji, pamieci, rozkojarzenia. Pozniej nie moglam zasnac i budzilam sie co chwila. Najgorszy byl ranek. I ciagle czarne mysli o przeszlosci. Probowalam odszukac w pamieci chwile radosci - poznanie meza, urodzenie dzieci, ale wszystko moj mozg zalewal czarna zolcia. I to poczucie winy, braku sensu zycia i niska samoocena, tak ogromne. Cichy zal i pretensje do matki i rodziny. Placz. I straszny lek przed przyszloscia. W glowie bolesny szum od nieustannych natretnych mysli. Ciagle przerazajace i nielogiczne projekcje mysli o klesce, dzieciach w sierocincu . Cialo w stalym, nieustajacym napieciu. Obolale az nie do wytrzymania od napietych miesni. Pierwszy raz dosyc wczesnie zdiagnozowalam swoj stan przy pomocy ksiazek o depresji i udalam sie do lekarza. Bylam juz w dosyc ciezkim stanie, bardzo schudlam, mimo przyjmowania lekow bol psychiczny i niemoc fizyczna byly tak wielkie, ze zamykalam sie w pokoju i wylam. Ciagle prosilam Boga o zmilowanie. Nic nie pomagalo. Ani jednej malutkiej chwili wytchnienia. Nieskonczone cierpienie, wolamie o smierc. Te wszystkie mysli, leki, pragnienie smierci nie opuszczalo mnie. Wszystko bylo ciemnoscia i ja bylam w tej ciemnosci. Nie pamietalam niczego dobrego z przeszlosci (choc staralam sie jak moglam). Ale wiedzialam juz, ze to choroba i ta mysl mi pozwalala walczyc i miec jako taka kontrole nad soba. Choc mysli o smierci byly wciaz obecne, odpychalam je. Postepowalam zgodnie z radami podawanymi w ksiazkach. Maz mnie nie rozumial, byl przerazony, pomagaly mi ksiazki w zrozumieniu jego postawy. Najciezej bylo mi chronic dzieci przed smutkiem i bolescia, ktore odciskaly sie na mojej twarzy. Dopiero po miesiacu brania lekarstw czulam sie nieco lepiej. Spalam troche dluzej. Maz wyjechal (jest marynarzem) a ja zostalam sama i wciaz choroba i jej objawy istnialy niemal niezmienne. Czekalo mnie przyjecie do komunii mojej starszej corki. Mysl o tym przerazala mnie. Nie dam rady sama. A jednak dalam rade zorganizowac wszystko, chociaz minelo juz pol roku moich zmagan i ciagle czulam swoja chorobe, nie wierzac, ze kiedykolwiek te meki sie skoncza.
Nagle, z dnia na dzien, wszystko sie zmienilo diametralnie. Poczulam sie zdrowa. Mysli staly sie bardzo pozytywne, wszystkie te ponure sady o sobie i winy odlecialy, lek zniknal, radosc ogarniala mnie cala. Cialo juz nie bylo zmeczone i slabe, ale pelne wigoru, stalam sie znowu piekna jakbym byla o 10 lat mlodsza. Maz wrocil z morza i mnie nie poznawal. Cieszylismy sie oboje. Jedyne, co mnie troche zaniepokoilo, to fakt, ze znow budzilam sie rano o czwartej, piatej, ale bylam wyspana i pelna sil. Nie mogac dalej spac, wstawalam i codziennie siadalam na rower objezdzajac okolice. Jaki swiat byl cudowny, kazde drzewo, kazdy lisc usmiechal sie do mnie, a wiatr byl jak zalewajace fale przyjemnosci. Teraz czulam piekno boskiego stworzenia i dziekowalaqm Bogu za moje wyzdrowienie. Ogarniala mnie wielka radosc, nigdy nie bylam tak szczesliwa. Zastanawiajac sie nad tym moim nowym stanem sadzilam, ze czuje sie tak dlatego, gdyz poprzednio tak bardzo cierpialam i wynika to z tzw. “zasady kontrastu”. Cale lato bylo cudowne. Wszystko, co postanowilam zrobic, spelnialo sie. Bystrosc umyslu i pamiec, wszystko na najwyzszym poziomie. Mialam niezwykly wplyw na ludzi i dar przekonywania. Podobalam sie mezczyznom i nie tylko. Pewna obca kobieta w biurze zaczepila mnie mowiac, ze czuja wokol mnie jakas cudowna aure. Ja tez czulam w tym wszystkim cos niezwyklego.
Przyszla jesien i nagle pod koniec pazdziernika cos peklo. Smutek zaczal ogarniac mnie cala. Szarosc zalewala oczy. Cialo slablo. Juz wiedzialam co moze sie dziac. Poszlam do lekarza. Nie bardzo sluchal co mowie, nie ufal moim slowom. Zapisal lekarstwa.

By ela on marca 17, 2008 | Reply
c.d. Mimo lekarstw, ktorym nie ufalam, zaczelam zapadac sie coraz bardziej w ciemnosc. Zarowno bol fizyczny, jak i psychiczny powrocil ze zdwojona sila. Teraz zwatpilam we wszystko. Okazalo sie, ze to moje krotkie szczescie tez bylo choroba. Nie wiedzialam juz co jest rzeczywistoscia, a co uluda. Doszlam do wniosku, ze cale moje dotychczasowe zycie, moje odczucia byly falszywe. Dobro i milosc nie istnieja. Prawda jest obecnie. A jest ona tak czarna i tak okrutna, ze nikt inny nie potrafi sobie tego nawet wyobrazic. Swiat jest jednym wielkim zlem, a przyczyna tego zla jestem ja. Wszyscy inni ludzie sa zaslepieni. Oni nie znaja prawdy o swiecie. Musze zginac. Musze uwolnic swiat od siebie. Wyobrazalam sobie jak to zrobic. Doslownie. Blagalam Boga o smierc. Cierpialam strasznie. Moj mozg zalewala trucizna mysli tak straszna, ze nie potrafie tego wypowiedziec. Zatracalam zmysly. Wzrok i sluch byly przytepione, pamiec zamacona (a jednak to pamietam do dzis). Mimo to myslalam logicznie jak zawsze, jednak z faktow wyciagalam okrutne wnioski. A one mnie potepialy. Moj maz wrocil z morza. Widzial co ze mna sie dzieje, ale nie wiedzial co czuje. Nie mowilam o tym nikomu, bo i tak nikt mi nie uwierzy. Lezalam w lozku zwinieta jak embrion i jeczalam. Zawiozl mnie do szpitala. Tutaj bylo jeszcze gorzej. Postawiono zla diagnoze, zadne lekarstwa nie dzialaly. Lezalam tam kilka miesiecy. Nie odzywalam sie do nikogo. Wszyscy w szpitalu starali sie byc dla mnie mili. Nie chcialam widziec nikogo, zadnych moich bliskich. Uznalam, ze Bog mnie odepchnal od siebie. Mimo to moje usta ciagle wymawialy slowa “Boze zmiluj sie nade mna”. Na koniec przyszla do mnie mysl - poprosilam o elektrowstrzasy (o ktorych kiedys czytalam). I to bylo zbawienne. Po pierwszym zabiegu zaszla radykalna zmiana. Wszystko minelo (prawie wszystko). Teraz bylam zdziwiona, jak moglam az tak falszywie odbierac rzeczywistosc. Po tygodniu wrocilam do domu. Znalazlam dobrego psychiatre, ktory przepisal mi odpowiednie lekarstwa. Od trzech lat jestem zdrowa. Potrafie sie cieszyc. Mam kochajaca rodzine. Jednak rana pozostala wielka, ciagle ja czuje i myslami wracam do tamtych okrutnych chwil. Zyje dniem codziennym, nie potrafie tak jak kiedys myslec o przyszlosci, nie potrafie jej projektowac. Dowiedzialam sie wiele o mojej chorobie. Jednak wielu badaczy sie myli i czesto pisza bzdury. Sadze, ze depresja jest choroba genetyczna zwiazana z biochemia organizmu a tylko posrednio z psychika i w tym kierunku powinny isc badania. Wiem , ze choroba moze wrocic. Ciesze sie chwila obecna. Jedno, co mnie trapi, to utrata wiary. Wierze w Boga i wszystkie prawdy wiary, ale nie potrafie sie modlic. Czytam Pismo Swiete, ksiazki katolickie, ale nic nie czuje. Nie potrafie prosic Boga. Boje sie Go prosic.

By admin on marca 18, 2008 | Reply
Elu, Twoja historia jest bardzo przejmujaca. Opisalas swoje doswiadczenia niezwykle obrazowo i pieknie. Moze Twoj lek przed Bogiem to jest zal do Niego za te wszystkie bolesne przezycia? Wiara jest laska - to fakt niezaprzeczalny, jednak mozna o nia prosic. Ale trudno jest prosic kogos, do kogo ma sie pretensje. Wiec moze zacznij o wybaczania. Gdy wybaczysz Panu Bogu, to otworzysz sobie droge do Jego milosci, a wtedy odzyskasz ufnosc i rana zacznie sie zablizniac.
Choroba moze wrocic, a moze juz nie wroci. Znam osobe, ktora przeszla podobna droge. Dzis ma 80 lat i choroba nie wrocila

By ela on marca 19, 2008 | Reply
Dziekuje Adminie. Nie mam swiadomie pretensji do Boga, tak jak ci, co pogodzili sie z innymi swoimi bardzo ciezkimi chorobami ciala. Nawet dziekowalam Mu, ze mi pozwolil przezyc oraz za te przezycia, dzieki ktorym odczulam, czym jest namiastka nieba, a czym prawdziwe pieklo (bardziej drastycznych rzeczy nie chcialam opisywac).
Jednak kilka lat wczesniej moja siostra, ktora byla bardzo dobrym i madrym czlowiekiem, szczerej wiary, zachorowala. Nie bylo miejsca w szpitalu i musiala czekac. Nie doczekala. Popelnila samobojstwo. Poprzedniego dnia przyjela sakrament pokuty i pojednania. Mialam w duszy do niej pretensje. Nic nie rozumialam. Bylam zdruzgotana. Wowczas sadzilam, ze ja nigdy w zyciu tego nie zrobie. Nie moglam zrozumiec, dlaczego ??? Mimo to podczas mojego pobytu w szpitalu zazdroscilam siostrze, ze jej sie udalo. Teraz wiem, ze to nie jej wina i ja rozumiem. Jednak to wszystko w polaczeniu z moimi przezyciami rozbija nadzieje. Teraz wiem, ze jest to choroba genetyczna, ale czesto nachodza mnie mysli, ze ci,co na nia zapadaja, sa odgrodzeni sciana od Boga, od urodzenia przekleci, jak odrzucony produkt z bledem fabrycznym w procesie stworzenia. I nie wiadomo jak by sie starali prosic, to Bog ich nie uslyszy. Bardzo staram sie odsuwac te mysli. Tak bym chciala zburzyc te sciane, w ktorej nie ma drzwi prowadzacych do Boga. Lecz czy Kosciol przez cale wieki nie mowil, ze szalenstwo jest kara boska i potepial takich jak ja?
Ale mna az tak bardzo sie nie przejmuje, jak moimi dziecmi. Jak im mowic o Bogu, jak mowic o chorobie, ktora ich tez moze dotknac. Jak im powiedziec, ze gdy kiedys znowu zachoruje i cos zlego sie ze mna stanie, to nie maja mnie winic, bo je bardzo kocham. Na zewnatrz jestem usmiechnieta i pogodna, by nie zajmowac soba swojej rodziny, ktora i tak cierpiala z mego powodu, ale brak mi kogos, z kim moglabym podzielic swoje wewnetrzne troski. Tylko ktos kto przeszedl cos takiego, jak ja moze mnie zrozumiec. Dlatego pisze tutaj do Was, co jest dla mnie namiastka rozmowy i ulga.

By babcia ela on marca 19, 2008 | Reply
Tak to prawda - pieknie napisane i jakze smutne. Chcialabym choc raz poczuc sie wolna od smutku, jaki we mnie tkwi. Mimo to ciesze sie, ze Tobie sie udalo. Nie mysl tylko o tym, ze depresja wroci, bo po co o tym myslec. Ciesz sie zyciem w kolorach. Jesli chodzi o relacje ja i Bog, to czesto mam tak jak Ty - nie moge sie modlic. Jednak nigdy nie mialam do niego zalu, pretensji o to, co mnie spotkalo w zyciu, bo uwazam, ze Pan nasz chyba wie co robi. Widocznie tak musi byc. Nie ma sensu sie buntowac, bo to nic nie da. Trzymam za Ciebie kciuki Elu. Sle moc pozytywnych mysli Tobie i wszystkim na Forum.

By admin on marca 19, 2008 | Reply
Elu! Nie masz racji, twierdzac, ze Kosciol odrzuca, czy potepia ludzi chorych psychicznie. Siegnij do Nowego Testamentu i przeczytaj Ewangelie wedlug sw. Mateusza 9, 32-38, Ewangelie wedlug sw. Marka 1, 23-28, czy wedlug sw. Lukasza 8, 26-39.
Jezus jest Lekarzem wszystkich, a szczegolnie tych, ktorzy sie zle maja.

Moja rodzina jest tez bardzo chora (samobojstwa, szpitale psychiatryczne). Ja od wielu wielu lat zmagam sie ze stanami depresyjnymi. Jednak najbolesniejszym doswiadczeniem w zyciu byla choroba psychiczna mojego syna, wspanialego, madrego i dobrego czlowieka.
Moja rozpacz i bezradnosc skierowaly mnie ku Bogu, z ktorym nie mialam przedtem zadnych kontaktow (rodzina chyba ateistyczna, choc wszyscy ochrzczeni).
Dzis mysle, ze to byl sposob Pana Boga, aby upomiec sie o nas.
Odmawiam codziennie Rozaniec i Koronke do Milosierdzia Bozego, przynajmiej raz w roku jestem na Jasnej Gorze, i prosze Matke Boza o pomoc i wsparcie.
Elu! Dzieja sie cuda!
Choc moja wiara jest malenka, to jednak nadzieja wielka.
Moj syn pracuje, radzi sobie z materia zycia. Jest oczywiscie pod opieka lekarza, a ja obserwuje wielkie postepy nas wszystkich w rozumieniu zycia i jego sensu, a takze sensu cierpienia. Ono nie musi byc destrukcyjne - cierpienie naprawde moze byc tworcze. Jednak potrzebna jest do tego pokora. Pokora - mysle, ze to jest niezwykle wazne slowo, slowo, ktore oznacza zgode na to, co nas spotyka i zawierzenie Panu Bogu, ze to ma sens.

Elu! To nieprawda, ze ludzie, ktorzy cierpia psychicznie i duchowo, to nieudany produkt Pana Boga. To sa ludzie o wielkiej wrazliwosci, delikatni, inteligentni. To sa wlasnie wybrancy Pana Boga. On ich bolesnie doswiadcza, bo chce z diamentu uzyskac brylant.

Dzieci na pewno trzeba chronic, ale przychodzi taki czas, ze nie wolno ukrywac przed nimi prawdy. Masz Elu talent literacki - pisz. Pisz dla siebie, pisz dla swoich dzieci.

By Adam on marca 22, 2008 | Reply
Jestem tutaj z tego samego powodu co wszyscy. Mam depresje od urodzenia. Nie umiem sobie poradzic, choc jakos sie trzymam.
Ale czytajac wszystkie komentarze, czyli zwierzenia, mozna zauwazyc kilka prawidlowosci. Wszyscy narzekaja na problemy, nieciekawe zycie i brak wlasciwych relacji z ludzmi. Tak samo jest z tymi, ktorzy pisza o Bogu. Ludzie, a co zrobiliscie by pokierowac swoim zyciem? Ile razy poniesliscie ryzyko, by cos zmienic? By podrozowac, by sie rozwijac, by szukac przeznaczenia? Mam wrazenie, ze jedynie wymagacie od innych (ludzi, losu, jakiegos tam boga) zamiast zaczac dzialac. Do roboty, jest wiele mozliwosci, trzeba tylko ruszyc tylek z tego szarego domu, miasta, kraju, ograniczen umyslu.

By purplehair on marca 23, 2008 | Reply
O Boze, ilu nas jest…
Tylko dlaczego sami zadajemy sobie bol…
Mam prace, przyjaciolki, chlopaka.
A mimo to jestem nieszczesliwa. I czuje pustke.
Mam w glowie wizje swojego szczescia i wprawia mnie to w otepienie i apatie…
Czy cos robimy Adamie? Nie, poniewaz depresja hamuje dzialanie. Podrozujesz i daje Ci to szczescie, podczas gdy czlowiek z depresja czuje pustke i zal, nie potrafiac wyjasnic sobie ich przyczyny.
Albo nie potrafi sie pozbierac po wydarzeniach z przeszzlosci.
Albo obie te rzeczy.

By babcia ela on marca 23, 2008 | Reply
To do Ciebie Adam! Rowniez sledze te stronke i nie zauwazylam, zeby wszyscy jednakowo narzekali na zycie. Piszesz, ze cierpisz na depresje i jednoczesnie jakby oskarzasz nas o niemoc w zyciu. Czyli nic nie wiesz, albo bardzo malo o depresji. Bo wlasnie takie wezwania jak Twoje: do roboty, ruszcie tylek, zacznijcie dzialac, doprowadzaja nas do rozpaczy. A zreszta wiekszosc z nas normalnie funkcjonuje w spoleczenstwie. Gdybys mnie spotkal, nigdy bys nie uwierzyl, ze cierpie na depresje, a dokonalam wiele w swoim zyciu. A to, ze pisze na tej czy innej stronce, to jest swoisty zawor bezpieczenstwa. Nasze cierpienie nie jest widoczne na zewnatrz. Cierpi nasze wnetrze. Tego rodzaju stronki sa po to, by sie wypisac co nas boli, z czym nam zle itp. I naprawde nie potrzebujemy jeszcze jednego madrego, ktory wie, co dla nas jest najlepsze.

By admin on marca 23, 2008 | Reply
Brawo! Babciu Elu! Kocham Cie! Wesolego Alleluja!
Chrystus zmartwychwstal! My tez mamy szanse!
Wszystkim depresantom szczesliwych Swiat Zmartwychwstania Pana!

By Adam on marca 23, 2008 | Reply
Droga Babciu Elu, nie lubie rywalizacji, zwlaszcza w kwestii, kto bardziej cierpi psychicznie. O depresji wiem wiele, znam ludzi, ktorzy sie lecza i sam tez powinienem. Jest mi ciezko, zmuszam sie kazdego dnia by zwlec sie z lozka i walcze z myslami o samobojstwie.
Depresja, jesli nie jest uwarunkowana biologicznie i nie jest oznaka choroby psychicznej np. schizofrenii (tu potrzebny specjalista i leczenie farmakologiczne) to jest stanem przejsciowym, naturalnym wynikajacym z konfliktu potrzeb z mozliwosciami lub z przezytych doswiadczen. Ciezko jest cos zrobic, podniesc sie, znalezc radosc w malych rzeczach. Ale czy tak trudno zrobic rachunek sumienia? Ciezko zastanowic sie, czy nasze oczekiwania od zycia, od ludzi, od otaczajacego swiata nie sa zbyt duze? Nie ma wojny, nie ma glodu, zarazy, niebezpieczenstw. Czy nasz brak woli walki nie jest wiec bluznierstwem? A czy wykorzystujemy szanse zrobienia czegoc interesujacego? Tak naprawde niewiele przezylismy, niewiele widzielismy i slyszelismy, a wszyscy mamy dosc “tego zycia”. Czemu? Nikt nam nie da drugiej szansy, zastanowmy sie, co zrobic, by hormony szczescia znow zaczely sie wytwarzac. My sami musimy chciec do tego dojsc. Chodzmy do hospicjum, zobaczymy jak inni odnajduja radosc w kazdym kolejnym dniu, a wiecej nie bedziemy narzekac.

By babcia ela on marca 24, 2008 | Reply
Adam!!! Kazdy ma prawo do wlasnego zdania. Nam wszystkim wyklady na temat zrodla pochodzenia depresji sa nie potrzebne, bo wiemy wszystko, a moze i wiecej na temat tej choroby. Przepraszam Ciebie, ale zachowujesz sie jak czlowiek wszystkowiedzacy!!! Co mozesz powiedziec o nas na podstawie ilus tam postow? Skad wiesz, ze nikt z nas nie ma kontaktow z hospicjami? Jak mozesz pisac, ze niewiele przezylismy!!! Piszesz m.in., ze nie ma glodu? niebezpieczenstw? Gdzie Ty mieszkasz czlowieku? Naprawde nie spotkales glodnego dziecka? Jesli nie, to jestes szczesliwy. Mnie czesto zdarza sie nakarmic glodnego - widziales oczy glodnego, przestraszonego dziecka? Mysle, ze Ty jestes z innej bajki i nasze poglady na rozne tematy (nie tylko depresji) beda skrajnie inne. Tak, masz racje, narzekamy, piszemy, ze mamy dosc, ze jestesmy zmeczeni, ale nie siedzimy z zalozonymi rekami i nie czekamy na manne z nieba. Pamietaj jedno - na depresje cierpia ludzie wrazliwi na wszelkie zlo, jakie dzieje sie wokol nas. Depresja to jest nasza bezsilnosc na to zlo. Zreszta, nie chce mi sie z Toba gadac. Pozdrowienia.

By ela on marca 26, 2008 | Reply
Adamie! W Twoim sporze z Babcia Ela jestem po jej stronie. Jezeli ktos rzeczywiscie choruje na depresje, to zadne rady typu “wez sie w garsc” nic nie pomoga, a jedynie zaszkodza i moga doprowadzic do najgorszego. Ja osobiscie do czasu wystapienia choroby bylam czlowiekiem spelnionym, optymistycznym, pelnym pomyslow i realizujacym je, odpowiedzialnym za swoje zycie i nie obarczajacym innych swoimi problemami. Po prostu je rozwiazywalam, gdy sie pojawialy. Kierowalam swoim zyciem i bylam z niego zadowolona. Depresja przyszla nagle i to bez zadnego powodu. Najpierw zaatakowala cialo, a potem dusze. I nic tu nie pomogla moja madrosc, optymizm, wiara w zycie. Wszystko to leglo w gruzach prawie w jednej chwili, bez uchwytnej dla oka przyczyny. I choc bronilam sie jak moglam przy pierwswzym epizodzie choroby i dzieki nabywanej wiedzy i lekarstwom poradzilam sobie, to przy nawrocie uleglam (nie ja swiadomie) ale moj organizm. Tak wiec, Adamie, ta choroba nie jest tak prosta jak myslisz. Prawdopodobnie mylisz prawdziwa chorobe z nastrojem niezadowolenia, co czyni wiele ludzi, nawet w mediach.Tutaj powinno wystepowac jeszcze wiele innych warunkow, aby uznano chorobe. Powinienes pojsc do lekarza psychiatry. Chociaz prawdopodobnie wcale nie jestes chory, a lekarz wykluczy chorobe. Jednak istnieje rodzaj depresji zwanej dychotomia. Jest to staly obnizony nastroj, jednak bez ciezkich epizodow. Tez mozna i nalezy go leczyc. Istnieje wiele roznych odmian depresji, np. reaktywne, czyli wywolane jakims smutnym czy tragicznym wydarzeniem i tutaj rozmowa psychologa moze pomoc (choc nie musi). Jednak czesciej depresja jedynie pozornie wyglada na reaktywna, gdy mylnie kojarzymy ja z niedawno przezywanymi przykrosciami. Nie szukamy wowczas pomocy u lekarza, tylko obwiniamy siebie, swoja slabosc i jestesmy przekonani, ze nasze mysli i skojarzenia sa prawdziwe. Jednak w rzeczywistosci, gdy chorujemy na depresje, nasz odbior swiata i uczuc jest znieksztalcony, czego przyczyna sa zmiany biochemiczne w naszym organizmie (troche podobnie jak po zazyciu narkotykow, ale w innym wymiarze). Niektore odmiany depresji ujawniaja sie juz w dziecinstwie, inne pozniej. Niestety lekarze jak dotad nie znalezli odpowiedniej metody rozpoznawania tej choroby, a tym bardziej jej leczenia. Ich diagnozy sa czesto bledne, niekiedy wcale nie wykryja choroby, a lecza pacjenta z innych rzekomych dolegliwosci. Ostatnio jednak pojawila sie w prasie notatka o tym, ze depresje mozna bedzie rozpoznawac na bazie badania krwi (zmiam ilosciowo-jakosciowych skladnikow krwi chorego). Ta zapowiedz jest wg mie bardzo obiecujaca dla nas obciazonych ta choroba i utwierdza mnie w przekonaniu o biologiczno-chemicznym podlozu tej choroby, a nie psychicznym. Psychiczne sa jedynie jej objawy. Dlatego uwazam, ze srodki farmakologiczne sa najbardziej skuteczne w leczeniu depresji, chociaz czesto mamy do czynienia z blednymi diagnozami (jak bylo w moim przypadku). Poziom wiedzy lekarzy na temat depresji jest znikomy, czesto traktuja pacjenta niepowaznie i nie wysluchuja jego zwierzen. Rodzina chorego powinna zadbac o to, aby pomoc lekarska byla wlasciwa.
Tak wiec Adamie, jezeli czujesz, ze jestes chory, to idz do lekarza, a jezeli oszukujesz nas i udajesz chorego, to nie osadzaj innych i nie wytykaj im braku checi radzenia sobie z zyciem. Jesli mowisz o wspolczuciu, to nie widze go u Ciebie. Popracuj nad tym. W przypadku depresji sprawa nie jest az tak prosta jak myslisz. Czlowiek prawdziwie chory nie poradzi sobie sam, a inni zamiast mu pomoc czesto jeszcze bardziej go pograzaja, czasam bezwiednie.

By Mike on marca 27, 2008 | Reply
Zaczalem leczyc sie na depresje 4 lata temu, ale wtedy sobie uswiadomilem, ze to trwalo o wiele dluzej. Tylko ja nie wiedzialem, ze to depresja. Mam zone i dzieci, nie pracuje od 3 lat, a kiedys mialem swoja firme budowlana.
Nie mam w ogole energii i sily, nawet do prac domowych. Mam do was pytanko, oprocz depresji mam bardzo mocne bole miesni i kosci - nie wiem czy to na tle nerwowym, czy nie. Od lat nikt mi nie moze z tym pomoc, czy wy tez macie takie objawy?
p.s przepraszam za bledy - od 17 lat mieszkam za granica.

By darksky on marca 27, 2008 | Reply
Elu nie umiem, tak jak Ty, pisac, ale za to potrafie wyrazac emocje dzwiekiem…
Czuje podobnie…

By darksky on marca 27, 2008 | Reply
…moze mnie znajdziesz gdzies…;) > Dark Sky <
Pozdrawiam
Mam tak jak Wy depresje, nie przeszkadza mi to w podrozy zycia… wykorzystuje moja slabosc w sposob tworczy…
Adam zgadzam sie z Toba…
Przestanmy myslec o depresji, ona minie… ona jest jak bagno… probujesz wyjsc, toniesz szybciej… moze modlitwa… moze ktos uslyszy krzyk…
Polecam ksiazke “Przebudzenie” Antony de Mello…
Piszecie o tym tak, jakby wasze “Ja” nie istnialo juz… zaczynacie “wierzyc” w depresje…
Proponuje wszystkim… nie wracac juz na te strone, nie szukac ulgi, bo to iluzja… pogodzic sie z soba… i tworzyc wlasna historie…

By ela on marca 29, 2008 | Reply
Babciu Elu! Zaraz po swietach napisalam do Ciebie notke z podziekowaniami za Twoje zyczenia, ale jej tutaj nie widze. Z roztargnienia musialam zapomniec o jej wyslaniu, dlatego jeszcze raz dziekuje. Twoje wszystkie wypowiedzi czytam z przyjemnoscia. Jestes dla mnie bratnia dusza.

Adminie! Tobie rowniez dziekuje za cieple slowa. Zgadzam sie z Toba, ale niestety niekiedy nachodza mnie tez chwile watpliwosci. Te smutne refleksje pojawiaja sie i znikaja. Teraz jest OK. Kiedy nie moge sie modlic, czytam Biblie i inne katolickie ksiazki. Pozdrawiam.

By Kwiatuszek on marca 29, 2008 | Reply
Cien Wiary… czy moge zapytac o czym jest?

Czytam Wasze wypowiedzi… jest we mnie tyle bolu, ktoty zabija mnie i nie moge go z siebie wyrzucic… chyba sie boje.
Pozdrawiam

By babcia ela on marca 29, 2008 | Reply
Do Kwiatuszek! Tytul tej ksiazki to “Cien wiatru” autor - Carlos Luiz Zafon. Jest to dosyc opasla powiesc o milosci i perypetiach zyciowych dwoch hiszpanskich rodzin. Ciekawie napisana, pelna magicznego ciepla powiesc. Ja ja doslownie polknelam. Oczywiscie Twoje zdanie moze byc inne. Ale polecam. Czesto, kiedy czuje, ze zycie mnie przerasta, siegam po ksiazke i przenosze sie w inny, bezpieczny swiat. Slucham tez muzyki, ale stonowanej. Pomaga mi to, ale sa dni kiedy nie wiem co robic. Ostatnio myslalam, ze zwariuje i nic nie pomagalo. W takich chwilach mowie sobie, ze to minie i uspokajam sama siebie. Wyciszam sie, unikam ludzi. Nie moge plakac, chyba juz wyplakalam swoje a chcialabym. Jesli mozesz placz, bo on przynosi ulge. Wiem cos o tym. Kwiatuszku, my wszyscy sie boimy, najczesciej nie wiemy czego, ale strach nas paralizuje. W takich chwilach pomysl o nas wszystkich i pisz na forum. Trzymaj sie Kwiatuszku.

By babcia ela on marca 29, 2008 | Reply
Do Ela! Ja rowniez czytam Twoje posty. Zapewne zauwazylas. Dziekuje za wsparcie w sporze z Adamem. Musze Ci przyznac, ze facet porzadnie mnie wkurzyl. Chyba dostal “popalic” od nas, bo cos biedak zamilkl. Pozdrawiam.

By babcia ela on marca 29, 2008 | Reply
Do darksky! Czyzby sklonowany Adam sie odezwal w Tobie? Dobrze wychowany, inteligentny czlowiek po przeczytaniu naszych postow dotyczacych pouczen jak mamy zyc, zrozumialby w lot o co chodzi i uszanowalby nasza wole. Jesli przeszkadza Wam nasze pisanie, to nie wchodzcie na to forum, sa inne ciekawsze miejsca, gdzie mozecie sie wymadrzac do woli. Bardzo prosze, zostawcie nas w spokoju!!!

By karola23lata on marca 30, 2008 | Reply
witam! weszlam dzisiaj na te strone i czytalam opowiesci innych i postanowilam tez napisac o sobie. Moze ktos ma ochote na odpisanie na moj maly list… A wiec zaczne o sobie - od czego by tu zaczac - moze od samego poczatku. W wieku 15 lat zmarla moja mama. Nie moglam sie odnalezc, ale na szczescie byla ze mna babcia. I tak do 21 lat. Pozniej niestety ja takze stracilam. Ale mam jeszcze kochanego wujka, ktory zawsze mi pomaga. Wychowywalam sie bez ojca. W ogole go nie znam i nawet nie wiem jak wyglada - nie znam powodow takiej sytuacji. Poznalam kochanego chlopaka. Jestesmy ze soba 2,5 roku, ale niestety nasz zwiazek - czuje ze powoli sie rozpada. Przeze mnie, ciagle pretensje ze ma kogos, podejrzewanie o zdrade. Sadze, ze to go w koncu wykonczylo i nie chce dalej juz ze mna byc. Czuje, ze nasze problemy spowodowane moze byly moim dziecinstwem - nie wiem! Bardzo mi na nim zalezy i bardzo go kocham, wiem, ze jest tym jedynym, ale nie wiem co mam dalej robic. Czuje, ze popadam w depresje. Bylo tak wspaniale, a ja to popsulam. Byl kochany, moj ideal - ale co bedzie dalej? Juz sobie nie radze z tym wszystkim. Placze, nie chce mi sie wstawac, chodzic do szkoly, jesc itd. Chce z nim byc nadal. Po smierci mamy przestalam wierzyc, ze Bog w ogole jest. Nie chodze do kosciola, nie modle sie, chce to zmienic, ale nawet na taka zmiane nie mam sily. Czuje w sobie pustke, zal, gniew i dalej duzo by wymieniac. Nieraz chodza mi po glowie rozne mysli, ze najlepiej by bylo, jak juz by nie bylo mnie na tym swiecie, ale nie moge nic zrobic, bo moi bliscy tez by tego nie wytrzymali. Zawsze mialam silny charakter. Kochalam sama siebie, a teraz zupelnie sie rozsypuje, nie wiem co mam robic, to wszystko jest takie straszne i bolesne… prosze Was o odp

By Mike on marca 30, 2008 | Reply
Czesc elu! Dziekuje Ci bardzo za Twoje wsparcie.
Ze mna jest tak zle, ze nawet oddychac mi ciezko, czuje sie tak zmeczony. Mysle o tych elektrowstrzasach - moze to by pomoglo. Moglabys wyjasnic na czym to polega i jak dziala? Oddalbym wszystko, zeby wyzdrowiec, ale juz nie wiem, czy kiedys bede mogl byc “normalny”, normalnie funkcjonowac. Wiesz co, jak sie mocno denerwuje, to trace sily i nie moge rozmawiac, dlatego nie dam rady zalatwic prostych spraw. Pisanie do Ciebie kosztuje mnie wiele wysilku. Wolalbym porozmawiac, choc to tez ciezko. Mam do Ciebie tyle pytan. Jestem bardzo szczesliwy, ze jestes juz zdrowa. DAJE MI TO JAKAS NADZIEJE. Bo juz nie wierzylem, ze z ta choroba mozna wygrac. A Tobie sie udalo, wiec jest nadzieja. DZIEKUJE CI BARDZO! Boje sie tego, ale mysle, ze poloze sie do szpitala, bo juz nie moge wytrzymac. Jak sie denerwuje, to mnie wszystko boli, szczegolnie miesnie. Do zony juz nie mowie za wiele, bo ja zalamuje, a tego nie chce i dusze wszystko w sobie. Jak masz jakies rady, to prosze o nie.
Dalas mi duzo nadziei.
Pozdrawiam Cie serdecznie.

By ela on marca 31, 2008 | Reply
Mike! Nie bylo mnie w domu, dlatego nie odpisalam Ci od razu. Wrocilam dopiero teraz , a jest po polnocy i jestem bardzo zmeczona dluga jazda samochodem, dlatego napisze do Ciebie jutro. Jezeli chodzi o niemoznosc plakania, to mialam dokladnie to samo. Opowiem Ci o tym. Dobranoc.

By ela on marca 31, 2008 | Reply
Droga Karolu! Przezywasz rzeczywiscie trudne chwile. Ale bardzo wiele osob znajdowalo sie, badz znajduje sie, w podobnym polozeniu. Ja takze w mlodosci bylam zakochana, ale nieco inaczej jak Ty - platonicznie i w innej sytuacji, ale czulam prawie to samo co ty. Nawet przestalam jesc. Jednak nie byla to depresja. Oboje wiedzielismy, ze nie mozemy byc razem i uznalismy, ze sie wiecej nie zobaczymy. On byl we mnie zakochany, a ja mu nigdy nie powiedzialam o swojej milosci do niego. Dopiero po rozstaniu zaczelam cierpiec. Usychalam z tesknoty. Byla ona tak wielka, ze zabierala mi caly swiat. Nie moglam myslec o niczym innym… Plakalam w ukryciu. Nie wiem jak z tego wyjdziesz, ale mi pomoglo przypadkowe z nim spotkanie na ulicy. Woczas kupilismy sobie nawzajem bardzo drobne upominki, ktore mialy nam przypominac nas wzajemnie i rozstalismy sie znowu, juz na zawsze. Jednak od tej chwili ogarnela mnie fala uspokojenia, a nawet radosci. Nie zobaczylismy sie juz nigdy wiecej. Nie rozmawialismy i nie pisalismy do siebie. Zadnego kontaktu. Zycie wrocilo na swoje mlodziecze tory. Poznalam wielu innych chlopakow i w zadnej sytuaci nie trzymalam sie juz tak kurczowo mysli o milosci nierealnej. Teraz ja bylam gora. Ja dyktowalam warunki jak i kiedy moja milosc ma sie rozwijac. Dopiero pozniej poznalam meza, gdy popczulam, ze to jest TEN. Nie wiem czy Ci choc troche pomoglo to moje pisanie, czy wrecz zaszkodzilo, ale chcialam Ci pokazac, ze choc obecnie Twoj swiat sie zawalil, to nie oznacza, ze tak musi byc zawsze. Moj swiat sie konczyl wiele razy i to o stokroc glebiej sie zapadal, kiedy bylam chora na deprese. Jednak kazde indywidualne cierpienie jest dla czlowieka najwieksze, dlatego w Twojej rzeczywistosci TY cierpisz najbardziej. ZYCIE NIE BYLOBY NIC WARTE GDYBYSMY NIE CIERPIELI. Czy docenilibysmy smak radosci, gdyby nie smutek. Tak wiec my zyjemy prawdziwie.

By darksky on marca 31, 2008 | Reply
Do Babcia Ela… hmmm… nie chodzilo mi Twoj spor z Adamem, zgadzam sie z nim tylko w jednej kwestji…
Ja znalazlem wyjscie z depresji, poprzez zrozumienie samego siebie. Wiem jedno, to ze piszecie tutaj o Waszych odczuciach NICZEGO NIE ZMIENI… bedziecie sie pocieszac nawzajem bez konca i to TYLKO ULGA… UCIECZKA NA CHWILE PRZED STRACHEM… a gdzie jest rozwiazanie problemu?… Nie mowie tutaj “wstancie i zyjcie”, bo wiem co to paraliz… naprawde…
Stracilem biska osobe…
Ja bylem z tym sam, nie mialem nikogo… nawet nie mialem wiary (jestem ateista) lzy przez kilka lat zalewaly pokoj… i wszyscy, ktorzy probowali do niego wejsc… toneli… bali sie… nie rozumieli… jak mozna az tak…
Nie chce Was zmieniac na sile, nie o to mi chodzi… zrozumiecie za kilka lat, ze to pisanie nic nie wnioslo do waszego zycia… BEDZIE TAK SAMO… wierzcie mi…
Babcia Ela, dlaczego reagujesz agresja na moje slowa?… naprawde wierzysz, ze istnieja zli ludzie? to Ci powiem NIE MA ZLYCH LUDZI NA SWIECIE… wszelkie zlo pochodzi od strachu, czyz nie? zastanow sie, nie…

Naprawde milosc jest na wyciagniecie reki… i to zaden trud… ja dostrzeglem ja w sobie… w ludziach… w nas wszystkich jest strach, dlatego sprobujmy go zrozumiec, nie walczyc, tylko zrozumiec, jezeli “uciekamy”, on nabiera sily… robi tylko wielkie oczy… JESTEM Z WAMI… KOCHAM WAS WSZYSTKICH ZA ODWAGE

By darksky on marca 31, 2008 | Reply
(podczas przesylania tekstu powstaly bledy, nie z mojej winy takie jak niedokonczone zdania, tam gdzie jest przerwa bylo jeszcze jedno zdanie… ale mysle, ze to co jest wystarczy;) pozdrawiam);)

By ela on marca 31, 2008 | Reply
Nie chcialam tu straszyc Was swoim przypadkiem, gdzie choroba przybrala bardzo ciazkie stadium. W wielu wypadkach depresja nie jest zbyt gleboka i po jakims czasie sama znika bez przyjmowania lekarstw, zwlaszcza ta reaktywna.
Nie zamierzam tez nikomu mowic co powinni robic, co czuc,i ze maja wziac sie w garsc. To jest najgorsza rzecz co moglabym uczynic. Mimo, ze wyzdrowialam, nie mam monopolu na wiedze i moge tyko opowiedziec moja droge. Jezeli tylko zaczne sie przemadrzac i prawic Wam moraly dajcie mi kategorycznie znac o tym iwyproscie mnie z tej strony .
Ale nie powiem Wam, ze wasze starania nic nie dadza i ze to pisanie nic nie wnosi do naszego zycia, wrecz odwrotnie . Najwiecej pomoze nam to, co mozemy zrobic dla siebie sami, a tym jest w pierwszej kolejnosci ZROZUMIENIE SAMEGO SIEBIE, jak pisze wyzej DARKSKY. Poznanie przyczyn naszych negatywnych uczuc i samej choroby jest wstepem do dlugiej drogi wyzdrowienia. Jednak nie zgadzam sie z nim w kwestii dojscia do tego celu. Podziwu godne jest, ze darksky sam siebie zrozumial bez niczyjej pomocy i teraz wie wszystko, nawet wie, co to jest milosc. Jedynie Sokrates doszedl do tej wiedzy (choc mowil, ze nic nie wie), a w naszej religii ludzie uznani za Swietych. Pozwole wiec sobie watpic w to, ze darksky osiagnal ten stan, choc zgadzam sie z nim, co do potrzeby zrozumienia i milosci. Do zrozumienia siebie potrzebny jest drugi czlowiek, a tym bardziej do zrozumienia naszego cierpienia. Tym drugim czlowiekiem dla mnie byly ksiazki, w ktorych osoby chore opisywaly swoje doswiadczenia. Dopiero kiedy poznalam ich bol, ktory byl takze moim bolem, potrafilam zrozumiec siebie. Ale ta wiedza nie jest dana nam na zawsze. Musimy ciagle ja aktualizowac, by nie ulec pysze i zarozumialosci i by nie zaczac pouczac innych. Dlatego wbrew twierdzeniu darkskiego, uwazam ze pisanie tutaj o naszych odczuciach i problemach wlasnie daje nam to ZROZUMIENIE samego siebie i absolutnie nie jest ucieczka od strachu.

Darksky !! Ty nas nie probujesz zrozumiec, ale widze, ze szczerze probujesz nam pomoc. Jednak Twoja pomoc jest tylko pouczaniem. Jak juz pisalam, sa rozne rodzaje depresji i rozne jej przyczyny. Ty ze swoja poradziles sobie na swoj sposob doskonale i mam nadzieje, ze na zawsze. Jednak inni potrzebuja znalezienia swojej drogi, ktora doprowadzi ich do wyzdrowienia, a nie jest to takie latwe, jak Ci sie wydaje.

Niestety, ta nasza nowo zdobyta wiedza, samopoznanie i nasze doswiadczenia, a nawet wszechwladna milosc do wszytkich nie zawsze pomoga nam uniknac najgorszych przezyc kolejnego epizodu depresji. Wszystkie te chwalebne rzeczy moga obrocic sie przeciwko nam w czasie choroby. Ona wykorzysta je w walce z nami i im bedziemy madrzejsi, im wiecej serca bedziemy mieli do drugich i bardziej kochali, tym silniej nas uderzy wlasnie tymi przymiotami falszujac ich interpretacje. Nie wiem, czy rozumiecie, co mam na mysli, ale wlasnie to mi sie przydarzylo przy drugim epizodzie choroby, kiedy to wczesniej po wielkiej wygranej z nia bylam przekonana, ze wiecej nigdy nie dam sie tej chorobie, bo juz wiem jak z nia walczyc. Wowczas wlasnie prawie mnie zabila. Ja choruje na depresje afektywna, dziedziczna, a ona atakuje bez powodu, nawet tych (a raczej wlasnie tych) wrazliwych ludzi, ktorzy potrafia kochac innych.

By ela on kwietnia 1, 2008 | Reply
Drogi Mike! Twoje odczucia i cierpienia sa podobne do moich i mysle, ze do wielu z nas. Niemoznosc plakania pojawila sie u mnie, gdy depresja byla juz dosyc gleboka. Wczesniej czesto zalewalam sie lzami i to stanowilo dla mnie pewna ulge, gdyz na chwile likwidowalo skutki stresu. Pozniej bardzo tego potrzebowalam i choc pragnienie placzu bylo bardzo silne, to czynnosc ta nie byla mi dana az do konca choroby.
Jezeli chodzi pojscie do szpitala, to ja sama podjelam te decyzje. Nikt mnie do tego nie namawial i Ty tez musisz sam o tym zdecydowac. Mozliwe, ze wcale tego nie potrzebujesz. Istnieja tzw. szpitale dzienne, gdzie przychodzisz tylko na terapie. Jednak dla mnie odosobnienie bylo potrzebne, gdyz sprawilo, ze nie czulam sie winna ciaglego obciazania rodziny moja osoba. Wiem jak niektorzy zdrowi ludzie patrza na tych, ktorzy znalezli sie szpitalu psychiatrycznym. Ale to oni sa prymitywni i nie warto sie nimi przejmowac. Mimo mojego ciezkiego stanu bardzo pozytywnie odebralam atmosfrre szpitala. Lekarze i reszta zalogi zachowywali sie zyczliwie, a inni pacjenci wrecz z prawdziwa braterska miloscia. Nieprawdziwe wiec sa informacje o nieludzkim traktoweniu w tych placowkach.
Jezeli chodzi o elektrowstrzasy, to w Polsce poddaje sie temu zabiegowi tylko osoby, ktorym lekarstwa, ani inne metody leczenia nie pomagaja, chyba ze wzgledu na to, ze jest on dosyc drogi i kosztowny dla szpitala. Polega on na “potraktowaniu” chorego pradem elektrycznym o malym natezeniu w znieczuleniu pod narkoza. Wiecej dowiesz sie u lekarza. Mozesz takze o tym przeczytac w ksiazkach. Mnie elektrowstrzasy uratowaly zycie, gdyz przerwaly przebieg choroby i znikly calkowicie prawie wszystkie dolegliwosci. Inni chorzy widzac to prosili lekarzy o ten sam zabieg, ale podczas mojego pobytu w szpitalu nikomu innmu go nie wykonano. Po tym zabiegu nalezy jednak brac jeszcze lekarstwa przeciwdepresyjne przez kilka miesiecy.
Nie namawiam Cie jednak na tego typu leczenie, ani nie bede odradzac, gdyz mimo podobienstwa historii naszej choroby nie wiadomo czy cierpisz na ten sam rodzaj depresji. Pozdrawienia.

By darksky on kwietnia 1, 2008 | Reply
Elu, ja takze przeczytalem ksiazki, o ktorych wspomnialas.
Czytalas moze ksiazke, o ktorej pisalem wczesniej, a mianowicie “Przebudzenie” Anthony de Mello? Polecam ja wszystkim, szczegolnie Mikowi, ktorego troche rozumiem, bo ja takze mialem cale cialo w chorobie (wymioty, bole…) i zadne lekarstwa nie pomagaly. Dlatego tez uwazam (nie jestem niczego pewny), ze depresje mozna pokonac sila umyslu i moze to zabrzmi smiesznie… walka z nia nic nie da, to ja tylko wzmocni…

Mike, dlaczego Twoja sytuacja sie pogarszala? Ja mysle, ze dlatego, iz uswiadomiles sobie, ze to choroba i chcac sie jej pozbyc, w OBAWIE przed utrata bliskich, pracy i szacunku, pograzales sie w niej bardziej… to tylko nasza swiadomosc nas popycha glebiej w otchlan choroby… Mike, to jest takze moja historia!!

Jezeli jest ktos, kto zrozumie choc troche o czym mowie, przeslanie dla wielu wyjatkowo absurdalne “IM BARDZIEJ BEDZIESZ WALCZYL Z CHOROBA,TYM GLEBIEJ ONA CIE POCHLONIE” - slowa Anthony’ego - to jest szansa, ze wyjdzie z tego i co najwazniejsze w tym - CHOROBA NIE POWROCI.
Mimo iz nadal zdaza mi sie “odcinac” i zalamywac sie, bo jestem wrazliwy na wszystko, to ilekroc przypomne sobie, ze ta choroba pochodzi tylko z mojej glowy (przez emocje, przez przejmowanie sie zla krytyka, przez swiat, ktorego nie rozumiemy, podsumujmy - PRZEZ STRACH!!!) to uspokajam sie znow (lecz dopiero po jakims czasie) co wyklucza nawrot choroby.
Dlatego widze w ludziach milosc, WE WSZYSTKICH i wiem, ze jezeli ktos jest agresywny, np. w stosunku do mnie, to znaczy ze sie TYLKO OBAWIA.

By mbutterfly on kwietnia 1, 2008 | Reply
mnie jakos ta ksiazka Anthony de Mello jeszcze bardziej dobila…
nie sadze by akurat ta pozycja byla pomocna w depresji.

By ela on kwietnia 1, 2008 | Reply
Darksky! Mam wrazenie, ze wcale nie przeczytales moich wypowiedzi. Czy tak trudno je zrozumiec? Wydaje sie, ze Ty nie masz pojecia, czym rzeczywiscie jest choroba zwana depresja. Ty uwazasz, ze to po prostu stan obnizonego nastroju. Takie stany miewaja zdrowi ludzie, kiedy im sie cos nie udaje, czy zostaja skrzywdzeni. Sporo laikow, nawet w mediach myli ten stan z choroba. Zapoznaj sie z fachowa literatura naukowa. Ja choruje na depresje biologiczna zwana: zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Moja choroba wcale nie pochodzi od przejmowania sie czyms, krytyki czy skrzywdzenia. Wrecz odwrotnie. Kiedy zachorowalam bylam zadowolona ze swego zycia we wszystkich wymiarach. Kochalam ludzi i mialam wrazenie, ze oni mnie takze. Rowniez kariara zawodowa wygladala bardzo pozytywnie (bylam w trakcie studiow doktoranckich z historii). Nie bylo tu mowy o strachu, o ktorym Ty tak namietnie piszesz. Przez cale zycie to uczucie raczej bylo mi obce. Poczatek mojej choroby stanowily dolegliwosci biologiczne i dopiero pozniej nastapily objawy psychiczne. I w przypadku choroby afektywnej nie ma zadnej mozliwosci wyleczenia poprzez sugestie, czy persfazje. Takie pouczanie i slowa jakich Ty uzywasz moga pogorszyc stan chorego. Wiem, ze robisz to nieswiadomie i jestes przekonany co do swoich racji, gdyz sam poradziles sobie ze swoimi problemami. Twoja metoda jest sluszna tylko przy niektorych rodzajach depresji. W wiekszosci przynosi wrecz odwrotny skutek. Zrozumienie innych nie polega na wmawianiu im swego punktu widzenia. Ty zrozumiales siebie, poznajac majacego podobne do Twoich problemy autora ksiazki. My poznajemy siebie poprzez poznanie odczuc innych, podobnych nam ludzi. Dlatego nie twierdze, ze nie masz racji w przypadku Twoich problemow. Ja tez przy pierwszym epizodzie choroby myslalam, ze mam zwykla depresje i probowalam postepowac tak jak Ty, jednak poglebialo to tylko moj stan. Jezeli Mike choruje na ten sam rodzaj depresji co Ty, to byc moze Twoja metoda i jemu pomoze.

By admin on kwietnia 1, 2008 | Reply
Pragne sie wlaczyc do tej bardzo interesujacej i pouczajacej dyskusji miedzy Ela a Darksky.

Masz Elu bogata wiedze na temat depresji i wiele sie dowiedzialam o tej chorobie. Tym bardziej jest to dla mnie ciekawe i wazne, ze moj syn ma te odmiane depresji, na ktora Ty cierpisz. Jednak w tym wypadku teoria genetyczna jakby sie nie potwierdza, bo moja depresja jest reaktywna, a jego afektywna.

Oczywiscie nauka jest wielka potega i pozwala nam poznawac swiat i nasze w nim miejsce, ale okazuje sie, ze racjonalne widzenie swiata nie jest pelnym jego ogladem. Istnieje jeszcze ogronmy obszar mistyczny, ktorego nauka nie ogarnia - dla ludzi wierzacych bardzo wazna i choc ogarnieta tajemnica, to jednak porzadkujaca nas i okreslajaca nasza kondycje.

Tez od lat czytam wiele na temat depresji, probuje zrozumiec te chorobe i kilka lat temu umiejscowilam deprsje, jako chorobe duszy. A nauka na temat duszy ma niestety niewiele do powiedzenia - moze stad tak wielkie klopoty z odnalezieniem sposobu leczenia tej choroby.

Kolejnym moim spostrzezeniem jest taka prawidlowosc, ze depresja jest reakcja - mowiac najkrocej - na deficyt milosci. Milosc jest naturalnie pojeciem bardzo szerokim i dotyczy tez milosci samego siebie, akceptacji, poczucia bezpieczenstwa.

By darksky on kwietnia 1, 2008 | Reply
hahaha mnie tez dobila!!!… ale przeczytalem ja jeszcze raz… i nastepny… najwazniejsze by dobrze zrozumiec slowa Anthony’ego… ta ksiazka “boli”, bo jest tam przedstawiona prawda o kazdym z nas… w mojej depresji balem sie nawet wyjsc do toalety, zaplacic rachunki… ale za wszelka cene chcialem dojsc, co sie ze mna dzieje, balem sie slow z tej ksiazki, nie mowie jednak tutaj, ze to ona mnie uratowala, ona pokazala droge, a ja sam ja musialem przebyc… SWIADOMOSC, SWIADOMOSC,SWIADOMOSC to jedyna droga do zwyciestwa…

By Mike on kwietnia 1, 2008 | Reply
Droga Elu i Darksky, dziekuje Wam za odpowiedzi.
Elu Tobie dziekuje za objasnienie o elektrowstrzasach. Juz robie swoj reserch na internecie na stronach po polsku i angielsku. Bede to konsultowal z moim lekarzem, ale jestem w trakcie szukania lepszego lekarza. Mysle, ze obecnego musze zmienic. Albo choc przez pewien okres sprobowac kogos innego.

Darksky nie wiem czy czytales moje wczesniejsze lisciki “posty”, a wiec opowiem Ci troche o sobie. Kiedys bylem bardzo energiczny i bardzo duzo osiagnalem jak na swoj wiek. PRZEPRASZAM, nie chce sie chwalic - to nie jest moim celem, tylko probuje, abys mnie zrozumial. Oprocz osiagniec w zyciu prywatnym mialem (nie wiem czy jeszcze mam) “BARDZO SILNY CHARAKTER”, przyklady: rzucilem palenie 9 czy 10 lat temu, plany, ktore sobie stawialem w kazdym roku
osiagalem, a nie raz i wiecej. Fakt, ze czasami pracowalem nawet i po 14-15 godzin dziennie, ale przy swoim biznesie czesto to nie uniknione. A to wymaga bardzo silnego samozaparcia i wiele wysilku.To wszystko minelo, gdy przyszla depresja, a ja nie wiedzialem, ze ja mam. Pracowalem z depresja przez wiele lat. Przez ostatnie trzy lata moja firma zaczela przynosic olbrzymie straty, ale ja chory czlowiek myslalem, ze da sie to wszystko uratowac, ze los sie odwroci a straty szybko odrobie. Po paru dobrych kontraktach. Niestety mylilem sie. Szukalem winy gdzies indziej, nie wiedzialem, ze to jest moja wina, cos co kiedys robilem z zamknietymi oczami i przychodzilo latwo - teraz robilem z WIELKIM TRUDEM lub wrecz bylo niewykonalne.
Moglbym podac przyklady, ale to za dlugo potrwa.
Jak poszedlem do psychologa, to jeszcze pracowalem, ale pozniej sie to bardzo szybko zmienilo. Nie wiem, moze to byl skutek lekarstw.
Przez ponad dwa lata lezalem jak trup, nic nie dalem rady zrobic. To bylo 4 lata temu!!!. Teraz jest troszeczke lepiej, ale dalej nie pracuje. Podjecie najmniejszej decyzji sprawia mi ogromna trudnosc, a co dopiero prowadzic firme - “nieosiagalne”. Kiedys mialem taki dar przekonywania, ze klient po rozmowie ze mna podpisywal kontrakt, mimo ze nieraz bylem drozszy od konkurencji. Nieliczni moi klienci zostali moimi znajomymi, bylem dusza towarzystwa. A TERAZ JAK MAM DEPRESJE NIE SPOTYKAM SIE Z NIKIM. Chyba ze urodziny moich dzieci. Ale i wtedy nie mam tematu z ludzmi i oni mnie mecza, nie moge sie doczekac, az sobie pojda do domu. Odepchnalem od siebie wszystkich. A co najgorsze, nawet sie tym nie przejmuje.
Przepraszam, wybilem sie z mysli, zadzwonil ktos do mnie na SKYPE i wybil mnie z pisania, dokoncze nastepnym razem.
Pozdrawiam Was

By darksky on kwietnia 1, 2008 | Reply
Jakis czas temu przeczytalem ksiazke pt.”Potega podswiadomosci” - byl tam przyklad, ktory sprawdzilem i doswiadczylem.Teoria jest taka, ze jezeli powiemy sobie przed snem “jutro obudze sie o 8:15? i jesli bedziemy tego bardzo chciec, myslec tylko o tym przed zasnieciem, to tak sie stanie. Jakiez bylo moje zaskoczenie, kiedy sprawdzilem prawdziwosc tej teorii!!! Przed snem myslalem tylko o wybranej godzinie, o ktorej chce sie obudzic… tak sie stalo!!! Nie dowierzalem, wiec sprawdzilem jeszcze 7 czy 8 razy i kazdorazowo zmienialem godzine… budzilem sie tak jak chcialem!!! czasami byla to roznica kilku minut, ale to dziala!!! Jednego nie moge pojac… w jaki sposob moje cialo znalo dokladny czas, skoro spalem!!!?… nie bez przyczyny mowi sie, ze jestesmy czescia jednej calosci, nikt nie jest sam na tym swiecie… to tak jakbysmy byli polaczeni z wszechswiatem i nasze cialo bylo nierozerwalnie zwiazane z czasem terazniejszym. A co chcialem udowodnic Wam tymi slowami? A to, ze jezeli bedziemy powtarzac sobie, ze “bedzie dobrze” to tak sie stanie… mamy wladze w swojej glowie, mozemy zatrzymac rozwoj choroby i mimo iz dlugo jeszcze nie bedzie widac swiatla na koncu drogi, to jednak dotrzemy tam… dlatego wiara, nie wazne w co, czy w tabletki czy w Boga… wiara leczy!!!
Polecam “Potega podswiadomosci” Joseph Murphy

By babcia ela on kwietnia 1, 2008 | Reply
Do Darksky! Wspaniale, ze masz za soba depresje. Ja mam 55 lat i wiem, ze choroba ta meczy mnie od ok.lat 40. Niestety nie moge powiedziec, ze mam ja za soba. Dopada mnie, kiedy chce, tkwi przy mnie ile chce. Praktycznie caly czas jest ze mna. Lecze sie od 6.lat. Systematycznie spotykam sie z psychiatra. Odnieslismy z nim sukces, bo nie mam juz mysli samobojczych, a to jest bardzo wazne. Dlatego takie wymadrzanie Twoje i Adama mnie irytuje. Zastanawiam sie, w ktorym to miejscu mojego postu zauwazyles agresje. Wielokrotnie go czytalam (i nie tylko ja) i w nijaki sposob nie widze tam agresji. Jest tam tylko prosba abys nie pouczal nas jak wyjsc z depresji. Piszesz, ze ja reaguje agresja, a ja mysle, ze to Ty widzisz wszedzie agresje, tam gdzie jej nie ma. Jeszcze tylko chce Ci powiedziec, ze ja nie pisze na forum dlatego, ze szukam pomocy, ale dlatego, ze sa tu ludzie, z ktorymi mozna porozmawiac bez ukrywania swej choroby. Jest takie powiedzenie -”syty glodnego nie zrozumie” i tak jest w tym przypadku - kto nie doswiadczyl uczucia prawdziwej depresji, nie zrozumie chorego na nia. Ciesz sie ze swojego sukcesu i dziel sie nim z innymi, ale nie pouczaj nas. A zlo na swiecie bylo, jest i niestety bedzie. Prawda jest taka, ze zlo mozna zwyciezac miloscia. Mozna - a jaka jest prawda, wszyscy wiedza. Wierze, ze nie chciales nas skrzywdzic swoimi uwagami, ale mysle, ze z tej radosci, iz udalo Ci sie pozegnac z depresja, po prostu sie zagalopowales. Gratuluje sukcesu. Pozdrawiam wszystkich na forum.

By darksky on kwietnia 1, 2008 | Reply
Elu, nie wiem wszystkiego… przyznaje, moge sie mylic, poniewaz pierwszy raz spotykam sie z przypadkiem, gdzie choroba zaatakowala bez wyraznego powodu…

By ela on kwietnia 1, 2008 | Reply
Adminie ! Trudno mi sie z Toba nie zgodzic, ale jest to tylko polowa prawdy. Moim zdaniem wystepuje tu dzialanie w obie strony. W pierwszym wypadku deficyt milosci (stres itp.) powoduje zmiany chemiczne w organizmie, co powoduje objawy depresyjne. W drugim przypadku zmiany (rozregulowanie) chemiczne wywoluja te same objawy, wywierajac wplyw na psychike, ktora falszywie (nieracjonalnie) odbiera rzeczywistosc, stad poczucie winy, ogromny lek itp., ktore tylko pozornie maja zwiazek z prawdziwymi faktami w naszym zyciu, ale tak naprawde wypaczaja je. Ja wiem, ze podczas choroby, mimo ze moj rozsadny i logiczny umysl nadal pracowal sprawnie, to ta logika i rozsadek skierowane zostaly przeciwko mnie i interpretacja obiektywnych faktow wypaczona i sfalszowana obwiniala mnie okrutnie. To tak jak najbardziej wyrafinowani klamcy umnieszczaja falsz w ogrodzie prawdy, i wyglada na to, ze on sam jest prawdziwa prawda. Tak choroba oszukiwala moja psychike. To tak jakby podano nam cos w rodzaju narkotyku, ktory jednak nie powoduje euforii, ale odwrotnie, wpedza w depresje.
Niekiedy choroba afektywna wyglada pozornie jak reaktywna. Jest tak wowczas, gdy zmiany chemiczne spowodowaly powolna zmiane naszej psychiki, a to przyczynilo sie do innego podejscia do nas ludzi, a takze nas do drugich. Wowczas powstaja problemy (rozwody, brak milosci, zdrady itp), ktore w naszym mniemaniu wywolaly depresje. Jednak to nieprawda, gdyz pierwotna przyczyna byly zmiany chemiczne, czyli choroba afektywna. Tak moglo byc w twoim przypadku (ale nie musialo) Troche to zawile, ale sadze, ze to zle rozpoznanie bywa powodem niemoznosci wyleczenia depresji w wielu przypadkach.

By mbutterfly@op.pl on kwietnia 1, 2008 | Reply
Potege podswiadomosci tez czytalam;) i tu sie z Toba zgodze : TO DZIALA! Mysle ze gdy sie jest w ‘dole’ powinno sie otaczac pozytywnymi ksiazkami, muzyka, ludzmi. To pomaga. Ostatnio czytam duzo materialow motywacyjnych.. Natknelam sie przypadkiem na e-booka “Zmien swoje myslenie- zmienisz swoje zycie” Mysle ze duzo w tym prawdy.. Tyle ze nie wiem czy to kwestia depresji czy nawykow myslowych, ze gdy sie jest, jak ja to nazywam w ‘czarnej dziurze’ , ciezko ot tak przestawic sie na inne myslenie. Ja probuje co dzien.. Negatywne mysli atakuja mnie jak jakis wirus i co rusz sie wkradaja.. ale probuje.. i wciaz przegrywam.. Myslisz, ze przeczytanie paru pozytywnych ksiazek, stosowanie sie do ich zasad na dobre wypleni depresje z naszego zycia?
Zgodzic sie musze z Toba, ze wchodzenie na takie strony, udzielanie sie na forum, ‘obgadanie swojej depresji’ w niczym nie pomaga.. Ja ostatnio zamknelam sie bardzo w sobie i przestalam o tym wciaz gadac.. Czulam sie zenujaco z tym, ze mi ‘wciaz zle’, ze ciagle gadam o jednym, ze sie nad soba potrafie tylko uzalac a nie potrafie nic zrobic.. Bo gdy mam dola, to nie potrafie.. Robie sobie plany, rozpisuje sobie krok po kroku co mam jeszcze do zrobienia, a i tak nie potrafie tego zrealizowac.. Bywaja dni, ze leze i nie wiem co z soba zrobic ‘takie przyslowiowe gapienie sie w sufit’ i nie moge ruszyc ani reka ani noga, po prostu ‘czarna dziura’ i za to tez siebie obwinialam, za niezrealizowany plan, za lenistwo, za uzalanie sie nad soba, pozniej zamykalam sie w sobie, uznajac, ze to ja jestem winna, ze wszystko co mi sie przytrafia w zyciu, to moja ‘zasluga’. Wiec Twoje stwierdzenie na temat ksiazki “Przebudzenie”, iz wazna jest swiadomosc, troszke nijak sie do depresji ma. Bo owa ‘SWIADOMOsc” tutaj tylko pogarsza sprawe.. Teoretycznie wszystko wiem, wiem skad, wiem co to jest, wiem jak z tym walczyc.. Tylko w praktyce jakos mi to nie wychodzi…

By admin on kwietnia 2, 2008 | Reply
Darksky! Moj tata nigdy nie uzywal budzika i zawsze budzil sie o takiej godzinie, o jakiej chcial! Gdy go spytalam, jak to mozliwe, odpowiedzial, ze przed zasnieciem umawia sie sam ze soba, o ktorej ma sie obudzic.
Gdy probowalam tak jak on, tez mi sie udawalo. Ale ja jestem spioch i lubie dosypiac po przebudzeniu, wiec budzik bywa w moim wypadku skuteczniejszy.
O sile swiadomosci, podswiadomosci, nadswiadomosci napisano tomy. Ja ostatnio czytam ksiazeczke ojca Anzelma Gruna “Autosugestia”. Juz sredniowieczni mnisi wiedzieli, ze mysl ma ogromna moc. Zle, negatywne mysli prowadza do zlego samopoczucia i do zlych czynow, dobre - odwrotnie. Zatem “praca” z myslami jest bardzo, bardzo wazna.
Ja od dawna stosuje taka metode, ze przed zasnieciem dziekuje Panu Bogu za 40 rzeczy, ktore mnie tego dnia spotkaly. Oj, nie jest to czasami latwe… Jednak to cwiczenie ma bardzo glebokie dzialanie. Z czasem okazuje sie, ze nawet w najgorszym doswiadzceniu odnajdziesz cos pozytywnego. To tak jak z ta szklanka: albo jest w niej JESZCZE polowa plynu, albo TYLKO polowa plynu
Pozdrawiam

By mbutterfly. on kwietnia 2, 2008 | Reply
Kazdy kogos ma. To pocieszajace. Wydaje mi sie, ze latwiej walczyc z depresja, gdy ma sie wsparcie w kims bliskim.
Czasem mysle, ze gdybym miala kogos, to byloby mi o wiele lzej w zyciu. Moze wszystkie te smutki zniknelyby na dobre? Wiem… nie ma az takich cudow, ale napewno z kims jest lzej w zyciu.

Ja mam 32 lata. Nigdy nie mialam meza. Mam za soba 5 letni zwiazek /to najdluzszy jaki mialam/ i mase po nim nieudanych zwiazkow. Mysle, ze glowym powodem tego, ze nie udaje mi sie z mezczyznami, jest to, ze wiecznie wpadam w doly. Dopadaja mnie one znienacka. Miewam takie drastyczne ‘hustawki’. Jest mi albo super dobrze, albo super zle. Nie wiem jak jest ‘posrodku’. Teraz mam megadola, ale nauczylam sie juz z tym zyc. Wiem, ze to w koncy minie. Wszystko mija. Ale samotnosc w niczym nie pomaga. Gdy miewam takie chwile jak teraz, to w mojej glowie rodzi sie masa negatywnych mysli. Nie potrafie nad nimi zapanowac. Mysle ze jestem zalosna, bo jestem sama, wiec zapewne jestem brzydka, nudna, nieciekawa, Mysle sobie wowczas ze jestem tak zla, ze nikt nie chce ze mna byc. Ze musze byc odpychajaca i strasznie nijaka, skoro wszyscy ode mnie uciekaja. Wiem, niby wiem ze to bzdury, ale tak mysle i nie potrafie sie przed tym obronic. Czasem mysle, ze oszaleje. Jest we mnie ogromne przerazenie, strach przed zyciem. Nie wiem skad mi sie to wzielo. Ale ostatnio ten strach jest wrecz paralizujacy. Boje sie wyjsc na miasto, do sklepu, do pracy. Jestem strasznie zamknieta w sobie i przez to jakby ’sztywna’. Boje sie, ze ktos spojrzy na mnie i zobaczy jaka jestem brzydka, ze odezwe sie, a ktos uzna jaka jestem nudna i nijaka, ze ktos zechce poznac mnie blizej i odkryje jaka jestem okropna i zla!
Straszne to jest i nie wiem co z tym robic. Ale wiem, ze to minie! Wiec czekam… pokornie czekam… budze sie rano, raczej zwlekam z lozka, ide do pracy, w pracy staram sie jak najwwiecej siedziedzic przy biurku, jedyny kontakt jaki mam z ludzmi to w pracy. Z trudem przychodza mi najprostsze czynnosci, takie jak zrobienie sobie jedzenia, ubranie sie, posprzatanie.. Mieszkam sama… przez ostatnie kilka miesiecy zylam w ogromnym balaganie, wiec przez to wstydzilam sie kogokolwiek zapraszac do siebie. A na sprzatanie nie mialam sil. Bledne kolo. Odnosze wrazenie, ze w moim zyciu jest mnostwo takich blednych kol.
Czytam Was i to takie pokrzepiajace, ze nie jestem w swoich odczuciach sama. Ale ta swiadomosc nie pomaga, gdy siedzi sie zamknieta w 4 scianach. Czasem boje sie, ze zwariuje! ze ktoregos dnia nie dam rady. Ja sie co dzien zmuszam… dzien w dzien od nowa rozpoczynam walke…
Musze dodac, ze tak nie jest non stop. Zdarzaja sie chwile, rzadko ale bywaja, ze jestem zupelnie inna dziewczyna. To jest jak ODRODZENIE. W koncu dzwigam sie z tego swojego dola, nakarmiona pozytywnym ksiazkami, filmami, praca nad soba, afirmacje, medytacje, bo cos staram sie jednak robic, by sobie pomoc… no wiec wychodzi z tego dola calkiem inna dziewczyna, usmiecham sie wowczas non stop, jestem pelna energii i wiary, ze tym razem mi sie uda… ze moge gory przenosic, ze swoje juz wycierpialam… Najczesciej jednak tym co mnie dzwiga jest nowy facet, czy stan jakiegos zauroczenia… to mi daje jakis cel, walki o sieibie… ale niestety to szybko mija… bo facet okazuje sie nie taki, bo czuje sie znow wykorzystana, bo jestem za dobra, za naiwna… takie to moje zycie jak dziecka we mgle… Boje sie tego, co bedzie dalej… i co gorsza czuje, ze te moje obawy sa uzasadnione:(
Nie mam w nikim oparcia… matka mnie chyba nienawidzi i co dzien ze mna walczy… nie mieszkamy razem, ale niestety pracujemy i tam ona upokarza mnie na kazdym kroku… Praktycznie ze soba normalnie nie rozmawiamy… Mam siostre, z ktora co dzien rozmawiam przez tel., ale ona mieszka daleko.. Tu gdzie mieszkam nie mam juz nikogo… Nie wiem co robic… Jestem przerazona… zyciem:(

By Kwiatuszek on kwietnia 3, 2008 | Reply
Pozostala pustka… tak mam fatalny dzien… Jeju, czemu to zycie tak boli… Strasznym uczuciem jest bac sie miejsca, ktore kochasz, boje sie wlasnego cienia. Nigdy nie rozumialam, jak mozna zyc w strachu i bolu… Boje sie wracac sam do domu, w ktorym jest pustka, boje sie ciemnosci, nocy… Zawsze wierzylam, ze strach mnie nie dotyczy, az nagle stalo sie. Kiedy strach cie opanuje wiesz, ze to bylo w Tobie przez caly czas, czekal na Ciebie pod powierzchnia wszystkiego, co kochalas. Moje serce slabnie, patrze na siebie i pytam kim bylam? kim jestem? a kim kiedys bede? Spacerujac po ulicach zastanawiam sie, czy bede umiala kochac, czy bede umiala sie usmiechac i plakac z radosci… na prawde nie wiem

Zycie to jedna wielka niewiadoma!!
Pozdrawiam

By Binom on kwietnia 4, 2008 | Reply
Witam wszystkich bardzo serdecznie
Jestem tutaj nowa.Te strone znalazlam niedawno i dlugo “zbieralam” sie, aby napisac. Ale wiem, ze musze cos zrobic, zeby sobie pomoc - moze to wlasnie jest pierwszy krok… Zdalam sobie sprawe z tego, ze jestem chora jakies 3 lata. Do mojej choroby przyczynil sie alkohol, ale teraz wiem rowniez, ze nie tylko…
Kiedys stwierdzilam, ze moja wrazliwosc mnie zabija. Czasem chcialabym byc osoba, ktora nie czuje i nie przezywa wszystkiego po stokroc wiecej niz inni. Jestem osoba skryta, malomowna (przynajmniej tak widza mnie inni) jestem nieufna, ale gdy kogos poznam blizej, potrafie sie otworzyc. Przepraszam, ze pisze tak chaotycznie - ale mam taki natlok mysli w glowie…
4 dni temu mialam silny nawrot choroby - tym razem nie przez alkohol. Ot tak, zwalilo sie na mnie - pierwszy raz cos takiego przezylam - zupelnie opuscily mnie sily. Nie mialam sily ruszyc reka, nie mialam sily pracowac na klawiaturze…. a wieczorem juz w domu dopadlo mnie ostatecznie - siedzialam na krzesle w kuchni, a lzy splywaly mi po policzkach i nie mialam sily wstac…
Do dzisiejszego dnia jestem bardzo slaba i przerazona… W poniedzialek ide do lekarza.
Wiem tylko jedno — nie chce, aby moje zycie to byla sinusoida - nie chce, aby patrzyly na to moje dzieci. Chce byc prosta jak pozioma kreska. Czy to w ogole jest mozliwe???
Jeszcze raz przepraszam za chaos w mojej wypowiedzi, oczywiscie nie sposob opisac wszystkiego…
Ale mam nadzieje, ze ktos z Was to moze przeczyta — bedzie wtedy lzej…
Pozdrawiam Wszystkich

By kasia on kwietnia 5, 2008 | Reply
Trudno jest zrozumiec sens tego cierpienia, wytlumaczyc stan kiedy wydaje nam sie, ze juz nic nas nie dzieli od dna, a kazda chwila sprawia coraz wiekszy bol (…) dlatego wszystkim osobom, ktore zdecydowaly sie na ten krok i podzielily sie swoim cierpieniem (…), tym wszystkim, ktorym zycie wypadlo z rak (…) zycze odwagi i sily… aby moc walczyc o kazda chwile. Aby budzac sie rano czuc sens wlasnego istnienia i widziec swiatelko, ktore rozpali ducha i cialo do podjecia trudu, jakim jest nowy dzien. Zycze wiary w to, ze strach ustanie a nieuzasadniony lek kiedys zniknie. Zycze nadziei, ktora przyniesie radosc, ukojenia dla tych ktorzy placza. Niech spokoj zagosci w Waszych i moim sercu. Pozdrawiam!

By ela on kwietnia 6, 2008 | Reply
Mike! Kiedy choroba przygniatala mnie juz bardzo, zabierala wszelka sile do jakiegokolwiek dzialania, a niewypowiedziany lek paralizowal psychike, moje dzieci widzialy na mojej twarzy jedynie wielki smutek. Staralam sie go ukrywac przed nimi. Przerazilam sie jednak, kiedy spostrzeglam , ze i one staly sie smutne, czesto plakaly, mowily, ze nic je nie cieszy. Szczegolnie u starszej corki, ktora miala 8 lat i dotad byla zawsze pogodna i tryskajaca radoscia, widac bylo rezygnacje, pesymizm, nawet nie miala ochoty sie bawic. Wygladalo to tak jakby zarazily sie moja choroba. Nie mialam sily na zabawe i nie wiedzialam jak moge z nimi rozmawiac o chorobie, ktorej przeciez sama nie pojmowalam. Pozostalo tylko czytanie ksiazek dla dzieci, choc i to sprawialo mi trudnosci. Jedna z nich byla “Polyanna”. Nie wiem czy ja znasz, ale pomogla im zrozumiec smutek i dawala nadzieje na pomyslne i szczesliwe zakonczenie, takze dla mnie. W niektorych smutnych momentach opowiadania wszystkie plakalysmy. Ku memu zdziwieniu te chwile spedzone z dziecmi byly jedynymi momentami, kiedy ” odpoczywalam” od choroby. Zarowno napiecie ciala, jak i bol psychiki znikaly, jakby zasypialy. Budzily sie, kiedy zmeczona czytaniem odkladalam ksiazke. Po uplywie pewnego czasu z twarzy dzieci smutek poczal znikac i stawaly sie znow pogodne.
Dzieci bardzo przezywaja nasza chorobe, nasze zachowanie jest dla nich niezrozumiale, traca kontakt z nami i mysla, ze przestajemy je kochac. Boja sie. Dlatego, kiedy bylo juz ze mna bardzo zle i stanowilam zagrozenie dla siebie, sama zdecydowalam o szpitalu, aby uchronic je przed strachem, moja obojetnoscia i oddaleniem, mimo fizycznej obecnosci. Teraz wiem, ze postapilam slusznie. One wierzyly, ze wyzdrowieje, ze wroce, jak Polyanna.

To wszystko jest wazne, zarowno dla nich, jak i dla nas, chocbysmy w chwili choroby nie widzieli w tym zadnego sensu. Kiedy cierpisz a ja nie poptrafie Ci pomoc, moge jedynie powiedziec, ze wiem jak boli. Pozdrawiam. Napisz, gdy znajdziesz sily.

By Tesknota za miloscia on kwietnia 7, 2008 | Reply
U mnie mam problem z tesknota za miloscia . Szczegolnie mocno objawia sie to w weekendy lub jak jest jakas impreza u kolegi . Wtedy dopada mnie taki smutek i przygnebienie az trudno to opisac . Mowie sobie dlaczego wlasnie ja mosze bys bez dziewczyny czemu to nie moglo spotkac takich kolesi co tylko potrafia sie z drugiego wysmiewac . Nalepiej w czasie handy bym skonczyl ze soba . I przenajmiej by sie skonczyla ta udreka zwiazana z znalezieniem sobie wybranki . Kazda mnie olewa .

By Katrina on kwietnia 8, 2008 | Reply
Mam pytanie do ludzi, ktorzy przezyli depresje badz cierpia (coz za poradoks!) na te dolegliwosc. Jakie sa obiawy choroby, czy mozna sobie z nia poradzic bez pomocy psychologa /psychiatry/ ,czy jest szansa, by po wyleczeniu depresja juz nie powrocila?
Do pana Tesknota za miloscia
Wiem, co czujesz, nie ma nic gorszego od braku milosci. Bez niej nie zyjesz tylko wegetujesz. Czlowiek (jak stwierdzil pewien znany biolog) to istota stadna, nie przystosowana do samotnosci. Pozdrawiam - jezeli ktos mialby ochote odpowiedziec na moje pytania lub po prostu porozmawiac - moj email sloneczkokiss@o2.pl

By karolina on kwietnia 9, 2008 | Reply
Kochani, ja mam od kilku dni nawrot depresji, na ktora cierpie od 4 lat. Taki nawrot, a wlasciwie swiadomosc powracajacej “ciemnej doliny” - strach, oschlosc w modlitwie, ktora tak bardzo przez ostatnie 1,5 roku ratowala mnie przed smutkiem, no i fizyczne potwierdzenie powrotu “potwora”, czyli wymioty, zawezenie pola widzenia, szum w uszach - to z jednej strony ogromny bol, ze dobry czas minal i znow bede cierpiec, ze bajka sie skonczyla, a z drugiej stan ogromnej mobilizacji. Zeby sie mimo wszystko nie poddac. Zeby walczyc. Takie doswiadczenie nawrotu potrafi takze otworzyc cierpiace serce na mini-cuda. Dla mnie takim mini-cudem jest wejscie na te strone. Mam 33 lata, jestem zupelnie sama na swiecie i, jadac dzis do pracy ze swiadomoscia nawrotu choroby, balam sie tylko jednego. Ze sama sobie nie poradze i co mam zrobic, komu sie chociaz odrobine zwierzyc. Znacie przeciez to uczucie bycia absolutnie ostatnim i niegodnym niczyjej uwagi… Ale moi chlopcy z pracy oglosili dzis w pracy wagary, dzieki czemu mialam czas, zeby posiedziec w Internecie, znalazlam te strone, przeczytalam wszystko i, wiecie co? Wracajac dzis do domu moze nie bede sie tak bardzo bac? Zapisalam sie do lekarza i modle sie, zeby to nie byl znowu kolejny szarlatan, u ktorego wizyty polegaja na przedluzaniu recept. Bardzo Was Wszystkich pozdrawiam i dziekuje za swiadectwa. Wszyscy jak jeden maz jestescie piekni i dzielni.

By admin on kwietnia 9, 2008 | Reply
Karolino!
Dziekuje Ci za ten list! Edytuje te strone prawie rok i takie listy jak Twoj daja mi motywacje, zeby ja dalej robic.
Czytam przez ostatnie dni ksiazke “Noc jest mi swiatlem” Wilfrida Stinissena OCD. Juz o tym pisalam, ale powtarzam, bo wydaje mi sie, ze to jest lektura wlasnie dla Ciebie. Z tej ksiazki dowiesz sie, skad biora sie te “ciemne doliny”, jak je traktowac i czemu sluza. Trzymaj sie cieplutko, nie poddawaj sie - juz mamy wiosne i coraz wiecej slonca, wiec jest szansa, ze ten nawrot sie odwroci. Pisz do nas

By Kwiatuszek on kwietnia 10, 2008 | Reply
Noc jest swiatlem…. czy moge zapytac kogo jest ta ksiazka… i co mozna z niej wyciagnac? Bo chyba niedlugo zwariuje……

Pozdrawiam…

By Kinga on kwietnia 10, 2008 | Reply
ja borykam sie z depresja od dziecinstwa, ale dopiero ostatnio, pare miesiecy temu, podjelam walke ze smutkiem i nostalgia. Cale zycie myslalam, ze zwiazek pomoze mi odnalezc siebe i ze mezczyzna ukoi moj bol i uczyni mnie szczesliwa. Dzis wiem, ze moje nieodpowiednie zwiazki byly tylko lekcja, zebym sobie uswiadomila, ze nikt nie moze sprawic, abym byla szczesliwa… tylko ja sama. Odnalazlam wiare w Boga, staram sie radowac kazda chwila i nie myslec wiele o smutku… Jest lepiej, ale mam jeszcze chwile zwatpienia… Kazdy dzien to bezgraniczna walka z depresja… Znalazalam dzis te stronke, Wasze wypowiedzi sa bardzo pomocne, wczesniej myslalm, ze ze mna jest cos nie tak, a tak naprawde to wielu z nas ma podobne problemy… Nie czuje sie teraz tak samotna

By Kim on kwietnia 10, 2008 | Reply
Kochani!
Ja mam 31 lat i od roku tkwie w depresji. Tak przynajmniej sadzilam, a po przeczytaniu Waszych listow jestem pewna, ze to depresja. Gdyby ktos mi powiedzial 2 lata temu, ze mnie dopadnie, to smialabym sie do lez.Teraz siedze i lzy mi plyna po twarzy, bo czuje dokladnie to co Wy. Bynajmniej ta swiadomosc mnie nie pociesza. Rodzice nie wiedza. Nie chce im nic mowic, bo powiedza, ze w glowie mi sie przewrocilo. Nie mam meza ani dzieci. Kocham mezczyzne, ktory ma swoja rodzine. Nigdy tak nikogo nie kochalam, ale jestem w tej milosci tak samo samotna jak w swoim codziennym zyciu. Poszlam dzis na spacer - pierwszy prawdziwy wiosenny wieczor. Szlam i kolejny raz poczulam, ze nic, ale to nic mnie nie cieszy, ze nie ma nawet ukojenia. Jest smutek, samotnosc i ucieczka od zycia

By mbutterfly on kwietnia 10, 2008 | Reply
Dziekuje Ci Saro19. Wszystko co napisalas w swoim poscie w odpowiedzi na moj - sie zgadza. Wlasnie teraz w depresji to wszystko odkrylam. Tak jakby nagle otworzyly mi sie oczy. Bylam naiwna i latwowierna, tak bardzo pragnelam milosci, ze przymykalam oczy na wiele spraw, na ktore nie powinnam byc obojetna. Dawalam cala siebie, bo uwazalam, ze to normalne gdy sie kocha. Tymczasem ciagle myle milosc z pozadaniem, zauroczeniem.. Tak bardzo jej pragne.. moze az za bardzo…

Dziekuje Ci Saro za Twoje rady. Wcale sie nie wymadrzalas! Bardzo ladnie to ujelas.
Dziekuje admin, bede sobie te slowa powtarzac codziennie przed lustrem

Dziekuje rowniez Mike za slowa wsparcia. Wszystkie Wasze slowa sa dla mnie bardzo wazne i daja mi nadzieje, ze nie jest tak czarno jak teraz to widze i ze to minie…

Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie!

By mbutterfly on kwietnia 10, 2008 | Reply
Do Karoliny!
Nie jestes sama! Jestes moja imienniczka i jestesmy w podobnym wieku. Czuje sie wrecz prawie dokladnie tak jak Ty. Tez czuje sie taka sama na tym swiecie i czasem boje sie, ze sobie nie poradze, ze dluzej juz nie dam rady!
A to, ze trafilam na te strone traktuje rowniez jako cud. Ja doswiadczam takich cudow wlasnie bedac w takiej ciemnej dolinie, za kazdym razem zdarza sie cos, co mnie z tej doliny wyciagnie..
Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie!!!

By karolina on kwietnia 11, 2008 | Reply
Do mbutterfly: Dzieki, tez tak poczulam, ze jestesmy podobne. I jeszcze do wszystkich. Moj znajomy Marek z Radia Jozef (absolutnie nic wspolnego z dewocja!!!) rozpoczal wczoraj kampanie modlitewna za tych, ktorzy cierpia na depresje. A dzis dorzucil jeszcze cala swoja poranna audycje. Modlilo sie dzis za nas o 6:00 jakies 2000 osob. Nawet jezeli my nie umiemy sie modlic i opadaja nam rece, to mysle, ze 2000 osob moze Pan Bog wyslucha!!!
Pozdrawiam, Karolina

By admin on kwietnia 11, 2008 | Reply
Karolino!
Radia Jozef slucham od lat i naprawde polecam kazdemu, bo jest w nim tyle milosci, zyczliwosci i troski o ludzi, ze chce sie zyc, majac swiadomosc, ze funkcjonuje w Poslce taka wspolnota. Niestety moga je odbierac mieszkancy wojewodztwa mazowieckiego, ale przez internet jest dostepne wszedzie. Naprawde goraco, goraco polecam!
A Marek Jaromski tez w jakims sensie jest moim znajomym, bo kilka miesiecy temu zaprosil mnie do swojej porannej audycji z mandolinka (gram od trzech lat).
Nawet nie wiedzialam o tej akcji, bo radia slucham wieczorami i w nocy.
Mysle, ze my - spotykajacy sie na tej stronie - tez mozemy, a nawet powinnismy wlaczyc sie w te kampanie modlitewna.
Z moich osobistych doswiadczen wynika, ze modlitwa daje o wiele wspanialsze efekty niz leki antydepresyjne, choc tych tez nie wolno unikac.
Dziekuje Ci Krolino za te wspaniala wiadomosc i pozdrawiam

By Czarodziej on kwietnia 12, 2008 | Reply
Z cala pewnoscia “nie ma lez, ktorych wyplakac by sie nie dalo”. Etapy w zyciu rozne nazwy przybieraja : “koszmar”, “ucieczka”, “zwatpienie”, szczescie”, “radosc”, “milosc”.To tak jak by sie wspinac po drabinie, w ktorej nie wiedziec czemu czasami szczebli brakuje. Spadasz - chwyc sie, czasami to trwa wiecznosc (tak sie wydaje) - autopsja  i chwycic sie tych “szczebli” wyzej rekoma (nikt Cie o oszustwo nie oskarzy - walczysz o swoje zycie ;)). Jeden rok na lekach, dwa terapii - ma trwac piec lat… Wszystko po to aby …….POZDRAWIAM

By Orter on kwietnia 12, 2008 | Reply
Czesc! Mam 45 lat i od 45 lat jestem w depresji. Ja to sie juz z ta deprecha urodzilem. Jest mi nierozerwalna towarzyszka zycia. Probowalem wszystkiego. Skonczylem studia pedagogiczne, pracowalem z mlodzieza, zrobilem podyplomowke, kocham zwierzeta a nawet mam psiaka labradora, mam i uprawiam dzialke ogrodowa etc. etc. i co?… i nic, deprecha jak byla tak jest. Psychiatrzy, psycholodzy, psychoterapeuci a nawet cos w rodzaju “zaklinaczy wezy” - tez byli. Myslalem, ze w wierze odnajde spokoj - w pelni tego slowa znaczeniu. Jakiez bylo moje zdziwienie, ze ksiadz, u ktorego bywalem, mial kochanke (mezatke). Jeszcze bardziej zdziwil mnie fakt, ze po tym skandalu, w czasie swojego kazania oskarzal meza swojej kochanki. Gwozdzia do trumny dobili mi ks. Jankowski ten z kosciola Sw. Brygidy i ojciec dyrektor RM. Pozwolicie wiec, ze poszukiwania prowadzil bede wsrod “zaklinaczy wezy” - ci przynajmniej sa bardziej wiarygodni w swoim zaklamaniu. Pozdrawiam wszystkich i zycze powodzenia.

By ela on kwietnia 12, 2008 | Reply
Do Kim i Tych u ktorych depresja ma charakter reaktywny. W zmaganiach z depresja warto “atakowac” ja na wszystkich frontach. Oprocz sfery psychicznej nie zapominajmy o dbaniu o nasze cialo, czyli o dostarczaniu mu odpowiedniego pokarmu. Czesto gdy jestesmy smutne, przygnebione (np. nieszczesliwa milosc) nie mamy ochoty na jedzenie lub nie mamy sily spozywac pokarmow. I byc moze depresja “reaktywna” jest reakcja organizmu na niedobory pewnych substancji. I w ten sposob nasz stan coraz bardziej sie pogarsza. Z czasopism medycznych dowiedzialam sie, ze stany depresyjne moze powodowac niedobor witamin. Szczegolnie z grupy B np. B6 i B9 ( kwas foliowy), ktore sa niezbedne do produkcji serotoniny. Wazny tez jest magnez. Dowiedzialam sie, ze w niektorych klinikach w USA leczy sie depresje naturalnymi sposobami za pomoca kwasow tluszczowych Omega3 i inych witamin. Sadze, ze nie zaszkodzi nam (oprocz lekarstw, modlitw, czy medytacji) zaopatrzenie naszego organizmu w te skladniki, chociaz efekty nie przyjda od razu, trzeba na nie troche poczekac.

Kim. Twoja milosc jest prawdziwa i taka milosc bolesna, nie przynoszaca radosci, tylko smutek, ” zakazana” przezywalo i przezywa wiele ludzi. Taka milosc istniala miedzy Romeo a Julia, choc byli oni w innej sutuacji anizeli Ty. Im wiecej przeszkod w realizacji tej milosci, tym ona staje sie wieksza. W koncu zawladnie ona calym umyslem i nie potrafi sie myslec o niczym innym. Nie odczuwa sie wowczas nic innego procz smutku i przygnebienia. W psychologii nazywa sie to “syndrom Romea i Julii”. Mozna jednak sobie z tym wielkim niszczacym uczuciem poradzic, choc to bardzo, bardzo, trudne. Trzeba to uczucie poznac, spojrzec na niego racjonalnym umyslem, przeanalizowac wszystkie “za i przeciw”. Warto przeczytac ksiazke “Psychologia milosci”. Poszukaj w bibliotekach, czy ksiegarniach.
Jezeli Twoja milosc nie moze byc spelniona, nalezy sie z tym pogodzic, co nie znaczy zapomniec. Pasuje tu wiersz Adama Mickiewicza “Do M” (…Precz z mej pamieci, nie, tego rozkazu moja i twoja pamiec nie poslucha”…). Wielu wybitnych pisarzy i poetow bylo podobnie zakochanych jak Ty. To wielki dar moc cos takiego przezyc (chociaz bardzo boli). Jestes o wiele bogatsza od innych, ktorzy takiego uczucia nigdy nie poznali. Nie bede wiec namawiac Cie abys o tej milosci zapomniala. Nie wyrzucaj pamiatek, ktore ja przypominaja. Zagladaj do nich nawet kiedy Ci smutno. Byc moze z czasem, kiedy bol minie, spojrzysz na nie z zadowoleniem, ze bylo Ci dane przezyc tak wielkie uczucie. Pomyslisz wtedy o tych biednych ludziach, ktorzy zyja razem, ale pozbawieni sa milosci. “Kto nie doznal goryczy ni razu, Ten nie dozna slodyczy w niebie.” ( A. Mickiewicz.)
Byc moze znajdziesz nowa, ale juz inna milosc, moze nie tak silna, ale nie niszczaca, tylko dajaca radosc. “Kto milosci (niespelnionej) nie zna, ten zyje szczesliwy, noc ma spokojna, i dzien nieteskliwy.”
Posluzylam sie tutaj slowami poety, poniewaz sama czuje sie zbyt “uboga”, aby moc Tobie doradzac. Pozdrowienia.

By sara on kwietnia 12, 2008 | Reply
czasami mam wrazenie, ze wszystko co mnie w zyciu spotyka jest kara, tylko nie wiem za co, dlaczego to wszystko tak bardzo boli… samotnosc jest okropna a ja jestem sama, rozstalam sie niedawno a raczej zostalaam porzucona przez kogos, kogo bardzo kochalam - bez slowa wyjasnien - ten ktos sobie wyjechal, zostawil mnie. ok, to pewien rodzaj doswiadczen… tylko, ze zdarzylo mi sie to po raz trzeci w zyciu, chociaz jestem jeszcze mloda (mam 25 lat) czasami mam wrazenie, ze mam napis na czole - jesli chcesz kogos zranic, to ja jestem wlasciwa osoba… tylko chyba jeszcze wiara trzyma mnie przy zyciu.. .ale nie wiem jak dlugo ….

By Sara19 on kwietnia 12, 2008 | Reply
Najwazniejsze abysmy nie zapominaly kochac siebie. Kiedy jestesmy zakochane, nic innego sie nie liczy, tylko ukochana osoba. Latwo wtedy zostawic swoje potrzeby gdzies daleko, a wszystko podporzadkowac potrzebom ukochanego mezczyzny. Nie zauwazymy nawet gdzie i kiedy popelnilysmy blad, ze juz nie jestesmy kochane, ze nas porzucono. Kiedy przestaniemy myslec o sobie, wymagac spelniania naszych oczekiwan, staniemy sie niepotrzebne, poniewaz nie trzeba juz o nas zabiegac, nie trzeba troszczyc sie o nasze wzgledy.
Saro, prawdopodobnie nawet sama nie zdajesz sobie sprawy, kiedy ulegasz, calkowicie sie podporzadkowujac drugiej osobie. Najpierw warto sie zastanowic nad swoimi potrzebami i pilnowac, aby byly zaspokajane. Nalezy jednak robic to w sposob znany tylko nam kobietom, aby oni nie zauwazyli, ze to my im cos nakazujemy, tylko ze oni sami odgadli nasze pragnienia. Mezczyznom sprawia wielka przyjemnosc zaspokajanie naszych pragnien, choc nawet nie zdaja sobie z tego sprawy. “Zapewne jestem zakochany, skoro tak wiele dla niej robie, zrobilbym dla niej wszystko”. My kobiety musimy zatem sprawic, aby ciagle mieli cos do zrobienia dla nas, zaskakiwac ich swoja osoba, odkrywac coraz to inne oblicze kobiety.
Ela pisala o ksiazce ” Psychologia milosci” warto ja przeczytac.

By Czarodziej on kwietnia 12, 2008 | Reply
Hahaha - odrobina smiechu nie zaszkodzi. Przeczytalem wypowiedzi Ortera i Sary. Ela wybacz, ale tak “dlugi” (oczywiscie wzgledne pojecie) tekst odstrasza mnie, a to, ze jest adresowany do konkretnej osoby, to swoja droga. Przyznaje sie - nie czytalem ;).
Orter widac to, ze humor Ciebie sie “trzyma”. Powodzenia w kontaktach z “zaklinaczami wezy”, moze w koncu jakas “zaklinaczka” poskromi Twoj wielki “potencjal” ;).
Sara nie znasz odpowiedzi na pytanie dla czego tak sie dzieje?
Jeden rok na lekach, dwa terapii - ma trwac piec lat. Wszystko po to aby…….Pozdrawiam

By babcia ela on kwietnia 12, 2008 | Reply
No to “czarodzieju” - posmialismy sie a teraz przejdz na inne forum. Tam tez chca sie posmiac. Pa.

“Bog nie obiecywal dni bez bolu,
Radosci bez cierpienia;
Slonca bez deszczu.
Obiecal sily na kazdy dzien,
Pocieche wsrod lez i Swiatlo na drodze”.

By mbutterfly on kwietnia 12, 2008 | Reply
Do Sara

Mnie cos trzyma ciagle przy zyciu, ale nie wiem co to jest;) Mysle, ze mamy podobny problem. Mam za soba duzo (pojecie podobno wzgledne) zwiazkow. Wszystkie nieudane. Kazdy kolejny coraz bardziej bolal i utwierdzal mnie w przekonaniu ‘nie jestem warta milosci’. Ja juz wiem dlaczego moje zwiazki z mezczyznami nie udawaly sie. Po prostu ja sama najpierw musze siebie pokochac. Tak naprawde tkwi we mnie glebokie przekonanie, ze nie jestem dosc dobra, fajna, ze nie warto mnie kochac. Poza tym, gdy bylam juz w zwiazku, bylam ‘za dobra’. To tez wynikalo z mojego niskiego poczucia wlasnej wartosci i z przekonania, ze mi sie nic nie nalezy, ze zawsze musze ustepowac innym.
Ostatnio tez rozstalam sie z kims. Podobny schemat, jak wiecznie mi sie w zyciu przydarza. Przeanalizowalam caly ten zwiazek, on od poczatku nie mial szans. To tak jakbym sama sie podlozyla. ‘patrz tutaj jestem, mna sie mozesz pobawic a pozniej odlozyc na polke, ja sie na to godze, ja jestem chetna do zranienia”. Uwierz Saro, my same przyciagamy takich partnerow. To tkwi w nas! Najpierw musimy ‘poukladac sie’ w srodku, podbudowac nasze poczucie wlasnej wartosci, zadbac o siebie, w koncu… pokochac siebie calkowicie, bez zadnego ale… By wreszcie pojawil sie ktos, kto nas pokocha takimi, jakie jestesmy. I nie bedziemy musialy juz wiecej sie starac, nadskakiwac, zabiegac o milosc… Bo prawdziwa milosc po prostu jest… nie trzeba za nia gonic, ani tez chodzic na paluszkach wokol niej, by przypadkiem nie uciekla.

By Kwiatuszek on kwietnia 13, 2008 | Reply
Sara… ja zostalam po 17 latach porzucona i takzze nagle… w tej chwili to co sie ze mna dzieje jest straszne!!! Musimy byc silne i nie poddawac sie… ja jestem w tej chwili do wszystkiego nastawiona negatywnie, ale wiem, ze musze zyc!! choc nie mam juz ochoty!! Jest nas tu wielu i zawsze mozemy sobie nawzajem pomoc…

Trzymaj sie cieplutko..
Madre slowa napisala babcia ela…. gdzies je czytalam

By Czarodziej on kwietnia 13, 2008 | Reply
Babcia Ela, usmiechnal sie na przywitanie, zblizyl sie do Niej na jeszcze jeden krok, wyciagnal reke i pewnym ruchem dloni poklepal ja po prawej czesci plecow, po czym rzekl: dobra rada. Minelo piec moze dziesiec sekund, gdy Czarodziej odwrocil sie na piecie lewej stopy. Z dumnie uniesiona glowa znikl za horyzontem swych marzen i celow.
Jeden rok na lekach, dwa terapii - ma trwac piec lat. Wszystko po to aby - do dzis nie znam odpowiedzi. Pozdrawiam  a raczej juz zegnam

By karola on kwietnia 13, 2008 | Reply
a mnie ciagle cos boli. To glowa, to brzuch, to jestem senna i ogolnie nie do zycia… Nie wiem jak sobie z tym radzic… nawet gdybym chciala zyc, to nie mam na to sily:((

By sara on kwietnia 13, 2008 | Reply
do mbutterfly

wiesz co, masz tyle racji w tym wszystkim, bardzo pieknie to wyrazilas… cos zrozumialam, ze jestem za dobra, ze bylam za dobra - to prawda.. jejku dalam sie tak wykorzystac, poswiecilam sie a on odszedl - to nie ja powinnam miec lzy w oczach, ale on… chociaz nigdy nie bedzie go na to stac… nadal go kocham, ale wiem juz, ze chce zyc, bo kiedys przeciez musi byc dobrze, prawda? kiedys szczescie musi zapukac i do naszych drzwi…

By sara on kwietnia 13, 2008 | Reply
dziekuje wszystkim za slowa otuchy w chwilach tak trudnych dla mnie - ciesze sie, ze dobrzy ludzie sa jeszcze na tym swiecie - choc trudno jest mi wyrazic usmiech na twarzy, to juz wiem, ze warto jest chyba zyc, bo moze kiedys nie bede musiala sie usmiechac z przymusu …

By Binom on kwietnia 14, 2008 | Reply
Witam Wszystkich Was serdecznie
Od kilku dni jestem na lekach, wiem , ze jakas moze poprawe poczuje dopiero za dwa tygodnie…Mam dosyc tej hustawy, wczoraj bylo mi bardzo, bardzo zle. Dzieci patrza na mnie i smuca sie…(((wiem , ze nie znajde odpowiedzi na to dlaczego jestem taka popieprzona. Co raz powazniej mysle o hipnozie — powiedzcie, czy ktos z Was poddal sie temu? Jesli tak, to powiedzcie mi prosze, jak to jest i czy w ogole to pomaga? Cos siedzi we mnie w srodku, czego nie moge sie pozbyc — moze za bardzo mysle o przeszlosci i nie potrafie sie od niej odciac?
Podpowiedzcie mi prosze, jak przetrwac ten czas, kiedy zaczna choc troche dzialac leki? Patrze na swoja twarz w lustrze i odwracam sie… przez ostatnie dwa tygodnie postarzalam sie chyba ze dwa lata — smutna twarz podstarzalej kobiety… Do tego jeszcze niemoc fizyczna… a to glowa boli, a to miesnie.
Chcialabym sie usmiechac, ale nie mam sily…
Do Kwiatuszka
Nie powiem, wez sie w garsc - bo to nie dziala - powiem tylko jedno — znam Twoj bol — kilka lat temu tez doswiadczylam podobnej sytuacji, choc nadal jestem w tym zwiazku, ale skaza w sercu zostanie do konca zycia… “przebaczylam” - pisze w cudzyslowiu, bo tak naprawde takich rzeczy nie sposob przebaczyc i zapomniec…
Moze pomaga jedynie swiadomosc, ze gdzies tam po drugiej stronie komputera ktos przeczyta, z lekka usmiechnie sie pod nosem i powie sobie - “Znam ten bol… tez mnie to spotkalo…”
Trzymam za Ciebie kciuki…
Do Czarodzieja
Jestem przed decyzja podjecia terapii - z Twej wypowiedzi wynika, ze uczestniczyles w niej — jesli sie tutaj jeszcze pojawisz - napisz prosze, jakie sa Twoje odczucia co do tego procesu
Pozdrawiam cieplo wszytkich….

By marcin on kwietnia 15, 2008 | Reply
witam, mam na imie Marcin, od listopada jestem sam, kobieta zostawila mnie po 2,5 roku zwiazku. Powiedziala mi to 8 listopada, a 11 mialem imieniny, ladny prezent, caly czas mam doline, tylko raz jest mniejsza raz wieksza, tak bardzo ja kochalem i tyle dla niej robilem, a ona sie po prostu odkochala. Jest mi naprawde zle, a uwazalem sie za twardego faceta, pilem niesamowicie i jeszcze mi sie to zdarza, taka jest prawda, ze nikt i nic nie moze ci pomoc, jak zostawila cie kobieta, ktora tak bardzo kochalem…

By Kwiatuszek on kwietnia 17, 2008 | Reply
Marcin, glowa do gory, jeszcze pokochasz inna… Wiem, ze jest Ci ciezko, mnie zostawiala osoba po 17 latach… gdzie byla miedzy nami wielka milosc… nagle odeszla… tez jestem rozbita, nie chce mi sie zyc.. cale moje zycie runelo jak domek z kart. Nie zalamuj sie… jestesmy z Toba, wszyscy ci, ktorzy tu sa… rozumieja Ciebie

Pozdrawiam, trzymaj sie cieplutko pomimo iz cierpisz…

By Kim on kwietnia 17, 2008 | Reply
Elu. Dzieki za tyle madrych i cieplych slow. Nie musze Ci pisac, jakie to trudne. Jak drobna rzecz bywa trudna. Tym bardziej ze mam swiadomosc bledow, ktore popelniam i brne w nie. Wsluchuje sie jednak w Twoje i innych glosy i mam nadzieje, ze bedzie lepiej.

By pawel on kwietnia 18, 2008 | Reply
Witam. Mam zgola inny przypadek. Chodze, a wlasciwie to sam juz nie wiem czy chodze, z dziewczyna, ktora cierpi na depresje. Wszystko ostatnio ukladalo sie w jak najlepszym porzadku, choc nie zawsze tak bylo. Ostatnio - jak gdyby nic - odrzucila mnie. Nie chce w ogole ze mna rozmawiac, czasami staram sie zadzwonic, ale to jest bezsensowne. Zaczynam sie obwiniac o wszystko, czuje sie tak zle, jak nigdy w zyciu, nie wiem czy sam nie popadam w depresje. Z niczym nie daje sobie rady. Wiem, ze ona spotyka sie z przyjaciolmi, nie chce tylko ze mna. Moze to psycholog doradzil jej tak, ze brnac we mnie bedzie gorzej, moze szuka nowej lepszej milosci? Nigdy jej nie rozumialem, wlasciwie to zaczalem interesowac sie jej choroba przed ostatnim nawrotem. Teraz dopiero widze, jak wiele zlego wyrzadzilem. Co robic!

By marta on kwietnia 19, 2008 | Reply
hej! Ja moge Ci napisac, co hipotetycznie moze, ale zaznaczam - nie musi czuc!!! Tak jak czytam, to ja bylam w zwiazku kilka miesiecy temu, na poczatku bylo cudownie, normalnie, jakby zycie w koncu sie odmienilo, mozna nawet powiedziec, ze fruwalam. Po tygodniu moglabym za niego wyjsc, ale minal tydzien, minelo wszystko, moje uczucie, euforia… czulam do niego tylko obrzydzenie, a on sie nie zmienil nic a nic:) i wlasnie zaczelam sie z wszystkimi spotykac, a z nim sie dusilam. Jak byl kolo mnie, to go niszczylam, widzialam w nim kogos slabego - bo teraz sobie mysle, ze byl za dobry, za idealny, teraz spotykam sie z kawalem hu..a starszego o 21 lat ode mnie, on nie zabiega o mnie, to ja musze… nie umialam sie odnalezc w zwiazku, gdzie bylo idealnie, poukladanie… a wiec nie chce Cie niepokoic, ale jak to jest co mysle, to ona bardziej jest zmeczona niz Ty, jest zmeczona swoja zlosliwoscia, ona nie umie byc dla Ciebie dobra, i nawet nie zdajesz sobie sprawy, jakie ona ma wyrzuty sumienia… daj jej przestrzen jak ja kochac, narki

By Artur on kwietnia 21, 2008 | Reply
Witam… Problem z miloscia byl i bedzie zawsze, sam o tym sie przekonalem niedawno, po 4 latach, zostawila mnie kobieta, ktora kocham do dzis, tyle ze bez wzajemnosci i nie moge pojac, jak mogla jeszcze niedawno mowic, ze kocha mnie nad zycie… Mam 30 lat i myslalem, ze jestem twardym facetem, ale niestety to mnie przeroslo, jestem w takim dolku, ze sam sie boje o siebie. Ludzie ktorzy mowia teksty typu - nie martw sie, to tylko kwestia czasu, w koncu ci to minie, jeszcze bardziej mnie dobijaja. Ktos tu napisal, ze wiara i spotkanie z Panem Bogiem dala mu sile, jestem katolikiem, wierze w Boga, ale jaki sens ma wiara w milosc, skoro ludzie robia sobie z niej zarty… Slowami - chce odejsc - zabila we mnie wszystko i chyba przestaje wierzyc w cokolwiek…

By kasia on kwietnia 22, 2008 | Reply
Czesc. Niestety przezywam to samo cierpienie co Artur, chociaz facet nie powiedzial mi koniec, to nie odbiera moich tel. /chociaz smieszne, zeby tak postepowal 40-latek/.Tez nic dla mnie nie ma sensu, nawalam w pracy, w domu, odsunelam znajomych. Kazdy dzien to cierpienie godzin, ukrywanie lez, leki uspokajajace. Jem na potege, utylam juz potwornie i mysle sobie, ze gdyby nie pies, ktory ma tylko mnie, to bym sie pozegnala z tym nieszczesliwym zyciem. Zyc mi sie nie chce……..

By Binom on kwietnia 22, 2008 | Reply
Do Artura
Witaj
Nie ma lekarstwa na nieszczesliwa milosc - to prawda. Ja czasem sie zastanawiam czy milosc w ogole istnieje. Czy nie jest to przypadkiem “wymysl” ludzi… Kochamy rodzicow, kochamy swoje dzieci, ale co to znaczy kochac drugiego czlowieka?? Czy nie zakochujemy sie po prostu we wlasnym wyobrazeniu tej drugiej osoby? Idealizujemy kogos pod katem wlasnych potrzeb i pragnien, a gdy mija zauroczenie ( bo przeciez to jest takie cudowne - prawda?) odkrywa sie nagle “prawda”. Dla mnie milosc - to czuc sie wzajemnie kazdym nerwem ciala, rozumiec sie bez slow. Czesto slyszymy, ze zwiazek dwojga ludzi to sztuka kompromisu. Tylko w tych kompromisach zawsze ktos jest poszkodowany, a nie o to chyba chodzi…
Nic nie dzieje sie bez przyczyny - ta kobieta zostawila Ciebie, bo widocznie tak musialo byc, moze musialo sie tak stac, zebys za rok, dwa, piec mogl powiedziec “Dobrze, ze tak sie wtedy stalo…” juz u boku tej innej, ktora bedzie Ciebie czuc kazdym nerwem swojego ciala…
Sprobuj sobie powiedziec “Nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo” i sprobuj w to uwierzyc. Moge Ci powiedziec z wlasnego doswiadczenia (jestem od Ciebie troche starsza), ze to naprawde dziala. Teraz jest zle, ale po to, by kiedys bylo lepiej.
Pozdrawiam cieplo…

By Liliana on kwietnia 22, 2008 | Reply
Bog dal nam wolnosc. To ludzie podejmuja decyzje jak zyc i jak kochac. Bog nie dal nam recepty na zycie. Mimo ze Bog chce dla nas jak najlepiej, istnieje wolnosc wyboru. Bog nie moze sprawic, by ludzie sie kochali.

By ania on kwietnia 23, 2008 | Reply
dlaczego zycie jest takie a nie inne i musimy tak cierpiec?:( coraz czesciej mam go dosc i nie wiem na jak dlugo starczy mi jeszcze sil by tu byc……..

By Adelajda on kwietnia 23, 2008 | Reply
Czytam wasze rozmowy i komentarze… Tyle w nich cierpienia i nie zrozumnienia.
To boli, kiedy ktos nam wyrzadza krzywde, przestajemy ufac najblizszym. Potem przychodzi czlowiek, ktoremu zaczynamy ufac bezgranicznie. Opowiadamy o problemach, zmartwieniach. I pewnego dnia przestaje nas kochac. Wtedy odechciewa nam sie zyc. Nic nie ma sensu. Siegamy po alkohol, narkotyki.To daje nam ulge - ale niestety chwilowa.
I jest gorzej. Bierzemy coraz wiecej, chcemy coraz wiecej, aby tego bolu nie czuc, zapomniec. Wydaje nam sie, ze nikt sie nami nie interesuje, a gdy ktos jednak zwroci na nas uwage, chce pomoc - przewaznie odrzucamy ja.
Sa proby samobojstwa…
Kto nam wtedy pomoze, jak?
Probowalam stanac na nogi, przez Ewangelie. Ale teraz modlitwa jest dla mnie czyms trudnym. Nie potrafie sie modlic. A kiedy juz zaczne modlitwe - szybko staje sie meczaca - bez sensu. Zakochalam sie w czlowieku, ktory mnie kochal (milosc platoniczna). Po czasie dowiedzial sie, ze ja tez do niego cos czuje i wtedy czar prysnal. Powiedzial, ze to uczucie juz minelo. I jak tu zyc - bez milosci. Bez oparcia w drugiej osobie. Dalej go kocham… I to bardzo. Dlatego jest trudniej… nie potrafie bez niego zyc, a wiem, ze z nim nie bede! Chcialabym odejsc… uciec…

By Karolina on kwietnia 23, 2008 | Reply
Lisa, nie trac wiary. Moim promykiem stal sie na te chwile wlasnie Twoj post. Przesylam tony energii…

By marta on kwietnia 23, 2008 | Reply
KOCHANI, POLECAM KSIAZKE ”OSKAR I PANI ROZA” - zapewne wiekszosc z Was czytala ja, ale to info dla tych, ktorzy tego jeszcze nie uczynili!!! JESTEM Z WAMI SERDUUUUUSZKIEM!!!!!!!!!

By ania on kwietnia 23, 2008 | Reply
poniekad rozumiem Cie Adelajda, mialam zarabistego przyjaciela, po czasie oboje zrozumielismy, ze stajemy sie sobie coraz blizsi. Problemem byly dwie rzeczy - pierwsza odleglosc i to spora, po drugie on byl innej wiary i warunkiem tego, bysmy byli razem, bylo moje nawrocenie a wiec przejscie na jego wiare. Caly czas pisalismy do siebie, dzwonilismy, snulismy plany. Kochalam go, nadal go kocham, dlatego tak mi ciezko, ale on w miedzy czasie znalazl inna ze swej wiary. To zabolalo, mialam zmienic cale swoje zycie dla niego, bysmy tylko byli razem. Te puste obietnice i mowienie o jego milosci do mnie. Koszmar, nie spodziewalam sie tego po nim, wiem ze nigdy nie bedziemy razem, ale nie potrafie przestac go kochac :(:(:(

By Artur on kwietnia 24, 2008 | Reply
Puste obiednice i wyznania milosci… Aniu znam to, sam to przezylem a raczej nadal przezywam, mowienie ze nic poza miloscia sie nie liczy i ze dla milosci mozna zrobic wszystko… Ja tak zrobilem, zostawilem wszystkich znajomych, przeprowadzilem sie do innego miasta, mieszkalem w Anglii, ale przyjechalem, bysmy byli blisko siebie - i co??? I ona stwierdzila, ze raczej lepiej bedzie dla nas, jak sie rozstaniemy!!! Tylko ze raczej nie pomyslala dla kogo lepiej………….
Po co dalej zyc, jak juz nie bedzie lepiej, bo wiem, ze nie przestane jej kochac, a ona juz przestala…  :-(

By Jagoda on kwietnia 25, 2008 | Reply
Ja nie potrafie odnalezc sie po tym, co mnie spotkalo… Zranila mnie osoba, ktora bardzo kochalam… nadal kocham… I jak to w koncu jest? Przeciez ten, kto naprawde kocha, nie powinien zadawac bolu. A z drugiej strony, jezeli juz go zada… to jak to wybaczyc? Prawdziwa Milosc wszystko znosi… a ja nie potrafie pogodzic sie z tym, co sie wydarzylo. A czas nie leczy moich ran. Co najgorsze… to cale smutne doswiadczenie wplynelo na mnie bardzo negatywnie - nie potrafie zaufac.. to mnie wykonczy

By mi on kwietnia 26, 2008 | Reply
Przestalam pierwsza sie odzywac, tak jak to zawsze bylo… to ja mialam pisac, ze tesknie, ze weekend bez niego byl smutny, a on upijal sie w klubach, o kobietach mi nawet opowiadal… ale ja bez niego, ja bez niego… i teraz konkluzja dosc humorystyczna. Tydzien juz tak sobie czekam i czekam i i i i widze, ze pokochalam smiecia… Ale ponoc gdybym miala normalne dziecinstwo znalabym swoja wartosc, to w zyciu bym na niego nie zwrocila uwagi!!!!!!!! Stalo sie, ale trzeba byc STRONG… mimo bolu, smutku, nienawisci do wlasnej osoby, sprobuje siebie pokochac, milosc buduje a - nie na Boga - odziera z godnosci…!!!!!

By Kwiatuszek on kwietnia 26, 2008 | Reply
Artur, doskonale Ciebie rozumiem… przechodze przez to samo co Ty. Zycie dla mnie stracilo zupelnie sens… jestem katoliczka, wierze w Boga, ale jaki sens ma wiara w milosc, skoro ludzie robia sobie z niej zarty… Slowami - chce odejsc - zabil we mnie wszystko i chyba przestaje wierzyc w cokolwiek… te slowa do mnie powiedziano… po 17 latach  wiec sadze, ze teraz juz mnie rozumiesz, jesli chcesz pogadac, podam Ci emaila….Beatkaa37@wp.pl

A tymczasem trzymaj sie i nie poddawaj sie…
Pozdrawiam wszystkich, pomimo iz wszyscy cierpimy

By justyna on kwietnia 27, 2008 | Reply
HEY CZARODZIEJU, NIE ZNIKAJ, BO ROZSMIESZYLES MNIE DO… ALE ZGADZAM SIE CALKOWICIE - ZYCIE CUDOWNE JEST I ,,,,,,,,,,,,,,, BEDZIE, OLE

By Adelajda on kwietnia 27, 2008 | Reply
Aniu. Zakochalas sie w osobie innego wyznania… Chcialas dla niego zrobic wszystko… Nawet chcialas przejsc na jego wiare. Kochasz go… I to boli. Napisalas, ze mieliscie spora odleglosc od siebie. A u mnie bylo i podobnie i inaczej. On jest ksiedzem… Z poczatku,tak jak u Ciebie, bylismy po prostu kumplami. A pozniej… im wiecej czasu z nim przebywalam, tym bardziej go lubialam, az sie zakochalam.
Dowiedzial sie o ty od mojej najlepszej przyjaciolki! Bylam zla! Nawet napisalam jej, ze czuje do niej wstret.
Hym… Ale ja go dalej kocham… I najgorsze w tym wszystkim jest to, ze oni stali sie przyjaciolmi i musze go prawie codziennie widziec w szkole, miec z nim lekcje, patrzec sie na niego w kosciele.
Przyjazn - prawie ze zakonczona.
Juz jej nie ufam. Staram sie nie wychodzic z domu. A juz na pewno nie do kosciola. Jest ciezko… jak ja go kocham!!!:(

By ania on kwietnia 28, 2008 | Reply
zabawne, gdy kogos kochamy, to stac nas na niezwykle poswiecenia. Szkoda ze kochana przez nas osoba nie potrafi tego docenic i szuka nie wiadomo czego dalej, a my zostajemy sami zranieni osamotnieni i niezrozumiani w swym bolu przez innych. Kazdy mowi to minie, trzeba czasu, ale ile? Z kazdym dniem jest coraz gorzej, bo ta osoba zwiazuje sie z kims innym, jest szczesliwa, a my dalej ja kochamy i popadamy w coraz wieksza zapasc, bo mimo iz nasze serca naleza do nich, to oni o nas zapominaja, ukladaja sobie na nowo zycie i przez mysl im nie przejdzie, jak bardzo nas skrzywdzili i jak my sie teraz czujemy :(:(:(:(:(:(a ja czuje sie okropnie :(:(:( bo mimo iz chcialabym, to nie potrafie przestac go kochac NIE POTRAFIE :(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(

By ania on kwietnia 28, 2008 | Reply
jak by ktos mial ochote do mnie napisac to moj emeil gwiazdka12361@wp.pl z ochota odpisze, pozdrawiam wszystkich, bo tylko my sie rozumiemy, buziaki

By melancholia on kwietnia 30, 2008 | Reply
do ani
Aniu jestes moja imienniczka, ale jak sadze duzo mlodsza. Chcialm Ci tylko powiedziec, ze nie jestes sama w tym co odczuwasz. Ja rowniez kocham czlowieka, ktory odszedl, bo jak stwierdzil (po 13 latach malzenstwa) zakochal sie w innej i bedzie szukal z nia szczescia. (Dzis juz z nia nie jest, pewnie nie znalazl.)
Szok i mnozace sie pytania, czego jeszcze nie dalam temu czlowiekowi etc. i po wielu, wielu zalamaniach zaswitala mi pewna mysl, czy my kobiety nie robimy sobie z mezczyzn bozkow? “Nie bedziesz mial bogow cudzych przede mna” 1-sze w dekalogu i czy oby to nie okazuje sie przyczyna pozniejszych skutkow? Zapewne sa i tacy mezczyzni, ktorzy robia z kobiet boginie i wzamian dostaja kosza. Jakis wniosek nalezalo by wyciagnac, moze taki: najpierw sprobujmy pokochac siebie z wadami, komplekasmi etc. Nauczmy sie czuc dobrze ze soba i z ludzmi (wiem, ze to trudne, sama przez to przechodze, zmagam sie ze swoja depresja jak tylko potrafie). Nie szukajmy tez uporczywie w drugim czlowieku przyczyny ani leku na cale nasze zlo.

Jesli chodzi o lek dla duszy, to jedynym skutecznym lekarzem w beznadziejnych chwilach okazuje sie tylko BOG, ktory zawsze jest i pomaga calkiem za darmo (nie to co NFZ).
Wierze, ze odnajdziesz i poczujesz szczescie

By ania on maja 1, 2008 | Reply
do melancholii
wiesz, ciezko jest mi siebie sama zaakceptowac, popelnilam kilka bledow zyciowych, ale tylko jednego nie wybacze sobie do konca zycia. Jak bylam mloda zakochana w innym gosciu i zaszlam w ciaze, on chcial bym usunela, bo jestem za mloda, nie jestesmy gotowi i takie tam. A ja GLUPIA sie zgodzilam, mialam watpliwosci, w glebi nie chcialam tego, ale zrobilam to, a teraz mecza mnie koszmary, wyrzuty sumienia - to okropne:( Nie zasluguje na dalsze zycie i chyba na milosc tez, dlatego nic mi nie wychodzi, a kazdy traktuje mnie jak lalke bez uczuc

By Gocha on maja 3, 2008 | Reply
3 maj. Kolejny dzien zycia. Zycia, ktore powinno byc przygoda, a jest tylko walka, walka o kolejny dzien. Otwieram oczy i powtarzam sobie: „wytrzymaj, postaraj sie, jeszcze ten jeden dzien”!
I czuje sie jak samotny gladiator posrodku areny, ktory toczy walke, walke na smierc i zycie. A wokol mnie tlum, tlum, ktory krzyczy: „dasz rade”, „wez sie w garsc”, „nie rozczulaj sie nad soba”, „ inni na twoim miejscu…”, „ nie przesadzaj”!!!
Nie wiedza, ze nawet oddech przynosi bol. Zaciskam zeby, wykrzywiam twarz w usmiechu, i… walcze, walcze z codziennoscia dzien po dniu.
Tylko ciemnosc wokol coraz gestsza, rodzina bezradnie unika zrozpaczonego wzroku, milosc zgubila sie gdzies po drodze, a moze wcale nie przyszla, przyjaciele zajeci swoimi sprawami, a tlum domaga sie zwrotu pieniedzy, slabosc nie jest w cenie.
Za oknem zapada zmrok, to znaczy, ze wytrwalam, jeszcze tylko noc - rownie samotna i pusta, choc moze sen pozwolil pograzyc sie w nicosc i przyniesie chwilowe ukojenie.
A jutro? A jutro powiem sobie: „jeszcze ten jeden, jedyny dzien, wytrzymaj”!

By karola on maja 4, 2008 | Reply
Gocha - nie jestes sama. Czuje podobnie. Tak dobrze Cie rozumiem. Ale to ze tu sie znalazlas to znaczy, ze chcesz zyc, ze walczysz, ze szukasz dla siebie pomocy.
Polecam Tobie i wszystkim tutejszym czytelnikom ksiazke M.Sara Rosenthal - Depresja. Ksiazka ta jest godna polecenia, poniewaz przejrzyscie i w dosc konkretny sposob mowi o tym, czym jest depresja, jakie sa jej objawy, jak odroznic ja od chwilowego smutku, a przede wszystkim pokazuje sposoby jak sobie z nia radzic.
Zdaje sobie sprawe, ze w wielu przypadkach nie zastapi ona wizyty u lekarza, ale moze byc pomocna. Samo zrozumienie z czym sie zmagamy duzo daje.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

By ania on maja 4, 2008 | Reply
karola, ja juz dawno temu czytalam jakas ksiazke na temat depresji, czytalam o jej objawach i wiem ze to nie jest zwykly smutek lecz depresja  wizyta u lekarza? Nie chce, nie mam ochoty ani sil, by walczyc  zyje z dnia na dzien i kto wie jak dlugo jeszcze to potrwa

By elabuk on maja 5, 2008 | Reply
Znowu dol, bezsila. Popelnilam blad - przestalam brac Lerivon, bo tylam okropnie od duzych dawek (120 mg). No i mam. Znowu od 2 dni go biore, na razie malutkie dawki i bede zwiekszac, trudno, bede gruba, ale zywa. Zajrzalam tutaj, bo poza Wami nikt nie zrozumie, co sie ze mna dzieje. Czekam, az zacznie dzialac. Trzymam za Was.

By admin on maja 5, 2008 | Reply
Elabuk! Czy poza lekami probujesz jeszcze jakos sobie pomagac? Mam na mysli terapie grupowa czy indywidualna.
Domyslam sie, jak sie czujesz, bo przechodzilam przez te cierpienia i teraz tez do mnie wracaja fatalne dni, tym trudniejsze do przezycia, ze zasmakowalam juz dobrego samopoczucia, pokoju w sercu a nawet radosci.
Elabuk, lekarstwa oczywiscie tak, a nawet jesli troche przytyjesz, to potem mozesz zrzucic niepotrzebne kg. Jednak warto obok lekow “pogrzebac” w sobie, sprobowac zobaczyc, co Cie tak spina i zniewala. Czasami jakas decyzja zyciowa pomaga sie wydostac z depresji. Warto tez zabac o siebie, sprawiac sobie rozne male przyjemnosci. My kobiety czesto traktujemy zycie zadaniowo - opieka nad dziecmi, rodzicami, mezami itd. Zapominamy o sobie, o tym, ze zycie ma sprawiac przyjemnosc rowniez.
Trzymaj sie dzielnie i badz dla siebie dobra

By elabuk on maja 5, 2008 | Reply
Admin, dziekuje za cieple slowa. Na razie nawet nie wiem, jak mam o siebie zadbac - brak wyobrazni, co mogloby sprawic przyjemnosc. Marze o psychoterapii, a teraz mnie na nia nie stac. Pozdrawiam Wszystkich, bede tu zagladac.

By ania on maja 5, 2008 | Reply
wiecie co, nic juz nie ma sensu, po co zyc skoro tylko tak cierpimy  : (: ( ja juz nie daje rady i znow dzis sie cielam  :(  :( i tak bedzie caly tydzien, az za ktoryms razem nie zrobie tego po raz ostatni  :(  :(

By Unknown on maja 5, 2008 | Reply
Macie dziwne sny? Ja czasami po “fajnym” dniu mam takie sny, ze nastepnego juz mi sie odechciewa zyc. Sni mi sie moja byla dziewczyna, ktora mnie oszukuje i bawi sie mna, oraz ludzie chcacy mi cos zrobic, smiejacy sie ze mnie itp itd. Budze sie wtedy caly oblany potem i caly dzien szukam ukojenia w komputerze, taka ucieczka od wszystkiego. Cholernie sie dzisiaj zle czuje, boje sie wyjsc z domu… Grr a wszystko ostatnio bylo dobrze.

By admin on maja 5, 2008 | Reply
Unknown! Cos jest dziwnego z tymi snami. Ja zauwazylam podobna prawidlowosc - a co ciekawe, gdy jestem w kiepskiej formie, to miewam piekne, przyjemne sny.
Stare przyslowie mowi “sen mara - Bog wiara”. Mnie bardzo pomaga w takich sytuacjach modlitwa. Warto zwracac sie do Boga, nawet wtedy, gdy wiara jest mala.
Pomodle sie dzisiaj za Ciebie, zebys znowu wrocil do swej dobrej formy.
Niby te leki sa z nas i w nas, ale czesto - najczesciej - sami nie umiemy ich pokonac.
Pewien madry ksiadz poradzil mi kiedys taka metode na lek: gdy przychodzi, przywitac sie z nim,powiedziec mu “ach znowu mnie odwiedziles - no to posiedzmy sobie razem, moze sie blizej poznanmy”.
Ja mam takie przekonanie, ze leki to jest dzialanie zlych duchow. A poniewaz kazdy z nas ma przynajmniej jednego Aniola Stroza (niektorzy maja ich podobno i kilku) - to dobrze jest zwrocic sie do Aniola o pomoc i wsparcie.
Trzymaj sie i uwierz, ze jutro bedzie duzo, duzo lepszy dzien  :)

By vasery on maja 6, 2008 | Reply
Aniu co Ty robisz. To Twoje zachowanie to ogromny krzyk o ratunek. Dlaczego nie reaguje Twoja mama. Dlatego pisze o mamie, bo przypuszczam, ze jestes bardzo mloda. Krzyczysz, ze jest Ci bardzo zle i chcesz zwrocic na to uwage innych. Wiesz ja jestem na lekach, bez nich bym juz dawno nie zyla. Patrzylam na depresje syna, ktorego zachowanie bylo podobne. Mimo, ze sama zmagam sie z ta choroba, musialam obserwowac kazdy jego grymas twarzy. Teraz jest moze z Nim lepiej, sama nie wiem. To, ze tak sie rozchorowalismy to wynik agresji pana i wladcy przez 27 lat. Wiesz - gdy bylam ok. 3 tygodni po cesarce ciagnal mnie do stodoly wieszac. Na moje wolanie o pomoc nawet sasiedzi nie zareagowali, chociaz chodzili po podworku. Dlatego gdy dojdzie do tragedii, dopiero w telewizji robia szum, ze nikt nie zareagowal i nie zareaguje. Przestalam wierzyc w pomoc policji, prokuratury, a ta cala niebieska linia to strata pieniedzy. Ja sie rozpisalam o sobie, przepraszam, jest godz. 6 rano ide zaraz do pracy. Aniu odezwij sie dzisiaj, napisz swoja historie, co jest przyczyna tej depresji. Pisz - dobrze?

By vasery on maja 6, 2008 | Reply
Aniu przepraszam teraz dopiero weszlam w Twoje komentarze , tu chodzi o faceta,Ty wpadlas w depresje, ze go nie ma, a ja ze jak na zlosc byl i jest. Wiesz, kiedys tez mi sie ktos podobal, teraz gdy go widze to mi sie chce smiac, ze taki typ mi sie podobal. W Twoim przypadku trudno to wytlumaczyc, bo milosc ma rozowe okulary. Trzymaj sie, napisz i prosze Cie nie rob glupstw, bo pozniej jak go spotkasz to bedzie Cie smieszyc jak ten facet mogl Cie zainteresowac. Skad wiesz, ze ma kogos i czy jest szczesliwy, moze to blef. Napisz dzisiaj.

By Unknown on maja 6, 2008 | Reply
Adminie, czyli znalezlismy jakis patent, mowiacy czy dzisiaj bedzie dobry dzien czy nie. Sen przepowiadajacy stan naszego humoru. Dzisiaj mialem kolejny dziwny sen, a mianowicie stara szkola, ale nie dalem z siebie zrobic durnia, tzn nie jestem tego do konca pewien, ale bylem pewniejszy siebie. Zobaczymy jak to sie odbije na tym dniu. Modle sie do Boga, tzn rozmawiam z Nim. Glownie Go prosze o zdrowie madrosc i dobre zycie dla mojej mlodszej siostry, o sobie rzadko wspominam. Lecz gdy jest juz naprawde zle, to wtedy prosze o cos dla siebie. Dziekuje za modlitwe w mojej intencji Amidnie  Pozdrawiam. (Adminie nie zaakceptowalas mojego poprzedniego postu, a juz na niego odpisalas ;D).

By karolina on maja 6, 2008 | Reply
Jest jeszcze jedna metoda. Ja jestem teraz tak na granicy nawrotu, raz slizgam sie po stronie “normalnej”, a raz po depresyjnej i to, jak wiadomo, od niczego nie zalezy. Przy stanach, ktore czesto sie zmieniaja (od leku, przez wscieklosc na zycie, na siebie, po rezygnacje) czesto pomaga mi srodek drastyczny, mianowicie wyobrazenie sobie, ze na zycie mam tylko ten jeden dzien i ze jutra nie bedzie. To nie ma nic wspolnego z tendencjami samobojczymi, tylko czesto jest tak, ze to wlasnie myslenie o przyszlosci, na ktora w duzej mierze dzis nie mamy wplywu, powoduje lek, przygnebienie i bezsilnosc. Wtedy nie ma zadnego “musze jutro”, “co bedzie za miesiac”… Po pewnym czasie, myslac w ten sposob, mozna stopniowo sie uspokoic i zostawic przyszlosc w Innych Rekach:) A zycie podzielone na takie logiczne kawalki (madrze to pomyslane, czlowiek rano sie budzi = male narodziny, a wieczorem zasypia = mala smierc) pozwala lepiej ogarnac rzeczywistosc. Ja sie tego nauczylam od Jezuitow, sciagnawszy te filozofie z formacji ignacjanskiej. Czesto mialam problem, bojac sie potwornie np. spotkania, ktore mialam miec za kilka dni, ale kiedy sobie “odlaczylam” te kilka dni dzielace mnie od tego przykladowego spotkania - lek znikal powoli, a w dniu spotkania mialam na nie wiecej sily, bo nie projektowalam sobie wczesniej tych wszystkich jak najgorszych wizji. I jest naprawde strasznie wazne, zeby nakazac sobie zrobic jedna rzecz, ktora sami sobie wymyslimy, a nie wynikajaca z czyjegos polecenia, czy prosby. Ja na przyklad wczoraj odkurzylam mieszkanie. Niby nic, ale w stanie opadnietych rak to dla cierpiacego na depresje umyslu i serca bardzo duzo. Wazne, zeby codziennie cos sobie nakazac i to wykonac.

Caluje Was bardzo mocno.

By Unknown on maja 6, 2008 | Reply
Karolina, ja tak samo, nakazalem sobie wyjsc na dwor z kumplem i grac w pilke. Szczerze mowiac pomoglo i to bardzo. W ogole nie myslalem o lekach i nie mialem zadnych chorych wizji. Wysilek fizyczny to dobry lek na lek. Pozdrawiam

By ania on maja 6, 2008 | Reply
vasery
nie wpadlam w depresje przez kolesia, to zaczelo sie juz w szkole, a moze nawet jeszcze wczesniej, w skrocie, to zawiodlam sie na przyjaciolce, potem majac 16 lat pojechalam do znajomego na wakacje i juz 1 nocy koles mnie zgwalcil. Tak przezylam swoj pierwwszy raz, potem moj byly namowil mnie do aborcji, a ja glupia sie zgodzilam, teraz jeszcze chlopak, ktory potraktowal mnie jak lalke pocieszenia, zeszlam sie z chlopakiem, ale ostatnio tylko sie klocimy i czuje, ze oddalamy sie od siebie, cale to zycie coraz bardziej mnie przerasta i ja juz nie mam sil, by sie z nim zmagac

By ..ja.. on maja 6, 2008 | Reply
wczoraj wieczorem po raz pierwszy poplynely mi lzy, zastanwiam sie kim ja tak naprawde jestem i co robie na tym swiecie. Jestem osoba towarzyska, mam duzo znajomych, staram sie grac usmiechnieta, ale juz teraz nie potrafie, jestem nijaka, moje optymistyczne podejscie z godziny na godzine, z minuty na minute, maleje coraz bardziej, co robic?

By ..ja.. on maja 6, 2008 | Reply
dziekuje za te strone.
Pozdrawiam :*

By admin on maja 6, 2008 | Reply
Ups!!! Unkown! Juz naprawione

By Unknown on maja 6, 2008 | Reply
Nie szkodzi nie szkodzi! ;)A nawet nie wiem co sie stalo

By Kwiatuszek on maja 7, 2008 | Reply
i ja dziekuje za te strone…. brak mi sily na pisanie ostatnio zakopalam sie w swoich dolkach…
Pozdrawiam….

By Binom on maja 7, 2008 | Reply
do Karoliny
Wiec zaraz sie zbiore… i umyje okna i jeszcze upiore firanki

By Proton on maja 7, 2008 | Reply
Stracilem dziewczyne mojego zycia. Od 4 miesiecy jestem w piekielku moich mysli. Ile dalbym, zeby ja odzyskac. Ale to niemozliwe ma innego.
Rozminelismy sie, gdy ona dawala mi znaki, ze chce sie mocniej zwiazac, ja jeszcze chwilke chcialem poczekac. Teraz czuje sie winny. Kazdej nocy budze sie widzac jej twarz i nie moge dalej zasnac. Spie po 4h na dobe. W pracy nie moge sie na niczym skupic. Na ulicy widze szczesliwe pary i wiem ze mnie juz to nigdy nie spotka. Zawsze bede sam i sam jestem sobie winien. Dlaczego Bog jezeli istnieje mnie nie zabil za kare? To bylby akt milosierdzia. To co jest teraz to udreka. Zyje tylko dla rodzicow zeby ich nie zranic.
Pozdrawiam was, i zycze ukojenia.

By ania on maja 7, 2008 | Reply
wiem jak sie czujesz Proton, tez zastanawiam sie dlaczego ja jeszcze zyje? Ale kto wie, moze to moje ostatnie dni, jeszcze dwa a potem czas pokaze

By vasery on maja 7, 2008 | Reply
Aniu trzymaj sie, jutro napisze wiecej, dzis nie wiem co pisac. Nie wiem, moze idz do lekarza po leki, gdyby nie leki, juz bym nie zyla 7 lat. Jestes mloda, mozesz zwalczyc te chorobe i zyc bez lekow, ja juz musze brac do konca. Czesc.

By karola on maja 7, 2008 | Reply
mnie przy zyciu trzyma moj 9-letni siostrzeniec, ktory przyjezdza do mnie co roku na wakacje… Nie moge sie doczekac, bo wowczas nie bede choc przez pare miesiecy sama mieszkala… Bede miala komu gotowac i z kim chodzic na spacery… Bede miala z kim rozmawiac, wyglupiac sie i smiac… Mysle, ze moja depresja to druga strona samotnosci…
Mysle, ze gdy skonczy sie samotnosc, to i depresja zniknie… ale narazie to jest poza moim zasiegiem… nie poznam nikogo, nie skoncze z samotnoscia, bo mam dola, ledwo wstaje dzien w dzien, ledwo zyje i nie mam sily, by cos z soba zrobic, wiec jak… niby jak mam kogos poznac… Poza tym panicznie sie boje… tyle nieudanych zwiazkow za mna, a moj ostatni facet tez potraktowal mnie jak lalke na pocieszenie po stracie milosci swego zycia… Zreszta juz do niej wrocil…
Czy ja jestem skazana na samotnosc?

By ania on maja 7, 2008 | Reply
niby kazdy ma swoja druga polowke, ale niektorzy czekaja na nia cale zycie a i tak jej nie znajda  samotnosc to najgorszy rodzaj cierpienia, wiem cos o tym

By Proton on maja 8, 2008 | Reply
Ania nie rob tego o czym myslisz. Trzeba trwac po to zeby trwac. Jak tak bede robil.

By ania on maja 8, 2008 | Reply
powiedz proton, co mnie trzyma przy zyciu? nic, jestem tylko ja i moja samotnosc oraz nieodlaczna depresja

By vasery on maja 9, 2008 | Reply
Aniu trzymaj sie, wiem jakie to trudne, ale ja wierze, ze leki moga Ci pomoc, wyciszysz sie, nie bedziesz tak przezywac tej swojej sytuacji, a po krotkim czasie zobaczysz swiat w lepszych kolorach. Niektorzy pisza o Bogu, ale ja czekalam na cud 27 lat i sie nie doczekalam. Te cierpienia nie sa potrzebne ani Bogu ani Tobie. Sprobuj brac leki, wierz mi mnie pomogly, bo ja tez nieraz upatrywalam miejsca gdzie moglabym to ZROBIC. Teraz jest lepiej wczoraj, zle sie czulam, ale moze to pogoda.

By Proton on maja 9, 2008 | Reply
Trzeba walczyc, zeby pokazac wszystkim, ze nie jest sie slabym. Ja tez bede prawdopodobnie cierpial przez cale zycie, ale bede trwal z tym bolem. byc moze na koniec bede mogl sobie powiedziec, ze bylem silny. Ja w ciezkich momentach mysle o tych, ktorzy maja tak samo przechlapane zycie jak ja i to mnie podtrzymuje. Jest nas wielu, jestesmy jakby duchowa spolecznoscia trwajaca w czasie. Na kogos musialo trafic. Wiec dzwigamy to brzemie przypadkowo rozbitych zyc.

By Dana on maja 9, 2008 | Reply
….ja wiele razy bylam lalka, wlasciwie to za duzo powiedziane; zawsze jestem nie dosc dobra; pare miesiecy temu tzw. przyjaciel nazwal mnie wulgarnie, potem stalam sie panienka z niskiej polki - on wybiera tylko te z najwyzszych… kolacze to ilekroc pomysle o sobie jako kobiecie w sensie seksualnym… moje serce tez pokazalo plecy; slowo kocham na dzien dobry - a potem - Ty szmato… wszystko to trzeba przejsc… jesli samotnosc jest droga to tak… nic na sile… kobiety zawsze oddaja serce. Jestesmy chyba tak stworzone, przynajmniej w wiekszosci… pasje i modlitwa pomagaja wytrwac i nie myslec o koncu… mozg plata rozne figle - nie pozwol, by calkowicie pozbawil Cie nadziei - nawet jesli nie wiesz na co… odrzucenie to cierpienie… to takze milosc… ucz sie kochac siebie, swoja dusze; uwazam, ze masz wieksze szczescie jako czlowiek, ze jestes kobieta; masz czystsze serce, zdolne kochac po prostu, bez egoizmu; odczuwac, przezywac wiele roznorodnych emocji, tyle barw i odcieni… tyle skal bolu i radosci; to wszystko potrzebne; nie czekaj na nic konkretnego; Anioly istnieja, pokazuja sie, gdy zobacza wiare; mozna je nazwac wyobraznia, ale dla wierzacego to wszystko istnieje; przez istnienie smierci, zycie wydaje sie magiczne; kazda chwila ekstatyczna; nawet to, ze teraz pisze do Ciebie, ze mozemy sie wymienic odczuciami… samo wpolczucie jest fenomenem zycia… dzieki temu i przez cierpienie mozemy sobie choc na moment pomoc… czlowiek bardzo latwo przyzwyczaja sie do dobrego; jednak w zlym nie pamieta nic, co wczesniej dostal; wspomnienie dobrego czasu i podarunkow zycia umacniaja; podaruj sobie ten luksus… trzymaj sie

By Binom on maja 9, 2008 | Reply
DO ANI
Ania — trafilas na te strone i piszesz — to juz jest cos, moze nawet czekasz, az ktos odpisze. I zobacz tak jest - ludzie pisza do Ciebie, bo niejeden z nas przezywal takie stany jak Ty teraz. I my dobrze Ciebie rozumiemy. Wiem, ze taka wirtualna przyjazn to nie to samo co w realnym swiecie, ale tak naprawde nie jestes sama w tym paskudnym chorobsku…
Wiele osob pisalo Ci o lekarzu - posluchaj ich - idz do lekarza psychiatry (nie trzeba miec skierowania) powiedz co sie dzieje - on da Ci leki - to pomoze, mowie Ci. Sam fakt opowiedzenia o swym problemie bardzo pomaga - przeciez rozmowa jest jedna z form terapii…. Idz do lekarza jak najszybciej… i pozniej opowiedz nam o tym — czekamy…
Pamietaj rowniez o tym, ze tutaj tez mozesz porozmawiac… z nami… Depresyjnymi Ludzmi (to taka moja nazwa) Ci Ludzie sa bardzo madrzy — ja na te strone zagladam codziennie i dzieki temu wiem, ze tak naprawde sama nie jestem.
Pozdrawiam Ciebie cieplo
i…marsz do lekarza :)))

By karola on maja 9, 2008 | Reply
Naprawde uwazasz Proton, ze jest nam pisane takie zycie? Pelne bolu, cierpienia i samotnosci? ze nie ma na to rady, tylko pogodzic sie z tym i trwac? by na koniec powiedziec sobie, dam rade bylem silny?
Czy naprawde uwazasz, ze nic nie jest w stanie nas uleczyc?
A Milosc?? /przeciez czasem zdarzaja sie cuda/. Mysle ze milosc jest tu jedynym i najlepszym lekarstwem.
Ja dzis po wczorajszym cudnym spotkaniu z dawna przyjaciolka znow mialam ciezki dzien. No coz, wczoraj czulam sie tak lekko i bylam taka pelna wdziecznosci, ze jednak sa ludzie ktorzy mnie rozumieja, z ktorymi czuje sie dobrze i moge porozmawiac na kazde tematy. A dzis… wiem co mnie dobija i z dnia nadzien staram sie coraz bardziej siebie poznawac. Czasem to jest takie trudne… Ale ja naprawde CHCE ZYC~~~!!!

By Unknown on maja 9, 2008 | Reply
Wszyscy razem a jednak osobno. Pare razy myslalem o wspolnym spotkaniu, pogadac, wyrzucic z siebie wszystko co nas gryzie. No ale to tylko takie moje wyobrazenia wiem ze to sie nie uda. Oddaleni od siebie o setki kilometrow… ja jakbym mial wsiasc do pociagu i jechac do was to bym umarl ze strachu w przedziale. Wirtualna przyjazn to tez przyjazn, inna niz wszyscy chcemy, ale jednak. Co prawda jest troche niepewna, z wiadomych wzgledow, ale i tak dobrze ze mozna sie wygadac.

By Monika on maja 9, 2008 | Reply
Zycie jest do niczego. Sama siebie za to winie. Chce, by ktos mnie pokochal, chce chlopaka madrego, kochanego, czulego i majacego duzo dla mnie czasu, tylko to mnie juz uratuje… tylko?? - raczej az.

By Monika on maja 9, 2008 | Reply
Mam chlopaka. Mowi, ze mnie kocha, ale mnie rani, rani tym, ze musze byc w tygodniu sama. Mowi, ze kocha, ze mysli o mnie i sie martwi kazdego dnia, wieczoru, wiec dlaczego Go tu nie ma:-( Dlaczego wieczorami jestem sama? (nie moze byc ze mna - fizycznie - poniewaz mieszka z Rodzicami, musi pracowac, uczyc sie). Jestem zla, zla i szalenie smutna, ze nikt nie chce, nie moze sie dla mnie poswiecic - przyjechac spontanicznie, odwiedzic, powiedziec mile slowo od siebie, przytulic. Dlaczego wszystko potrzebuje planowania, czekania?? A szkoda, ze nie pomysli, ze On kiedys bedzie na mnie czekac a nie przyjade na umowione spotkanie, pozaluje, wszyscy beda zalowac..:( Potne sie i bedzie tyle.
Kurcze, taki we mnie wielki strach, ogromna litosc nad soba a zarazem nienawisc dla wlasnej osoby.
Boze, w tym wszystkim jest wolanie o milosc!!
Czasami niby wiem o co w tym wszystkim chodzi, jestem dumna, ze wiem i, ze dam rade, lecz mija chwila i chce smierci, smierci tu i teraz, chce jej dla mnie. Nie chce zyc. Tak mi ciezko:-((
To wszystko co teraz napisalam to bez sensu, takie pogmatwane, jak moje kazde, nastepne lata zycia. I po co to?
Hmm, “tylko mnie kochaj” Boze i kaz umrzec.

By Monika on maja 9, 2008 | Reply
Wytlumacze Wam [o ile kogos w ogole interesuje moja wiadomosc:( ].
Jestem w zwiazku, ale nie chce tego uzalania, potem zlosci na mnie, ze taka ladna, cudowna a potem ma takie problemy, ze trzeba z takim problemem (z Nia) byc. Po prostu nie che tego. Kocham Go,wiec wolalabym, by pokochal kogos innego, bez problemu, a ze mna by sie “meczyl” ktos, kogo napradwe bym interesowala, obojetnie czy z, czy bez deprechy.
“Wilk syty i owca cala” heh

By Unknown on maja 10, 2008 | Reply
Monika, znam te sytuacje… ooooj jak dobrze  wiem co czujesz, u mnie byla identyczna sytuacja. Juz z tamta dziewczyna nie jestem, sni mi sie kazdej nocy, plakac juz nie potrafie, jedynie wspominam i wyobrazam sobie jak moglo byc teraz… jak powinno byc. Ale po woli przestaje zalowac, ze z nia nie jestem, bo ani troche mnie nie rozumiala, powiedzialem jej o chorobie, byla samolubna. Reszta juz jest nie wazna… Monika, takie nieudane zwiazki sa jako lekcje! Z ktorych musimy wydobyc jak najwiecej doswiadczenia, zeby wiedziec kogo szukac i wiedziec jakim byc! Pozdrawiam:*

By Binom on maja 10, 2008 | Reply
Problemem wielu z nas jest to, ze czasem zyjemy w swiecie iluzji. Wobrazamy sobie (lub wierzymy w to, ze jest milosc idealna), czekamy na nia calymi latami, a ona jakos nie chce przyjsc, wtedy nastepuje zwatpienie, rozczarowanie, w nastepstwie smutek i zal i koniec koncow depresja… Gdy pojawi sie ten KTOS, jest idealizowany, ale po jakims czasie nie okazuje sie takim jakim go sobie wyobrazilismy… czar pryska. Rzeczywistosc jest okrutna, bo my chcielibysmy, aby ten KTOS wiedzial, czul i myslal tak jak my.
Nie jest tak i nigdy nie bedzie — tak jest tylko w filmach.
Ja niestety tez tak czasem jeszcze mysle - ale z biegiem lat na pewno juz wiem, ze nie ma takiego cudownego rodzaju milosci, ona jest tylko w mojej glowie - nie spelniona…….

By Binom on maja 10, 2008 | Reply
ANIU — CO Z TOBA?? ODEZWIJ SIE DO NAS! CZEKAMY NA CIEBIE!!!!

By Kwiatuszek on maja 10, 2008 | Reply
Ludzie trzymajcie sie !!!!…..j a jestem w takim dolku, ze nawet tu nie pisze….

Monika, to co piszesz, wszyscy czytaja i rozumieja Ciebie, kazdy z nas to przechodzi, czy przechodzil….

Pozdrawiam serdecznie

By Unknown on maja 11, 2008 | Reply
Binom, niestety przyznam Ci racje, tak jest. Milosc albo juz nie istnieje, albo jej wartosc mierzy sie czyms innym niz powinno i zostala zacmiona. Filmy, chyba tylko one, daja mi wiare w istnienie milosci, ale… to tylko filmy ;]Coz chce zebysmy sie mylili i kiedys poznali smak tej wlasciwej, prawdziwej milosci…

By Binom on maja 11, 2008 | Reply
Unknown
Ktos kiedys powiedzial, ze cudownie jest byc soba i wierzyc, ze kiedys w przyszlosci cos pozwoli nam poczuc, ze w srodku mamy serce, a nie kawal miesa. Ale ja w to juz nie wierze - wczoraj bylo dosc dobrze, a dzis od rana znow dol… nakarmilam sie zlymi myslami, zlymi wspomnieniami, niespelnionymi oczekiwaniami i mam dzien do tylu. Nie mam juz szans na cos prawdziwego, ze wzgledu na rozne okolicznosci, ktorych przeskoczyc po prostu nie moge, ale jak mniemam, Ty mlody facet jeszcze ma… na pewno ma…
Pozdrawiam

By elabuk on maja 11, 2008 | Reply
Kwiatuszku Biedny…. JA tez umieralam…. kazdego dnia i nocy…. Az minal czas zaloby i sytuacja stala sie zupelnie mozliwa do wytrzymania, a z czasem nawet do zaakceptowania i uznania jej za prawidlowa. Dojdziesz jeszcze do siebie, ale teraz jeszcze wciaz za wczesnie. Przetrzymaj te napady paniki, ze to juz koniec wszystkiego, te obszary mrozu totalnego wokol Ciebie, to wszystko minie. Nie dawaj sie!!!!!!!!!!!! Jestesmy z Toba!!!!!!!!!

By Unknown on maja 11, 2008 | Reply
Binom myslalem, ze jestes facetem :p wybacz. Nie sadze, ze mam jakies szanse na milosc, czy chociaz na normalne zycie. Zastanawiam sie czy to wszystko to nie jest jakas wielka sciema. Po za tym co ma wiek do tego? Wierze, ze nic… tylko jak tyle mi pozostaje czekac, albo przed dniem smierci mam kogos spotkac “takiego” to wiecie… mam to w… nosie. Binom trzeba to ogarnac i z tym zyc… Nie wiem jak, ale trzeba. Kwiatuszku… tak jestesmy z Toba!

By Gocha on maja 11, 2008 | Reply
11 maj.
Moj swiat coraz bardziej zaciska sie wokol mnie, jest coraz mniejszy. Tak bardzo potrzebuje ludzi, a coraz trudniej mi do nich dotrzec. Codzienne zycie widze jak przez szybe, toczy sie gdzies obok mnie. Bladze jak w labiryncie z luster, wyciagam rece, ale uderzam tylko we wlasne odbicie, krzycze, lecz tylko moj glos mi odpowiada.
Tak bardzo chcialam miec dziecko - lecz coz moglabym mu dac? Przeciez nie mam nic, procz smutku, bolu i samotnosci.
Czy umialabym je kochac, skoro nie znalazl sie nikt, kto pokochalby mnie, skoro nie umiem kochac siebie???

By ania on maja 12, 2008 | Reply
to mile co piszecie, przepraszam, ze tyle milczalam. Jakos nie mialam glowy nawet do tego, by tu zajrzec, moze to glupie, ale tydzien temu odezwalam sie do Tomka. Najpierw sms a potem meil i w piatek mi odp. Napisal, ze musial dac sobie z nami spokoj, bo nie zaakceptowalby takiego zachowania z mojej strony i nie bylby szczesliwy. To czy ludzie chorzy na depresje nie zasluguja juz na milosc, szczescie, zrozumienie, poczucie bliskosci?:( To wszystko jest takie bez sensu, Wszyscy piszecie, bym poszla do lekarza i zaczela brac tabletki, bym mogla dalej zyc, ale czy jest sens dalej zyc w takim swiecie? Gdy nie mysle o samobojstwie, to staram sie jakos pozytywnie myslec, pozytywnie patrzec na swiat, ale na dluzsza mete tak sie nie da  Ciesze sie, ze jestescie i mam do kogo sie odezwac, napisac wszystko, co mnie gryzie bez zadnego udawania. DZIEKUJE WAM WSZYSTKIM pozdrawiam

By ania on maja 12, 2008 | Reply
gosia, rozumiem Cie zupelnie. Widzisz ja bylam juz raz w ciazy, ale przez glupote zabilam je. Nawet nie dalam mu szansy przyjscia na ten swiat. Teraz potwornie tego zaluje, snia mi sie koszmary, brakuje mi go. Potem byly momenty, ze bardzo pragnelam miec dziecko lecz przychodzily mysli, ze nie zasluguje na nie. Miala juz szanse zostac matka i zniszczylam ja, chyba wszyscy mamy problem z okazywaniem milosci drugiej osobie, dlatego zwiazki nam nie wychodza, bo w sumie jak mamy prawdziwie kochac druga osobe, skoro sami siebie nie potrafimy pokochac?:( a to nie jest latwe, przynajmniej dla mnie, nie potrafie wybaczyc sobie paru rzeczy, ktorych bede zalowala do konca zycia

By ania on maja 12, 2008 | Reply
czy nadejdzie kiedys dzien w ktorym nie bede plakala ?:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(

By karola on maja 12, 2008 | Reply
Gosiu rozumiem Cie doskonale! Czasem wydaje mi sie ze z kazdym dniem jest coraz gorzej, ze coraz bardziej zamykam sie w sobie… Jestem przerazona.. czuje to uczucie nadwyraz wyraznie. Zasypiam pelna przerazenia i taka sie budze, Boje sie, czuje sie obco w tym swiecie, jakbym nagle spadla z kosmosu z zupelnie innego swiata. Podziwiam tych wszystkich ludzi ktorzy sobie radza, smieja sie,umieja sie miedzy soba dogadac. A ja?? ja najchetniej schowalabym sie gdzies daleko, tam gdzie nikt by nie mogl mnie znalezc…
Dziecko? Tez bardzo bym je chciala miec, ale nie sadze bym umiala sobie z nim poradzic, dac mu tyle milosci ile potrzebuje skoro sama z soba sobie nie radze..
Milosc a wiek, czy wiek tu ma znaczenie?? Mam 32lata, mam nadzieje ze mam jeszcze szanse na milosc, ale tak szczerze sama juz chyba siebie spisalam na straty:(
Dzis i wczoraj wyszlam spoza moich 4 scian, znajomi zaprosili mnie na przyjecie syna.. Jak sie czulam..niby dobrze, ale tylko ja wiem ile mnie to kosztowlo.. Strasznie sztucznie sie czuje, robie wszsytko by nie pokazac jak mi obco i nieswojo w towarzystwie, ale chyba coraz gorzej mi sie udaje to maskowac. Strasznie mnie to udawanie meczy.. Mi po prostu zle w towarzystwie, nie wiem co mowic, najchetniej bym sie gdzies wcisnela w kat i tam siedziala..ale chodze usmiecham sie, czasem uda mi sie nawet odezwac. To jest straszn e tak zyc!!! Wiecznie z wcisnietym hamulcem. Wrocilam do domu i zupelnie sie rozsypalam… Ale nic..walcze dalej..
Nie poddawajcie sie! Nie jestescie sami na swiecie, nawet jesli tak sie czujecie to nieprawda!
Sciskam Was i dziekuje ze jestescie!

By Kwiatuszek on maja 13, 2008 | Reply
ania… kiedys nadejdzie, tak sadze….ja sama w tej chwili siedze i placze… jest mi tak ciezko, ze nawet juz nie mam ochoty na zycie

By Kwiatuszek on maja 13, 2008 | Reply
ania… i do pozostalych smutaskow… Pozbadzcie sie smutnych mysli.
Zrelaksuj sie.
Pomysl o pieknie otaczajacego Cie swiata.
Docen, jakim cudem jest zycie.
Usmiechnij sie.
Dla kazdego wschodzi zawsze slonce

Nie ma takiej chwili w naszym zyciu, w ktorej nie moglibysmy rozpoczac nowej drogi… moze i prawdziwe…

By karola1 on maja 14, 2008 | Reply
DO MONIKI!!!!!
witam Cie Moniko, uwierz mi, mam identyczna sytuacje jak Ty, tez jest mi bardzo ciezko i bardzo dobrze Cie rozumiem. Jezeli chcesz to mozemy pisac wiadomosci na meila, jezeli Tobie to pomoze, mozemy pisac do siebie, moze pomozemy sobie nawzajem:) pozdrawiam i czekam na odp

By ania on maja 15, 2008 | Reply
NIE CHCE MIE SIE JUZ ZYC :(:(:(:(:(:(:(:(

By Unknown on maja 15, 2008 | Reply
Ania wiem co czujesz… wczoraj tak samo mialem
Ale dzisiaj jest w miare OK, dla Ciebie tez bedzie! “Raz na wozie raz pod wozem” trzeba sprobowac zaakceptowac taki stan rzeczy. Jestesmy z Toba Aniu! Slonce wyjdzie, na pewno! Nie wiem kiedy ani gdzie, ale na 100% wiem ze wyjdzie.

By ania on maja 16, 2008 | Reply
ja tak mam coraz czesciej, juz chyba nie potrafie sie tak naprawde z czegos cieszyc  to potworne i ten bol rozrywajacy mnie od srodka, czasem sie tym wszystkim dusze, tym bolem, lzami, ciezko zlapac mi oddech a w srodku czuje sie pusta, pusta, oprocz tego jednego bolu no i ta samotnosc w takich chwilach

By ania on maja 17, 2008 | Reply
jest mi bardzo przykro i zle, i gdy inni cierpia ja cierpie z nimi, staram sie im jakos pomoc, wesprzec, oni czuje sie lepiej, dziekuja mi za to, ze jestem taka kochana i ciepla, ze ich rozumiem itd, ale dlaczego nikt nie rozumie mnie i gdy jest mi zle, nie ma nikogo przy mnie?  oni ciesza sie, ze jestem, a ja mimo wszystko czuje sie niepotrzebna im, temu swiatu. Wiem, ze beze mnie tez by sobie poradzili, ja czuje sie jak zbedny element tego swiata

By Unknown on maja 17, 2008 | Reply
Oj Aniu ja tez… czuje sie taki zmarnowany… czuje jakbym sie juz wypalil. Wierze ze to prze ta pogode i ze jak sie zmieni to bedzie dobrze! 3maj sie Aniu, ja tez sie postaram.

By Kwiatuszek on maja 17, 2008 | Reply
Aniu, zyj, bo musisz, jeszcze sie do nas slonko usmiechnie!!! MUSIMY w to wierzyc!!…….!!! mi takze jest ciezko, pozostala tylko pustka!!!

Trzymamm kciuki za wszystkich!!!!

By elabuk on maja 17, 2008 | Reply
Wielkie podziekowania za teksty od SW. Jana od Krzyza. To dopiero pomaga. Prosze o wiecej. POzdrowienia.

By karola on maja 17, 2008 | Reply
mi tez sie nie chce zyc… kazdy dzien taki sam… wszystko takie trudne, pod gorke… ciezko wstac, ubrac sie, zrobic sobie cokolwiek do jedzenia… nic nie cieszy, nic:(( NIE CHCE TAK ZYC… i nie wierze, ze to ma jakis wiekszy sens! Nie ma sensu takie marnotrawienie czasu… tygodni, miesiecy, lat!!
nie wiem co mam robic, by z tym skonczyc. By wreszcie zaczac zyc… probuje… ale mam wrazenie, ze to jest niezalezne ode mnie… ze los, czy to cos, co mnie ogarnelo, smieje sie mi w twarz…

By Domi on maja 18, 2008 | Reply
Kochani… chcialam Wam powiedziec, ze podzielam Wasz dramat depresji. Wpadlam w nia niedawno w wyniku nieposluszenstwa Panu Bogu i teraz mozolnie musze pchac wozek zycia do przodu… Czasem mi sie nie chce, czasem upadam, generalnie sami wiecie AUTODESTRUKCJA gwarantowana. Niesamowita radoscia bylo przeczytac Wasze posty - sami je przeczytajcie raz jeszcze!! Wiecie jakie w tym swiadectwo jest?? Patrzcie ile nas jest? Poranieni, w rozpaczy, z brakiem sensu… a jednak jestesmy RAZEM, wystarczy spojrzec jak sie dzielicie soba! Dla mnie to piekne! Ile w tym odwagi i sily… Wy, ktorzy piszecie “mam slaba psychike”, “nie mam juz sil”, “chce to skonczyc” - dzielicie sie najgorszymi przezyciami, a to przeciez tak trudne.
Jesli chcecie pogadac, napisac cos itp. piszcie na maila fragumi@gmail.com Studiuje teologie, wiec moze - jesli macie tez pytania dotyczace wiary czy Boga, postaram sie podyskutowac z Wami:)
Mam nadzieje, ze i mnie pomozecie “z tego” wyjsc - bo jak nie Wy to kto??
Kocham i sciskam
Dominika
Ps. depresja zawsze wystepowala, tylko pod roznymi nazwami i tak np.w starozytnosci byla nazywana acedia duchowa i przypisywano jej powstanie szatanowi…

By ania on maja 18, 2008 | Reply
gorszy od koszmaru smierci jest koszmar bycia jeszcze zywym :(:(:(:(:(:(:(

By Agnieszka on maja 18, 2008 | Reply
Kochani - uwazam troche tak, jak Domi. Wydaje sie nam, ze nie potrafimy kochac, ale jednak potrafimy, bo interesuje nas los innych - piszemy tu do siebie i to oznaka wirtualnej przyjazni, ktora tez jest uczuciem. Ja wiele bym dala, zebyscie wszyscy wyzdrowieli, nie tylko ja.
W depresje wpadalam prawdopodobnie kilka razy - ostatni byl najgorszy. Ktos potraktowal mnie bardzo zle, ale u mnie stalo sie cos wiecej niz u Was - mialam potem psychoze. To znaczy - urojenia, dwa lata w nocy slyszalam glosy oskarzajace mnie. Myslalam, ze ktos mnie obserwuje. Pisze to, zeby Wam powiedziec, ze sa gorsze stany od depresji, ale nie po to, aby Was oskarzac, ale po prostu napisac, ze i z tego sie wychodzi. Dostalam leki i udalo sie, szczegolnie, ze nie mam schizofrenii. Dziekuje za to Bogu. Ale po tym wszystkim pojawila sie depresja.
Dzisiaj mysle o tym jak o przejsciu przez ogien - wiele razy myslalam, ze tego nie wytrzymam, balam sie tak strasznie, wszystkiego. Balam sie jezdzic pociagiem, autobusem, balam sie innych ludzi, sasiadow. Zdawalo mi sie, ze nie ma niczego pozytywnego. Kiedy to najgorsze minelo, pojawil sie smutek - wszechogarniajacy, pozerajacy sily. Przerwalam studia, bo nie moglam sie skupic. Wydawalo mi sie, ze nie warto, nie warto wyjsc z domu, nie warto cos robic.
Teraz chce wrocic na studia, znalezc dodatkowa prace, bo w tej, w ktorej jestem, malo zarabiam i mam zbyt malo zajec, a wolny czas, wiecie sami, wykorzystuje niestety na myslenie, a ono niszczy. Biore lerivon, utylam, i oczywiscie sie sobie nie podobam… kochani, ciesze sie, ze jestescie, ze walczycie, ze dzielicie sie swoimi doswiadczeniami.
Miejmy nadzieje na te lepsze dni, one sa, beda, nie wszystko zawsze bedzie takie czarne. Bog za bardzo nas kocha i wie przeciez, z jakiej gliny jestesmy, i nie bedzie nas nigdy doswiadczal ponad nasze sily. Ja w to wierze, chociaz w chwilach zwatpienia wydaje mi sie, ze nie wierze. Ale to tylko uczucia, ktore mijaja, trzeba w to wierzyc, wiara to wola, mowi swiety Tomasz, poki chcemy wierzyc, wierzymy. Nie zapominam o Was, odwagi wszystkim!

By kasia on maja 19, 2008 | Reply
Karola! wiem jak Ci ciezko, bo tez to przechodze. Nie umiejac cieszyc sie spotkaniami ze znajomymi, unikalam ich, ale podjelam walke ze swoja depresja, chodze na terapie i tam wiele rzeczy do mnie dotarlo. 1/ depresja to ewidentny deficyt braku milosci i poczucia bezpieczenstwa w dziecinstwie /w normalnych rodzinach tez to wystepuje/ silniejsi psychicznie ludzie w doroslym zyciu radza sobie z tym bez problemu, slabsi odpadaja i cierpia. 2/ spojrz jaki to skarb, ze sa ludzie, ktorzy pomimo naszego czarnowidztwa chca z nami sie spotykac.Tam spotkalam 25, 30 letnich ludzi, ktorzy autentycznie poza rodzina nie maja kumpla, ktoremu mogliby sie wychlipac. Ja przez miesiac wycia utylam 12 kg i obmyslalam jak spokojnie zwinac sie z tego swiata.Teraz wychodze na prosta dzieki terapii i ludziom, ktorzy przeszli gorsze rzeczy, a teraz zyja pelnia zycia. Pamietaj, wszysto co najlepsze jest przez Toba , bedziesz b. szczesliwa. Tylko walcz: rano po przebudzeniu zrob sobie cwiczenie /polecane przez najlepszego z psychoterapeutow amerykanskich/ wyobraz sobie, ze lezysz w trumnie, nie zyjesz i spojrz z boku na swoje smutki. One sa w Tobie, nie w swiecie zewnetrznym, a to co jest w Tobie mozesz zwalczyc -TYLKO TY o tym decydujesz. Codziennie pocieszaj swoje wewnetrzne dziecko. Z ta choroba naprawde mozna wygrac!!!!

By mani on maja 19, 2008 | Reply
mialam i chyba juz nie mam depresji, ale zmienne nastroje bywaja.
Pisze, bo akurat dolek mnie naszedl i becze.
Czy czytanie Waszych wpisow mi pomoze? nie wiem

By Unknown on maja 19, 2008 | Reply
Kasiu z tym deficytem milosci zgadzam sie z Toba stuprocentowo, chociaz nie pamietam jak bylo w dziecinstwie, ale tez niezbyt kolorowo, problem w tym, ze teraz mi jej brakuje. Mialem dziewczyne… piekna! Kochana! I tak jak pisala Anja Stern o swoim chlopaku, moja dziewczyna byla “idealna” lecz tez do czasu… A teraz? Wiecie sami.

By karolka on maja 20, 2008 | Reply
Dziekuje Ci Kasiu za te slowa! Naprawde dalas mi nimi duzo otuchy. Moge wiedziec jak trafilas na terapie? Sama sie zglosilas, czy wyslal Cie tam lekarz?
W razie czego podaje e-mail : mbutterfly@op.pl

By ania on maja 20, 2008 | Reply
witajcie

wiecie, mam w domu piesni chrzescijanskie, zaczelam sluchac, rozmyslac, od czerwca chce isc do psychologa no i chce zblizyc sie do Boga, czas cos zrobic z tym zyciem, bo juz wystarczajaco duzo obsob stracilam przez te chorobe, chce sie cieszyc zyciem tak jak inni, zyc normalnie… wiem ze dluga droga przede mna, ale chyba warto ja podjac…

By kasia on maja 21, 2008 | Reply
Karolka,Unknown Kochani! Poczucie straty jest w Was, nie w swiecie zewnetrznym. Jezeli Jestescie teraz przygnebieni, rozczarowani, poobijani to to uczucie Jest w Was nie w innych. “Milosc” moze odejsc bez wzgledu na Wasza urode, intelekt, czy zachowanie - kazdy czlowiek ma swoje wewnetrzne leki, obsesje, hamulce. Teraz musicie nauczyc sie przelamywac uzaleznienie od uczuc drugiej osoby. Jesli odeszla, to nie byla Ta milosc. To bylo z Waszej strony przywiazanie, wizja osoby, ktora sami wyposazyliscie w cechy, ktorych byc moze nie posiadala. Szczescie to jest stan odchodzenia od iluzji, a rozpadajace sie iluzje bolesnie rania. Prawdziwa Milosc rodzi sie poprzez swiadomosc wlasnego Ja, poprzez prace nad wyrzuceniem z siebie nielubienia SIEBIE. Musicie siebie pokochac. Dosiega Was zniechecenie, lek, marazm, cierpienie, bo jak macie otworzyc sie na zycie, skoro przebywacie 24godz. na dobe z Kims kogo nie lubicie -WEWNETRZNE JA. Najpierw musicie pokochac samych siebie, a wtedy przyjdzie do Was ta prawdziwa dojrzala Milosc, ktora Was nigdy nie opusci. Bo takie dojrzale, silne Ja przyciaga szczescie. Pokochac Siebie nie ma nic wspolnego z egoizmem. Ktos kiedys w dziecinstwie, szkole, gdzies wmowil Wam beznadziejne klamstwo, ze jestescie do niczego, nic nie potraficie - to klamliwe przekonanie niszczy Was i Wasze relacje z innymi, bo podswiadomie czekacie na katastrofe. Polecam Wam wspaniala ksiazke: “Przebudzenie” Anthony de Mello, napisal ja Jezuita, jeden z najlepszych psychoterapeutow w Stanach. Facet, ktory psychoterapia wyciagal ludzi ze schizofrenii bez lekow! Wiec wspolnie robimy krok 1 - zaczynamy kochac siebie, jak to zrobic, napisze Wam, w piatek. Mowie Wam Czesc zdaniem, ktorym moja terapeutka konczy zajecia: Boze daj nam laske przyjecia ze spokojem tego, co zmienione byc nie moze, odwage by zmienic to, co powinno byc zmienione i madrosc odrozniania jednego od drugiego. “Jesli chcesz, aby urosly Ci skrzydla, musisz zdecydowac sie zeskoczyc z urwiska” - ta mysla zacznijmy zmieniac w naszym zyciu wszystko - to jest mozliwe. Sorry nagledzilam Wam, ale to prawda, ktora sie chcialam z Wami podzielic i zapewnima Was, ze Milosc i Szczescie w zyciu jest przed Wami. Pozdrawiam kaska. jamos3@wp.pl.
Karolka na terapie trafilam tak: bylam na spacerze z psem w lesie i zaryczana, cierpiaca z powodu odrzucenia, wlasnie olsnila mnie mysl, ze moge sie skutecznie powiesic sie na smyczy i wreszcie bedzie ok. W tym momencie na drodze stanela przede mna kobieta, ktora tez byla z psem na spacerze i tak ostrozne gadu gadu - to byla moja Obecna terapeutka, kobieta, ktora uczy mnie co to znaczy zyc. Ja to odbieram ewidentnie jako prezent z Gory. Pozdrawiam Kaska

By al on maja 22, 2008 | Reply
Kochani!!
Dedykuje Wam i wszystkim z depresja moj wiersz
i juz bedziecie wiedziei,ze jestem jednym z Was.

By Agnieszka on maja 23, 2008 | Reply
Kasiu, dziekuje za te madre slowa. Jest nad czym myslec… zapamietam Twoje slowa, ze trzeba pocieszac swoje wewnetrzne dziecko. Tak wlasnie sie czuje, jak dziecko, ktore potrzebuje bardzo zrozumienia i pocieszenia…

Jestes malym promyczkiem nadziei - to piekne. Pozdrawiam wszystkich cieplo.

By Tez Kasia :) on maja 23, 2008 | Reply
Przeczytalam slowa Kasi, ktore napsiala 21 maja i az mnie zatkalo… Tak, powaznie! Kasiu, jak to przeczytalam poczulam, ze hmm… chyba nie jestem sama, a dzisiaj tak naprawde jest pierwszy dzien, kiedy postanowialam poczytac “cos” na temat “stanu w ktorym jestem”… Dziekuje, ze dzieki Tobie poczulam chociaz przez chwilke, ze ktos jest w stanie mnie zrozumiec…

By kasia on maja 26, 2008 | Reply
Agnieszko, Kasiu, takich osob jak my jest baaardzo duzo. Wiem, ze damy rade wyjsc z tego dola, chociaz nie raz beda ogarniac nas watpliwosci i poczucie bezsensu bedzie silniejsze, ale generalnie nie poddajemy sie, zaczynamy dbac, pocieszac i uczyc sie kochac wenetrzne “Ja” - to jest warunek i podstawa do wyjscia z depresji. Uda nam sie!!!!!!!!! za trud i wysilek wlozony w proces zdrowienia przyjdzie nagroda w postaci szczesliwego, pelnego zycia. Pozdrawiam Was serdecznie.
Kaska

By Kwiatuszek on maja 27, 2008 | Reply
Musi nam sie udac, jest nas tu bardzo wielu!!!!!

3 majcie sie, ja jestem sercem z Wami, a Bog jest takze z nami!!
Nie ma slonca, deszczu, milosci, jest bol i cierpienie!!! ale to lepsze nadejdzie, WIERZCIE MI!!!!

Pozdrawiam

By slota on maja 27, 2008 | Reply
Trafilam tu dzis po raz pierwszy. Z duza doza niepewnosci wystukuje kolejne litery.

By slota on maja 27, 2008 | Reply
Kolejny dzien stracony! Caly dzien w betach  A na koniec trafiam tutaj i czytajac Wasze komentarze zalewam sie lzami, ale to nic, czuje bynajmniej, ze uszly troche ze mnie negatywne emocje.

Kasiu, szczerze zazdroszcze terapeutki. Ja tylko regularnie odwiedzam psychiatre, ktory i tak nie jest mi w stanie pomoc. Przychodze tylko po kolejne recepty.

By ar on maja 29, 2008 | Reply
Juz wczesniej zaczelam pisac pierwszy wpis na przywitanie, ale jak zwykle nie starczylo odwagi, zeby go wyslac.
Jakos ciezko w zyciu i zupelnie nie umiem nic z tym zrobic. Kiedy dzis myslalam o tym, zeby zebrac sie w sobie i pojsc do psychologa, jeszcze ze starym skierowaniem, stwierdzilam, ze nie zdaze. Za kilka dni koncze 26 lat. Przestane byc ubezpieczona. Nie skonczylam studiow, nie mam pracy, to o czym marzylam od zawsze – juz dawno przestalo byc mozliwe.
Od czasu do czasu bywa u mnie gorzej i wlasnie sie zaczyna. Kazdy dzwiek jest podejrzany. Co chwile ogladam sie i wysluchuje jak przestraszony kot. Snia sie w polsnie koszmary i boje sie ruszyc pod koldra. Kiedy uda mi sie zmusic siebie do wstania kolo poludnia z mocnym postanowieniem niemarnowania czasu, skupiam sie tylko na dziwnym uczuciu w glowie i zdretwialych palcach. Jestem cale dnie sama i sama przed soba udaje, ze jeszcze uda sie napisac prace magisterska po rocznej przerwie (a promotor dawno o mnie zapomnial). Prawie nie wychodze z domu. Chyba ze wieczorami i zawsze staram sie wybrac moment, kiedy nie ma w poblizu sasiadow. I tak mnie widza, chocby przez okna…
Wstyd mi przyznawac sie komukolwiek do moich mysli. Moje odpowiedzi i nie tylko odpowiedzi, denerwuja tylko. Rada:”Przestan sie uzalac nad soba”. I jest mi jeszcze bardziej wstyd. Wiec sie chowam jeszcze mocniej.
“Generalnie nie poddajemy sie”. Nie chce sie poddac, tylko sama nie umiem wymyslic nic madrego.
Odwazylam sie napisac, bo chce podziekowac Kasi za rady. Bede wdzieczna za kazda malenka. Nie chce sie poddac, bo boje sie tego, ze moze byc jeszcze gorzej, a wiem, ze moze byc gorzej.
Codziennie, kiedy przytomnieje, zmuszam sie do czytania brewiarza. Probuje wierzyc i czasem kiedy cicho spiewam psalmy, robi sie mniej strasznie. Ale zniechecenie jest coraz wieksze i coraz trudniej szukac pociechy w modlitwie. Przeciez trzeba z czegos zyc, trzeba normalnie funkcjonowac, pracowac. A ja nie umiem.

By admin on maja 30, 2008 | Reply
Ar, jestes mi bardzo bliska, choc jestem od Ciebie strasza o ponad 30 lat.
Chce Ci powiedziec cos dobrego, budujacego.

Po pierwsze - idz do psychologa. Kazda rozmowa pomaga - nam potrzebne jest “wyjscie z siebie” do ludzi. Wspaniale, ze napisalas do nas - to jest pierwszy krok, wcale nie maly

Po drugie - czasem dobrze jest poddac sie (w przeciwienstwie do tego, co napisalas, ze nie chcesz sie poddac). Tak, uznaj to za fakt, ze zle sie czujesz, ze masz leki. Sa! I taka jest prawda, ze czujesz sie bezradna ze swoja slaboscia.

Po trzecie - oddaj te swe leki i niemoce Panu Bogu tak jak umiesz: modlac sie, czy czytajac Pismo swiete, albo po prostu idz do kosciola i posiedz tam sobie. Mnie pomaga modlitwa na Rozancu. Rozaniec towarzyszy mi na spacerach, w autobusie, gdy zasypiam i gdy sie budze

Po czwarte - gdy uwierzysz, ze Pan Bog Cie bardzo, bardzo kocha, zaczniesz odczuwac sens Twojego ciepienia.

W mazowieckim radio Jozef trwa od miesiaca modlitwa za ludzi z depresja - ona dotyczy Ciebie takze. Wierze, ze przyniesie Ci ulge.
Pisz do nas

By kasia on maja 30, 2008 | Reply
Ar! z tego co piszesz mozna wywnioskowac, ze depresja Cie sciaga w dol, nie daj sie!!!! Potrzebujesz wsparcia i pomocy.To nie jest wstyd, musisz sie zglosic do psychologa. Nie wiem z jakiego miasta jestes, ale w PZP przyjmuja panstwowi lekarze. Popros o uczestnictwo w grupach wsparcia. Wyjscie na nowo z checia do zycia nie jest latwe, ale jest mozliwe i dasz rade!!!To ze czujesz rozpacz i lek to sa wewnetrzne twory, to sa Twoi wrogowie, ale zwalczysz to. Te wszystkie Twoje zahamowania utworzyly sie z dawnych zmagan, pamietaj, kiedy Ty sie zmienisz, zmieni sie wszystko i spotka Cie wszystko co dobre.
napisz czy znalazlas pomoc.
zawalcz, a zwyciezysz!!!
Trzymam kciuki
Kaska

By mona on czerwca 2, 2008 | Reply
Ar, to co piszesz jest mi bliskie. Ja tez nie moglam dlugo napisac i obronic pracy magisterskiej. Siadalam do komputera i prawie zasypialam, nie moglam uchwycic rozbieganych mysli, czulam niemoc intelektualna i brak zaufania do wlasnych wnioskow i sformulowan i wreszcie obwinialam sie za swoje lenistwo, strasznie obwinialam - to bylo tak jak samobiczowanie. Zajelo mi to 3 lata - z Boza pomoca dzien po dniu staralam sie napisac chociaz jedno zdanie i udalo sie. Nie poddawaj sie Ar, nie mow sobie, ze jest za pozno, ze to za dlugo trwa. Trwa tyle ile musi, masz tyle sily ile masz, ale probuj, codziennie probuj, chociaz jedno zdanie…
Ja wtedy nie wiedzialam jeszcze, ze choruje na depresje. Dotarlo to do mnie dopiero teraz po kilku latach, kiedy mam juz rodzine i dzieci i nie moge udzwignac codziennosci. Najchetniej lezalabym w lozku schowana pod koldra, ale sa dzieci i one patrza i nie rozumieja co sie dzieje, dlaczego ich mama jest ciagle smutna, albo zdenerwowana, albo nie dba o siebie, dlaczego dom tonie w balaganie… to boli, to straszne cierpienie widziec ich ufne twarzyczki i czuc to co czuje w srodku…
Nie moglam sie modlic, prosilam tylko Boze ratuj, ratuj bo tone! I wiem, ze On to uslyszal, bo dal mi rozpoznac, ze moj stan to depresja, bo sprawil, ze trafilam na te strone i wreszcie powiedzialam dosc, chce byc zdrowa i zobaczyc piekny swiat, bo swiat musi byc piekny skoro Ty Boze go stworzyles! Tylko ja tego na razie nie widze, moze kiedys widzialam, ale to bylo bardzo dawno temu i juz nie pamietam. Zapisalam sie do psychiatry, czekam na wizyte i dojde tam chocby na kolanach.
Dziekuje Ci Admin za te strone, bo to dowod na to, ze z cierpienia moze zrodzic sie wielkie dobro dla tylu ludzi, dziekuje.
Ar ja modle sie krotka modlitwa, ktora wienczy rozwazania z rekolekcji ignacjanskich moze do Ciebie tez przemowia jej slowa:

Zabierz, Panie i przyjmij
cala wolnosc moja,
pamiec moja i rozum,
i wole ma cala,
cokolwiek mam i posiadam.
Ty mi to wszystko dales -
Tobie to, Panie oddaje.
Twoje jest wszystko.
Rozporzadzaj tym w pelni
wedle swojej woli.
Daj mi jedynie
milosc twa i laske,
albowiem to mi wystarcza. Amen.

Dziekuje wszystkim

By gosik on czerwca 2, 2008 | Reply
witam wszystkich, chcialam Wam wszystkim powiedziec, ze kilka miesiecy temu przechodzilam to samo zalamnie, cierpialam cialem i dusza, tak ze myslalam, ze nie wytrzymam tego… gdy znalazlam te strone i zaczelam czytac, to w kazdym bylo cos co mnie dotyczylo. Tak, milosc boli szalenie, tez myslalam o samobojstwie i bylo mi obojetne wszystko, napisalm moze 1000 listow pozegnalnych, ale dopiero gdy udalo mi sie porozmawiac z kims obcym, poczulam, ze umiem mowic, ze chyba da sie jeszcze ze mnie zrobic czlowieka. Kochani, nie czekajcie bezczynnie, zbierzcie wszystkie sily i pukajcie do drzwi, powiedz co cie boli. NIE JESTES SAM !!
Choc dzis patrze inaczej na to co bylo, pamietam te uczucia, ktore jak sadze zostana wyryte na zawsze w naszych pamieciach. Po prawie 5 latach zmagania sie ze soba znow czuje chec do zycia i to jest ten cud, w ktory nie wierzylam. Czas leczy rany - wiem, ze to trudne, ale zycze kazdemu z Was, zeby te zle chwile jak najszybciej minely i aby kazde serce rozpalilo sie nowa lepsza i prawdziwa miloscia. Nie jestem jeszcze calkiem zdrowa, ale czuje, ze przezylam ten horror…. pozdrawiam

By martaa on czerwca 2, 2008 | Reply
witam wszystkich, pisze pierwszy raz i ciesze sie, ze znalazlam taka strone. Wszystko co tu przeczytalam dalo mi duzo, a juz starcilam nadzieje, ze sa tacy ludzie jak ja, pograzeni w beznadziei na co dzien, i jesli ktos mi odpowie choc dwoma zdaniami, to moze z kims w koncu pogadam o tym wszystkim, o czy nie moge z nikim, bo nikt tego nie rozumie. Wiem, ze troche bez sensu pisze, ale to moj pierwszy raz na takim forum i nie zabardzo wiem od czego zaczac.

By dorota on czerwca 3, 2008 | Reply
do damiana: Co to znaczy, ze chciales ja uszczesliwic? ze wyginales sie przy najmniejszym jej drgnieciu? Musialbys sie zabrac za siebie, nie za szukanie osoby, ktora by Cie pokochala. Nawet najbardziej swietni ludzie nie moga pomoc komus, kto tej pomocy nie chce, kto samemu sobie nie chce pomoc. Trzymaj sie mocno i szukaj dobrych rozwiazan, dla siebie i innych.

By gabi on czerwca 4, 2008 | Reply
czytam juz od dawna Wasze komentarze, jest to chyba jedyne dobro, ktore mi pomaga w mojej przyjaciolce depresji. Dziekuje Wam z calego serca, jestescie kochani.

By gabi on czerwca 5, 2008 | Reply
JUZ 3 lata jestem na lekach, moja deprecha zaczela sie od bezsennosci. Nie sypialam prawie w ogole, pracowalam i konczylam studia. W dodatku zajmowalam sie domem, dwiema corkami i nawt psem:-) Do dzis nie wiem czy bezsennosc wywolala u mnie depresje, czy to depresja dala znac, objawiajac sie w formie bezsennosci… To chyba bledne kolo. Przyjmuje leki, co daje mi mozliwosc wykonywania najprostszych czynnosci. Jednak to nie leczy choroby, jedynie ja na chwile usypia, chyba tylko po to, by wrocila ze zdwojona sila. Najlepiej byloby zejsc z tego swiata, ale nie moge tego zrobic moim dzieciom, za bardzo je kocham, bym byla w stanie zadac im taki bol. Jednoczesnie zycie tak bardzo mnie boli, ze nie wiem czy dam rade… Chyba boje sie nawet siebie. Ciesze sie, ze jest taka strona. Dieki Wam wiem, ze nie jestem nienormalna, ze to tylko choroba…, ktora ja juz chyba przegralam. Moze lepiej jej sie poddac i nie walczyc z nia, gdzie walka i tak wydaje sie byc pozbawiona sensu. Jednak mimo wszystko dziekuje Wam z calego serca, ze Jestescie, moze to egoistyczne, ale lzej mi troszke, ze nie jestem sama. Bede sie za Was modlic. Trzymajcie sie kochanii walczcie, bo zaslugujecie na wszystko co najlepsze…

By gabi on czerwca 5, 2008 | Reply
do Marty. Ja rowniez pierwszy raz pisze, pewnie tez bezkladnie. Sama choroba i leki troche nas ograniczaja, m.in. w pisaniu:-) Jednak rozumiem Cie, bo ta choroba na tym polega, ze my sie zrozumiemy, gorzej ze zrozumieniem z innymi, zdrowymi. Podobno nie powinnysmy ich winic, bo kto nie przeszedl piekla deprechy, ten jej nie pojmie… Napisz Marto cos wiecej o sobie.

By ania on czerwca 5, 2008 | Reply
gabi, nie poddawaj sie, masz dla kogo zyc, masz dzieci, ktore kochasz i one bardzo Cie kochaja i potrzebuja, juz tyle razy probowalam sie zabic, ale podjelam decyzje, ze wezme sie za siebie, bo w glebi duszy, mimo iz ten swiat jest taki a nie inny, to chce nadal zyc, poznawac nowych ludzi, nowe miejsca:) chce, by moje zycie nabralo kolorow i przestalo byc takie szare i beznadziejne, mam nadzieje, ze mi sie uda, trzymaj sie cieplo

By goska on czerwca 6, 2008 | Reply
od kilku miesiecy czuje sie zle. Ciagle mam problemy z wykonaniem roznych czynnosci, czuje, ze do niczego sie nie nadaje, nic nie potrafie zrobic bez czyjejs pomocy, ciagle dopadaja mnie dziwne leki, strach, chce mi sie ciagle plakac, nikt mnie nie rozumie, mam wrazenie, ze wszyscy patrza na mnie jak na wariatke. Wole siedziec w domu, przerazaja mnie wieksze tlumy ludzi, dostaje dusznosci, ataki leku. Ostatnio ciagle mysle o smierci, choc panicznie jej sie boje, ale w ostatnich dniach to myslenie zaczelo przerastac mnie sama. nie wiem co robic, nie oszalalam, ale zaczynam sie juz bac samej siebie

By martaa on czerwca 6, 2008 | Reply
do gabi: ja rowniez mam klopoty ze snem, w ogole nie sypiam jak w takim filmie mechanik:) a tak serio, to raz mam dobry dzien, mam wrazenie, ze cos moge zrobic, a na drugi juz dno, tak ze nic ode mnie nie zalezy i choc nie wiem jak bardzo sie staram, nic nie jest tak jak powinno byc, widze tylko czarny kolor wokol siebie, mam wrazenie, ze ja stoje w miejscu, podczas gdy innym cos udaje sie w zyciu. Tak naprawde nie pamietam kiedy bylam ostatni raz szczesliwa i juz sie pogodzilam, ze moje zycie jest bez sennsu i kompletnie nie mam sie na kim oprzec  a ty mam, wrazenie, ze za duzo wzielas na siebie obowiazkow, ale masz dzieci i to jest najwaznjiejsze. Moze nie dokladnie pisze to, co rzeczywiscie mialam na mysli, bo nie zwyklam wypowiadac swoich emocji, nikt nigdy nie chcial mnie sluchac.

By martaa on czerwca 6, 2008 | Reply
do kasi: wspominalas, ze napiszesz cos o tym, czego sie nauczylas na terapii, prosze zrob to, bo mysle, ze nie tylko mnie bedzie to interesowac, ale i reszte. Twoje slowa sa bardzo budujace.

By edzia on czerwca 7, 2008 | Reply
Witam wszystkich. Jestem nowa na stronie i nowa dla mnie jest depresja. Przynajmniej w takiej postaci jak teraz. Poczucie beznadziejnosci towarzyszy mi bowiem od lat, ale jakos dawalam sobie z tym rade. Przynajmniej tak mi sie wydawalo. Pewne wydarzenia w moim zyciu sprawily, ze teraz jestem na skraju. Bardzo chce zyc, ale brak mi sil. Wszystko mnie boli, siwych wlosow przybywa mi w zastraszajacym tempie, poczucie winy i roztrzasanie w kolko minionych wydarzen. Wstanie rano z lozka to koszmar, jednoczesnie lezenie w nim i roztrzasanie tez jest bez sensu. Wczoraj bylam u lekarza, kolejna trauma miejsce niezbyt zachecajace, termin na czwartek… jak ja mam doczekac do czwartku?? Nie dalam sie splawic i powiedzialam, ze nie dam rady. Trafilam do bardzo milej pani doktor, dala mi nadzieje i juz w poniedzialek ide do psychologa. Dostalam tez leki, ale boje sie ich troche… Strasznie mieszam piszac, sorki. Duzo sie modle i prosze Jezusa o pomoc. Wierze, ze bedzie dobrze… Jestem podobnie jak wiele osob tutaj sama ze swoim problemem, w domu musze ukrywac co ze mna sie dzieje. Nadchodzi popoludnie wiec i dla mnie lepsza pora dnia, moze nawet uda mi sie wyjsc z domu, a przynajmniej umyc sie i zrobic paznokcie  Ostatnio czytam Pismo Swiete, ktos mi tak poradzil i to rzeczywiscie pomaga. Pragne na nowo odnalezc droge do Boga, zeby nie byc juz nigdy tu na ziemi sama. Bo to wlasnie przez ta dojmujaca samotnosc narobilam tyle glupstw i teraz jestem tu gdzie jestem.
“Nie lekaj sie bo Ja jestem z toba; nie trwoz sie, bom Ja Twoim Bogiem. Umacniam cie, jeszcze i wspomagam, podtrzymuje cie moja prawica sprawiedliwa” Iz.41.10

By MAGGI on czerwca 7, 2008 | Reply
SLUCHAJCIE! WSZYSCY JESTESCIE NAPRAWDE WSPANIALI! JA GLEBOKO UKRYWAM TO, ZE WEWNATRZ MAM SMUTEK. STWORZYLAM SOBIE INNY IMAGE, OSZUKUJE SAMA SIEBIE I INNYCH. WSZYSCY MYSLA, ZE JESTEM WESOLA, BEZTROSKA, PIEKNA I DOBRA DZIEWCZYNA. MYSLA, ZE JESTEM BARDZO PEWNA SIEBIE. NIE WIEDZIALAM ZE JEST NAS AZ TYLE, A WY JESTESCIE CUDOWNI, ZE POTRAFICIE O TYM MOWIC!! I POWIEM WAM, ZE SKORO JEST NAS TAK WIELE, CO ZNACZY, ZE NIE JEST KAZDY Z NAS KALEKA SPOLECZNA, ALE JESTESMY TA BARDZIEJ WRAZLIWA, UCZUCIOWA CZESCIA SPOLECZENSTWA. DOSTALISMY DAR OD BOGA JAKIM JEST MIEKKIE SERCE, POKlADY WSPLOCZUCIA I EMPATII NA BOL INNYCH, I DLATEGO DASTAJEMY KOPA W D… BO SPOLECZENSTWO DAZY DO STWORZENIA ROBOTOW. NIE MARTWCIE SIE - JESTESMY RAZEM!!! KOCHAM WAS

By MAGGI on czerwca 7, 2008 | Reply
bo my musimy brac leki, zeby dostosowac sie do tej reszty bezwzglednego, hamskiego spoleczenstwa. To nie z nami jest cos nie tak, tylko z nimi!!!! My CZUJEMY!!

By ania on czerwca 7, 2008 | Reply
MAGGI to co napisalas jest piekne, naprawde. My tez Ciebie kochamy. Ja rowniez wszystko ukrywam w domu, w pracy i w ogole: (to jest meczace, ale gdy zaczynam o tym komus mowic, to potem trace te osobe, przez depresje  mam jej juz dosyc  czasem myslalam, ze mam za miekkie serce, ale lepiej miec takie i czuc, niz miec serce z kamienia i nie czuc nic…

By ania on czerwca 8, 2008 | Reply
bo gdy czujemy wiemy ze zyjemy bez wzgledu na to jakie to zycie jest….

By kasia on czerwca 8, 2008 | Reply
Maggi jestes wielka za te piekne slowa. Bo to prawda, ze przez te wrazliwosc cierpimy, abysmy tylko umieli dalej isc, aby wiara w Boga z nami byla.
GDZIES NA DNIE DUSZY TWEJ
JEST KROPLA SILY
WIEC KORZYSTAJ Z NIEJ
W TEJ CHWILI ZLEJ

By mona on czerwca 9, 2008 | Reply
Przepraszam z gory wszystkich, ktorzy tak czuja, ale do mnie nie przemawiaja slowa: “To nie z nami jest cos nie tak, tylko z nimi!!!! My CZUJEMY!!”, albo o chamskim spoleczenstwie, etc. Maggi rozumiem, ze przemawia przez Ciebie zal, mnie on tez czesto zalewa, ale no wlasnie, czy mamy prawo tak surowo oceniac innych, odbierac im prawo do czucia? Czy siedzimy w duszy innych chocbysmy byli najwrazliwsi na swiecie? Po co stawiac sie w opozycji do swiata? Ja w kazdym razie wiele razy doswiadczylam, ze zawiodly mnie moje surowe oceny innych i sprawily im bol. To, ze KTOS nie ma potrzeby brania lekow, nie jest rownoznaczne z tym, ze jest ta chamska reszta spoleczenstwa. Pozdrawiam

By nowa on czerwca 9, 2008 | Reply
Od kilku miesiecy nic nie robie, uczylam sie - w tym roku mialam skonczyc studia, jedne z dwoch, niestety nie napisalam pracy, mialam kilka podejsc, zawsze konczylo sie na ustalaniu bibliografii, teraz nie jestem w stanie nawet zdac zaliczen, tzn. podejsc do nich. W zeszlym tygodniu zdalam jeden egzamin, to bylo znow fantastyczne uczucie dzialania. Czuje sie dobrze, a tak na prawde to trudno mi cokolwiek powiedziec, bo tak wiele mam mysli, ktore ciezko uporzadkowac. Tak, dzien jest walka, wstaje w miare szybko, bo wiem, ze pozwolenie sobie na dluzej moze zaszkodzic, a i tak sypiam dlugo, bez przeszkod, wiec staram sie wstawac od razu po przebudzeniu. Teraz jednak sciele lozko, wczesniej tego nie robilam, bo albo sie na nim uczylam albo czytalam ksiazki, albo nie bylo mnie caly dzien i ze zmeczenia nie chcialam ponownie rozkladac - teraz skladam, zeby sie nie poddac i nie polozyc, to takie dziwne uczucie oslabniecia, jakby nie bylo we mnie zycia, przy rownoczesnym pragnieniu i cieszeniu sie z niego. Jest we mnie wielka nadzieja, tylko zaniepokoilo mnie to, ze to tyle trwa, i Wasze posty mnie zastanawiaja, troche podobne do mojej sytuacji. Tak, widze, ze kazdego dnia jest trudniej, i na mniej rzeczy mam ochote, a nawet nie analizuje tego pod wzgledem ochoty, po prostu cos robie lub nie, funkcjonuje. Zastanawiam sie, czy to nie jest depresja, gdyby wiecej na to popatrzec, jesli pozwolic myslom przestac trzymac sie w ryzach, to kto wie, co z tego by wyszlo? Kazda mysl o pisaniu pracy powoduje straszne uczucia, od bezsilnosci do zlosci na siebie, postanowienia nic nie daja, ktos tu pisal o pisaniu planow - nie skutkuja. Dzis troche sprzatnelam - ale bylo to bardzo trudne. Na wiele rzeczy patrze w kategoriach winy, zmarnowania, wegetacji… wiem, ze tak nie mozna, wiec sie przed tym bronie, bo przeciez spotykam sie z ludzmi, z przyjaciolmi, widze ze jestem dla nich wazna, a oni dla mnie i ze sa na mnie otwarci, nawet jesli czasem sie nie rozumiemy, zawsze doswiadczam z ich strony milosci, dlatego tez walcze z uczuciem samotnosci, bo jest ono jakby w moim przypadku z lekka nie prawda, a przynajmniej nie w takim stopniu jak ja ostatnio odbieram. Nie mozna zyc nic nie robiac, w garsc zawsze pomagaly mi sie wziac obowiazki, teraz niczego nie robie, nawet tego, na uczelni nie ma juz zajec, nawet nie mam co robic z musu, sama nie stosuje sie do swoich postanowien, a na nauce skupic sie juz nie moge, nie juz - od dawna nie moge. Mam uczucie, ze zmarnowalam rok, i nie tylko. Trudno podjac teraz jakas decyzje.

Nie poddaje sie i nie poddam sie temu uczuciu, choc jest ciezko, bardzo ciezko nawet chodzic, gdy w miesniach sil brak, nie zmienie pewnych rzeczy, ale moge sprobowac zmienic przyszlosc, by tak nie wygladala, tzn. by takie sytuacje sie nie powtarzaly, lub bym umiala im zapobiegac, czy zmienic swoje myslenie. Latwo pisac, gorzej wykonac  Ale wiem, ze ze wszystkiego, z kazdego cierpienia Bog moze wyciagnac dobro, nie mowie, ze to co mi sie przytrafilo jest od Niego, nie rozpatruje tego w kategorii cierpienia zawinionego lub nie, wiem, ze nie ma sytuacji bez wyjscia i “wszystko moge w Tym, ktory mnie umacnia” (z Listu do Efezjan chyba). W Bogu mam nadzieje, a On daje nam narzedzia do walki, zdaje sobie sprawe, ze potrzebuje pomocy, bo widza to moi przyjaciele, cos mnie przeroslo i musze to uporzadkowac, wiec tak zrobie i skorzystam z pomocy innych, moze jakas terapia? Zastanowie sie, popytam, sprobuje podjac jakas decyzje, by nie stac w miejscu.

Gdy w rozmowie ze znajoma pytalam sie dlaczego teraz? Dlaczego pod koniec studiow, przeciez mialam byc pania inz., ona powiedziala mi, zeby tak na to nie patrzec, moze teraz a nie potem, gdy bede miala wlasna rodzine, by nie zawalic czegos wiekszego, by moc sobie pozniej radzic, moze po to, by umiec pomoc innym, a moze tylko dlatego, ze tak wyszlo, nie wiemy, jedyne co wiem to to, co napisalam wyzej, ze Bog ze wszystkiego moze wyciagnac dobro, nawet z cierpienia (czego dal przeciez wyraz nie raz  ).

Gdy jest mi bardzo ciezko, tak ze niewiele brakuje do popelnienia jakiejs glupoty, to mysle o tym co mam, o tym co jest dobre we mnie i wokol mnie, dziekuje wtedy Bogu i dostrzegam, ze nie jest tak zle. Ktos pisal, ze to od nas wiele zalezy - to prawda, jednak wszyscy tu wiemy, ze to nie jest proste i pewnie nigdy nie bedzie, ale warto

Dziekuje za Wasze swiadectwa, pomogly mi te chorobe troche lepiej zrozumiec, ale przede wszystkim umocnily wiare. Bede sie za Was modlic, i za siebie tez  Macie niesamowita odwage i sile, mimo ze wielu z Was pisze ze tego nie ma:) Pozdrawiam!

By kasia nova on czerwca 11, 2008 | Reply
Choruje od kilku lat, leki pomogly mi tylko zyc, dawaly sile rano wstac, ale nie rozwiazaly problemow, dawaly byc moze chec dzialania i pozwolily przespac noc. Kiedy pojawil sie jakis problem, nawet leki nie dzialaly, musialam ja zaczac dzialac, zauwazylam, ze musze w te chorobe wniesc moje dzialanie, musze walczyc.
Od miesiaca jestem bez lekow, czesciej placze co prawda, ale wiem, ze musze walczyc, bo nie chce sie, pograzac, chce zyc.
Byc moze na sile walcze, bo najlatwiej byloby sie po prostu poddac, ale wtedy skrzywdzimy tylko siebie.
Zycze Wam sil, ktore nie zawsze mozna z siebie “wyrwac”, nie bojcie sie walczyc, nie jestescie sami.
Dziekuje, ze jest ta strona i Wy.
Z modlitewnym pozdrowieniem

By gunia on czerwca 11, 2008 | Reply
Boze dzieki Ci za ten cud uzrowienia ktory dla mnie uczyniles

By slota on czerwca 13, 2008 | Reply
Wybaczcie te hieroglify  ale klawiatura wlasnie zastrajkowala i nie chce wystukiwac polskich liter. Tak, wlasnie teraz, kiedy zdecydowalam sie napisac. Nie jestem przesadna, ale powoli zaczynam wierzyc, ze wszystko co mnie spotyka nosi znamie przyslowiowego pecha. To nic, pisze dalej, mimo wszystko.

Do GOSKA (6 czerwca):
Doskonale Cie rozumiem. Czuje to samo, choc moje objawy na dzien dzisiejszy sa duzo lagodniejsze. Zaczynam powoli wierzyc, ze nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo. W koncu to, ze zyje zawdzieczam chyba jedynie swojemu najwiekszemu lekowi - przed smiercia. Brzmi to paradoksalnie, ale tak wlasnie jest. I dobrze, bo moge dzieki temu do Ciebie napisac. Nie wiem czy szukalas juz gdzies pomocy. Jesli nie, to zrob to prosze, jak najszybciej. Ja kiedys stopniowo zaczelam zatracac samodzielnosc. Jeszcze wtedy nie wiedzialam co sie ze mna dzieje i gdzie szukac pomocy. Wstydzilam sie tego, az przyszedl taki moment, ze nie bylo mowy o ukrywaniu tego co czuje, gdyz bylo to widac golym okiem. Sama swiadomosc istnienia byla dla mnie nie do zniesienia. Stalam sie jednym wielkim wszechogarniajacym lekiem. Doprowadzilam sie na wlasne zyczenie do takiego stanu, ze jedynym racjonalnym wyjsciem stalo sie leczenie szpitalne. Dla takich jak my przewidziany jest oddzial dzienny, wiec nie bylo tak zle. Poczatki byly trudne. Nawet samo dotarcie do szpitala bylo ponad moje sily. Byly momenty zwatpienia w sens samej terapii, ale teraz wiem, ze nie nalezy probowac zrozumiec jej zasad. Najwazniejsze, ze sie oplacalo. Co prawda od ponad dwoch lat jestem nieustannie na lekach, ale wierze, ze kiedys bedzie inaczej. Dzieki nim daje rade isc do przodu, czesto nieudolnie, ale do przodu. Czasem robie duzy krok w tyl, by pozniej zrobic trzy male do przodu. Zaczynam nabierac umiejetnosci czerpania radosci z rzeczy malych, z pozoru nieistotnych. Upajam sie drobnymi przyjemnosciami. Rozbraja mnie chociazby usmiech napotkanego dziecka, czyjs pozytywny gest czy dobre slowo. Co prawda nie odnalazlam jeszcze sensu zycia, ale za kazdym razem jak zrobie cos dobrego dla innych, powtarzam sobie, ze chociazby dlatego wlasnie warto byc. Oczywiscie nie zawsze mam tak optymistyczne podejscie do swiata. Owszem, czesto zdarza mi sie upasc. Jednak jak dotad zawsze udaje mi sie wstac i mam nadzieje, ze tak juz pozostanie. Nie wiem skad czerpie na to sily, czasem mysle, ze to tylko dzieki lekom wydaje mi sie, ze dam rade, ale wole sie w te mysl nie zaglebiac. Najwazniejsze, zeby isc do przodu, nie wazne dzieki czemu.
Wiem, przynudzam. Tak naprawde, to chcialam tylko podkreslic, jak wazne jest szukanie pomocy juz przy pierwszych objawach. Mam pretensje do siebie, ze zwlekalam do ostatniego momentu. To zaoszczedziloby mi wielu traumatycznych przezyc, ktore na stale wryly sie w moja psychike. Jestem przekonana, ze to m.in. przez to moje leczenie trwa tak dlugo. Po prostu zabrnelo to juz za daleko. Teraz wiem, ze nie mozna wstydzic sie swojej choroby, bac sie lekarzy czy lekow. Trzeba korzystac z dobrodziejstw wspolczesnej medycyny, a nie chowac sie do wlasnej skorupy, bo to na pewno nam nie pomoze. Leki nie sa takie zle, a czasem to jedyna metoda wydostania sie z zakletego kregu. Zreszta “im szybsza diagnoza tym wieksze szanse na wyleczenie”. W poczatkowym etapie choroby leki nie musza byc wcale koniecznoscia. Wazne by zrobic pierwszy krok i udac sie po porade.
Pozdrawiam wszystkich i zycze zdrowka :-*

By martaa on czerwca 14, 2008 | Reply
wiecie co, jak dla mnie, to najlepszy jest alkohol. Bez niego nie jestem w stanie zyc. Wiem ze to smutna prawda, ale on daje mi choc na chwile zludne poczucie dobrego samopoczucia i wyzszej samooceny - inaczej moj chlopak nie wytrzymalby ze mna, a tylko wtedy jestem soba, nie odzczuwam leku. Probowalam walczyc, modlic sie, zmienic zycie, ale to na nic. Widocznie jestem beznadziejna i tak ma byc!! Juz nie przejmuje sie niczym.
Ale dla Was jestem pelna PODZIWU, mnie na to nie stac, na nic…

By rafik on czerwca 16, 2008 | Reply
od 6 lat zyje z depresja. Ostatnio przegrywam walke z nie. Stalo sie cos, co sprawilo, ze stracila ona dla mnie sens. Po co zyc w ciaglym bolu i cierpieniu. Codzienne niezrozumienie i smutek…

By kasia nova on czerwca 16, 2008 | Reply
Witaj Rafiku
Ja tez czasami tak sie czuje, ze nikt mnie nie rozumie, czuje wtedy, ze jestem sama i nie chce zyc, ale jednoczesnie chce. Z kazdego dolu mozna wyjsc, trzeba tylko chciec tego z calych sil, wiem to trudne, czasem nawet brakuje sil na marzenia, nienawidze tych chwil i dlatego znow zazywam leki.
Tobie zycze sil, abys je znalazl, one sa gdzies na dnie duszy Twej. Ja kiedy czulam sie tak zle siegnelam po porade lekarska, byc moze jej potrzebujesz.
Pamietaj nie Jestes sam, jestem z Toba myslami, calym sercem zycze nadziei i Tobie, i sobie, i kazedemu kto tej nadziei potrzebuje


By gosia on czerwca 17, 2008 | Reply
Witajcie. Weszlam na te strone pierwszy raz. I nie wiem co napisac. Czuje ogromna pustke w sobie. Szukam jakiegos swiatelka, nadziei, ze cos sie zmieni na lepsze. Ale ostatnio jest coraz gorzej. Mam meza i troje dzieci. Depresja dopadla mnie kiedy zaszlam po raz trzeci w ciaze. I chociaz od tej pory minelo juz ok 2 lata ciagle trwa. Czuje sie winna takiemu stanowi, nie mam na nic checi. Nie moge porozumiec sie z mezem, czuje, ze rosnie miedzy nami mur obojetnosci. Resztkami sil staram sie nie okazywac moich nastrojow dzieciom, ale nie wiem jak dlugo dam rade.

By Kwiatuszek on czerwca 18, 2008 | Reply
od kilku lat zyje z depresja. Ostatnio przegrywam walke z nia. Stalo sie cos, co sprawilo, ze stracila ona dla mnie sens. Po co zyc w ciaglym bolu i cierpieniu. Codzienne niezrozumienie i smutek… Jestem tym strasznie zmeczona… zaczynam sie pograzac w bolu a to najgorsze!!!

By Kwiatuszek on czerwca 18, 2008 | Reply
Rafalku ja takze calym sercem jestem Z Toba!!!!!!!!!!!!!

By Grzesiek on czerwca 18, 2008 | Reply
Witam wszystkich, mam na imie Grzesiek. Widze, ze nie jestem sam z ta choroba. Ani nie jestem ksieciem, ani bogaty, a ta choroba tak mnie kocha;)

By Grzesiek on czerwca 18, 2008 | Reply
depresja jest to choroba, ktora ciagnie sie latami.Staram sie wierzyc, ze z niej wyzdrowieje calkowicie, ze bedzie tylko wspomnieniem. Pani psycholog, do ktorej chodze, powiedziala mi, zebym nauczyl sie zyc z ta choroba, a ze ja licze na cud. Tylko dlaczego mam nie liczyc na cud, jesli dla Pana Boga nie ma rzeczy niemozliwych. W Ewangelii jest tyle przykladow uzdrowien. Przeciez Pan Jezus mogl powiedziec chorym “nauczcie sie zyc z ta choroba” a On ich uzdrawial. W Ewangelii powiedzial “Zaprawde, powiadam wam: Kto powie tej gorze: podnies sie i rzuc sie w morze, a nie watpi w duszy, lecz wierzy, ze spelni sie to co mowi, tak mu sie stanie”. (ta gora to choroba np. depresja) Pozdrawiam wszystkich nie poddajcie sie…

By Grzesiek on czerwca 19, 2008 | Reply
Polecam gazetke katolicka “Milujcie sie!”
Jest w niej bardzo duzo ciekawych i madrych rzeczy, ktore moga podniesc czlowieka na duchu.
Koszt tej gazetki ok 3,50. Naprawde warto!

By slota on czerwca 19, 2008 | Reply
Co wiec pozostaje tym, ktorzy te wiare utracili?

By Kwiatuszek on czerwca 20, 2008 | Reply
Grzesiek…..
Jestes wielki i nie poddawaj sie, ja walcze ok 6 miesiecy, moj adres….Beatkaa37@wp.pl
Smialo pisz, tu bywam rzadko, ale jestem calym sercem. Aniolki z Wami…………..
Pozdrawiam cieplutko pomimo naszego bolu….

By admin on czerwca 20, 2008 | Reply
Grzesiek! Ja tez wierze w uzdrawiajaca moc Chrystusa. Oczywiscie,zeby ten cud sie zdarzyl potrzebna jest modlitwa (nie tylko nasza, ale tez i przyjaciol - wstawiennicza)oraz nasze zycie zgodne z Ewangelia, co nie jest latwym zadaniem.
Twoj psycholog moze o tyle ma racje, ze majac okreslona nadwrazlwiosc nalezy chronic swoj system nerwowy, a wiec dbac o regularny sen, unikac ekstremalnych doswiadczen, wyskokowych zabaw itd.
Pozdrawiam i zycze wiary, nadziei i milosci

By Grzesiek on czerwca 20, 2008 | Reply
Witam. Moze ma racje pani psycholog i pewno dobrze nauczyc sie zyc z ta choroba, jednak jesli Pan moze mnie uleczyc, czemu w to nie wierzyc. Duzo czasu juz poswiecilem na smutek, umartwianie sie i negatywne myslenie, nic to nie dalo, wiec warto sprobowac nastawic sie teraz na pozytywne myslenie, czy jest cos do stracenie..? Depresja jest strasznie skomplikowana choroba dla kogos, kto jej nie doswiadczyl, jest to praktycznie nie do uwierzenia, co potrafi zrobic z czlowiekiem. Nie kazdy moze zrozumiec, ze przed choroba czlowiek w kosmos moze poleciec, a gdy jest chory, to do sasiada boi sie wyjsc. Napisalem, ze polecam Wam gazetke “Milujcie sie”, poniewaz jest w niej duzo tematu poswieconego “czystosci czlowieka”, chodzi o unikanie pornografii, doznan seksualnych itd… jak wiadomo grzech niszczy czlowieka i jego ducha. Ja nie chce prawic kazan i wymadrzac sie, ale te rzeczy na pewno nie pomagaja w wyzdrowieniu. Sa to czyny, do ktorych Bog nie powolal czlowieka. Te wszystkie przykazania nie sa po to, zeby czlowiek cierpial, ale zeby byl szczesliwy. Pomyslcie, prosze, co by bylo, gdyby nie bylo kodeksu drogowego… wielki chaos. Kto przestrzega przepisow, nie zagraza swojemu bezpieczenstwu ani innych. Jesli chodzi o wiare: “Depresja - w takich stanach nasza ufnosc do Boga jest poddawana probie, ale w tych samych stanach powieksza sie ona prawdziwie”. Wiem, ze czasem czlowiek tak sie czuje, ze ciezko uwierzyc, ze bedzie lepiej. Dawniej, jak ktos mi powiedzia l”Grzesiek bedzie dobrze”, mialem ochote popukac go po glowie, jak moze byc dobrze, jak ja w domu zle sie czuje, a juz nie mowie, zeby gdzies wyjsc, a jednak nie powiem, ze jest cudownie, ale jest lepiej. Wiare w Boga, zaufanie Mu odbiera nam szatan. Chce nas oddalic od Boga i chce dla nas zle. Jeszcze raz polecam “Milujcie sie” - naprawde warto poczytac to czasopismo. Sa w nim swiadectwa osob dotknietych miedzy innymi grzechem nieczystosci, goraco polecam. Modlitwa tez pomaga odzyskac wiare, polecam Koronke Do Milosierdzia Bozego. PS.Jestescie silni!!!

By Grzesiek on czerwca 20, 2008 | Reply
Starajcie sie wierzyc, nic przez to nie tracicie… Pozdrawiam, trzymajcie sie cieplo!

By Grzesiek on czerwca 20, 2008 | Reply
powiedzmy szczerze samobojstwo (bo mysle, ze nie jeden mial takie mysli) do nikad nie prowadzi, i to nie jest rozwiazanie. Nie poddawajcie sie, choc wiem, ze ta walka jest okropnie ciezka. Wszyscy zmierzamy do Boga, a tam czeka na nas wieczne szczescie i radosc. Proscie Ducha Swietego, aby pokazal Wam Wasza droge uzdrowienia. Przerzuccie swoje cierpienie na Pana Jezusa, rozmawiajcie z nim, On tez cierpial tak jak i my, zna nasze cierpienia. Mysle, ze cierpienie nadaje czlowiekowi wartosci… Cierpienie przeminie…

By Grzesiek on czerwca 20, 2008 | Reply
Pan Jezus powiedzial: “Na swiecie doznacie ucisku, ale miejcie odwage: Jam zwyciezyl swiat”.

By kasia nova on czerwca 21, 2008 | Reply
Dziekuje za Twoje slowa, chcialabym, aby kazdy z nas mial taka silna motywacje jak Ty.
Ja modle sie, wierze i chce wierzyc do konca, chociaz czasem jest naprawde ciezko i chcialoby sie umrzec, wtedy wolam do Boga - nie pozwol mi sie zabic, ale Ty Panie odbierz mi zycie, bo Ty mi je dales.
Trzymajcie sie, modlmy sie wzajemnie za siebie, a bedzie nam latwiej.
Z Panem Bogiem

By Grzesiek on czerwca 21, 2008 | Reply
Tak to prawda, naprawde czasem jest ciezko, ale bardzo dobrze, ze wierzysz Kasia, z czasem ta wiara zacznie w Tobie dzialac i zauwazysz w sobie zmiany. Wydawac by sie moglo, ze zaufac Bogu, wierzyc Mu - co to za problem, latwizna prawda? I gdy jest dobrze, to predzej ta wiara w nas sie pojawia, lecz gdy jest zle, ona slabnie. Przez cierpienie, niepowodzenia ta wiara, ktora jest w nas, moze byc poddawana probie. Zawsze po burzy swieci slonko. Czlowiek w trudnej sytuacji chwyta sie roznych sposobow, nie proscie o pomoc wrozbitow, nie korzystajcie z wahadelek, jogi, pokladacie nadzieje w Bogu. Wazne, zeby pokochac siebie, aby cialo zylo w zgodzie z duchem. Kazdy z nas jest jedyny i niepowtarzalny. Mozemy byc do siebie podobni, ale nigdy tacy sami. Czytam Wasze swiadectwa i widze ile jest w was sily, ktorej mi by moglo zabraknac. Naprawde jestescie silni. Ciesze sie, ze choc troche moge Wam pomoc slowem i dziekuje za mile slowo kierowane do mnie. Pozdrawiam

By paszota on czerwca 21, 2008 | Reply
Liso!
Napisalas, ze probowalas sie nawrocic. To nie zalezy tylko od Ciebie… Dobra wola to duzo, ale to On Cie poprowadzi. Tylko Mu zaufaj… To wystarczy, pozwol Mu sie prowadzic, On bedzie wiedzial, ktoredy isc.

By Grzesiek on czerwca 22, 2008 | Reply
Odrzuccie od siebie mysli samobojcze, bo “ANI OKO NIE WIDZIALO, ANI UCHO NIE SLYSZALO, ANI SERCE CZLOWIEKA NIE ZDOLALO POJAC, JAK WIELKIE RZECZY PRZYGOTOWAL BOG TYM, KTORZY GO MILUJA”. Bog wszystkich kocha, wydaje mi sie, ze ta depresja ma jakis cel, ze Bog chce cos do nas powiedziec przez te chorobe.
ps.Slyszalem, ze Bog doswiadcza tych, ktorych najbardziej kocha. Zycze wiary, podziwiam Was za sile.

By kasiaczek on czerwca 22, 2008 | Reply
juz nie wiem jak dalej mam zyc… moja depresja rozwinela sie w ciagu ostatnich kilku tygodni na maksa… ten wewnetrzny “bol” jest nie do wytrzymania, odochodzi tylko jak spie, ale gdy tylko otwieram oczy powraca… to taki okropny stan, ktory sie nasila, nic mnie nie cieszy, czuje totalna pustke… czasem prowadze rozmowy z Bogiem proszac Go, aby dal mi znowu powod do radosci, ale On nie nadchodzi… pozostaly mi tylko resztki wiary, ze moze przyjdzie w koncu dzien, ze i dla mnie zaswieci slonce, boje sie tylko, ze i te resztki wiary strace i co wtedy dalej????? pozdrawiam Was wszystkich

By Grzesiek on czerwca 22, 2008 | Reply
Bog nie nalozy na nas ciezaru, ktorego nie bedziemy mogli uniesc. Te resztki wiary moga zaowocowac, tak jak mala iskierka moze wywolac pozar. Pozdrawiam trzymajcie sie cieplo

By Kwiatuszek on czerwca 24, 2008 | Reply
Wira pomaga, ona czyni cuda!!!!!

Trzymajcie sie

By Magda on czerwca 24, 2008 | Reply
Mam 29 lat i nic nie czuje. Nawet umierac nie mam sil. Jestem pusta, niczego nie chce, nic mnie nie cieszy, nic nie jest w stanie mnie zasmucic. Moje cialo zyje, ale ja nie zyje. Po prostu jestem figura, ktora zajmuje nieco przestrzeni. Czy to tez depresja?

By martaa on czerwca 25, 2008 | Reply
do magdy. Nie wiem, ale ja tez mam identycznie. Emocje nie znane, nie wiem kiedy ostatni raz bylam szczesliwa, a pusta caly czas. Zero motywacji. W ogole nic. Bezsens.

By Grzesiek on czerwca 25, 2008 | Reply
Moze troche za duzo od siebie wymagacie, troche akceptacji dla samych siebie. Tak jest, ze w tej chorobie ciezko myslec pozytywnie, a nawet bym powiedzial, ze bardzo ciezko. Nasuwaja sie caly czas negatywne mysli typu: nie ma dla mnie przyszlosci, jestem nic nie warta/y, do niczego sie nie nadaje. Pomimo ze wiadome jest, ze to nie prawda, to tak myslimy (negatywnie). Sa czasem momenty, ze nie odczuwa sie ani smutku, ani radosci, wlasnie taka pustka, zagubienie. Do tej choroby trzeba ocean cierpliwosci……

By kasiaczek on czerwca 26, 2008 | Reply
do magdy, wiem dokladnie, co czujesz, bo mam dokladnie to samo… jak juz wczesniej pisalam ulga przychodzi tylko kiedy spie. Nie wiem czy juz bylas u lekarza, ale ja w kazdym razie sie wybieram i mam nadzieje, ze specjalista chociaz troche mi pomoze… a co do wiary - jak juz pisalam, mam jej resztki, ale jak jej nie stracic, skoro z dnia na dzien jest coraz gorzej, przeciez prosze Boga o ulge, a ona nie przychodzi… zycze Wam wszystkim wiecej wiary ode mnie i pozdrawiam

By kasiaczek on czerwca 26, 2008 | Reply
do grzesiek… czytalam Twoje wypowiedzi i powiem szczerze, ze sa madre i chociaz (mnie) na chwile motywuja… nie chce stracic tej wiary na lepsze, bo co wtedy mi zostanie??? ale jak to zrobic????

By Grzesiek on czerwca 28, 2008 | Reply
do kasiaczek…Nie wymagaj od siebie zebys w jeden dzien zdobyla wiare i zaufala bezgranicznie,potrzeba czasu.Mozesz sobie porownac wiare do roznych przykladow podniesie cie to na duchu np:male ziarenko jakiejs roslinki tez nie przemieni sie w kwiat w ciagu jednej nocy,ale wytrwala opieka pielegnacja nad tym ziarenkiem bedzie miala w przyszlosci efekty(zreszta co bede tobie opowiadal mysle,ze jesli chodzi o opieke nad roslinkami to masz wieksze doswiadczenie ode mnie).I podobnie jest z wiara,z miloscia.Tak jest ze piekno trzeba pielegnowac aby nie dopuscic chwastu.Mysle ze Bog przez ta chorobe chce cos do nas powiedziec np:abysmy zaprzestali jakiegos grzechu,wzmocnili nasza wiare,zaufanie do Boga,moze jestesmy poddawani probie.Daj sobie troche czasu,wiem ze nie stracisz tej wiary,bo za bardzo kochasz Boga a tak jak juz mowilem wiesz co moze zrobic mala iskierka?pozar nie do opanowania.Pokochaj siebie…Pozdrawiam

By kasiaczek on lipca 1, 2008 | Reply
do grzesiek… Ty powinienies byc psychologiem,Twoje wypowiedzi naprawde podnosza na duchu, chociaz na chwile;-) bede walczyla i wierzyla, zreszta nic innego mi nie pozostalo… pozdrawiam Cie serdecznie i fajnie, ze tu jestes, bo jak juz pisalam, Twoje wypowiedzi sa bardzo motywujace do wiary i pozytywnego myslenia, a tego nam tu wszystkim potrzeba… zycze Wam wszystkim sil do walki z tym chorobskiem - NIE DAJMY SIE!!!!!!

By Grzesiek on lipca 2, 2008 | Reply
do kasiaczek… Dziekuje za te slowa, bardzo mi milo. Pozdrawiam

By Grzesiek on lipca 3, 2008 | Reply
Szatan jest sprytny, to on podsuwa nam negatywne mysli, tylko czeka jak sie oddalimy od Boga, latwiej bedzie mu wtedy nas zdobyc, ale gdy trwamy przy Bogu, nic nie moze nam zrobic. Jestesmy dziecmi Bozymi, a Bog nas kocha. To ze cierpimy na pewno ma sens. Nam ciezko jest zrozumiec dlaczego tak ma byc, wolelibysmy sami ulozyc sobie zycie, jednak “nasze mysli nie sa myslami Boga”. Czy mysleliscie czasem, ze gdyby nie ta choroba, grzech albo inne zlo mogloby nas calkiem pochlonac? Mysle, ze ta choroba jest troche takim hamulcem. Dzis jest zle, ale kto powiedzial, ze jutro nie bedzie lepiej.
Na pewno spowiedz, Komunia Sw. sa bardzo czlowiekowi potrzebne w tej chorobie.
Glowa do gory, to zycie przeminie i czeka nas wieczna radosc, szczescie…WIECZNIE!!!
Pozdrawiam i zycze duzo duzo sil.

By Kwiatuszek on lipca 7, 2008 | Reply
Nie oddalajcie sie od Boga!!!!!on jest z nami i nas bardzo KOCHA!!!

By slota on lipca 8, 2008 | Reply
Tak bardzo chcialabym w to uwierzyc!!!

By kamila on lipca 9, 2008 | Reply
witam Was wszystkich… trafilam tu dlatego, ze moj byly mezczyzna postanowil tutaj napisac w momencie, gdy nie radzilismy sobie tak bardzo, ze ja mialam ochote sie ciac z beznadziejnosci, w ktora sie zapedzilismy (Damian, wypowiedz z 11 marca) dzis juz nie wiem, czy jest gorzej czy lepiej… Dzis pisze sama, bo dzis ja potrzebuje pomocy i bardzo o nia prosze, choc zawsze przychodzilo mi trudno prosis kogos o cokolwiek! Rozstalismy sie, tzn Damian podjal decyzje, ze on sie nie zmieni, ze nie pasuemy do siebie, tak po prostu… Powiedzial mi to w szpitalu, do ktorego mnie zawiozl po tym, jak z nerw spadl mi cukier do 30 i bylam nieprzytomna. Potem pomogl sie pakowac (jaki mill), po to abym mogla wrocic do swego rodzinnego miasta. I tak bym sobie zyla, gdyby nie to, ze po 2 tyg musialam pojechac po reszte rzeczy i swego ukochanego kota. Zobaczyl, powachal, dotknal, zatesknil. I mowil o nowym wspolnym zyciu, slubie, dzieciach, milosci i tym, ze teraz wiele sie zmieni! Uwierzylam, zreszta ktora by nie uwierzyla, skoro kocha? Zostalam 4 dni i to byl najcudowniejszy nasz wspolny czas jaki przezylismy! W ciagu calego roku nie bylo tak cudownych chwil, jak wtedy podczas tych 4 dni! Milosc, szacuenk, zrozumienie, smiech, piekny sex, radosc, czulosc, przyjazn. Myslalam sobie, marzenia sie jednak spelniaja!!! Ustalilismy, ze jade do swego miasta na chwilke, sprobowac podjac prace, stanac na nogi, a potem wracam do mojego przyszlego meza (spytal czy bede jego zona) i poruszylam jeden drazliwy temat, klamstwo. Damianek jest typem mezczyzny, ktory nie potrafi spojrzec prosto w oczy i powiedziec “tak sklamalem, zrobilem to, przepraszam”. Ja wtedy wpadam w furie, agresje i wszystko co negatywne… Zostawilam pierscionek na stole, wzielam kota Bolka pod pache i wyszlam. Odjechalam do swego miasta, a on nie zatrzymal mnie… nie odezwal sie, nie pisal, nie dzownil… Nie wytrzymalam, pojechalam. Spytal “po co przyjechalas?”. Opowiedzialam POWALCZYC… ale on mnie juz nie chce, mnie ani zycia ze mna,nic. Po roku wspolnego zycia, starania sie o lepsze wspolne jutro, dorabiania sie, po prostu mnie nie chce! Kiedy mu powiedzialam, ze mozemy byc w ciazy po tamtych 4 dniach cudownej milosci, powiedzial mi, ze jesli jestem, to dlatego, ze pieprzylam sie z innym, a po chwili dodal, ze jesli urodze, to bedzie placic alimenty… Nawet nie umiem byc na niego zla:) Tak bardzo go kocham i nie godze sie z tym, ze moje marzenia w jednej chwili tak po prostu sie posypaly!Wwiele przeszlam w zyciu i sadzilam, ze twardziel ze mnie, ta sytuacja pokazuje mi, ze sie mylilam. Nie daje rady, nie wychodze z lozka, nie dbam o siebie, o nic, o nikogo! Zostalam bez pracy, pieniedzy, studiow, marzen, jego. Zyje na garnuszku mego najcudowniejszego taty, przytulajac sie do mego kota Bolka. Nie szukam pracy, nie usmiecham sie, nie mysle o szkole, o zyciu, o przyszlosci. Mysle tylko o tym jak straszny bol trawi mnie od srodka i mysle o tym, ze nie umiem sobie z nim poradzic! Damian w takich sytuacjach pil, ja nie umiem, nawet nie zajadam:). Po prostu rycze i chodze po scianach w nadziei, ze moja mamusia wezwie mnie siebie, bo samej brakuje mi odwagi, aby cos z tym zrobic! Boje sie chyba tego, ze pekloby sercu memu tatulkowi… Ale mysle o tym, aby zniknac z tego swiata, najlepiej daleko stad, usnac, nie myslec, nie wiedziec nic, nie czuc…
czy to juz koniec mnie i mych marzen?

By kasiaczek on lipca 9, 2008 | Reply
“WIARA CZYNI CUDA” uwierzmy w to… Wlasnie wiara i pozytywne myslenie w naszym “stanie” MOGA duzo pomoc… Zaczelam w to wierzyc i starac sie byc “pozytywna”, ale tak na maksa i od kilku dni to dziala:-)… Tak jakby ta depresja sie troche oddalila. Wiare porownuje do treningu na silowni… Nie od razu widac efekty, ale jesli “trening” powtarzamy regularnie, predzej czy pozniej bedziemy widziec SKUTKI… Niech takim treningiem dla nas tu wszystkich bedzie wiara i pozytywne myslenie. Wiem, wiem, nie zawsze to jest latwe, ale BADZMY WYTRWALI… pozdrawiam

By Grzesiek on lipca 10, 2008 | Reply
Kwiatuszek ma racje.

By Grzesiek on lipca 10, 2008 | Reply
I kasiaczek tez.

By martaa on lipca 10, 2008 | Reply
taa kwiatuszek ma racje. Powiedz a raczej wytlumacz to ludziom w beznadziejnej sytuacji, opowiadacie glupoty o nadziei i wierze, ale sami wiecie, ze Bog nie przychodzi i wtedy trzeba samemu wziac sie za swoje zycie, za siebie, czy ktos w ogole z Was zostal tak NAPRAWDE kiedys postawiony pod sciana? W takiej sytuacji po prostu wszystko staje sie jasne - to sprawa zycia i smierci i czy ktos chce czy nie, trzeba zyc i to w taki sposob dziala Bog !!

By kasiaczek on lipca 11, 2008 | Reply
do kamila… wiem co czujesz, bo bylam na takim dnie… wlasnie sie od niego odbijam… wiem jakie to straszne, moze moja sytuacja byla, jest calkiem inna, ale bol taki sam… ja juz kilka razy w moich wypowiedziach pisalam, ze pozostala nam wiara, ktora czyni cuda - jak to sie mowi:-) staraj sie walczyc, myslec pozytywnie, wiem, ze to trudne, tego trzeba sie uczyc, ale jesli robisz to regularnie, zacznie pomagac… Zycze Ci wytrwalosci w dazeniu do szczescia, pamietaj - ono gdzies jest i NA PEWNO do Ciebie dotrze… trzymam kciuki i pozdrawiam

By kamila on lipca 12, 2008 | Reply
do kasiaczek, dziekuje Ci za te slowa,bardzo… Tak bardzo brakuje mi teraz wsparcia ze wszystkich stron. Musze stanac na nogach, praca, obowiazki, zycie bez niego… i nie mam pomyslu jak to uczynic! Bylam u psychiatry, dostalam antydepresanty i umowilam sie na terapie do psychologa, w nadziei, ze ulzy mi! Wczoraj pojechalam do niego, przeprosic za wszystko co zle mu uczynilam i choc wiem, ze nie ma szansy, aby do mnie wrocil, to ciesze sie, ze ten krok uczynilam. Wracajac do domu podjechalam na Jasna Gore, trafilam na czuwanie. Wylam jak nienormalna, kupilam sobie rozaniec i modlilam sie, robiac w duchu rachunek sumienia. Poszlam do spowiedzi, z emocji nie moglam wstac od konfesjonalu! Chyba sie pogodzilam z tym, ze zaczynam od nowa, mimo ze tak strasznie sie boje… i choc spalam w miare dobrze, to strach przed obudzeniem sie i kolejnym takim samym dniem bez niego, milosci, bez sensu zycia, napawa mnie wieeeeelkim strachem! Gula z gardla nie zniknela i chyba musze ja zaakceptowac.
Pomodle sie dzis za Nas, ludzi zasmuconych, cierpiacych, miotajacych sie w swym zyciu… nie jestesmy sami, jest z nami Nasz Pan!

By admin on lipca 12, 2008 | Reply
Kamila: Badz wytrwala w modlitwie, a Pan Bog Cie wyslucha.

Twoj zwiazek z Damianem jest trudny, bo obydwoje jestescie bardzo poranieni.
Jednak znam takie pary, ktore sa razem i pieknie sie wspieraja - rozumieja swoje traumy, pomagaja sobie wzajemnie, gdy ktoremus jest gorzej. No i nauczyli sie pokory, a wiec wylaczenia zbyt wielkich oczekiwan wobec siebie i innych.
Wazna w zwiazku i w zyciu jest tez sztuka wybaczania - ona jest trudna, ale konieczna, zeby zyc i cieszyc sie zyciem.

Mysle, ze rozmowy z psychologiem i antydepresanty pomoga Ci zlapac rownowage i dystans do ostanich wydarzen.
Rozchwiane emocje, nad ktorymi nie panujemy, czynia wielkie szkody nam samym, i tym, ktorych kochamy.

Walcz o siebie, a gdy bedziesz silna, zawalczysz o Wasz zwiazek.

Ja tez w najtrudniejszych chwilach jezdze na Jasna Gore. Matka Czestochowska daje sile i milosc.

Zycze Ci i wszystkim tu obecnym Wiary, Nadziei i Milosci

By kamila on lipca 13, 2008 | Reply
Admin dziekuje z calego serca za te slowa… po prostu dziekuje! Wiara, ktora sie we mnie rodzi, pozawala mi sadzic, ze wyjde na prosta… wiem, ze to bedzie trwalo dlugi okres czasu, ale gotowa jestem przez to przejsc, aby osiagnac ten wynik koncowy! Walcze o siebie, bo wiem, ze dopoki ja nie dogadam sie ze soba, nie dogadam sie z nikim innym:) niestety za te wiedze zaplacilam wielka cene, stracilam Damiana i jego milosc do mnie… musze nauczyc sie zyc z tym i wyciagnac z tego wnioski. I modle sie, aby Bog towarzyszyl mi w tej drodze, bo ja sama nie dam rady…
Kochani badzmy silni, wszyscy…

By Kwiatuszek on lipca 14, 2008 | Reply
Witajcie
Wiecie jestem od pol roku blisko Boga !!! Wytrwale sie do Niego modle, mam taka cichutka nadzieje, ze mnie wyslucha…
Pamietajcie o jednym - nie rezygnujcie z milosci do Niego!!! On na prawde nas KOCHA… ROZUMIE… a moze nadejdzie taki dzien, ze podaruje nam slonce na dalsze zycie…
Trzymajcie sie ….jestesmy razem
Pozdrawiam serdecznie

By Kwiatuszek on lipca 14, 2008 | Reply
My i nasze marzenia… BOL, CIERPIENIE, KTORE ZA nami idzie…
osiadle jak pylki na ziemi…
Sami tak niewiele mozemy…
Lecz z pylu Bog stworzyl swiat
Nadal mu sens i forme.
Wyjdzmy, wiec na wiatr
by nas porwal i poniosl
tam, gdzie On zechce
i w zaufaniu oddajmy sie Mu…a zobaczycie zaswieci SLONECZKO… nie warto sie poddawac!! WIARA CZYNI CUDA

By kamila on lipca 14, 2008 | Reply
czy moglby ktos zabrac tego cholernego gula? Utrudnia mi zycie, strasznie…

By ewa on lipca 14, 2008 | Reply
chcialam sie tez podzielic z Wami moimi przezyciami. Jak to pisze leca mi lzy, bo nie potrafie sobie pomoc, czasami nienawidze siebie za te wrazliwosc i bol jaki ona mi daje. Mam 31 lat, nie ulozylam sobie jeszcze zycia, moj partner odszedl z moja przyjaciolka, wyleczylam sie, pozbieralam mysli, bol minal, ale ulokowalam uczucia w koledze z pracy, co okazalo sie totalna pomylka. Ostatnio powiedzialam mu o tym, co czuje na jego widok, ze lubie jego poczucie humoru, jego glos, a z jego ust uslyszalam, ze to nie ma racji bytu, moze jakbysmy sie spotkali wczesniej i w innych okolicznosciach, przytulil mnie… a moje serce rozdziera przeszywajacy bol, z ktorym nie umiem sobie poradzic, bo musze ogladac go w pracy… moze to naiwnosc dziecka we mnie tkwi, ale nie umiem sobie z tym poradzic, czy ten bol minie… to tak bardzo bardzo boli… wiem, ze on am kogos i jest po nieudanym malzenstwie…

By Kwiatuszek on lipca 15, 2008 | Reply
ewa …my wszyscy jak piszmy o sobie to placzemy…ja jestem od 7 miesiecy sama i ciagle becze i mam zlosc na siebie ,ze nie potrafie go znienawidzic!!!!!Byc moze to pomoglo by mi zyc dalej….A zostawil mnie po 21 latach….czasami wydaje mi sie ,ze zycie ulecialo ze mnie i brakuje mi sily !!Ale wiem ,ze jest wspanialy przyjaciel…to jest Bog on anas kocha ,chroni i daje sily

Jesli masz ochote ze mna sie podzielic bolem to napisz
Beatkaaa37@wp.pl

Trzymaj sie cieplutko
Pozdrawiam

By Kwiatuszek on lipca 15, 2008 | Reply
Rzeczy zmieniaja sie wokol nas, zmieniaja sie takze i ludzie, ktorzy znizaja sie do poziomu rzeczy, ale nie zmieniaja sie przyjaciele, co udowadnia, ze przyjazn to cos boskiego i niesmiertelnego….

By Kwiatuszek on lipca 17, 2008 | Reply
Milosc to szansa na piekne zycie,
Bez milosci zycie jest szare i puste,
Milosc wszystko wybaczy,
Rozwiaze kazdy problem.
Milosc to moj zyciowy cel,
Ktory najtrudniej osiagnac?
Milosc,
Chcialabym ja zatrzymac,
Uchronic przed zlem,
Przed koncem,

Z kazda chwila jest jej coraz mniej,
Umiera- zostaje sama,
Wpatrzona w biala sciane
Zadaje sobie pytanie,
Dlaczego wlasnie ja?
Zamykam oczy i zasypiam,
Okryta oslona nadziei
Na lepsze jutro.

Pozdrawiam wszystkich czytajacych

By kamila on lipca 20, 2008 | Reply
tesknie… za miloscia, potrzeba kochania, tak otwarcie, szczerze, do konca… i modle sie do Pana, abym nie zgorzkniala, nie przegapila tego pieknego uczucia…
Panie nie odrzucaj mych prosb… bo bez milosci jestem nikim:(

By Kwiatuszek on lipca 21, 2008 | Reply
kamila

Ja czuje to samo… nasz Pan nas slucha i jest z nami… tylko Go nie udrzucajmy, Jego milosci…

By kamila on lipca 23, 2008 | Reply
kwiatuszku, watpliwosc i nadzieja przeplataja sie w mym sercu i glowie… czuje sie, jakbym byla kaleka, jakby mi ktos urwal jakas czesc ciala, albo zabral jakis organ… czuje sie niespelniona, w kazdej dziedzinie zycia… napawa mnie to lekiem, boje sie zyc, boje sie swych mysli…
Gdzie jest moj Pan w tych chwilach, pytam gdzie???

By admin on lipca 23, 2008 | Reply
Kamila, Bog jest przy Tobie, ale cos nie pozwala Ci poczuc Jego milosci, Jego troski.
Pytanie: co to jest, na czym polega Twoja blokada, niemoznosc odczucia radosci zycia i piekna swiata.
To sa prawdopodobnie Twoje zle doswiadczenia, przezycia, z ktorymi sobie nie poradzilas.

Psychoterapia polega miedzy innymi na uswiadomieniu sobie tych przezyc i oddaniu ich Panu Bogu. Ogloszenie swojej bezradnosci wobec tych doswiadczen, uznanie wlasnej bezsilnosci wobec negatywnych emocji, jakie buszuja w Twoim sercu, to poczatek zdrowienia.

W depresji problemem jest to, ze “zamrazamy” uczucia, nie chcemy sie z nimi spotkac, bo sa zle, negatywne, bolesne.

Nie ma jednak innej drogi do zdrowia psychicznego, jak przejscie przez trudne spotkanie sie ze zlymi emocjami.

Czy probowalas terapii? Namawiam Cie serdecznie, poczatek bedzie trudny, jednak gdy podejmiesz ten trud, odnajdziesz spokoj.
Terapia Ci uswiadomi, co mozesz oddac Bogu. I wtedy odczujesz wielka ulge i poczujesz, ze Ojciec Przedwieczny jest przy Tobie.

Najczesciej gubi nas pycha, gdy wydaje sie nam, ze sami sobie poradzimy, ze nie sa nam potrzebni ani lekarze, ani inni ludzie, a Pan Bog jest tylko po to, aby spelnial nasze zyczenia.
On jednak dziala wedlug wlasnej madrosci i chce Cie zmusic do pracy, do wyjscia ze skorupy, w ktorej tkwisz, a ktora Cie dusi i nie pozwala cieszyc sie zyciem.
Pozdrawiam i zycze odwagi w walce o siebie!

By k. nova on lipca 25, 2008 | Reply
Jestem w swiecie obojetnosci. Zdaje sobie z tego sprawe, ze leki tak na mnie dzialaja, ale to nie jest dla mnie korzystne. Co robic aby zyc normalnie czy juz jestem na to skazana, zeby zawsze tak czuc?
Modle sie, to oczywiste, czekam na cud i na dnie mojej duszy jest wiara w to, ze ten cud nastapi. Ale kiedy?
Tesknie za potomstwem, a z lekami nie moge do tego doprowadzic, a bez lekow mi jest trudno.
Co robic, co robic, byc moze ktos z Was ma dla mnie rade
z gory dziekuje

By kamila on lipca 25, 2008 | Reply
i znowu to samo… strach po obudzeniue, lzy, gula w gardle i paraliz calego ciala, nawet tabletki nie pomagaja!j Jak ja mam funkcjonowac? zyc, isc do pracy, do szkoly ludzi? Czy ktos powie mi jak, bo jestem na to zbyt glupia:( Nawet modlitwa nie przynosi mi ukojenia… boje sie, ze braknie mi pomyslow na radzenie sobie ze swym bolem i tym wszystkim, tego sie wlasnie boje… ze zapragne tak mocno pojsc do mojej mamy na cmentarz:(
W tym tygodniu rozpoczynam terapie u psychologa, pozyczylam nawet na to pieniazki w nadziei, ze jest to tego warte. Lapie sie wszystkiego, niczym tonacy brzytwy… Przeroslo mnie to wszystko, przeroslo… A najgorsze jest to, ze tak strasznie tesknie za Damianem, cokolwiek nie zrobie, gdziekolwiek nie jestem, siedzi w mej glowie, duszy, sercu…
Nienawidze sie za to:(
siebie i jego…

By kamila on lipca 26, 2008 | Reply
spokoju mi trzeba, spokoju… szukam go we wszystkim i nie moge znalezc… wszystko za jego ramiona i blogi sen w nich… kocham Cie

By admin on lipca 26, 2008 | Reply
Kamila, bede sie dzis za Ciebie modlic.
Odnajdziesz spokoj, na pewno, ale to musi jeszcze troche potrwac, pobolec.
Coz z tego, ze zasnelabys w ramionach Damiana, gdy po obudzeniu znowu mialabys do niego o cos pretensje, a potem pretensje do siebie.
Twoj bol i wysilek w walce o siebie nie idzie na marne - przyniesie owoce. Badz dzielna - trzymaj sie!

By kamila on lipca 26, 2008 | Reply
podziwiam Cie Admin za Twa wiare…
Mnie jej brakuje, brakuje mi spokoju, ukojenia, stad te checi tulenia sie w jego ramiona, nawet kosztem pozniejszych bolesci, to takie infantylne, ale niestety prawdziwe!!!

dziekuje za wsparcie i modlitwe. Jestescie moim jedynym wsparciem, ludzmi, ktorzy mnie rozumieja, moj bol, strach i ta bezradnosc…
Boze jak mnie boli…

By Kwiatuszek on lipca 28, 2008 | Reply
kamila
Tak strasznie Ciebie rozumiem, ja takze zamknelabym sie w jego ramionach…  ale wiem, ze to nie mozliwe…To boli bardzo i pewnie dlugo bedzie bolec, ale pokaz jak jestes silna… ja dzieki temu, ze tu jestem, musze isc do przodu… nie zalamywac sie PAMIETAJ Bog jest z nami…

Trzymaj sie!

By kamila on sierpnia 9, 2008 | Reply
tesknie za Wami Kochani…
a bol wciaz ten sam, moze nawet i silniejszy?
Rozpoczelam terapie, gdybym mogla uczepilabym sie tej kobiety jak ostatniej deski ratunku i prowadzila terapie 24 godziny na dobe:)
moj citaxin chyba nie pomaga… wciaz marazm, mysli nieciekawe… chcialabym miec odwage cos z tym zrobic, niewazne, w ktora strone…

By Kwiatuszek on sierpnia 10, 2008 | Reply
kamila, Admin napisala rewelacyjnie i Ja Ci z calego serdecznie dziekuje!!!(Admin)…..Zycie to ciagla walka!!

By admin on sierpnia 10, 2008 | Reply
Kamila! Wytrwaj w bolu! terapia jest przechodzeniem przez bol do ukojenia.
Nie boj sie tego bolu i cierpienia, gdyz te trudne doznania prowadza do wyzwolenia.
Bardzo patetycznie to zabrzmialo.
Jednak prawdziwie.
Nic nowego dobrego sie nie urodzi, jesli nie bedzie bolalo.
Ja mam taki system myslenia - jesli boli po cos, co przyniesie dobry owoc - z pokora przyjmuje bol (staram sie).
Jesli boli wrzod, ktory sie jatrzy i ciagle odradza - to mnie wscieka.
Lepiej przciac go, zaplacic ostrzejszym bolem, ale miec potem spokoj.
Pamietam o Tobie w modlitwie.

By kamila on sierpnia 10, 2008 | Reply
Bog zaplac i wysluchaj modlitw mych Przyjaciol Panie…
blagam..

By Kwiatuszek on sierpnia 12, 2008 | Reply
admin …..swiete slowa, ja cos podobnego wlasnie przechodze, to jest jak trauma….

Ja o Tobie takze Kamila w modlitwie pamietam

Trzymaj sie

By Alex on sierpnia 17, 2008 | Reply
Your blog is interesting!

Keep up the good work!

By kamila on sierpnia 21, 2008 | Reply
szukam swego miejsca na ziemie i poki co nic… czy kazdy ma swe miejsce gdzies tutaj? a moze sa takze ci “bezdomni”? i ja wlasnie taka jestem? citaxin, terapia robia swoje… wysuszyly mi oczy… ale chaos w sercu, glowie, duszy pozostal…
pozdrawiam moich Przyjaciol…

By admin on sierpnia 22, 2008 | Reply
Kamila! Jestesmy z Toba, wspieramy Cie modlitwa, masz swoje miejsce w naszych sercach. A bezdomni jestesmy wszyscy. Sztuka jest te bezdomnosc przyjmowac z pokora i wiara, ze kazdy ma swoje miejsce w specyficznym porzadku tego swiata. Kazdy z nas jest powolany do odnalezienia swej tozsamosci.
Jestes dzielna dziewczyna - bo walczysz o siebie. Terapia jest dosc trudnym spojrzeniem na siebie, swoje oczekiwania, iluzje.
Ten lek, ktory wysusza Ci oczy tez zapewne ma sens.
Trzymaj sie, walcz o siebie i pamietaj, ze jestesmy z Toba

By kamila on sierpnia 23, 2008 | Reply
coz moge napisac…
Jestescie czescia mnie…
po prostu:)

By Agniecha on sierpnia 29, 2008 | Reply
jestem w szoku, tylu ludzi odczuwajacych dokladnie to co ja. 4 lata cierpienia i nie widze poprawy, nawet nie wierze, ze wyzdrowieje, myslalam, ze takie nastroje, fobie, doly, silne emocje tylko mnie dotycza. Mam dzieci - nie mam sily na nic, bylam osoba wierzaca - wiara ze mnie sie ulotnila wraz z choroba, ktorej caly czas nie moge zaakceptowac, obwiniam sie, ze gdybym starala sie byc silniejsza, nie przejmowala byle glupstwem, gleboko wierzyla, nie dopadloby mnie to. Juz nawet mysle momentami, zeby zrezygnowac z dzieci i prosic o zamkniecie w zakladzie psychiatrycznym. Ostatnio biore citaxin - pomaga tyle co witamina c na bol glowy. Ten okropny bol wewnetrzny,wyolbrzymione wyrzuty sumienia, lek przed wyjsciem i kontaktem z ludzmi, zmienne nastroje, brak koncentracji, czekanie na nadejscie nocy juz od rana, obojetnosc - czy warto sie meczyc? A z drugiej strony, jesli okazaloby sie, ze samobojcom po tamtej stronie jest jeszcze gorzej niz zyjac z tym paskudztwem… Kazdy dzien ogromnym ciezarem i slowa psycholog, ze jestem silna, ze dam rade - wlasnie ze nie jestem, zyje z musu, bo nie umarlam jeszcze, ot cala filozofia. Nie potrafie wyrwac sie z tego zamknietego swiatka. Nie pisz Admin ze Bog moze wszystko, ze potrzeba wiary, modlitwy, bo do mnie nie trafiaja takie slowa, sa momenty - krotkie chwilki - ze sie ciesze, np. liscmi, trawa, chmurami, bo rzeczy materialne nie sa w stanie mnie zadowolic. Jakos udaje mi sie nie zaniedbywac dzieci, choc pomocy nie mam, to znaczy jesli chodzi o potrzeby podstawowe: picie, jedzenie, kapiel, czyste ubrania, a tak to uciekam w siebie, nie mysle o sobie inaczej jak wariatka

By kamila on sierpnia 30, 2008 | Reply
znowu obudzily sie me demony…
i budza mnie:( w nocy, w dzien, ciagle…
jak mam zyc? bez niech chyba sie nie da, wiec probuje je oswoic, ale sa silne, mocne, nieprzejednane:(
tak mi zle…

By Agniecha on sierpnia 31, 2008 | Reply
a ksiezy nienawidze, ich pustej czczej gadaniny, choruje na depresje - zaden ksiadz nie byl wyrozumialy, jesli chodzi o stosowanie antykoncepcji, bo to przeciez grzech ciezki, zaden nie rozumial powagi tej choroby, konsekwencji odstawienia lekow - efektem jest kolejna ciaza, zaprzestanie zazywania lekow na okres 4 pierwszych miesiecy, hustawki nastrojow, mysli samobojcze - a teraz ze wszystkim zostalam sama, gdybym nie odstawila i urodzilabym kaleke - czy ktorys zainteresowalby sie tym, skoro nawet nie wykazuja zainteresowania w chwili obecnej, a wiedza, ze mam 4 dzieci i cierpie z powodu depresji. Prosilam o pomoc przy opiece nad dziecmi, bo przeciez Kosciol to wspolnota. Zignorowal mnie proboszcz, zlekcewazyl wikariusz a tak pieknie sie mowi o milosci blizniego, wzajemnym szacunku, pomocy chorym - puste frazesy. Nie jestem w stanie isc na msze, bo nie moge patrzec na nich. Do Boga, jesli istnieje, zlosci i zalu nie mam w sobie, ale ich wyslalabym na ksiezyc albo kazala zarabiac na 5 osobowa rodzine, mieszkajac w ciasnym mieszkanku

By kamila on wrzesnia 12, 2008 | Reply
chyba widze swiatelko…chyba:)

By kamila on wrzesnia 14, 2008 | Reply
Agniecha, tak mi przykro… tak bardzo chcialabym Ci pomoc, ale obawiam sie, ze nie mam zbyt wielu opcji:(
Nie napisze Ci, zebys wziela sie w garsc, bo tej garsci Ci po prostu brakuje… doskonale Cie rozumiem, jeszcze miesiac temu bylam w takim samym stanie… zreszta mimio wychodzenia na prosta (tak mi sie przynajmniej wydaje), wciaz mam ataki leku, strachu, psychozy…
Ale juz nie tak silne, troche jakby w oddali.
Nie wiem czy to citaxin, czy terapia, moze jedno i drugie. Moi przyjaciele i ich milosc tez swoje zrobila:) Kocham ich…
Co do wiary… moze wiele osob mnie zlinczuje za to, co napisze tutaj, ale ja nie potrzebuje posrednikow, aby byc blisko Boga… kocham Go i wszedzie, w kazdym szczegole swego zycia… chmurach, pomocnej dloni sasiadow, mruczeniu mego kota, deszczu, usmiechu mego chrzesniaka… Staram sie omijac instytucje kosciola, wierzac, ze mimo tego Bog mnie kocha, tak samo jak Ciebie, naszych znajomych, czy innych ludzi…
ale WIARE nosze w sobie silna, niepodwazalna!!!
Czego i Tobie wlasnie zycze…
wiary i nadziei na lepsze jutro…
usciski

By kamila on wrzesnia 14, 2008 | Reply
zapomnialam…
pozdrawiam Was wszystkich Kochani..
dzisiejsza ma modlitwa ofiarowana bedzie Wam…

By kamila on wrzesnia 20, 2008 | Reply
gdyby nie ta tesknota, moglabym zyc… a tak to tylko funkcjonuje!!!
spokoju ducha, spokoju… tego mi trzeba i o tym marze…

By Agniecha on wrzesnia 26, 2008 | Reply
pozostaje powiedzieC -dziekuje:) nie mam przyjaciol, izoluje sie i nie ufam ludziom, pozostaje tylko w tym calym poczuciu bezsensu i smutku wzniesc chociaz mysli do Boga, tylu ludzi zamyka sie na siebie, potrafi jeszcze bardziej zdolowac niz pomoc chocby dobrym slowem, zmienilam lek, bo bylam w oplakanym stanie, ublagalam lekarke, zeby nie dawala skierowania do szpitala, bo nie byloby osoby, krora zajelaby sie dziecmi a dla nich tylko co dzien zwlekam sie z lozka i zmuszam do spelniania obowiazkow, kazdy dzien jest ciezarem, licze, ze w koncu lek zadziala - juz jest troche lepiej, bo choc sil i usmiechu brakuje, opuscily mnie te natretne mysli samobojcze, choc leki dopadaja nieraz i obezwladniaja, dziekuje Kamila za tych pare slow, pozdrawiam wszystkich

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz